22:09

Back to school: segregator zamiast zeszytów?!

Back to school: segregator zamiast zeszytów?!

22:09

Back to school: segregator zamiast zeszytów?!

kartki, przedziałki, segregator, back to school, zeszyt, szkoła

W tym roku seria "Back to school" na moim blogu jest bardzo skromna, gdyż nie chciałam powielać wpisów np. z poprzedniego roku (są one do wyszukania na blogu przez gadżet "Szukaj" w prawej kolumnie bloga), ale myślę, że zrozumiecie. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak porzuciłam zeszyty na rzecz segregatorów. 

Co roku w sklepach pojawia się multum zeszytów, w różnych wzorach, formatach, w twardych lub miękkich oprawach, zszywanych, sklejanych lub na spiralach, z dodatkami w postaci ściąg lub bez nich itd. Producenci prześcigają się, kto stworzy lepszy zeszyt. Jednak jest coś, co te wszystkie zeszyty łączy. Nawet kilka zeszytów zajmuje w plecaku sporo miejsca i sporo waży. Dodatkowo bardzo szybko się niszczą, nie wyglądają już tak estetycznie po kilku tygodniach użytkowania lub po prostu nam się nudzą i robimy wszystko tylko po to, aby się już skończyły - mażemy w nich, wyrywamy kartki, piszemy nieestetycznie... Ja znalazłam sposób na to, jak temu zapobiec i sama już tego nie robię!

Jak to się zaczęło?

W II klasie liceum coraz poważniej zaczęłam rozważać rezygnację z zeszytów. Na amerykańskim YouTube'ie, ale także na polskim m.in. u Alexxis Oli pojawiały się filmy o metodzie segregatorowej. Postanowiłam spróbować i już przy tym pozostałam. Wprawdzie istnieją zeszyty do np. 5 przedmiotów, ale są one dosyć drogie, a na jeden przedmiot przypada średnio 20 kartek, więc szybko one by się kończyły. W chwili, gdyby jeden dział, określony dla danego przedmiotu został zapełniony i tak zostałabym zmuszona kupić kolejny zeszyt, więc ta opcja odpadała.  Zrobiłam więc inaczej...

kartki, przedziałki, segregator, back to school, zeszyt, szkoła
kartki, przedziałki, segregator, back to school, zeszyt, szkoła

W sklepie Kaufland zakupiłam sobie miękki, plastyczny segregator, aby nie nosić tych wielkich, kartonowych, nieporęcznych segregatorów przy sobie, wpięłam w niego wszelkie kartki ze starych kołozeszytów, które mi po prostu zostały (można kupić również gotowy wkład do segregatora, w ubiegłym roku widziałam takie wkłady w Auchan). Z plastikowych okładek z kołozeszytów oraz z przedziałek z takich właśnie wieloprzedmiotowych zeszytów zrobiłam podziałki do segregatora (bardzo fajne gotowe podziałki są w Biedronkach), które pomogły mi zorganizować miejsce.  Nie musicie tego robić, jeśli chcecie, możecie nosić kartki w jakiejś teczce czy skoroszycie, mi akurat z segregatorem było wygodniej, wszystko zależy od Was. Jeśli zdecydujecie się na segregator, to warto szukać segregatora z 4 kółeczkami, aby kartki trzymały się dobrze i nie przemieszczały się, w innym wypadku mogą Wam się wyrywać.

Jak wyglądało to w praktyce? 

W praktyce do szkoły nosiłam segregator ze wpiętymi tylko kilkoma kartkami na każdy przedmiot, jeśli mi zbrakło jakiejś kartki, to zawsze mogłam przepiąć z innego przedmiotu. Na lekcjach pisałam normalnie tak jak w zeszycie. Jeśli dostawaliśmy kserówki, to mogłam je gdzieś pomiędzy notatkami dopiąć. Gdy musiałam coś do jakiejś poprzedniej notatki dopisać, również nie było problemu, bo spokojnie mogłam przypiąć pomiędzy dwoma kartkami kolejną kartkę. Notatki gromadziłam zazwyczaj w tym jednym segregatorze do sprawdzianu, potem wyciągałam je i przekładałam w domu do innego segregatora, aby nie dźwigać tego wszystkiego ze sobą. Nauczyciele w szkole nie mieli problemu z tym, że stosuję taki system. Niektórych nawet ten temat zainteresował.

Co się zmieniło odkąd zaczęłam stosować ten system? 

Przez cały ten okres korzystania z tej metody na pewno zmieniło się to, że moje notatki stały się o wiele bardziej przejrzyste, o wiele bardziej zaczęłam się do nich przykładać. Jeśli coś mi nie wyszło, zawsze mogłam przepisać fragment notatki na drugą kartkę i je zamienić. Moja torba do szkoły stała się też o wiele lżejsza i miałam w niej o wiele więcej miejsca. Niestety nie mieliśmy w szkole szafek, więc wszystko musieliśmy nosić przy sobie. 

Czy metoda segregatorowa jest tańsza?

Myślę, że to jest kwestia bardzo dyskusyjna. Mnie wystarczył segregator za 5 zł i stare kartki z zeszytów, więc zbyt wiele mnie to nie kosztowało, aczkolwiek nowy wkład, jeśli takowy chcielibyście zakupić, kosztuje ok. 5 zł za 50 kartek, nie jest to mało - za 5 zł macie już 60-kartkowy zeszyt firmy Oxford. Z drugiej strony nie zawsze taki 60-kartkowy zeszyt wykorzystamy, to co zostaje, zazwyczaj idzie od wyrzucenia, a w przypadku segregatora, te pozostałe kartki możemy sobie przełożyć i użyć jako kartki do innego przedmiotu. 

Cóż ja, bym Wam na ten temat jeszcze powiedzieć... Sama nie wiem, ale może ktoś z Was ma jakieś pytania? Może sami korzystacie lub korzystaliście z tej metody? Jak Wam się sprawdza/sprawdziła?

PODPIS

21:18

Fotobum - wspomnienia zachowane na papierze

Fotobum - wspomnienia zachowane na papierze

21:18

Fotobum - wspomnienia zachowane na papierze

Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie

Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu jeździliśmy z rodzicami specjalnie do E.Leclerc'a do Lublina i wywoływaliśmy zdjęcia. Zazwyczaj po jakichś większych wydarzeniach. Jednak z czasem, coraz więcej zdjęć lądowało na pendrive'ach, płytach, dyskach, część poginęła przez ten czas. Mimo to nazbierała się ich pokaźna ilość, niestety ich wywołanie w tradycyjnej formie pochłonęłoby całkiem sporo pieniędzy. Znalazłam jakiś czas temu prostą, tańszą i o wiele efektowniejszą opcję, dzięki której wywołałam już wszystkie te najlepsze, najciekawsze według mnie zdjęcia - fotoProdukty Fotobum. Ostatnio wywołałam zdjęcia najnowsze i kilka starszych, które się gdzieś zawieruszyły.


Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie
Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie
Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie
Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie
Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie

Najczęściej wywołuję zdjęcia w formie fotoGrafii Polaroid. Nie mam aparatu typu polaroid, więc radzę sobie w taki sposób. Dzięki tej funkcji mogę wybrać jakiekolwiek zdjęcia nawet te sprzed kilku lat i wywołać je w tym jakże popularnym aktualnie stylu. Dodatkowo mogę, jeśli tylko tego chcę dodać do nich podpis i stworzyć niepowtarzalne zdjęcie kilkoma stuknięciami w klawisze klawiatury. Co więcej, 26 sztuk kosztuje mnie niecałe 20 zł, przy czym wkład do Instaxa, dzięki któremu wykonamy 20 zdjęć, kosztuje ok. 60 zł. 

Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie
Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie
Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie

A skoro już o Instaxie mowa, nowością na stronie są fotoGrafie Mini Instax, które wyglądają identycznie jak zdjęcia z Instaxa. Są mniejsze od fotoGrafii Polaroid, ale to dodaje im tylko uroku. Takie malutkie zdjęcia możecie przechowywać w specjalnych albumach, tworzyć kompozycje na ścianach lub przetrzymywać w pudełeczkach, w których dotarły one do Waszego domu. Ogranicza Was tylko kreatywność. Do fotoGrafii Mini Instax również możecie dodać podpisy, do wykorzystania macie aż 50 znaków. 24 sztuki tych mini fotoGrafii kosztuje jedyne 14,90 zł.

Do każdej paczuszki fotoGrafii dołączone są także 3 strony naklejek, które możemy ponaklejać na nasze fotoProdukty. Wszystkie moje zdjęcia, nawet te najstarsze, słabej jakości zawsze  wyglądają super wywołane w takiej mini wersji, dlatego tak bardzo cenie sobie ten format. Ja swoje skarby przechowuję właśnie w specjalnym albumie oraz w ramkach na zdjęcia. 

Fotobum, zdjęcia, polaroid, naklejki, Instax, podpisy, fotografie

To, że mikrusy się sprawdzają, wiedziałam. Byłam ciekawa, jak będzie wyglądało zdjęcie w formacie giga, dlatego też zamówiłam fotoPlakat w największym dostępnym wariancie - B2, czyli 70,7 cm x 50 cm. Takie giga cudo na Fotobum kosztuje tylko 24,90 zł. Jakość jest rewelacyjna, kontury są wyraźne, nie ma ziarna, kolory są dokładnie takie jak na oryginalnym zdjęciu. Czasami w kreatorze, pojawia mi się komunikat o słabej jakości zdjęcia, aczkolwiek nigdy mi się nie zdarzyło, aby wyglądało ono strasznie wywołane. Obecnie plakat czeka na ramkę, a nie łatwo taką znaleźć. Widziałam, że są w Ikei i w Jysk w cenie ok. 30 zł i chyba trzeba będzie się w końcu przejechać i takową zakupić. 

Moi drodzy, Wy także możecie przekonać się o świetnej jakości fotoProduktów oferowanych przez Fotobum, składając zamówienie. Zanim je jednak zrealizujecie, możecie skorzystać z kodu rabatowego, obniżającego Wasze zamówienie o 10%. Wystarczy, że wpiszecie w koszyku kod - ccqexv. To naprawdę proste. Może ktoś z Was miał już do czynienia z produktami Fotobum? Jak Wam się sprawdzają?



PODPIS

21:50

Back to school: plan lekcji do druku

Back to school: plan lekcji do druku

21:50

Back to school: plan lekcji do druku



Dobry wieczór moi mili, wakacje dobiegają już końca, za kilka dni wielu z nas wróci do szkół. Z tej okazji przygotowałam, coś dla uczniów, a w szczególności dla żeńskiej części - minimalistyczny plan lekcji "SO SWEET!", który pobierzecie, klikając w poniższy link.

SO SWEET!

Na moim blogu znajdziecie już planery do druku i listę zakupów. To kolejny projekt, który udostępniam również Wam, abyście Wy również mogli z niego korzystać. Pobierajcie i drukujcie do woli! 

Jeśli skorzystacie z któregoś z moich projektów , możecie wysłać mi zdjęcie np. na moim Instagramie @amelia.wolinska, a ja je na pewno udostępnię. Dobrej nocy!

PODPIS

12:34

Mamy to, choć nie było łatwo!

Mamy to, choć nie było łatwo!

12:34

Mamy to, choć nie było łatwo!

Lublin, prawo jazdy, stylizacja, egzamin, kurs, Zamek Lubelski, Trakt Królewski

Udało się! Przeszłam kolejny level w swoim życiu i zostałam kierowcą! Choć droga nie była łatwa, to się udało i w tym momencie mogę ze spokojem wyczekiwać na dokument i cieszyć się ostatnim tygodniem wakacji. Jak ta droga wyglądała u mnie? Skąd pomysł? Jakie są obecnie koszty uzyskania prawa jazdy? O tym w dzisiejszym wpisie!


Lublin, prawo jazdy, stylizacja, egzamin, kurs, Zamek Lubelski, Trakt Królewski

Jak to było u mnie? Co mnie skłoniło do tej decyzji?

W moim domu wożenie każdego z domowników od wielu, wielu lat leżało w gestii taty. To on miał zawsze przekichane. Tato, zawieź! Tato, przywieź! Był jedynym kierowcą w domu. Sprawa się jeszcze bardziej skomplikowała, kiedy ja poszłam do liceum, brat do zawodówki, mamę trzeba było zawieźć do pracy - tata musiał wykonać nawet kilka kursów dziennie. Aby go odciążyć i aby mieć większą mobilność zdecydowałam się pójść na kurs. Ośrodek Szkolenia Kierowców miałam już upatrzony od jakiegoś czasu, więc wystarczyło dopełnić formalności - wyrobić Profil Kandydata na Kierowcę (PKK), zrobić badania, opłacić kurs. 

Kurs na prawo jazdy rozpoczęłam 3 marca, czyli dokładnie 3 miesiące przed moimi 18 urodzinami. Niestety zaraz po zakończeniu części teoretycznej, czyli tzw. wykładów w Polsce został wprowadzony "lockdown". Wprowadzane były coraz to nowsze restrykcyjne, co za tym idzie, wszystko odwlekło się w czasie i do części praktycznej kursu przystąpiłam dopiero w maju. W tygodniu miałam ok. 2 dni jazd z wybraną przeze mnie instruktorką po ok. 2 godziny dziennie, czasami jeździłam tylko raz w tygodniu, różnie bywało. Egzamin miałam zdawać w WORD Lublin, z racji tego, większość jazd odbywała się w Lublinie. Na początku nie było łatwo z dojazdami z mojej mieściny do Lublina, bo tych busów kursowało niewiele, rzadko i do tego liczba miejsc była ograniczona. Zdarzyło się jednak kilka razy, że byłam jedną z pierwszych osób danego dnia, dzięki czemu do Lublina jechałam L-ką, a wracałam busem lub byłam ostatnią i tą L-ką wracałam do domu. Z czasem sytuacja zaczęła się stabilizować i co kilka minut z przystanku odjeżdżał jakiś bus, więc już jeden problem był z głowy. W czasie całego kursu głównie jeździłam z jednym, wybranym przeze mnie instruktorem. Zdarzyło się jednak, że 2 albo 3 razy jeździłam z kimś innym, kiedy moja instruktorka nie mogła. Czas nam mijał dość przyjemnie, choć nie ukrywam, że dojazdy do Lublina busami wysysały ze mnie całą energię i po takim dniu wracałam padnięta do domu, dlatego też nie bywałam na blogu zbyt często.

Na początku lipca przystąpiłam do egzaminów wewnętrznych w OSK, które zdałam. Po czym odebrałam papiery i niemalże od razu zapisałam się przez internet na egzamin teoretyczny państwowy w WORD Lublin. Egzamin ten zdałam wzorowo 14 lipca. Następnie zapisałam na egzamin praktyczny 30 lipca. Niestety nie wyjechałam nawet z placu, przez własną głupotę. Oblałam na wzniesieniu. Byłam na siebie wkurzona, ale jeszcze tego samego dnia zapisałam się na kolejny egzamin, który zdawałam 24 sierpnia, czyli wczoraj. Wczoraj na szczęście wszystko poszło już w miarę gładko i zdałam bezbłędnie, choć jeździłam po samych egzaminacyjnych pułapkach. 

Lublin, prawo jazdy, stylizacja, egzamin, kurs, Zamek Lubelski, Trakt Królewski
Lublin, prawo jazdy, stylizacja, egzamin, kurs, Zamek Lubelski, Trakt Królewski


Jaki jest koszt kursu na prawo jazdy?

Za kurs w moim OSK zapłaciłam 1850 zł, do tego trzeba doliczyć koszt wizyty lekarskiej, czyli 120 zł ze zniżką, z racji badania u lekarza współpracującego z OSK. Jeśli bym tego nie zrobiła, to koszt takiej wizyty wynosi 200 zł. Musiałam zrobić również badanie z krwi, które kosztowało ok. 10 zł. Na bilety przez ten cały okres wydałam ok. 100 zł. Egzamin teoretyczny to kolejne 30 zł. Egzaminy praktyczne kosztowały mnie po 140 zł. Natomiast wydanie dokumentu prawa jazdy kosztuje 100,50 zł. W sumie daje nam to ok. 2500 zł. Ogromna kwota. W moim OSK istniała możliwość rozłożenia tych 1850 zł na nieoprocentowane raty, dzięki czemu nie musiałam tak wielkiej kwoty wpłacić na raz i z tego, co wiem wiele ośrodków, takie rozwiązanie posiada i warto z niego skorzystać. 

Czy otrzymałam materiały do nauki?

Tak, w dniu zapisu na kurs i wniesieniu opłaty za badania lekarskie i pierwszej raty za kurs dostałam książkę z płytą. Z płyty nie korzystałam, wykorzystałam kod na niej nadrukowany do aplikacji na telefon z testami. Jednak ważność kodu upłynęła jeszcze sporo czasu przed egzaminem teoretycznym i musiałam szukać alternatywy i znalazłam! Z pomocą przyszły mi strona w Internecie www.teoria.pl z darmowymi testami i to z niej głównie się uczyłam oraz aplikacja na telefon ze sklepu Google Play "Super Testy na Prawo Jazdy 2020". Z obu byłam bardzo zadowolona i mogę Wam je polecić. Dodatkowo dwukrotnie aż przeczytałam książkę, którą dostałam z tą płytą "Kierowca doskonały B" wg H. Próchniewicza, z tego, co widziałam, jest ona bardzo polecana w Internecie. Przed egzaminami praktycznymi oglądałam też różne filmiki na YouTube m.in. na kanałach: "Panie Jacku" czy "Ministerstwo Nauki Jazdy". Warto obejrzeć sobie na YouTube filmiki z tras egzaminacyjnych czy prześledzić te trasy na Mapach Google. 

Lublin, prawo jazdy, stylizacja, egzamin, kurs, Zamek Lubelski, Trakt Królewski

A więc moi mili widzimy się już za niedługo na drodze! Nie ma się czego bać, trzeba walczyć o swoje! Nie warto słuchać innych, którzy mówią, jak jest trudno, że wszyscy oblewają, nie ma co się demotywować.  Przed samym egzaminem trzeba się odprężyć, włączyć sobie jakąś muzykę, nie słuchać, kto oblał, a kto zdał, trzeba odciąć się od świata zewnętrznego. Jak nie za 1 razem to za 2, 3 się uda, trzeba iść za ciosem i trzaskać, trzaskać te egzaminy bez przerw, bo czas wpływa tylko na naszą niekorzyść i wierzyć, wierzyć w siebie. Egzamin teoretyczny jest w tym momencie ważny bezterminowo, a nie jak wcześniej 6 miesięcy. Badania lekarskie wydawane są nawet na okres 15 lat.  Prawo jazdy to większa mobilność, większa wolność. Nie ma co się zastanawiać, dołować porażką, tylko podnieść głowę do góry i pokazać, na co nas stać.

Kto z Was ma już prawo jazdy? Za którym razem zdaliście? Stresowaliście się bardzo przed egzaminem? Co Wam dało prawo jazdy? Może ktoś z Was jest w trakcie robienia? 
PODPIS

12:44

Zainteresuj się historią z wydawnictwem RM

Zainteresuj się historią z wydawnictwem RM

12:44

Zainteresuj się historią z wydawnictwem RM

historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM

Jak zapewne część z Was wie, chodzę do liceum na kierunek, który u nas nazywa się w szkole prawniczym. Nasza klasa, a w zasadzie jedna jej grupa w 3-letnim cyklu nauczania rozszerza 3 przedmioty: język angielski, wiedzę o społeczeństwie, czyli tzw. WOS oraz historię i przy tej historii się w tym momencie zatrzymamy. Historię w szkole jedni lubią, inni nie i mają do tego prawo. Na historii trzeba spamiętać wiele faktów, dat, umieć tworzyć związki przyczynowo-skutkowe w przypadku wielu wydarzeń. Nie każdemu musi się to podobać. Samej mi, jeśli chodzi o wszelkie daty to trudno to spamiętać. Jednak w tym wszystkim jest jeden dział, który bardzo lubię - lubię historię ubiegłego XX wieku. Uwielbiam słuchać świadectw osób, które żyły w tym czasie, oglądać czarno-białe fotografie z tego okresu, zwiedzać miejsca przesiąknięte historiami ludzkimi. Dużą pomocą są książki, tak jak te od Wydawnictwa RM, z których możemy dowiedzieć się tego, o czym nie uczy żaden nauczyciel na lekcjach historii. Nieodłącznym elementem historii XX wieku jest II Wojna Światowa pełna krwawych, tragicznych wydarzeń.

historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM

Na lekcji historii o Holokauście mówi się niewiele. Pomimo upływu czasu jest to temat drażliwy. Cały czas pojawiają się osoby, które używają sformułowań "POLSKIE obozy zagłady", "POLSKIE obozy pracy", "POLSKIE obozy śmierci", "POLSKIE obozy koncentracyjne". O ten przymiotnik, co jakiś czas wybucha spór. Najczęściej spór z zagranicznymi mediami, rzadziej z zagranicznymi politykami. Takie słowa niekiedy padają podczas wielkich uroczystości, upamiętniających wydarzenia tamtych lat. Dla wszystkich, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości z tym związane mogę polecić Wam książkę "Ostateczne rozwiązanie", która wyjaśnia, jak w ogóle doszło do tak strasznego ludobójstwa. Hans Mommsen pisze, jak to się rozpoczęło, rozwijało, jak wyglądało przechodzenie poprzez poszczególne etapy aż do eksterminacji Żydów. Pełno w tej książce dat, danych, pomimo to czyta się ją bardzo przyjemnie, nie jest męcząca. Spokojnie te ok. 200 stron można przeczytać w kilka wieczorów. 

historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM

Jedwabne, Szczuczyn, Radziłów, Suchowola, Brańsk... - kilka miejscowości. Co je łączy? Są to miasteczka na wschodzie Polski, w których  w latach 1941-1942 doszło do miejscowych pogromów Żydów. "Miasta śmierci. Sąsiedzki pogromy Żydów" autorstwa Mirosława Tryczyka to nie jest łatwa lektura, tym bardziej, kiedy faktem jest, że za tymi strasznymi zbrodniami stoją Polacy podjudzani przez Niemców. Ogromnym plusem dla mnie jest, że książka nasycona jest zdjęciami, wspomnieniami świadków, nie są to tylko suche opisy autora. Dodatkowo już na początku autor świetnie ukazuje nastroje antysemickie w Polsce przed II Wojną Światową, które pomagają, choć trochę zrozumieć sytuację, w jakiej znaleźli się Żydzi. Książkę czyta się bardzo ciężko i ja osobiście musiałam niektóre fragmenty pominąć ze względu na bardzo makabryczne opisy. Z tego, co widziałam w Internecie, w tym roku Mirosław Traczyk wydał nową pozycję "Drzazga. Kłamstwa silniejsze niż śmierć", w której to autor przyznaje, że członkowie jego rodziny również byli uwikłani w mordy przeprowadzone na ludności żydowskiej. Nie czytałam jeszcze, ale szczerze mnie korci, aby sięgnąć po tę książkę.

historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM
historia, książki, II Wojna Światowa, Holokaust, Dywizjon 303, miejscowe pogromy Żydów, wydawnictwo RM

"Dywizjon 303" Arkadego Fiedlera zna chyba każdy. Obecnie jest to nawet lektura szkolna w podstawówce. Richard King w swojej książce "Dywizjon 303. Walka i codzienność" opowiada o tym, jak wyglądało życie pilotów polskiego dywizjonu w czasie bitwy o Anglię w 1940 roku. King przedstawił działalność dywizjonu od sformowania do walki na brytyjskim niebie. W książce znajdziemy opisy z dzienników lotników, zdjęcia, listy. Na samym końcu zebrane są w tabele całe dokonania pilotów ze słynnego Dywizjonu 303. Książka została stworzona na podstawie książki Arkadego Fiedlera, który sam osobiście miał przyjemność spotkać się z tymi dzielnymi pilotami w Anglii. Książkę czyta się szybko, przyjemnie, jednym tchem i mogę Wam ją serdecznie polecić.

A Wy lubiliście historię w szkole czy nie? Jaki przedmiot był Waszym ulubionym? Uczyliście się na historii o pogromach Żydów np. w Jedwabnem albo o Dywizjonie 303? Dajcie znać w komentarzu!

PODPIS

22:47

House Detailing - niezbędniki każdej perfekcyjnej pani domu

House Detailing - niezbędniki każdej perfekcyjnej pani domu

22:47

House Detailing - niezbędniki każdej perfekcyjnej pani domu

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Sprzątanie - jedni uwielbiają (tak, są takie osoby i na pewno znajdzie się ktoś taki wśród Was), inni nienawidzą. Ja jestem raczej pośrodku - mogę sprzątać, nie przeszkadza mi to, ale nienawidzę niektórych elementów np. mycia okien, właściwie to nienawidziłam, dopóki nie trafiłam na produkty House Detailing, o których chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

House Detailing to nowoczesna linia preparatów do sprzątania polskiej firmy LiveChem. Środki czystości produkowane są z dbałością o otoczenie. Używanie ich przy sprzątaniu jest bezpieczne dla środowiska, ale także dla nas. Produkty nie zawierają barwników syntetycznych, są stworzone ze składników biodegradowalnych, a butelki wykonane zostały z plastiku pochodzącego z recyklingu. Czyż nie brzmi to rewelacyjnie?!

Produkty dotarły do mnie solidnie zapakowane w karton. Butelki ze środkami były szczelnie zamknięte korkami, które trzeba wcisnąć, aby otworzyć buteleczkę. Dzięki temu nie wyleją się podczas transportu, ale też nie otworzą ich dzieci. Triggery przyszły jako oddzielne elementy do samodzielnego zamontowania. W środku kartonu znalazłam katalog całej, olbrzymiej gamy produktów, które zawiera ta linia, vlepki oraz firmową papierową siateczkę. 

W 2014 zakończyła się emisja programu "Perfekcyjna pani domu", w którym  Małgorzata Rozenek pomagała uczestnikom uporać się z zaniedbanymi mieszkaniami. Pod koniec przyśpieszonego kursu Gosia Rozenek robiła uczestnikom test białej rękawiczki. Ja tego nie zrobiłam, ale przygotowałam dla Was porównanie "przed i po", jak to wygląda u mnie, choć nie było to łatwe, ponieważ u mnie w pomieszczeniach takich jak np. łazienka jest dość ciemno.

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Jak pisałam wyżej - do niedawna nie cierpiałam mycia okien, luster. Zawsze po umyciu pozostawała jakaś smuga. Nie było różnicy, czy użyłabym ściereczki, ręcznika papierowego czy myjki do szyb, zawsze gdzieś coś zostawało i bardzo to demotywowało. Czasami po umyciu lustra na całym wychodziło takie brzydkie zamglenie i lustro trzeba było jeszcze raz myć od nowa. Dopiero Glass Cleaner sprostał moim oczekiwaniom. Wreszcie mycie tych okien, luster, szklanych szyb w szafkach stało się przyjemnością, a nie smutnym obowiązkiem. No i w końcu spoglądając w lustro, nie jestem niewyraźna na twarzy.  Zapach jest bardzo przyjemny, owocowy, preparat pachnie mango oraz marakują. Butelka o pojemności 500 ml, tak jak ta ze zdjęcia na stronie kosztuje jedyne 12 zł. 

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątaniaHD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątaniaHD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Co więcej, w przypadku lustra w łazience po umyciu nakładam na nie środek Anti Fog, dzięki czemu po gorącej kąpieli mogę w końcu na szybko przejrzeć się w lustrze bez konieczności motania się w łazience w poszukiwaniu ściereczki i płynu do mycia. Płyn przeciw osadzaniu się pary nakładamy na czyste, umyte lustro i delikatnie wycieramy, najlepiej papierem bezpyłowym, tak, aż pozostanie tylko delikatna, cieniutka warstwa ochronna na lustrze. Przy następnej kąpieli to lustro już nie zaparuje. Na tym małym lustereczku dokładnie widać, że para wodna w znacznie mniejszym stopniu osadziła się u góry, gdzie był nałożony preparat. W tym przypadku 500 ml produktu to koszt 30 zł. 


HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Dalej pozostajemy w tematach łazienkowych. W łazience korzystamy z różnych kosmetyków do pielęgnacji - mydeł, płynów do kąpieli, szamponów. To wszystko osadza się mimo woli na armaturze - umywalce, wannie, prysznicu. Armatura staje się coraz bardziej matowa z każdym użyciem. Armature Cleaner przywraca blask, którego dawno nie widzieliśmy. Biel wreszcie bije po oczach. 500 ml opakowanie tego preparatu kosztuje 15 zł. Zapach jest orzeźwiający, cytrynowy. 

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątaniaHD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Z łazienki sprytnie przenosimy się do drugiego najważniejszego pomieszczenia w domu, do serca każdego domu - do kuchni. Nie wiem, jak jest u Was, ale u mnie zawsze życie tętni właśnie w kuchni, a nie np. w salonie. Najprzyjemniej spędza się tam czas. W kuchni najczęściej mamy płytki na ścianie przy meblach kuchennych, w kuchni się gotuje, co za tym idzie, fugi przy płytkach bardzo szybko szarzeją. Z fugami chyba walka jest jeszcze trudniejsza niż z powierzchniami szklanymi. To fug chyba najbardziej nienawidzą panie przy sprzątaniu. Dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie ciemnej fugi, o ile to możliwe lub stosowanie bardzo wąskiej fugi. Nie zawsze tak się jednak da i co wtedy? Wtedy warto mieć takiego wojownika, jakim jest Grout Cleaner. Niewielka ilość wystarczy, aby wybielić troszkę te nasze znienawidzone fugi w kuchni. Efekt widoczny jest już po pierwszym użyciu. Za jedną buteleczkę płynu musimy zapłacić 16 zł. 

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątaniaHD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Czasami okazuje się, że woda płynąca w naszym kranie jest zakamieniona i np. na czajnikach czy kranie w zlewie wychodzi biały osad trudny do pozbycia się. Niekiedy trzeba włożyć sporo energii i siły, aby się go pozbyć. U mnie kamień, który jest niczym innym, jak wytrąconym wapiennym osadem osadził się dość mocno na czajniku elektrycznym. Po jednym zaaplikowaniu i przetarciu czajnika produktem Limescale and rust już było widać delikatną różnicę. Po zrobieniu zdjęć czekało mnie jeszcze sporo pracy i w ruch poszła szczoteczka, ale teraz czajnik wygląda jak nowy i na razie śladów kamienia brak. Koszt? 16 zł za standardową pojemność 500 ml. 

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Ostatnim produktem z tej magicznej szóstki, którą miałam przyjemność testować jest Furniture Care, który pomaga walczyć z wszędobylskim kurzem. Przy psie tego kurzu jest zatrzęsienie. Ledwo przetrzesz i już znowu jest. Trzeba by było tylko latać ze ścierą i wycierać. Wystarczy prysnąć trochę preparatu, delikatnie wytrzeć i poczekać, aż wyschnie, aby chociaż chwilę cieszyć się spokojem od kurzu. Płyn ten przepięknie pachnie lawendą i kosztuje 18 zł za ile? Oczywiście, że za 500 ml. 

HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania
HD, House Detailing, sprzątanie, porządki, środki czystości, płyny do sprzątania

Ja jestem tymi produktami totalnie oczarowana. Ceny myślę, jak za takie pojemności, za taką jakość są świetne, a ekologiczne podejście to tylko kolejny atut kosmetyków do pielęgnacji domu z serii House Detailing. Myślę, że wkrótce domówię sobie inne produkty m.in. te do podłóg. 

Dajcie mi znać, czy Wy jesteście Team "Lubię sprzątać" czy Team "Nienawidzę sprzątać"? Po której stronie mocy jesteście?



PODPIS
Copyright © Melka blogerka , Blogger