18:48

Nowa twarz | Mierzymy.. Zaful

Nowa twarz | Mierzymy.. Zaful

18:48

Nowa twarz | Mierzymy.. Zaful


Dzisiaj pora na bardzo ważny dla nas wpis. Chciałybyśmy, abyście kogoś poznały. Do naszej ekipy dołączyła nowa osoba, nowa twarz. Wpis będzie łączony, zobaczycie w nim również najnowsze zamówienie ze sklepu Zaful. Zapraszamy!



Poznajcie Sandrę! Sandra jest nową osobą w naszej ekipie. To jest jej debiut - pierwszy post, pierwsza sesja. Mamy nadzieję, że przyjmiecie ją równie ciepło jak Kasię. 


Sandra ma na sobie aż trzy rzeczy z Zaful. Pierwszą z nich jest sweterek, który gra tutaj główną rolę. Ma on na rękawach takie olbrzymie falbany. Możemy Wam ten sweter z całą odpowiedzialnością polecić. Jest gruby, ale nie gryzie, nie wystają też żadne nitki. Jeśli szukacie niezwykle efektownego sweterka na zimę to ten sprawdzi się idealnie.

SWETER - KLIK

Drugą rzeczą są kolczyki tzw. kreolki. Przyszły one w zestawie 6 par kolczyków. Sandra do zdjęć wybrała te najbardziej klasyczne, bez żadnych zdobień. Kolczyki są naprawdę bardzo dobrze wykonane, nie są zbyt ciężkie, wygodnie je się nosi. 

KOLCZYKI - KLIK

Ostatnią rzeczą, którą miała na sobie Sandra wczoraj, czyli wtedy gdy robiłyśmy zdjęcia jest warstwowy naszyjnik, a właściwie dwa. Nie są to z pewnością naszyjniki dla osób z szerszą szyją, ponieważ oba są tej samej długości i bardzo ciężko zapiąć je warstwowo. Zapowiadało się naprawdę ciekawie, ale mogło by być lepiej. 

NASZYJNIKI - KLIK

Z Zaful zamówiłyśmy klasyczny, czarny kapelusz. Jest to raczej kapelusz do zdjęć niż do noszenia na co dzień. Wykonany został w 100% z akrylu. Na głowie prezentuje się bardzo fajnie, ale jest jakby ciupkę przymały i "podjeżdża" do góry. 

KAPELUSZ - KLIK

Kolejną rzeczą, do której również mamy lekkie zastrzeżenia jest przepiękna czarna bluzka z siateczką na wierzchu. Mamy niestety uwagi co do wykończenia. Pod wyszyciami znajduje się druga warstwa siateczki, która niestety wystaje i odstaje. Nie wygląda to zbyt estetycznie. Pomimo tego bluzka nadal jest bardzo ładna, trzeba po prostu coś wymyślić, by ta siateczka nie rzucała się aż tak w oczy.

BLUZKA - KLIK


Ostatnią zamówioną rzeczą jest piękny wisiorek. Co do niego nie mamy żadnych "ale". Wygląda dokładnie tak jak na zdjęciach na stronie. Co jest w nim fajnego, możemy sami sobie regulować długość. 

WISIOREK - KLIK

Każda z rzeczy przyszła z metką Zaful w oddzielnych woreczkach strunowych, a następnie szczelnie zapakowane w foliopaku. Biżuteria dodatkowo zapakowana została w kopertę bąbelkową. Do nas paczka szła ok. 2 tygodni, a więc dość szybko jak na takie sklepy. 

UWAGA! Mamy dla Was kod rabatowy - ZFTina . Jeśli użyjecie go przy zakupach powyżej 25USD oszczędzicie 3USD, przy zakupach powyżej 50USD rabat wynosi 6USD. Natomiast powyżej 100USD wzrasta on do 12USD.

Pamiętajcie! Nie jesteśmy profesjonalnymi modelkami! Ta sesja była dla nas przede wszystkim zabawą. Nie lubimy pozowanych zdjęć, dlatego przed obiektywem staramy się być jak najbardziej naturalne. 

Będzie nam niezmiernie miło, jeśli poświęcicie chwilkę swojego czasu, poklikacie w KLIKI i zostawicie po sobie jakiś ślad np. w postaci komentarza lub obserwacji :)

00:09

Nowa limitowana kolekcja BELL - Desert Rose

Nowa limitowana kolekcja BELL - Desert Rose

00:09

Nowa limitowana kolekcja BELL - Desert Rose


Wiedzieliście? Wraz z początkiem sierpnia w Strefie Piękna w Biedronce pojawiły się nowe produkty firmy BELL z limitowanej kolekcji Desert Rose. Moi Instagramowi obserwatorzy (INSTAGRAM) skład kolekcji zobaczyli tuż po jej wyjściu. Czy warto zakupić te kosmetyki? Co u mnie się najlepiej sprawdza? Jak wypadają kosmetyki z BELL cenowo? To i wiele więcej po rozwinięciu wpisu... Zapraszam :) 

Kolekcja Desert Rose składa się z kilku kosmetyków, każdy z nich jest w dwóch/trzech odcieniach (starałam się, by zdjęcia jak najlepiej je oddawały, zdjęcia były jedynie przycinane). Ceny również nie wyrywają z butów, kosmetyki z Bell są jednymi z tańszych na rynku. Za matowe pomadki z kolekcji Desert Rose zapłacimy jedynie 9.99 zł, ale pomadki zostawimy na deser. Będą wisienką na torcie. A więc, co znalazło się w kolekcji?


Kremy do stylizacji brwi STAY ON BROW dostępne są tylko w dwóch wersjach kolorystycznych, dla blondynek - BLONDE, dla brunetek - BRUNETTE. Na pierwszy rzut oka różnica w kolorach jest nie wielka, ale jak widać na swatchu, kolory się dosyć różnią. Ja jestem brunetką, swoje brwi mam naturalnie dość ciemne, dlatego sięgałam po ten ciemniejszy kolor. Do aplikacji produktu warto zaopatrzyć się w dość precyzyjny pędzelek przeznaczony właśnie do malowania brwi. Konsystencja jest bardzo masełkowata, lekka, ale mocno napigmentowana. Z tego, co wiem w wielu Biedronkach są już wykupione. 

Koszt takiej pomady to jedynie 9.99 zł. Jest to najtańsza pomada, jaką gdziekolwiek dostaniecie, dlatego się śpieszcie ;) 


Kolejne produkty to konturówki do oczu SMOKY KAJAL. Znajdziemy je w dwóch kolorach - czarnym i grafitowym. Używając ich trzeba uważać, by nie zrobić sobie na oku "krzywdy",  bo są bardzo mocno napigmentowane. Konturówki przeznaczone są do malowania górnej i dolnej powieki oraz ich wewnętrznych części. Bardzo łatwo się rozcierają i uzupełniają makijaż. Forma stożka umożliwia wyjątkowo komfortową aplikację. 

Uwaga! Cena niech Was nie zdziwi :) Kosztują jedyne 9.99 zł


Coraz bliżej pomadki, ale przed nami jeszcze dwa pudrowe kosmetyki. Zarówno bronzer, jak i rozświetlacz przykuwają wzrok swoim kwiatowym wzorem :) Niezwykle elegancko to wygląda. Na duży plus zasługuje to, że są to paletki aż 5 różnych odcieni, ale niestety nie można mieć wszystkiego. Aplikacja każdego z osobna, jest utrudniona, trzeba byłoby to robić naprawdę malutkim pędzelkiem a jest to bardzo pracochłonne. Najlepiej jest mieszać po prostu wszystkie kolory. Bronzer na twarzy wygląda bardzo delikatnie. Ma w sobie malutkie, połyskujące drobinki, które pięknie się mienią i rozświetlają lekko nasze kości policzkowe. Jego ogromnym plusem jest to, że nie osypuje się ani nie tworzy plam. 

Za bronzer zapłacimy w Biedronce - 12.99 zł


Ten sam problem, który wystąpił przy bronzerze, występuje również tutaj. Również najlepiej nałożyć na pędzel wszystkie kolory. Na twarzy utworzy nam się wtedy przepiękna delikatna tafla, która podkreśli nasze kobiece piękno, lecz efekt nie będzie przesadzony. 

Cena - 12.99 zł


Coś na co, większość z Was czekała, czyli matowe pomadki za jedyne 9.99 zł za sztukę. Ja jestem nimi zachwycona i aż żałuję, że Bell wypuściło tylko trzy kolory  (od góry - 01, 02 i 03) pomadek z tej serii, inspirowane barwami orientu. Są świetnie napigmentowane, mają rewelacyjne kolory. Ich największą zaletą jest to, że nie lepią się ani nie wysuszają ust. Zapach jest bardzo subtelny i przyjemny. Co do trwałości nie są bardzo trwałe, ale spokojnie jeden niezbyt tłusty posiłek wytrzymały. Jeśli nam się zjedzą, spokojnie możemy je dołożyć i nie zrobimy sobie kuku. 



A jeżeli znudzą Wam się kolory pomadek lub będziecie miały, jakieś wielkie wyjście to można bardzo łatwo je odmienić, jak za pomocą magicznej różdżki. Potrzebna Wam jest tylko jedna rzecz - SHINE LIPS TOP COAT. Topy również dostępne są w trzech wariantach. Możemy je stosować dwojako: nałożyć bezpośrednio na usta i traktować jako błyszczyk lub nałożyć na matową pomadkę i troszkę ją ożywić, dodając blasku. Top działa troszkę jak utrwalacz i pozwala nam cieszyć się kolorem na dłużej, jest odporny na ścieranie, a do tego nie wypływa poza kontur ust. 

Koszt takiego jednego topu to 9.99 zł


Tak prezentuje się cała kolekcja DESERT ROSE. Pamiętajcie, że jest to kolekcja limitowana, dostępna jedynie sierpień-wrzesień, dlatego trzeba się śpieszyć. Produkty znikają z półek jak świeże bułeczki. Jak widać na przykładzie BELL, nie zawsze to, co sprzedawane jest w dość niskich cenach, jest do bani. Można produkować kosmetyki w niskich cenach, które naprawdę się sprawdzają. 

Ja kosmetyki BELL mogę Wam szczerze polecić. Mam kilka rzeczy i jestem bardzo zadowolona ;) 

A Wy macie już coś z nowej kolekcji? Jak pierwsze wrażenie?

00:00

Zakupy do szkoły?! Wakacje przecież są!

Zakupy do szkoły?! Wakacje przecież są!

00:00

Zakupy do szkoły?! Wakacje przecież są!


Wprawdzie jest dopiero sierpień i mamy jeszcze miesiąc laby za nim powrócimy do szkół, ale ja postanowiłam w tym roku zrobić zakupy wcześniej. Na osoby, które zaczęły już dodawać pierwsze wpisy z serii Back to school lub filmy na YouTube o tej tematyce są linczowane i zalewane komentarzami typu: "Ty to jakaś chora jesteś, wakacje się dopiero się zaczęły a ty już Back to school...", "Kobieto! Jest lipiec, a ty o szkole nawijasz?!" albo "Ja to na twoim miejscu już w maju bym zaczęła nagrywać tę serię!". Takich komentarzy jest mnóstwo, niektóre napisane z ogromną nienawiścią do twórcy. Co o tym sądzę? Zapraszam do dalszej części postu!

Ja jestem tego zdania, że dla każdego kwestią indywidualną jest, to kiedy i gdzie robi zakupy do szkoły. Sama większość rzeczy już kupiłam. Dlaczego? Dlatego, że pod koniec sierpnia o wiele ciężej jest mi znaleźć interesujące mnie rzeczy. W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam, co ciekawego dotychczas zakupiłam.

W tym roku rozpoczynam naukę w liceum. Nie wiem, co mi jest potrzebne, co się sprawdzi a co nie. Wiem jedno, że na pewno te rzeczy się nie zmarnują, bo w domu zawsze się przyda czy to klej, czy jakieś kredki. Zakupy robiłam w czterech sklepach: Auchan, w Kauflandzie, Biedronce i Lidlu. Sporo rzeczy zostało mi również z ubiegłych lat. 



Kupiłam kilkanaście zeszytów. Porozdzielam je na przedmioty, gdy dowiem się, którzy nauczyciele będą ich wymagać. Starałam się wybierać zeszyty z Interdruku, ponieważ w tamtym roku miałam już je i sprawdziły się idealnie. Na co warto zwrócić uwagę? Na to, jak wyglądają przede wszystkim kartki w środku, jakiej są grubości, czy mają marginesy. Nie warto kierować się tylko nadrukami na okładce. 

Pierwszym zeszytem, który wybrałam jest zeszyt 32-kartkowy w kratkę. Na pewno jakiś cieńszy zeszyt się przyda. Kartki same w sobie jak najbardziej są okej, są bardzo delikatne, ale nie są pożółkłe (nienawidzę pożółkłych kartek). Możliwe, że taki zeszyt będzie potrzebny do np. informatyki. Zobaczymy we wrześniu! Do tego dokupiłam paczkę klasycznych naklejek na zeszyty, w której znalazło się 21 sztuki. 



Idę do klasy, w której będę rozszerzać historię, WOS oraz angielski. Do tych pierwszych dwóch przedmiotów postanowiłam kupić kołozeszyty w formacie A5. Cenię sobie kołozeszyty za to, że kartki bardzo łatwo się przekłada, można je bardzo szybko wyrwać i wczepić np. do jakiegoś segregatora. Oba mają po 100 kartek w kratkę.



Do angielskiego będę używać natomiast kołozeszytu w typie popularnych Pukka Padów. Miał on 100 kartek. Tak dobrze napisałam - miał. Nosiłam go pod koniec gimnazjum, służył mi jako notatnik i ok. 10 kartek stracił, ale 90 nadal czeka na zapisanie. Jest to jedyny zeszyt zakupiony w Kauflandzie.



Kiedyś u kogoś podejrzałam, że do matematyki ma zeszyt A4. Ja w podstawówce i w 1 klasie gimnazjum zawsze miałam zeszyty A5 i zmieścić tam rysunki to było nie lada wyzwania, tym bardziej że ja musiałam robić spore rysunki, by cokolwiek widzieć na nich. Od 2 klasy gimnazjum stawiam już na zeszyt A4. Jedyne co się zmieniło to, to że w tym roku będzie to kołozeszyt. 



Z kolejnego zeszytu jestem średnio zadowolona. Okładka jest nieziemska, kartki również, ale to jak wygląda kratka... Na jednej stronie podwójne marginesy, linie pociągnięte do końca?! Zeszyt ma 58 kartek, nie 60, 58! Jest też niższy i szerszy niż standardowe zeszyty. Ogromny plus dostaje za to, że jest ekologiczny - powstał z wcześniej przetworzonego papieru, dzięki czemu nie było potrzeby wycinania drzew. 



Jedyny zeszyt 80-kartkowy w mojej kolekcji. Oczywiście z Interdruku. Zauroczyła mnie ta okładka i to przesłanie.



Zeszytów w kratkę, jeszcze kilka mam. Mam dwa z firmy DAN-MARK i jeden z chyba najładniejszych zeszytów - Goldie.  Za zeszytami z DAN-MARKu nie przepadam, ale te są bardzo porządnie. Kartki nie są bardzo pożółkłe ani nie są też jakieś liche. Zeszyt z Goldie to jest natomiast cudo. Wygląda przepięknie i jest bardzo porządny. Zastanawiam się, czy nie dokupić jeszcze jednego. Widziałam, że są dostępne w Kauflandzie w różnych wzorach. Te trzy zeszyty mają po 60 kartek. 



Ostatnie pięć zeszytów w kratkę ma po 60 kartek. Są bardzo kolorowe (no może ten pierwszy nie jest zbyt kolorowy). 


 Pokazuje te zeszyty w kratkę, a zeszyt w linie?! Nie martwcie się mam zeszyt w linie, a nawet dwa 96-kartkowe. Będę miała w czym pisać na polskim! Zastanawiałam się, czy do polskiego również nie kupić sobie jakiegoś kołozeszytu, ale raczej zostanę przy tych tradycyjnych. 

Temat zeszytów uważam za oficjalnie zakończony! Może przejdźmy do piórnika i jego zawartości? 



Postawiłam na zwykły, czarny klasyczny piórnik. Jest bardzo zgrabniutki. Zmieści się do torebki, do plecaka i nie zajmie zbyt dużo miejsca. Pomimo jego niewielkich gabarytów jest bardzo pojemny. Oczywiście nie będę w nim nosiła wszystkiego, co Wam za moment pokażę :) Piórnik dostępny jest w Auchan. 



W Biedronce zakupiłam dwa dwupaki długopisów żelowych z BICa. Mogę Wam je serdecznie polecić. Jeśli szukacie fajnych, nierozmazujących się długopisów żelowych to te są świetne. Bardzo wygodnie leżą w dłoni. Ja nigdy nie przykładałam jakiejś wielkiej wagi do długopisów, ważne było to, by nie przerywały i dobrze leżały w dłoni. Przez to bazgrałam jak kura pazurem. Nadal bazgrolę, ale nie aż tak. Stwierdziłam, że pierwsza liceum to idealny moment, by poeksperymentować. Oprócz długopisów z BICa kupiłam jeszcze dwupak długopisów z Paper Mate (jeden długopis jest już u mojego brata) oraz paczkę kultowych długopisów z TOM4 (tych w gwiazdki), ale jak na razie te z BICa skradły moje serce. 



Jestem wzrokowcem, dlatego u mnie nigdy nie może zabraknąć kolorowych długopisów, zakreślaczy, kredek - kredek zazwyczaj używam w domu przy robieniu notatek, tak samo z resztą, jak i długopisów. Do piórnika pewnie wrzucę jeden długopis, w którym znajduje się kilka kolorów. Zakreślacze zakupiłam w Auchan, kredki w Lidlu a paczkę 10 kolorowych długopisów w Kauflandzie. 



Na liście moich zakupów nie mogło też zabraknąć kolorowych i białych karteczek. Białe karteczki będę używać do robienia fiszek. Rozpoczynam moją przygodę z francuskim i takie karteczki na pewno się przydadzą. Kolorowe natomiast posłużą do zaznaczania jakichś fragmentów notatek, w lekturach, w podręcznikach. Białe oraz strzałeczki kupiłam w Auchan, a kolorowe prostokąciki są z Biedronki, z ubiegłego roku. 



Nie wiem, jak jest u Was, ale ja już od kilku lat stawiam na cyrkiel nakładany na ołówek. Te gotowe cyrkle bardzo łatwo się psuły i były strasznie niewygodne. Do takiego cyrkla jedynie, czego potrzebujemy to naostrzony ołówek. Ja używam zielonych z BICa. Pasują jak ulał. Nie ślizgają się, bardzo łatwo można je wymienić. Cyrkiel mam już ze 4 lata i nic się z nim nie stało. Nawet warstwa koloru nie uległa zniszczeniu. Kupiłam go w zwykłym papierniczym. Ołówki natomiast kupuję w dziesięciopaku wraz z gumką w Biedronce (5 już powędrowało do piórnika mojego brata). Mogę śmiało powiedzieć, że to jedne z najlepszych ołówków na rynku. 



Do ich ostrzenia kupiłam malutką temperówkę z pojemniczkiem.  Z tego, co widziałam były tylko w tej wersji kolorystycznej, ale mi to nie przeszkadza. Temperówka i tak się pewnie połamie i w połowie roku trzeba będzie ją wymienić. Mini temperówki dostępne są w Auchan. Mogę wam również polecić temperówki z gumką z Pepco. Miałam je dwa lata z rzędu i dawały radę. 



Nie cierpię skreśleń, gdy nie miałam pod ręką korektora, a cała strona była pełna  skreśleń to po prostu naklejałam kartkę, ale trzeba potem wszystko przepisywać od nowa. Zamiast tracić czas, o wiele lepiej jest błąd zakorektorować i napisać jedno słowo zamiast stu. Dwa płynne korektory zostały mi z ubiegłego roku. Dokupiłam jedynie dwa korektory w myszce oraz jeden cienki korektor, który nie zajmie zbyt dużo miejsca w piórniku. 



Kupiłam też najzwyklejszy klej w sztyfcie. Myślę, że przyda się, jeśli będę chciała wkleić jakiś obrazek do zeszytu



Z takich rzeczy, które będę trzymała w domu, mam jeszcze taśmę bezbarwną,


zestaw spinaczy biurowych,



koszulki na dokumenty,



wkład do segregatora



oraz skoroszyt. Kupiłam również dwie plastikowe teczki. Jedną z nich na pewno będę nosiła w plecaku, ale jeszcze nie wiem, którą.


Jak na razie do szkoły mam tyle. Sporo rzeczy zostało mi z ubiegłego roku, część jeszcze muszę dokupić. 

Napiszcie w komentarzach, czy już zrobiliście zakupy? Jeśli jesteście licealistami, napiszcie, co u Was się sprawdziło a co nie? Co może mi się przydać?

Postów z serii BACK TO SCHOOL będzie jeszcze kilka, więc czuwajcie! Zachęcamy do zaobserwowania bloga, by być na bieżąco!
Copyright © Melka blogerka , Blogger