Zagubiona


Pandemia wielu z nas dała w kość, mi również. Gdzieś w tej 2-letniej izolacji się zagubiłam, byłam jak takie dziecko we mgle i dopiero się na nowo odnajduję, ba nawet się odnajduję z nawiązką. Na początku było fajnie. Kiedy to się wszystko zaczynało w Polsce, byłam w 2 klasie liceum. Gdybyście Wy widzieli w nas tę radość, kiedy nauczyciele przekazywali nam informację, że przechodzimy na zdalne nauczanie. Na zewnątrz było już dosyć ciepło, nie trzeba było rano się zrywać i dojeżdżać do szkoły, można było uczyć się z poziomu łóżku – marzenie każdego ucznia się spełniło. Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy nie wrócili do klasy maturalnej zaledwie na kilka miesięcy. Przez 3 lata nauki w liceum w budynku szkoły spędziłam może z 1,5 roku, bo jak nie strajk nauczycieli to później przyszedł COVID-19. Skończyłam swoją przygodę z liceum i przez kilka miesięcy do października pracowałam. A od października znowu zdalnie... Na uczelni byłam tylko dwa razy: odebrać legitymację i podbić legitymację, bo elektronicznie tego nie można zrobić (nie wiem, kto wymyślił elektroniczne legitymacje, których nie można przedłużyć bez przedłużenia blankietu)... Akurat, jeśli o moje studenckie życie chodzi, głównym powodem zdalnego nauczania nie jest COVID-19, a remont na wydziale. I tutaj też plusem jest to, że nie trzeba dojeżdżać, sporo można w tym czasie zrobić, nie powiem, że nie, ale co za dużo, to nie zdrowo. Fajnie było być pół roku na zdalnych, ale prawie 2 lata to już ciut za dużo, nie liczyłam dokładnie, ale podejrzewam, że to będzie coś koło tego.


Bardzo się przez ten czas, głównie ten w liceum rozleniwiłam, dupa urosła, ale też myślę, że gdzieś zagubiłam swój cel życia, nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić, tak dreptałam z miejsca na miejsce, wolny czas spędzałam próżnie, przeglądając social media, błądząc w odmętach Internetu albo grając całymi dniami w gry komputerowe. W tym momencie do Instagrama mam wyjątkową odrazę, nie potrafię tam funkcjonować, jestem zdania, że z każdą kolejną zmianą, te aplikacja coraz bardziej zatraca swój pierwotny sens. Instagram to już jest taki mix wszystkiego: Facebooka, YouTube, TikToka, ale zdjęcia tam już nie grają roli. W gry komputerowe też już nie gram. Z perspektywy czasu uważam, że zmarnowałam ten czas, można go było inaczej zagospodarować.

Dopiero się ogarnęłam, kiedy poszłam do pracy na te kilka miesięcy, dopiero wtedy ogarnęłam siebie. Łatwo nie było się przestawić na wstawanie rano, wyskoczyć z dresów, ale jakoś się udało i wspominam ten okres bardzo dobrze. Czasami miałam dość, bo jednak to była dla mnie nowa sytuacja, ale pomimo że miałam mało czasu na odpoczynek, to miałam więcej energii niż na tym nauczaniu online do robienia takich dodatkowych rzeczy. Ja w ógole u siebie widzę, jakąś dziwną zależność, że kiedy mam sporo na głowie to łatwiej mi się zmobilizować do pracy. Najwidoczniej lubię, jak się dużo dzieje, taki dreszczyk emocji, czy zdążę, czy nie. 

Od tego 1 czerwca 2021 roku, bo wtedy właśnie rozpoczęłam pracę, naprawdę dużo się w moim życiu oraz we mnie zmieniło i wizualnie i wewnętrznie. Odnalazłam siebie, swoją drogę i myślę, że będzie już tylko lepiej i lepiej. Ten rok zdalnie na uczelni nie był łatwy (nie jest, bo jeszcze się rok akademicki nie skończył, ale już prawie), nowy etap w życiu, inny system nauczania i od razu zdalnie, chyba przyznacie mi rację, że to słaba sytuacja. Myślę, że gdyby nie ta praca w wakacje z ludźmi, to bym dalej tkwiła w takiej nicości, ale jak wtedy ruszyłam, to konsekwentnie prę do przodu, tą swoją obraną drogą i nadal się doskonalę. Fakt, faktem pewnie powrót w październiku na uczelnię będzie jak zderzenie ze ścianą, ale jakoś sobie musimy poradzić, w grupie siła, a akurat grupą jako rok jesteśmy całkiem zgraną. 


Wiecie, czasami trzeba sobie przewartościować różne rzeczy. Niecałe 3 lata temu napisałam post o dojrzałości, napisałam w nim na końcu, że uważam się za osobę dojrzałą. Teraz powiedziałabym, że to był błąd, myliłam się. Pełnoletnia i owszem byłam, ale pełnię dojrzałości osiągnęłam dopiero teraz. Dorosłość z kolei osiągnę, kiedy będę żyć na własny rachunek i sama będę musiała o wszystko zadbać.