Tęsknię za tamtymi latami...


Zanim skupię się na temacie tego wpisu. Chciałam Wam poinformować, że wczoraj po południu na blogu Pretty Primule zagościła krótka rozmowa ze mną w ramach "Blogowych Pogaduch", na którą Was serdecznie zapraszam. Przypominam Wam również, że 2. grudnia na moim blogu rusza cykl wywiadów "Świąteczna pogadanka z...". Na moim profilu na Instagramie @melkablogerka, zdradziłam, już kto będzie pierwszym moim gościem, więc jeśli zżera Was ciekawość, kogo zaprosiłam, to w wyróżnionej relacji Blogmas 2021 znajdziecie odpowiedź. 

A tymczasem w dzisiejszym wpisie cofniemy się nieco w czasie...


Ostatnio coraz częściej doceniam to, że dane mi było dorastać w nieco innej rzeczywistości, bez tych wszystkich nowinek technologicznych.  Kiedy urodziłam się na początku lat 2000, nowe media: takie jak Internet dopiero się rozwijały. Pamiętam moment, kiedy w moim domu pojawił się pierwszy komputer stacjonarny, potem były tablety, laptopy. Pamiętam Windows XP, Windows 7...  Pamiętam, że na początku korzystaliśmy głównie z Internetu przesyłanego przez kabel, dopiero potem pojawiło się WI-FI. Przeszłam drogę od odtwarzacza VHS, przez odtwarzacz DVD do telewizji satelitarnej. Od starej Nokii 3310, przez pierwsze telefony z klapką, rozsuwane, do smartfonów. 

Dzięki temu, że nie było to tak wszystko jeszcze rozwinięte, mogłam poznać smak zabawy na świeżym powietrzu i to takiej kreatywnej zabawy, bo nie miałam zbyt wielu zabawek, wykorzystywałam to, co gdzieś tam znalazłam wokół. Miałam plastikową starą kuchnię, ale nie miałam do niej żadnych gotowych dodatków. Wykorzystywałam, więc do zabawy nią jakieś zniszczone pojemniki, to co gdzieś tam znalazłam na podwórko. Gdzieś znalazłam taki stary ręczny mikser i formę do lepienia pierogów, do tego piasek i woda i zabawa rewelacyjna, nic więcej potrzebne nie było. 

Jeśli bawiłam się "w rodzica" zasada była ta sama. Kombinowałam z tego, co miałam. Na podwórku gdzieś tam pod garażem leżała stara spacerówka, która woziła mnie i jeszcze mojego młodszego brata, ja ją przerabiałam na gondolę: wkładałam w nią plastikowe krzesełko a z kolei w krzesełko, wmontowywałam nosidełko z uchwytem (akurat miałam takowe dla lalek). Aby był daszek, plątałam wokół uchwytu jakąś chustę z szafy mamy. Ubranka dla lalek miałam po siostrzeńcach. Jeśli bawiłam się w domu lalkami Barbie, to za dodatki w domku, którym był stół, służyły mi np. paczki chusteczek higienicznych. Mogłam tworzyć z nich zarówno ubranka, jak i meble np. łóżka.

Przerwy w szkole podstawowej, jeśli pogoda pozwalała, spędzaliśmy je na zewnątrz, bawiąc się w te wszystkie gry: "chowanego", "berka", "gąski, gąski do domu". Jeśli jednak padało to znajdowaliśmy sobie zajęcie w środku: tworzyliśmy piekło-niebo i wróżyliśmy sobie nawzajem. Słoneczne, popołudnia po szkole, spędzałam z bratem na zewnątrz: grając w badmintona czy piłkę nożną. 

Bajki oglądałam głównie z kaset VHS czy płyt DVD, dołączanych do jakichś gazet. A obowiązkowym punktem wieczoru była - Wieczorynka. Wieczorynka i spanie.

Dlaczego Wam o tym mówię?

Mam młodszego brata, młodszych siostrzeńców. Na wiosnę tego roku urodziła mi się bratanica. I coraz częściej dostrzegam, jaki wpływ mają nowe technologie na dzieci. Dzieci już nawet takie kilkumiesięczne zwracają uwagę, że tutaj gdzieś świeci telefon, tutaj telewizor. Wzrok mojej bratanica, choć ma niecałe 9 miesięcy, jeśli tylko zauważy, że ktoś ma w rękach telefon, od razu wędruje w jego kierunku. Starsze wolą grać na komputerze czy jakichś konsolach, zamiast się nieco pobawić, pojeździć rowerem, pograć w planszówki, oglądać filmiki na YouTube zamiast bajek. Ja sobie niejako za punkt honoru obierałam to, że jeśli będę miała kiedyś własne dzieci, to będę starała się im pokazywać jaki świat poza Internetem jest ciekawy, jak można w fajny, kreatywny sposób spędzać wolny czas.

Kiedyś ludzie się ze sobą spotykali, rodziny odwiedzały, nawet jeśli dzieliły je setki czy tysiące kilometrów. Teraz, no wiadomo sytuacja pandemiczna, ale pomijając ten fakt, to wszyscy pozamykali się w domach, nikomu nie chce się włożyć chociaż trochę wysiłku, aby do kogoś pojechać. Lepiej spędzić ten czas przed telewizorem a ewentualnie porozmawiać przez telefon czy jakimś komunikator. Tyle że rozmowa przez telefon czy jakiś komunikator nie zastąpi takiego spotkania fizycznego "oko w oko". 

Te wszystkie nowinki technologiczne, owszem ułatwiają nasze codzienne życie, ale również rozwinęła się, chociażby cyberprzestępczość, zjawisko hejtu, pojawił się nowy problem - uzależnienie od Internetu. 

Dodatkowo zauważyłam, że im więcej pojawia się tego wszystkiego na rynku, tym i ludzie więcej chcą, więcej oczekują. Coraz to nowsze telefony, komputery, chociaż stare nadal działają i są jak najbardziej okej, po prostu: "Jest nowszy model? To ja go chcę i tyle!". I w taki sposób rozwija się kolejny problem - problem konsumpcjonizmu. Wydaje mi się, że kiedyś ludzie jakoś bardziej cieszyli się tą chwilą, doceniali to co mieli. Najważniejszy był człowiek, a nie pieniądze. 


Nie wiem jak Wy, ale ja tęsknię za tamtymi latami, latami swojego dzieciństwa. Choć miały one smak, taki jak w zasadzie całe ludzie życie - słodko-gorzki (raz jest dobrze, a raz źle). Zdaję sobie sprawę z tego, że ten czas nie wróci, że nie wrócą osoby, który odeszły, że ja nie odmłodnieję nagle o naście lat i, że  i już nigdy nie będzie tak samo jak wtedy. Na szczęście są stare fotografie, a przede wszystkim są wspomnienia w głowie, których nikt nam nie odbierze.

Nie bój się mówić o swoich marzeniach na głos!


Każdy z nas ma jakieś marzenia: mniej odjechane czy bardziej. Mówią, że: "człowiek bez marzeń jest człowiekiem bez przyszłości". Ja odkąd pamiętam zawsze byłam typem marzycielki. Marzenia były nieodłącznym elementem mojego życia, miałam i mam ich sporo. Nie mówiłam raczej nigdy o nich głośno. Dodałam kiedyś wpis o marzeniach, o dążeniu do ich spełnienia, ale nie określiłam w nim, o czym dokładnie marzę.

To wszystko za sprawą obowiązującego w społeczeństwie stereotypu głoszącego: "nie mów o swoich marzeniach, bo się nie spełnią". Tymczasem sytuacja jest całkiem odwrotna. Warto mówić głośno o swoich marzeniach, pisać o nich. Nie wiadomo, kto stanie na naszej drodze. Być może będzie to ktoś, kto w jakiś sposób może pomóc nam w realizacji jednego z nich. Dodatkowo, takie mówienie na forum o marzeniach ma również działanie motywujące. 


Tak jak Wam mówię, moje życie od zawsze pełne było marzeń. Ja marzeniami żyłam i żyję. Marzenia nadają życiu dodatkowy sens, człowiek stara się robić rzeczy takie, które pozwolą je spełnić. Moje marzenia raczej nie należą do tych szalonych, są takie dość przyziemne.

1. Zdrowie

Bardzo ważną wartością jest dla mnie zdrowie. Uważam, że jeśli tylko jest zdrowie, to można osiągnąć wiele. 

2. Ukończenie studiów

Jako że w tym roku dołączyłam do grona studentów, to moim marzeniem jest ukończenie studiów licencjackich bez większych perturbacji, napisanie pracy licencjackiej, a potem zrobienie magisterki.

3. Praca

Po studiach oczywiście chciałabym znaleźć pracę, w której będę czuła się dobrze, być może założyć własną działalność, zobaczymy, co przyniesie życie. Będę dalej chciała działać w Internecie, tyle ile tylko będzie mi dane.

4. Własna rodzina

Chciałabym też w tej nieco dalszej przyszłości (o ile dalszej nie wiem, nie stawiam jasnej granicy, ale raczej jeszcze nie teraz) poznać kogoś, tzw. drugą połówkę, kogoś z kim założę rodzinę: wezmę ślub, będę miała dzieci (moim marzeniem jest co najmniej 2). Kogoś, kto będzie wspierał mnie w mojej działalności i za razem dla kogo ja będę mogła być wsparciem.

5. Własny dom

Od zawsze wiedziałam, że chciałabym mieszkać we własnym domu z ogrodem, gdzieś na wsi, nieopodal miasta, raczej nie w bloku. Nie widzę siebie w bloku.

I to są chyba takie moje główne cele życiowe, które chciałabym, aby naprawdę się spełniły. Z tych bardziej crazy:

6. Domek w górach

Jeżeli nogi mnie gdzieś w góry nie poniosą i tam się nie osiedlę na stałe, to chciałabym mieć, chociaż w górach taki domek na weekendy, na wakacje. Mały, ciasny, ale własny.

7. E-book o Lubelszczyźnie

To jest takie marzenie na teraz, do którego spełnienia cały czas dążę i działam w tej materii, aby ten e-book ukazał się jak najszybciej.

8. Podróż po Polsce

Zaraz po Lubelszczyźnie, chciałabym odwiedzić przynajmniej takie główne punkty w pozostałych 15 województwach. Na razie stawiam na Polskę, jeśli chodzi o zwiedzanie. Nie wykluczam, że gdzieś tam kiedyś za granicę jeszcze wybędę, ale na razie Polska jest moim numerem 1.

9. Motoryzacyjne marzenie

Jako nastolatka marzyłam o Mustangu, zawsze te samochody rzucały się mi w oczy na ulicy. Teraz obiecałam sobie, że jeśli tylko kiedyś będę mogła sobie pozwolić na zakup "lepszego" samochodu to raczej to zrobię, ale postawię na coś innego. Nie wiem jeszcze na jaki, ale raczej nie Mustang. Mustangiem mogę się przejechać, jeśli będzie taka okazja, ale nie widzę siebie w takim aucie na co dzień.

10. Profesjonalna sesja zdjęciowa

Moim drobnym marzeniem jest również profesjonalna sesja zdjęciowa portretowa. Sama nie mam sprzętu, którym uzyskałabym satysfakcjonujący mnie efekt. To jest marzenie dosyć łatwe do spełnienia. Muszę tylko pozbyć się z siebie pierwiastka dusigrosza. Zawsze mam problem z wydawaniem pieniędzy, które już uzbieram, zarobię - chcę je jak najlepiej spożytkować i odkładam mniej ważne dla mnie plany na zaś. Wolę kupić sobie za nie coś np. do ubrania, co wiem że będę nosić niż wydać je na jakieś jednorazowe przyjemności czy produkty, które może i chciałabym posiadać, ale wiem że będą sięgać po nie rzadko albo z czasem może i w ogóle. To stopuje mnie przed realizacją niektórych planów.

11. Szablon na bloga

Do takich moich planów należy również zakup szablonu na bloga. Do tej pory korzystałam z szablonów darmowych, ale przy okazji Black Friday zastanawiałam się, czy by może nie zakupić czegoś bardziej pro. A co za tym idzie rozważałam własną domenę, może zamówienie logo u kogoś, ale to chyba jeszcze nie ten czas, nie ten level wtajemniczenia. Muszę to sobie przeanalizować, podziałać trochę, nie będę podejmować decyzji pod wpływem chwili. Tak naprawdę, niedługo na blogu działam z taką sporą częstotliwością. Nadal poznaję ten świat, pomimo upływu lat. 

Te, choć nieco bardziej szalone, krążą po mojej głowie cały czas. Jeśli tylko będę mogła, jeśli będę miała możliwości finansowe, to chciałabym, aby się spełniły.


Ten post nie powstał po to, aby chwalić się, co to nie ja, jaka Fifarafa ze mnie, a po to, aby zachęcić Wam do mówienia o swoich marzeniach głośno! Nie bójcie się, nie ma czego! Odrzućcie ten stereotyp, który zawsze był nam wpajany "Nie mów, bo się nie spełni!". Wizualizujcie sobie to wszystko, o czym marzycie, pomóżcie tym marzeniom się spełnić!

O czym więc marzycie?

Jak odmienić w prosty sposób ściany w pokoju nastolatka?

plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka

Własny pokój, szczególnie dla dojrzewającego nastolatka jest niezwykle ważny. Jest on swoistego rodzaju miejscem sacrum, miejscem, w którym nastolatek czuje się bezpiecznie, może odpocząć po całym dniu stresu w szkole. Nastolatkowie raczej nie chcą, aby zakłócać im panujący w nim porządek. Zdaję sobie sprawę jednak z tego, że nie każda rodzina może sobie na takie rozwiązanie pozwolić i zapewnić każdemu dziecku oddzielny pokój. Bardzo często to są kwestie takie jak np. bardzo mały metraż. Innym razem ten metraż jest wystarczający, ale rodzinę ograniczają finanse i nie może sobie ona pozwolić na w miarę sprawnie przeprowadzony remont pomieszczeń, który umożliwiłby bezpieczne dla zdrowia zamieszkanie  i to wszystko rozciąga się w czasie. Sama własny pokój mam dopiero jakoś od gimnazjum. Mój młodszy brat, również swój własny pokój dostał mniej więcej w tym samym wieku. O moim pokoju Wam już pisałam. Dzisiaj, jak tytuł wskazuje - poruszę temat pokoju mojego brata, a dokładniej przedstawię Wam prosty, ale efektowny sposób na dekorację ścian w pokoju nastolatka. 

plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka

Wy ten sposób na pewno bardzo dobrze znacie. Sposób tak jak mówiłam, jest prosty: wystarczy zamówić kilka plakatów i ramki, oprawić plakaty w ramy i całość powiesić, a pokój od razu nabiera charakteru. Jako że mowa o pokoju dla chłopaka, wspólnie zdecydowaliśmy się na plakaty czarno-białe w takim męskim klimacie i czarne, klasyczne ramki. Dodatkowo domówiłam 2 opakowania haczyków. Całość pochodzi ze strony Gallerix - jest to szwedzka marka, która oferuje szeroką gamę plakatów, przez co każdy znajdzie coś, co go zainteresuje. Moją uwagę oprócz tych plakatów, które Wam przedstawię przykuły plakaty-narodziny, aż żałuję, że nie mam żadnego maleństwa, któremu mogłabym sprezentować taki plakat na gwiazdkę, bo są one naprawdę przeurocze.

Pokój mojego brata jest na poddaszu i ma skosy, więc zaszaleć zbytnio nie było jak. Zdecydowaliśmy się na 3 plakaty w pełnej okładce (istnieje również opcja zamówienia plakatów w wersji posterdesign, czyli takich, które mają białą ramkę na około) w rozmiarze 30 x 40 cm. Dwa z nich: Against The Wall oraz Skater są fotografiami, a jeden plakat: Hakuna Matata jest tekstowy. Myślę, że wspólnie komponują się bardzo ciekawie i tematycznie pasują do pokoju nastolatka. Wydruki wykonane są na sztywnym, matowym papierze. Na czas podróży były zapakowane w logowaną teczkę, więc plus za ekologiczne podejście, ale... Ale, biorąc pod uwagę odległość, mogło się to dla plakatów skończyć tragicznie, ponieważ teczka była zapakowana bezpośrednio w karton. Gdyby karton zamókł, zamokłaby pewnie i teczka, i plakaty.

Ramki są czarne, drewniane, a wykorzystane w nich szkło jest akrylowe, dzięki czemu jest o wiele bezpieczniejsze niż takie tradycyjne. W razie jakiegoś wypadku, szkło co najwyżej pęknie, ale nie rozsypie się w drobny mak. Cóż, ramki jak ramki. Wszystko jest dokładnie domalowane, nigdzie nie ma żadnych wystających drzazg. Plecki są zamykane na metalowe przykręcone blaszki.

Do niewątpliwie pięknych plakatów i ramek, na stronie możecie również dokupić haczyki, na których je zaczepicie bez wiercenia w ścianach. Wystarczy Wam jedynie coś, czym wbijecie gwoździki np. młotek (myślę, że tłuczek do mięsa też się nada).  Haczyki sprzedawane są w zestawach po 2 sztuki.

plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka

Skusiłam się również na jeden plakat z ramką do kuchni, mniejszy niż te w pokoju brata, bowiem ten ma format A4. Motyw jest istnie kuchenny, gdyż jest to reprodukcja obrazu autorstwa Claude Monet z 1879 r. Apples and Grapes, która jak sama nazwa wskazuje przedstawia jabłka i winogrona. 

Podsumowując, ja jestem bardzo zadowolona, mój brat również (to chyba najważniejsze). Plakaty jak i ramki na całe szczęście dotarły w całości i dosyć szybko. Składaliśmy zamówienie w czwartek, a we wtorek już kurier był u nas. Montaż był bardzo prosty i udało nam się to zrobić we dwójkę.

Jeżeli ktoś z Was zdecyduje się na zakupy i będzie chciał w łatwy sposób odnaleźć te motywy lub ramki, które my wybraliśmy może zrobić to poprzez wishlistę, którą dla Was stworzyłam albo przez linki w poście. Dodatkowo mam dla Was prezent. Choć ceny na stronie są już w dużej mierze promocyjne, możecie dodatkowo skorzystać z kodu rabatowego o wartości 30%. Hasło to Melka30.

Koniecznie dajcie znać, co Wy sądzicie o takich plakatach w ramkach? Lubicie czy wolicie obrazy?

★ Wpis powstał w ramach współpracy. ★
podpis, Melka blogerka

Nie hejtuj!

płaszcz, las, natura

Hejt jest zjawiskiem, z którym muszą mierzyć się zarówno dzieci i młodzież, jak i dorośli. Przejawia się on w postaci poniżania, ośmieszania, a także obrażania innych osób w Internecie, ale to nie oznacza, że w świecie rzeczywistym nie występuje. W  Internecie hejterom jest łatwiej, myślą, że są anonimowi i zapominają, że po drugiej stronie też siedzi człowiek, taki sam człowiek jak i oni.

W moim cyklu wywiadów, które pojawią się w grudniu - to już pewne, przeprowadzę rozmowę z co najmniej dwoma osobami, które się z tym hejtem musiały mierzyć w realu, jak i w sieci.

Jeśli zapytalibyście:

Czy Ty mierzyłaś się z hejtem?

Odpowiedziałabym: nie. 
Nie przypominam sobie, abym mnie to zjawisko kiedykolwiek dotknęło. Być może wyparłam to, ale jestem na 99,9% pewna, że to nie miało miejsca. W szkole raczej byłam outsiderem, szłam własną drogą, miałam swój świat i jakoś nie w głowie mi były głupie żarty, imprezy. Nawet jeśli ktoś się ze mnie naśmiewał, to ja tego nie odczuwałam albo nie traktowałam na poważnie. Święta nie jestem i o tym wiem, zdaję sobie sprawę, że w wielu sytuacjach mogłam zachować się inaczej. Mam trudny charakter, ale staram się nad sobą pracować. 

płaszcz, las, natura
płaszcz, las, natura

W tej chwili dam Wam taki myślę dobitny przykład hejtu, jaki może spływać na innych, być może ta sprawa jest Wam znana. Ostatnio bardzo głośno jest o Nicole Sochacki-Wójcickiej znanej szerzej w Internecie jako Mamaginekolog. Część z Was na pewno kojarzy jej osobę, być może nawet obserwuje ją na Instagramie. Na Nicole fala hejtu spada w zasadzie od początku jej przygody z Instagramem, powstawały różne grupy na Facebooku, konwersacje na forach, których celem było tylko i wyłącznie wyciąganie z kontekstu różnych słów wypowiedzianych przez Nicole i obrażanie jej. 

Kilka tygodni temu to zjawisko hejtu jednak się nasiliło, a to za sprawą tego, że Nicole podzieliła się informacją, że nie zdała egzaminu specjalizacyjnego z ginekologii. Różne portale plotkarskie oraz osoby fizyczne zaczęły rozpowszechniać fake newsy na temat tego, że Nicole nie ma prawa nazywać się ginekologiem i wykonywać zawodu. W nagłówkach przekręcano jej nick z Instagrama na mama nie-ginekolog. Do tej pory neguje się to, że Nicole jest ginekologiem, podważa się jej kompetencje. 

Do tego doszła sprawa Dobrej Akcji, którą Nicole zorganizowała wraz ze sztabem osób, pracujących w utworzonej przez siebie Fundacji Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego. Dobra Akcja była innowacyjnym pomysłem, ponieważ odbyła się na zasadzie zbiórki-konkursu. Nagrodami w konkursie były luksusowe produkty, na które Nicole przeznaczyła ponad 100 tysięcy złotych oraz produkty z prowadzonego przez nią i jej męża sklepu Roger Publishing. Zgodnie z zasadami, szansę na wygraną miały osoby, które zaobserwowały jej profil oraz profil sklepu, napisały komentarz co i dlaczego chcą zdobyć oraz, tutaj główna zasada, wpłaciły min. 1 zł na konto Fundacji Ernesta. W pierwszy 2 dniach każda pierwsza 1 zł była przekazywana na rzecz chorego na SMA Filipka, a kiedy ta zbiórka została ukończona, to w dniu 3. pieniądze przekazywane były na chorą na SMA Marysię. Mniejsze wpłaty zostały przekazane na rzecz Dominika, Hani, Małgosi oraz Margarity. Jeśli ktoś wpłacił więcej niż 1 zł, to reszta pieniędzy zostawała przekazywana na cele Fundacji. W sumie Nicole udało się zebrać ponad 1 mln 300 tysięcy złotych. Podarowane na rzecz dzieci zostało ponad pół miliona złotych. Reszta, ok. 800 tysięcy została w rękach Fundacji i ma zostać wydana na cele fundacyjne, czyli pomoc mamom po stratach, mamom wcześniaków, a także mamom, których ciąża jest zagrożona lub zostały stwierdzone wady płodu. Zasady akcji były ściśle określone w regulaminie, który został udostępniony w dniu rozpoczęcia akcji. Tymczasem Nicole zarzucone zostały jakieś przekręty, to, że Nicole chciała się wzbogacić,  wykorzystując dobre serca ludzi. 

Każdy może mieć różne zdanie na temat działalności Nicole, możecie ją lubić czy nie lubić. Ja osobiście uważam, że Nicole zrobiła przez te kilka lat swojej działalności w Internecie naprawdę wiele dobrego. Jeśli ktoś ma inne zdanie, to ma do tego prawo, nie będziemy dywagować, o tym czy Nicole jest człowiekiem dobrym, wartościowym czy nie. Jej osoba jest jednak idealnym przykładem, jak łatwo przychodzi nam oceniać, jak niszczy się człowieka 

Nicole jest od wielu tygodni gnębiona psychicznie. Nie tylko przez osoby prywatne, ale też przez portale, w szczególności jeden (nazwy celowo nie podaję), który przekroczył chyba już wszystkie granice i mam nadzieję, że srogo za swoje czyny odpowie. 

Takimi przykładami mogłabym Wam sypać z rękawa i to jest smutne. Nie każdy ma tyle siły, wsparcia, aby walczyć z tym hejtem. Taki hejt może doprowadzić do tragedii. Nie jedna osoba nie wytrzymuje i decyduje się podjąć drastyczne kroki. Nie każdego udaje się uratować.

płaszcz, las, natura
płaszcz, las, natura
płaszcz, las, natura

Stąd mój apel, nim coś zrobicie, powiecie zastanówcie się, czy nie krzywdzicie kogoś. Jeżeli widzicie, że ktoś w Waszym otoczeniu, jest wyśmiewany reagujcie, nie bądźcie obojętni. Jeżeli spotyka Was to zjawisko osobiście, nie bójcie się prosić o pomoc. Od wielu lat w Polsce działa całodobowy, darmowy, anonimy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży w wieku 12 - 18: 116 111.
PODPIS

Plany na grudzień

zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja

Na początku serdecznie chciałabym Wam podziękować, za taki pozytywny odbiór ostatniego wpisu i moc tych wszystkich przemiłych słów płynących z Waszych komentarzy w stronę Wiktorii. Duża część z Was na pewno sama przekonała się nie raz, jaki motywujący do działania wpływ mają takie słowa  wypowiadane przez drugą osobą. 

Jak Wam w tym uprzednim poście pisałam, nie zwalniam tempa i działam dalej. W mojej głowie rodzą się coraz to nowsze pomysły na różne akcje, wpisy na blogu. Niestety doba wraz z nimi się nie wydłuża, ale jak to się mówi: co się odwlecze to nie uciecze, więc sukcesywnie będę je realizować. Jeżeli nie teraz, to w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na pewno te pomysły wreszcie zrealizuję tak czy siak. 

zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja
zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja

Na grudzień, kiedy to będę miała nieco więcej czasu wolnego, oprócz oczywiście publikowania standardowych wpisów, w planach mam dokonanie drobnej modernizacji wyglądu bloga. Szablonu raczej zmieniać nie będę (nie mówię nie, może się na to zdecyduję), ale chciałabym skupić się na odświeżeniu zakładek, wszelkich znajdujących się w nich opisów, zdjęć oraz grafik, jakie widnieją na blogu tj. nagłówka, favikony, a także grafik na stronie na Facebooku. Takowa istnieje, aczkolwiek do tej pory dosyć rzadko na niej cokolwiek udostępniałam. Chyba warto by ją było wreszcie zacząć wykorzystywać w pełni.

Tak, jak Wam też zapowiedziałam, chciałabym, aby takie wywiady, jak ten z Wiktorią w grudniu się pojawiały, a jeżeli nie uda się tego zorganizować w grudniu, to będę starała się, aby pojawiały się już od przyszłego roku regularnie, co jakiś czas. Będą to wywiady z osobami z różnych dziedzin. Niewykluczone jest, że do takie wywiadu zaproszę właśnie Ciebie. Tak, Ciebie, który to czytasz.  

Jeśli jesteśmy już przy temacie wywiadów, to mogę Wam zdradzić, że lada dzień na blogu pretty-primule.blogspot.com powinien ukazać się króciutki wywiad ze mną przeprowadzony w ramach Blogowych Pogaduch. Ja czekam już jak na szpilkach, ciekawa jestem jego odbioru. Pewnie tak samo miała Wiktoria, kiedy ja zadawałam jej te kilka krótkich pytań. 

Dodatkowo, jak może już zauważyliście, w prawej kolumnie bloga pojawił się pusty kalendarz adwentowy, a to z kolei oznacza, że postanowiłam wziąć udział w akcji wymyślonej i rozpromowanej przez Klaudię z bloga ayuna-chan.blogspot.com. W grudniu, przez pierwsze 24 dni, codziennie będę uzupełniała jedno okienko kalendarza linkiem do bloga, który lubię, na który w staram się w miarę systematycznie zaglądać i który mogę Wam polecić. Zachęcam Was więc do zerkania w ten kalendarz, może dzięki temu znajdziecie jakiś blog, który Was zainteresuje, a wcześniej go nie znaliście. 

zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja
zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja

I to chyba byłoby na tyle tych moich najważniejszych ogłoszeń (nie)parafialnych. Jak sobie o czymś przypomnę, to na pewno będę Was informować. Tej jesieni zdjęć narobiłam jak głupia, więc takie jesienno-zimowe klimaty będą towarzyszyć nam pewnie aż do wiosny.

Pamiętajcie, że zawsze jeżeli będziecie mieli jakiś pytanie albo ciekawy pomysł na wspólne działanie, to możecie pisać na mojego maila: melkablogerka.kontakt@o2.pl. Odpowiem, jak najszybciej będę mogła.

A tymczasem życzę Wam dobrej nocy! Trzymajcie się ciepło! Jeszcze 3 dni do weekendu. 
PODPIS

Nowa formuła wpisu – wywiad z 19-latką, startującą ze swoim mikrobiznesem!

bransoletka, biżuteria, handmade, zawieszka, mapa świata, serce

Ten post, który zaraz przeczytacie, będzie inny niż wszystkie dotychczasowe, które na moim blogu zostały opublikowane, ponieważ nie jest to post pisany tekstem ciągłym a wywiad - z kim, to Wam zaraz opowiem. 

Dzisiejszy wpis jest wprowadzeniem do serii postów -wywiadów z różnymi ciekawymi osobowościami, z różnych dziedzin życia, które chciałabym, aby ukazywały się w miarę regularnie w grudniu, być może również po Nowym Roku, zobaczymy, jak to się wszystko potoczy. 

Pierwszy wywiad - ten, który dzisiaj ujrzy światło dzienne,  przeprowadziłam z Wiktorią. 

Wiktoria ma 19 lat, tak jak i ja pochodzi z Lubelszczyzny. Zresztą, powiem Wam, że ja miałam przyjemność Wiktorię poznać osobiście, gdyż chodziłyśmy przez 3 lata do jednej klasy w gimnazjum. Wiktoria odkąd pamiętam, jawiła się jako artystyczna dusza, ale też jako osoba o wielkim sercu, nieobojętna na krzywdę zwierząt.  2 lata temu Wiktoria zainteresowała się wyplataniem bransoletek ze sznurków nylonowych, z dodatkiem różnych fantastycznych zawieszek, stało się to jej olbrzymią pasją, a w tym roku postanowiła iść po swoje i otworzyła na Instagramie swój mikrobiznes - "Zumkowe Twory", polegający na sprzedaży wykonywanych przez siebie własnoręcznie bransoletek. 

Jedna z takich bransoletek (ta, która widoczna jest na zdjęciach dodanych do wpisu. Zdjęcia są autorstwa Wiktorii - jak widać ma talent nie tylko plastyczny, ale i również oko fotograficzne) została stworzona specjalnie dla mnie. Nigdy nie wątpiłam w to, że Wiktoria ma talent plastyczny, ale te bransoletki to prawdziwy majstersztyk, widać dbałość o najmniejsze szczegóły. Każdy potencjalny klient ma wpływ na wszystkie składowe bransoletki: wzór, grubość sznurka, kolor sznurka, rodzaj zawieszki i jej kolor. Moja stworzona jest ze sznurka o grubości 1mm w kolorze butelkowej zieleni, a towarzyszy jej charms serduszko z mapą świata wewnątrz (nie mogło być inaczej). Rozmiar bransoletek jest uniwersalny, każdy może wyregulować bransoletkę pod siebie. Cena również jest dość kusząca, bo waha się w granicy 8 - 10 zł, zależnie od projektu. 

bransoletka, biżuteria, handmade, zawieszka, mapa świata, serce
bransoletka, biżuteria, handmade, zawieszka, mapa świata, serce, charms

Z tego, co mi wiadomo, to Wiktoria jest na etapie poszukiwania hurtowni, w której mogłaby zaopatrywać się w materiały, więc podejrzewam, że z czasem może pojawić się więcej rodzajów, chociażby zawieszek. Ale może dowiedzmy się, co nieco więcej o planach od samej autorki projektu, jakim są "Zumkowe Twory"...

1. No to zacznijmy może od początku: skąd pomysł na akurat taki biżuteryjny biznes? Wiem, że wcześniej, chociażby wtedy kiedy chodziłyśmy jeszcze razem do gimnazjum,  byłaś związana z rysunkiem i całkiem dobrze Ci to szło. Nie myślałaś może o tym, aby rysować czy malować, chociażby na porcelanie i to sprzedawać?

- Generalnie to bransoletki zaplatam już dłuższy czas. Zaczęło się od zabawy muliną, a skończyło, jak widać na bransoletkach nylonowych. Pomysł na sprzedawanie w Internecie miałam gdzieś z tyłu głowy, ale zawsze miałam myśl typu "a co jeśli nikomu się nie spodoba, przecież zaraz ktoś powie, że sprzedaję śmieci czy co zrobię z gotowymi wyrobami, jak ich nie sprzedam". Z czasem zaczęłam wystawiać to, co robię na bazarkach na rzecz zwierząt, gdzie bransoletki cieszyły się dużym zainteresowaniem. Znajomi zawsze mnie przekonywali i mówili, żebym zaczęła coś sprzedawać jak nie na Olx, to na Vinted, aż niedawno odezwała się do mnie dziewczyna, która wylicytowała moją bransoletkę na bazarku. Prowadzi ona profil na Facebooku, na którym szyje obroże, szelki, smycze czy legowiska dla psów bezdomnych, będących podopiecznymi fundacji, schronisk czy różnych stowarzyszeń. Przekonała mnie, że warto założyć profil na Instagramie i ruszyć, że sprzedażą, swój wkład w tym też miał mój wujek, który również przekonywał, że powinnam założyć profil dedykowany tylko bransoletkom.

Co do rysunku to mój zapał do szkicu, malowania itd. skończył się w 3 klasie gimnazjum. Po prostu stwierdziłam, że nie nadaje się do tego, brakuje mi narzędzi, umiejętności, no i z czasem chęci. Nigdy nie myślałam, by malować na porcelanie czy szkle, w ogóle mnie ten temat nie interesował.

2. Może opowiesz jaka historia kryje się za nazwą Twojego profilu biznesowego „Zumkowe Twory”?

- Nazwa mojego profilu nawiązuje do mojej najlepszej i najwierniejszej przyjaciółki, mojej suszki, kundelka, która nazywa się właśnie Zuma. Można powiedzieć, że to dzięki niej zaczęłam udzielać się w schronisku, czy na bazarkach dla zwierząt. Zawsze jest ze mną, można powiedzieć, że to kierownik porządkowy. Towarzyszy mi i pilnuje tego co robię gdy tworzę bransoletki.

3. Zaplatania uczyłaś się sama z dostępnych w Internecie, w serwisie YouTube tutoriali czy może tych wszystkich splotów nauczył Cię ktoś ze znajomych lub bliskich?

- Do robienia bransoletek właśnie nylonowych namówiła mnie moja przyjaciółka. Wcześniej głównie robiłam bransoletki z muliny, których nauczyła mnie moja mama, a później uczyłam się z filmików na YouTube. 

Zabawa z bransoletkami nylonowymi zaczęła się 2 lata temu kiedy moja koleżanka do szkoły przyniosła sznurki nylonowe i pokazała, że to łatwiejsza alternatywa dla muliny, to ona pokazała mi podstawowe wzory. 

Większości wzorów uczę się ze zdjęć, nie oglądam filmików, ale szukam inspiracji i tego co mogę poprawić na Pintereście to stamtąd nauczyłam się np. wzoru przeplatanego w "x".

4. Dużo czasu  zajmuje stworzenie takiej jednej bransoletki, wydaje się, jakby miało być to pracochłonne zajęcie?

- To zależy od wzoru, i grubości sznurka. Jeden wzór mi zajmie 10 minut, inny 40 minut. Wykonanie bransoletki z podstawowym wzorem, którego robię najwięcej, zajmuje mi ok. 30 minut, natomiast w "x" ok. 40-50 minut, bo nie jestem jeszcze dobrze wprawiona.

5. Czy myślisz, że jeśli ktoś chciałby dokonać jakieś personalizacji za dodatkową opłatą, np. chciałby, abyś w jego bransoletkę wplotła zawieszkę, którą już posiada, byłabyś w stanie takie zamówienie spełnić? Czy raczej bazujesz tylko i wyłącznie na tym, co do tej pory udało Ci się wypracować, na skomponowanych przez siebie wzorach?

- Myślę, że jeśli osoba ta wysłałaby do mnie zawieszkę na swój własny koszt, nie byłoby żadnego problemu. Planuje w dalszej przyszłości zacząć robić zawieszki z żywicą, w której można zatopić np. sierść ukochanego zwierzaka, jakiś mały drobiazg mający symboliczne dla kogoś znaczenie, ale póki co jest to na etapie rozmyślania.

6. Planujesz, może w przyszłości rozszerzyć asortyment o np. pierścionki z koralików albo jakieś wisiorki, kolczyki? Może zakładki do książek? A może pójdziesz o krok dalej i będziesz zaplatać makramy? Myślałaś o tym, czy na razie żyjesz tu i teraz i nie planujesz innowacyjnych zmian?

- Pierścionków raczej nie planuję, już prędzej wisiorki właśnie do zawieszek z żywicą. Co do kolczyków, nie jest to wykluczone, ale na razie zostanę przy bransoletkach. Co do makramy to raczej nie, na razie się trzymam tego, co mam i  dużych zmian nie planuję.

7. Z Twojego profilu na Instagramie dowiedziałam się, że swoje dzieła nie tylko sprzedajesz, ale również oddajesz na różne charytatywne bazarki, z których sprzedaży środki przekazywane są na rzecz organizacji pro zwierzęcych. Czy to prawda? Dużo takich bransoletek do tej pory przekazałaś?

- Właśnie od bazarków się zaczęło. To dzięki bazarkom nabrałam pewności i wiem, że ktoś jest zainteresowany takimi bransoletkami. Bardzo dużo bransoletek dałam na "Bazarek dla nowodworskich Ogonków", bazarek dla suczki z hipoplazją oraz psa z krzywicą łap. Moje wyroby również pojawią się na bazarku dla podopiecznych HEMMY - domu tymczasowego dla gryzoni i królików. Nie wiem dokładnie, ile moich bransoletek przekazałam na bazarki, ale na pewno można je liczyć w dziesiątkach.

8. Na tym Twoja działalność na rzecz zwierząt się nie kończy. Działasz jako wolontariusz w kilku stowarzyszeniach, które zajmują się opieką nad zwierzętami m.in. w schronisku dla bezdomnych zwierząt, opowiedz może pokrótce o tych organizacjach, w których działasz, czym się one zajmują, na czym polega Twoja pomoc. Myślę, że to bardzo ciekawe.

- Jestem członkiem wolontariatu schroniska dla psów w Nowodworze, które od niedawna jest stowarzyszeniem. Działam w nim od początku 2019 roku. Wolontariat zajmuje się adopcją psów ze schroniska dla bezdomnych zwierząt w Nowodworze. Chore psy leczy i wysyła na domy tymczasowe (których bardzo nam brakuje) oraz hotele. Jesteśmy odpowiedzialni za doprowadzenie psa do względnego ładu przed pójściem do domu (kąpiel, wstępne wycięcie kołtunów). Co sobotę organizujemy spacery i chętni ludzie mogą przyjść i wyprowadzić psa. Ja sama odpowiedzialna jestem za ogłaszanie psów do adopcji, kąpanie ich, wyprowadzanie w lecznicy i pomoc przy organizacji spacerów. 

9. Czy w przyszłości chciałabyś prowadzić własną firmę zajmującą się takimi produktami ręcznie robionymi, czy raczej traktujesz to jako tymczasowe zajęcie?

- Na razie się nad tym nie zastanawiałam, póki co myślę o tym jako tymczasowym zajęciu, ale nie wykluczam tego ze w przyszłości powstanie coś większego z tego.

Dziękuję Wiktorii serdecznie za podzielenie się swoją historią. Trzymam mocno kciuki, aby ten jej mikrobiznes się dalej rozwijał. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekam na te zawieszki z żywicy, bo to brzmi naprawdę intrygująco. Osobiście z żywicą nie pracowałam, ale wiem jakie niesamowite efekty można nią osiągnąć.

A Was, zachęcam do odwiedzenia profilu Wiktorii i być może zakupów u tej młodej artystki, która swoją pasję przemieniła w sposób na zarobek. To się nazywa przedsiębiorczość. 

Według mnie takie bransoletki mogą być świetnym prezentem nie tylko na urodziny czy święta (a te tuż tuż), ale także myślę, że świetnie mogą się sprawdzić np. na podziękowanie dla gości na weselu czy na chrzcinach, wystarczy tylko dogadać się z Wiktorią, co do zawieszek, być może poszukać jakiegoś nowego motywu, a na pewno razem stworzycie coś unikatowego, co zachwyci Waszych gości. 

Wiktoria niektóre swoje prace wystawia także na Vinted, do którego pozostawiam Wam odnośnik - wikilu25.  

PODPIS