19:43

Sięgaj po marzenia

Sięgaj po marzenia

19:43

Sięgaj po marzenia


Co inni ludzie o mnie pomyślą? To pytanie zabiło miliony marzeń i niesamowitych pomysłów.

Ile razy Wy zadaliście sobie to pytanie? Ile razy zrezygnowaliście z czegoś, co chcieliście zrobić, ale jednak pojawiła się obawa przed opinią innych? Ja nie raz. Nie raz zrezygnowałam z napisania nowego wpisu na bloga, choć miałam super pomysł, no ale co by było gdyby przeczytał go któryś ze  znajomych... Spisałam ten pomysł na kartce i nadal on leży w tej szufladce i czeka. Długo powstrzymywałam się z robieniem zdjęć w miejscach publicznych, uciekałam w jakieś kąty, aby tylko nikt nie widział, co ja robię, robiłam zdjęcia sobie z ukrycia, kiedy akurat nikt nie przechodził. Na blogu długo nie pojawiały się w ogóle moje zdjęcia. Początkowo w ogóle nie ujawniałam się tutaj na blogu, nie promowałam go też w swoich social mediach, aby nikt o nim nie wiedział, no, ale przecież tak się nie da. Nie da się ukrywać w nieskończoność.  

Zaczynałam tworzyć w gimnazjum, cała ta przygoda z blogiem wyszła bardzo spontanicznie, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę tworzyć takie miejsce i, że będzie to trwało tak długo. Wiadomo, jak jest w mniejszych szkołach, każdy każdego zna i niekoniecznie takie indywidualności są w społeczeństwie uczniowskim akceptowane. Nie chwaliłam się tym, co robię na lewo i na prawo, ale mimo to, szybko się to rozniosło. Pojawiło się zainteresowanie tym, co robię. Szczególne zainteresowanie moją osobą pojawiło się, kiedy zaczęłam podejmować współprace, kiedy zaczęły pojawiać się m.in. recenzje ubrań z azjatyckich sklepów. Nagle każdego zaciekawiło, co ja robię, zaczęło się podgadywanie na zasadzie "Załatw i mi coś". Jedna osoba nawet poprosiła mnie, abym pomogła jej założyć swojego bloga. Nie miałam z tym problemu, pomogłam jej ze wszelkimi kwestiami technicznymi. Jednak czas wszystko zweryfikował, szybko zrezygnowała z blogowania. Zrezygnowała, bo nie miała takiej zajawki, nie czerpała z tego przyjemności. Wiadomo, że na takim wózku daleko się nie zajedzie, trzeba robić to, co się lubi. Nie można robić czegoś, czego się nie lubi, tylko dlatego, że ktoś to robi. Trzeba szukać własnej ścieżki.

Kiedy poszłam do liceum, nieco wyluzowałam, otworzyłam się. Już bardziej dostrzegalne było to, że każdy interesuje się swoim życiem, jest miejsce na tę indywidualność, rozwijanie swoich pasji. Nawet jeśli ktokolwiek o Tobie rozmawia, to nie daje Ci tego odczuć i to pozwoliło mi ruszyć i działać.


Jestem nadal lekko zamknięta, ale powoli, krok po kroczku, coraz bardziej się otwieram. Przestałam przejmować się opinią innych, szczególnie tych, którzy nie mają w swoim życiu żadnych wyższych celów. Naprawdę nie warto rezygnować ze swoich marzeń ze względu na innych, bo za parę lat można naprawdę żałować. Walczcie o spełnienie swoich marzeń, róbcie to, co sprawia Wam przyjemność, nawet jeśli inni gadają. Ludzie gadali, gadają i gadać będą. 


PODPIS

20:15

Odkurzacz ręczny akumulatorowy Cyclone Wet&Dry 300 od MalTec

Odkurzacz ręczny akumulatorowy Cyclone Wet&Dry 300 od MalTec

20:15

Odkurzacz ręczny akumulatorowy Cyclone Wet&Dry 300 od MalTec


Każdy z nas zna ten ból, kiedy niechcący wywrócimy donicę z kwiatami i wysypiemy z niej ziemię albo rozsypiemy jakieś chrupki, oglądając serial.  Jedynym sposobem na szybkie pozbycie się nieczystości jest odkurzanie, ale niestety tradycyjne odkurzacze są duże, ciężkie, nieporęczne, bardzo ciężko wnieść je po schodach i trudno ukryć. Dodatkowo, aby ich użyć, musimy znaleźć wolne gniazdko, a niekiedy również wymienić worek na nowy. Odkurzanie staje się wtedy katorgą, a nie czymś, co ma nam pozwolić oszczędzić czas i siły, sprawić, że nie będziemy musieli zamiatać. Świetną alternatywą na takie szybkie porządki są odkurzacze ręczne, w szczególności te akumulatorowe. Takie odkurzacze w swojej ofercie posiada firma MalTec, specjalizująca się w imporcie i dystrybucji produktów z branży ogrzewania, wentylacji, klimatyzacji oraz AGD.


Jednym z takich odkurzaczy jest nowoczesny Cyclone Wet&Dry 300, składający się z 10 elementów: odkurzacza ze zbiornikiem i wyjmowanym filtrem HEPA, 6 różnych końcówek (przedłużki, końcówki punktowej, szczotki, kolanka, złączki, końcówki szczelinowej) oraz kabla USB do ładowania. W opakowaniu znajdziemy również instrukcję użytkowania, która wyjaśni nam wszelkie najważniejsze kwestie przed pierwszym uruchomieniem odkurzacza. 

Cyclone Wet&Dry 300 to lekki, bezworkowy odkurzacz, działający zarówno na sucho, jak i na mokro. Aby był gotowy do użycia, wystarczy go naładować za pomocą dołączonego do zestawu kabla USB. Kabel ten możecie podłączyć do komputera lub tak, jak ja - bezpośrednio do specjalnie przystosowanej do tego listwy. Kabel jest podświetlany, więc można kontrolować proces ładowania. Ładowanie akumulatora o pojemności 2000 mAh, do pełna trwa ok. 4 godziny, wystarczy to na ok. 30 min odkurzania - wbrew pozorom jest to naprawdę bardzo długo, sama nie wierzyłam, ale na spokojnie odkurzycie w całym domu czy w samochodzie.


Z pomocą tego odkurzacza dosięgnięcie wszędzie tam, gdzie nie dosięgnie tradycyjny odkurzacz, w każdą, nawet najmniejszą szczelinę. Wystarczy dostosować odpowiednią końcówkę. Szersza końcówka idealnie sprawdzi się, aby zbierać większe zanieczyszczenia, okruchy, punktowa - np. do wyczyszczenia listew przypodłogowych, a szczelinowa - świetnie doczyści przestrzenie pod oknem, pod drzwiami, gdzie niekiedy zbiera się wiele kurzu, sierści zwierząt. Dzięki kolanku można wygodnie dostać się  np. za grzejnik, a końcówka ze szczoteczką świetnie sprawdzi się do wyczyszczenia kratek od wentylacji czy np. klawiatury. Końcówki można dowolnie łączyć, aby stworzyć odpowiednią do naszych potrzeb. Zostały one wykonane z twardego materiału, więc nie ma obaw, że się połamią przy łączeniu czy rozłączaniu elementów. Nie wypadają również przy użytkowaniu, trzymają się razem dość mocno. Uchwyt urządzenia jest wyprofilowany, dzięki czemu całość trzyma się w dłoni pewnie.

Aby odkurzacz uruchomić, wystarczy zerwać naklejkę, która blokuje przycisk i przesunąć go do przodu na ON. Kiedy zechcecie go wyłączyć, wystarczy z powrotem powrócić na pozycję OFF. To jest naprawdę bardzo proste, nikt nie powinien mieć z tym problemu.


Sprzątanie na mokro, na sucho, w domu, ale także w samochodzie. Odkąd mam prawo jazdy i własne auto, tym bardziej  drażni mnie najmniejszy brud w samochodzie. Niestety posprzątanie w nim latem wiązało się z plątaniem się w metrach kabla, zimą stało się to już niemalże niemożliwe. Nie muszę Wam chyba mówić, jaką trudną sztuką było, aby wyczyścić przestrzenie między przednimi siedzeniami, gdzie mieści się dźwignia hamulca ręcznego czy pomiędzy przednimi siedzeniami a słupkami, na których zamontowane są pasy. Teraz można tam swobodnie dostać się z zamontowaną, chociażby punktową końcówką. Odkurzacz od MalTec sprawił, że mój samochód będzie lśnił przez cały rok, nie będę już musiała jeździć samochodem pełnym kurzu. 


Cyclone Wet&Dry 300 wyposażony jest w system filtracji, który zatrzymuje wszelkie zanieczyszczenia, bakterie, kurz w zbiorniku a wypuszcza oczyszczone powietrze, dzięki czemu bezpiecznie mogą korzystać z niego również alergicy. Po zapełnieniu zbiornika wystarczy zwolnić blokadę i odłączyć go od reszty urządzenia, wyjąć filtr, wysypać zawartość pojemnika i opłukać zarówno zbiornik, filtr, jak i użyte przez nas końcówki wodą. Dzięki temu również oszczędzacie, nie musząc zakupywać worków, a co jeszcze lepsze system bezworkowy ułatwi Wam wyjęcie drobnych, ważnych dla Was przedmiotów, jeśli odkurzacz wciągnie je Wam przez przypadek.

Jeśli macie małe dzieci to również powinniście przyjrzeć się mojej propozycji. Dlaczego? Wiadomo, że kiedy dzieci śpią, już nie posprzątamy w domu, bo jednak takie duże odkurzacze bardzo mocno hałasują. Ten natomiast, pomimo że sporą moc, pracuje naprawdę cichutko, więc można nim nawet sprzątać, kiedy obok śpi maluch.

Pewnie ciekawi Was cena takiego cacuszka. Zaskoczę Was, odkurzacz kosztuje na stronie jedyne 67,99 zł. Oprócz tego oszczędzacie na workach, nie czerpie on również zbyt wiele prądu przy ładowaniu, a do tego czynicie dobro, dbając o nasze środowisko, Matka Ziemia będzie Wam wdzięczna. Ja nie wiem, jak do tej pory mogłam nie znać firmy MalTec i jej produktów. Sprzątanie stało się o wiele przyjemniejsze. 

Podsumujmy, więc jakie są zalety odkurzacza ręcznego akumulatorowego Cyclone Wet&Dry 300:

+ nowoczesny design,
+ niewielka waga,
+ duża moc ssania,
+ wytrzymały akumulator,
+ kompaktowość,
+ zastosowany system filtracji,
+ cicha praca,
+ końcówki, które można dowolnie łączyć,
+ niewielki rozmiar,
+ wyprofilowany uchwyt,
+ łatwe czyszczenie,
+ prosty w obsłudze,
+ pojemny zbiornik,
+ do odkurzania na mokro, jak i na sucho.

A czy Wy mieliście przyjemność korzystać z tego urządzenia? Jeśli tak, to co Wam się w nim najbardziej spodobało? A jeśli nie to, czy zakupilibyście taki produkt?

20:07

Suchym włosom mówimy NIE!

Suchym włosom mówimy NIE!

20:07

Suchym włosom mówimy NIE!


O tym, że walczę z suchymi włosami, już Wam kiedyś mówiłam. Aby poprawić ich kondycję, testowałam różne produkty, różne szampony, odżywki, ale nie było tak łatwo odnaleźć ten jeden jedyny,  bo o ile znalazłam produkt, który przypasował moim włosom, o tyle zazwyczaj skórze głowy nie. Na szczęście trafiłam na stronę Łukasza Cynarskiego (@cynarski), z zawodu fryzjera, który nie tylko tworzy nieziemskie metamorfozy, ale również nieziemskie, autorskie kosmetyki do włosów oraz kosmetyki kolorowe. Kiedy w moje rączki wpadły kosmetyki z dodatkiem keratyny: szampon oraz odżywka, których przeznaczeniem jest właśnie walka z suchością włosów, okazało się, że wystarczyło poszukać bliżej. 


Dokładnie tak, szukałam zbyt daleko, wybierałam bardzo często produkty zagraniczne, a tymczasem okazało się, że lek na całe moje zło jest kilkadziesiąt kilometrów ode mnie - w Puławach, gdzie mieści się studio Cynarski. Tę samą nazwę nosi strona, na której znajdziecie te cudowne kosmetyki.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jeśli chodzi o szampon i odżywkę to opakowanie - wysoka tubka o pojemności 200 ml z bardzo minimalistycznym designem, który nie wprowadza chaosu na łazienkowej półce. Nie każdy lubi taką formę aplikacji, ale dla mnie jest ona bardzo wygodna. Nie bójcie się, że wyślizgnie Wam się tubka z ręki, nie są one ciężkie, więc pewnie trzyma je się nawet w śliskiej, mokrej dłoni a dozowanie produktu jest nawet prostsze niż w przypadku opakowań z pompkami. 

Kolejnym aspektem, o który pada zawsze pytanie to cena. Nie jest ona najważniejsza, ale nie mniej ważna: odżywka kosztuje 32 zł, natomiast szampon - 29 zł. Dużo, mało... Zależy dla kogo. Według mnie jest to naprawdę dobra cena, jeśli chodzi o to, że kosmetyki są jak najbardziej skuteczne, a w ich składzie nie znajdziemy żadnych syntetycznych barwników, parabenów, ani soli, niszczących strukturę włosa. 

Opakowanie, cena, ale jak wiadomo, najważniejsze są jednak efekty, a te widoczne są już po pierwszym myciu: włosy rozczesują się bardzo gładko, nie ma z tym żadnego problemu, szczotka sunie po nich jak po maśle, dzięki czemu nie szarpiemy ich, nie wyrywamy. Kiedy włosy wyschną, nie ma efektu puchu na głowie, włosy są lekkie, bardzo gładkie, miękkie w dotyku, a na ich powierzchni widoczna jest piękna, błyszcząca tafla, odbijająca padające na nie światło - tylko spójrzcie na zamieszczone niżej zdjęcie. Keratyna zawarta w składzie dodatkowo zabezpiecza włosy, zapewnia termoochronę, a także zabezpiecza nałożony kolor, który na włosach utrzymuje się znacznie dłużej, na pewno z tego będą zadowolone posiadaczki włosów farbowanych. 


Używanie tego duetu fryzjerskiego to czysta przyjemność. Włosy odżyły, a na moich ustach pojawił się uśmiech, wyrażający więcej niż tysiąc słów.  Kto by pomyślał, że szczęście było tak blisko. Od tego czasu, będę mogła wreszcie cieszyć się pięknymi włosami. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko wizyty u fryzjera, u którego nie byłam już kilka miesięcy i korekta fryzury - kto wie, może wybiorę się aż do Puław do salonu Cynarski. 

A Wy mieliście przyjemność stosować kosmetyki marki Cynarski? Jak Wam się sprawdziły?

Nie mieliście? Już teraz macie okazję przetestować jest taniej. Wystarczy, że złożycie zamówienie poprzez stronę na Facebooku - Cynarski i użyjecie hasła melkablogerka - dzięki temu uzyskacie 10% rabatu na zakupy. Super, czyż nie? 


19:25

Do It Yourself: proste dekoracje ścian

Do It Yourself: proste dekoracje ścian

19:25

Do It Yourself: proste dekoracje ścian


Pandemia sprawiła, że wielu z nas musiało zacząć pracować lub uczyć się z domu. Mnie jako tegoroczną maturzystkę spotkało to drugie, od października uczę się zdalnie. Na takim zdalnym nauczaniu są lekcje, na których oczywiście, każdy jest aktywny, słucha, notuje, ale są też lekcje mniej ważne, na których to wystarczy tylko słuchać i właśnie na ten drugi typ lekcji musiałam znaleźć zajęcie, którym zajmę ręce. Nie raz Wam mówiłam, że ja talentu plastycznego nie mam, no ale podjęłam się tworzenia dekoracji naściennych, tak dla siebie, wykorzystując to, co znajdę wokół siebie. 


Najpierw, z resztek kolorowych kordonków, w kolorach: granatowym, białym i beżowym zrobiłam taką zawieszkę. Nie jest równa, ale taki efekt nawet bardziej mi się podoba, niż gdyby była ona obcięta jakby od linijki. Kordonki pozostały mi po próbie robienia cotton balls, którą podjęłam ładnych parę lat temu, ale na rolkach zostało ich naprawdę mało, patyczek znalazłam w garażu, a sznurek u góry to po prostu kawałka sznurka wędliniarskiego. Chociaż zrobiłam ją najpierw, stała się ona tylko dodatkiem - dodatkiem do obrazków wykonanych techniką string art.


String art to technika wykorzystująca kawałek płyty, gwoździe i włóczkę lub inny materiał, w moim przypadku była to zwykła czarna nitka. Tłem dla mojego dzieła stały się ścinki deski elewacyjnej, odwrócone, pomalowane jakąś farbą znalezioną w garażu. Niestety farba nie była najlepszym wyborem, gdyż po wyschnięciu okazało się, że wygląda bardzo pomarańczowo, powstały też brzydkie plamy. Jako motyw przewodni dzieł wybrałam dzikie zwierzęta w geometrycznej formie: wilka, niedźwiedzia oraz jelenia. Aby wiedzieć, w jakich miejscach wbijać gwoździe, stworzyłam sobie szablony, przerysowując na białą kartkę A4 grafiki znalezione w Internecie. Tutaj też wtopy nie uniknęłam, okazało się bowiem, że poroże jelenia jest tak rozległe, że nie mieści się na kartce A4, tym samym nie zmieści mi się na moich deskach. Nieźle się nakombinowałam, aby je skorygować - ostatecznie zrezygnowałam z fragmentu, który się nie mieścił. Kiedy szablony były gotowe, markerem pozaznaczałam punkty, w których należałoby wbić gwoździe. Następnie przyłożyłam kartki do desek i rozpoczęłam proces wbijania gwoździ - ja postawiłam na gwoździe stolarskie. Wbijanie poszło w miarę gładko, najbardziej pracochłonnym etapem było przeplatanie między gwoździkami nici, którą, aby linie były wyraźne musiałam przeplatać kilkukrotnie. Ostatnim etapem było powyrywanie szablonów spod pracy, tak aby jej nie naruszyć i to był najtrudniejszy etap, musiałam nieźle się nakombinować. Wykonanie jednej takiej pracy zajmowało mi ok. 7-8 godzin lekcyjnych. Nie jest najrówniej, ale to tylko jest dowodem na to, że obrazy zostały wykonane ręcznie. 

A czy Wy bawicie się w DIY? Co ostatnio stworzyliście?

PODPIS

19:32

Parę słów dla początkujących blogerów

Parę słów dla początkujących blogerów

19:32

Parę słów dla początkujących blogerów


Witajcie moi kochani, jak się czujecie? Śnieg Was nie zasypał?  Nie wiem, czy wiecie, ale rok 2021 będzie 5. rokiem prowadzenia przeze mnie bloga, na którym obecnie się znajdujecie. Długo,  krótko... Jeśli jesteście ze mną od początku lub czytaliście historię bloga, która znajduje się w zakładce - "O mnie" to zapewne wiecie, że nie było łatwo i to, że tutaj nadal jestem to ogromny sukces. Słowo "zmiany" towarzyszyło mojemu blogowi aż do ubiegłego roku, kiedy to podjęłam drastyczne kroki i odcięłam się od tego co było, zmieniając nazwę i adres bloga. Dzisiaj, ja - Amelia Wolińska jako Melka blogerka chciałabym skierować parę słów do osób, które chciałyby założyć bloga lub dopiero, co go założyły.



Mój blog na samym początku miał być miejscem, gdzie będę udostępniać nowe łupy autografowe, z czasem to jednak przerodziło się w szeroko pojęty lifestyle: zaczęły pojawiać się wpisy o  codziennym życiu, fotorelacje z wyjazdów, haule, recenzje, pojawiła się seria Back To School, jakieś tagi itd., zaczęłam pisać o tym, co przychodziło mi na myśl, zaczęłam wykształcać swój własny styl, ale cały czas pisałam o tym, co lubię, zawsze jestem w 100% sobą. Swoje pomysły na wpisy, które wpadały mi czasami w najmniej oczywistych sytuacjach, starałam się spisywać. Czasami kładłam się spać, już prawie spałam i chwytałam za telefon, bo akurat wpadł mi jakiś świetny pomysł warty zanotowania.

Zdarzały się też takie momenty, że na blogu przez dłuższy czas nie pojawiało się nic. Jeśli nie miałam humoru, nie miałam ochoty, po prostu nie pisałam. Każdy Wam powie, że ważna jest systematyczność - owszem, ale nie warto również pisać na siłę, bo to będzie od razu widać. Czasami było u mnie tak, szczególnie latem, że siadałam na dworze i pisałam kilka wpisów na zapas, jeden za drugim.  Każdy ze swoich wpisów zawsze analizuję, czytam po kilka razy, sprawdzam pod względem poprawności językowej, interpunkcyjnej itd., zazwyczaj korzystam z dostępnych w Internecie asystentów. 

Zdjęcia robiłam i robię starą cyfrówką lub telefonem, nie mam wypasionego sprzętu, lamp, gadżetów do zdjęć, zazwyczaj wykorzystuję to, co znajdę wokół siebie, w szafie, w kuchni - żywe kwiaty, kardigany, koce, biżuterię, jakieś patery, kolorowy blok... Co więcej, wstyd się przyznać, nie mam nawet statywu do aparatu i bardzo często po prostu kombinuję z ustawieniem telefonu czy aparatu. Bądźcie kreatywni! Naprawdę na początek nie potrzebujecie stosu teł, nowego aparatu, to nie jest wyznacznik, chociaż nie ukrywam, statyw jest bardzo przydatny i sama w końcu takowy zakupię, to akurat Wam polecam. 

Swoje wpisy promowałam przede wszystkim na facebookowych grupach zrzeszających blogerów. Okazało się, że są osoby, którym podoba się to, co robię, grono odbiorców rosło i rosło... Dołączyłam również do różnych portali - DDOB, zBLOGowani (już niedziałające), promujbloga.pl, Bloglovin', blogowisko.net. Posiadałam również wcześniej stworzoną stronę facebookową oraz swój prywatny Instagram, na których początkowo bardzo rzadko pisałam o tym, że bloguję, bojąc się, że zobaczy to ktoś z moich znajomych. Teraz wiem, że była to głupota, ale wtedy to był ogromny stres. Ten mój stres był tak ogromny, że ja przez długi czas w ogóle nie wstawiałam na bloga zdjęć, na których jestem. Nie lubiłam sobie robić zdjęć - no bo, co sobie pomyśli X, jak mnie zobaczy, wdzięczącą się jak głupia do aparatu.  Blokowało mnie to też przed tym, aby poruszyć jakiś mniej lub bardziej kontrowersyjny temat. Z czasem zrozumiałam, że to, że prowadzę działalność w sieci niczym mi nie umniejsza, ja chociaż coś robię, rozwijam się i nie będę w przyszłości żałować, że nie spróbowałam. 

Zakładając bloga, nie myślałam o profitach, nie wiedziałam nawet, że na blogu można zarabiać, rozpoczynać jakieś współprace, statystyki były dla mnie jakimiś cyferkami, nie wiedziałam, o co chodzi z SEO itd. Miałam 14 lat, kiedy zaczynałam swoją blogową karierę, nie wiedziałam o blogowaniu nic, robiłam to z przyjemności i robię nadal.  Recenzje produktów są przyjemnym urozmaiceniem, dzięki nim mogę testować różne produkty oraz jeśli są one ciekawe, dzielić się nimi z czytelnikami, nie są podstawą.

Rozpoczynając swoją przygodę z blogiem, warto zadbać o wygląd strony, trzeba znać w tym umiar, ważne, aby każdy czytelnik mógł się na niej odnaleźć. Ja skorzystałam z gotowego szablonu, udostępnionego przez Karografię, dostosowałam ją w ustawieniach bloggera, stworzyłam własny nagłówek. Efekt finalny jest właśnie taki, ja lubię minimalizm, dlatego jestem bardzo zadowolona. 

Najważniejsi dla mnie są czytelnicy, odbiorcy, którzy czytają, komentują, staram się odpisać na każdy komentarz, odwiedzać inne blogi, również pozostawiać tam po sobie ślad. Nie zawsze mam czas, nie zawsze wiem co odpisać, ale staram się, aby widzieli oni, że ja nie tylko dodaję nowe posty, ale także czytam to, co oni piszą. Gdyby nie oni, pisanie do wiatru nie miałoby sensu. 



Mam nadzieję, że te moje wypociny komuś się przydadzą, być może kogoś zmotywują do działania.  Chciałam Wam pokazać, że nawet taka osoba jak ja - prosta, pochodząca z małej wsi na wschodzie, z rodziny średniozamożnej, bez super sprzętu, super ubrań, działająca w pojedynkę może odnieść sukces w Internecie. Ktoś powie - Jaki sukces, nie masz milionów odsłon, tysięcy obserwujących? Tak, dla mnie to, co osiągnęłam przez te lata, jest ogromnym sukcesem. Naprawdę, nie bójcie się marzyć, działajcie, rozwijajcie się, róbcie to, co sprawia Wam przyjemność! 

PODPIS

19:38

Włosy niczym po wizycie w salonie fryzjerskim

Włosy niczym po wizycie w salonie fryzjerskim

19:38

Włosy niczym po wizycie w salonie fryzjerskim


Dobry wieczór, witam Was w pierwszym wpisie w nowym roku 2021! Nowy rok, nowa ja, nowe postanowienia noworoczne. Ja w tym nowym roku mam tylko jedno postanowienie - zapanować nad moimi włosami, które nie są w najlepszej kondycji, szczególnie po tych spędzonych w domu miesiącach 2020 roku, gdy je zmaltretowałam, macając je co chwilę z nudów, zaplatając, prostując, kręcąc, rozczesując i to wszystko nie do końca zgodnie z zasadami. Teraz moje włosy są w opłakanym stanie, wypadają garściami, są suche, szorstkie w dotyku i połamane. Postanowiłam walczyć i jeszcze w 2020 roku zaopatrzyłam się w kilka produktów, składając zamówienie w hurtowni fryzjerskiej - Fryzomania


Rozpoczęłam od zmiany szczotki. Wcześniej używałam szczotki w typie Tangle Teezer, którą wiele osób pokochało. Z czasem okazało się jednak, że nie był to najlepszy wybór, owszem szczotka przyjemnie masowała skórę głowy, ale sprawiało to, że sięgałam po nią zdecydowanie za często, wyciągając sobie już osłabione włosy, a co gorsze, używałam jej również na mokro, rozczesując włosy od góry. Wiele dobrego słyszałam o szczotkach Olivia Garden i właśnie na szczotkę tej firmy się zdecydowałam. Wybrałam szczotkę z serii Healthy Hair, model HH P7 Large. Szczotka ta jest wykonana z naturalnego bambusa, jest niezwykle lekka i w przeciwieństwie do mojej poprzedniej nie jest rozłamana na pół. Bardzo zależało mi na tym, aby szczotka była duża i płaska, nie jestem najlepsza w robieniu samej sobie wszelkich upięć i często zdarzało i się, że przy zbieraniu włosów coś gdzieś zostawało albo wychodziło. Teraz zrobienie, chociażby zwykłego kucyka stało się prostsze i szybsze. Szczotka świetnie, delikatnie a dokładnie rozczesuje włosy, nie szarpiąc ich. Zauważyłam, że odkąd jej używam, o wiele mniej włosów pozostaje na szczotce.  Niektórzy mają problem z nadmierną elektryzacją włosów, u mnie ten problem na szczęście nie występuje. Co ciekawe, wyczytałam, że szczotki z serii Healthy Hair mają właściwości antystatyczne i antybakteryjne. Super, czyż nie? Szczotka na stronie kosztuje w chwili obecnej ok. 28 zł, czyli wychodzi cenowo bardzo podobnie jak Tangle Teezer, a jest o niebo lepsza. Dodatkowo wygląda bardzo ładnie, spójrzcie tylko na to wypalenie z tyłu na główce. 


Postanowiłam również spróbować z olejkiem arganowym do włosów. O firmie Rooney słyszałam głównie w kontekście ich lakierów do włosów. Na stronie znalazłam jednak wiele olejków, ja postawiłam na ten arganowy, odmładzający, przeznaczony dla włosów cienkich i osłabionych. Za 15 ml buteleczkę należy zapłacić ok. 8  zł. Pierwszym, co rzuca się po jego użyciu to przepiękny zapach, jaki pozostawia. Włosy są widocznie gładkie i lśniące. Niech Was nie wystraszy pojemność, produkt jest naprawdę bardzo wydajny.


Aby nieco nawilżyć włosy, postanowiłam sięgnąć po produkt, który jest obecnie niedostępny na stronie - 2-fazową odżywkę w sprayu z keratyną marki Revlon. Forma aplikacji jest niezwykle wygodna, wystarczy spryskać uprzednio umyte, osuszone ręcznikiem włosy, rozczesać i wysuszyć. Kiedy ja składałam zamówienie na stronie, 50 ml buteleczka odżywki z atomizerem kosztowała niemalże 7 zł. Cena jest bardzo kusząca, ale działanie wcale nie słabsze - włosy pięknie pachną, są bardziej lśniące, miękkie, nie są obciążone i nie puszą się, a niestety po niektórych szamponach wyglądam jak pudel. Świetny produkt dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu, aby nakładać zwykłą odżywkę i czekać aż się wchłonie.


W ramach prezentu do koszyka dodałam produkt, który zabezpieczy moje włosy podczas termostylizacji. Wstyd się przyznać, ale wcześniej nigdy nie sięgałam po takie kosmetyki, co było oczywiście sporym błędem. Teraz, w końcu moje włosy będą zabezpieczone, dzięki Ultimate Straight Fluid spray marki Lisap. Wprawdzie nie używałam zbyt wysokich temperatur, prostując włosy, ale jednak nawet te najniższe temperatury wpływają na włosy. Warto zainwestować te kilkadziesiąt złotych, aby potem nie było zgrzytania zębami. Oprócz zabezpieczenia włosów spray sprawia, że pięknie one pachną i tutaj się powtarzam, ale tak jest, że większość tych profesjonalnych produktów do włosów pięknie pachnie. Kosmetyk ten działa również, wzmacniając nasze włosy, choć my tego nie widzimy gołym okiem. W sprayu został zastosowany kompleks keratynowy, który wnika głęboko we włosy i uzupełnia ubytki, a także drogocenny olej jojoba i masło shea.  Produkt ten też cudownie sprawia, że efekt prostowania czy kręcenia utrzymuje się u mnie dłużej niż bez użycia tego produktu, dla mnie to ogromny plus, bo moje włosy są w tym temacie bardzo niesforne. 


Podstawę pielęgnacji włosów stanowi jednak szampon. Na stronie wybór jest przeogromny, ja postawiłam jednak na szampon uniwersalny marki Stapiz Professional w 1 l butelce. W 1 l tego produktu kryje się sporo cudownych właściwości: szampon nawilża włosy, sprawia, że stają się błyszczące, wygładzone, wzmacnia je, zmniejsza wydzielanie łoju, ułatwia ich stylizację, a także zawiera filtr UV, który chroni przed wpływem szkodliwych czynników zewnętrznych. Kto by pomyślał, że w 1 l butelce aż tyle się kryje. Butelka jest duża i ciężka, ale dzięki kształtowi łatwo sięga się po nią nawet mokrymi dłońmi. Biorąc pod uwagę pojemność, szampon jest dość tani, kosztuje jedyne 9 zł. 


Moje włosy już odżyły, z każdą pielęgnacją stają się coraz piękniejsze, co będzie za kilka miesięcy... Wybór na stronie hurtowni jest olbrzymi, łączy ona ludzi - coś dla siebie znajdzie tam zwykły człowiek, włosomaniaczka, ale także fryzjer. Zamówienie przyszło bardzo szybko, solidnie zapakowane, nic nie uległo uszkodzeniu, nie miało z resztą jak, gdyż produkty były bardzo dobrze zabezpieczone. 



Fryzomania to najlepszy wybór jeśli chodzi o produkty do pielęgnacji włosów. Dzięki stosowaniu takich profesjonalnych kosmetyków w domu można poczuć się jak po wizycie u fryzjera, a kto nie lubi wizyt u fryzjera, to czysty relaks. 

PODPIS
Copyright © Melka blogerka , Blogger