21:49

Many Mornings i po problemie!

Many Mornings i po problemie!

21:49

Many Mornings i po problemie!


Początek dnia i ogromny stres: - Gdzie jest druga skarpetka do pary? Skarpetki lubią płatać figle i kiedy ich potrzebujemy, one w magiczny sposób znikają. Abrakadabra bęc i nie ma! I co tutaj robić? Pojawił się ktoś, kto znalazł kreatywny sposób na to, jak zaradzić porannemu problemowi wielu ludzi -  Many Mornings. Jest to polski producent kolorowych skarpetek niby nie do pary, a jednak. Okazuje się, że  nie popełnicie faux-pas, zakładając dwie różne skarpetki. Ważne jest jednak to, aby posiadały one wspólny motyw. Dodatkowo takie zwariowane skarpeciochy są idealnym lekiem na jesienną chandrę, bo choć za oknem piękna, złota jesień to jednak coraz bardziej czuć nadchodzącą wielkimi krokami zimę. Temperatura spada, dnie stają się coraz krótsze, najchętniej spalibyśmy aż do wiosny, jak niedźwiedzie. Chrrrr...


W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam tylko 4 wzory, 4 pary skarpet nie do pary, ale tych wzorów na stronie jest ogrom, możecie przebierać, wybierać w kilku kategoriach m.in. "jedzenie", "zwierzęta", "świąteczne", a nawet zakupić parę skarpet, z której część dochodu przeznaczana jest na akcję charytatywną. Mnogość długości, motywów i fakt, że rozmiarówka obejmuje numery od 23-46 sprawia, że każdy bez względu na płeć i wiek znajdzie na stronie coś dla siebie. 


Pierwszą parą skarpetek nie do pary, jest para skarpet, której etykietka diametralnie różniąca się od innych sugerowałaby, że jest to para z jednej z pierwszych kolekcji na stronie. Strawberries low, gdyż tak brzmi ich nazwa, są stopkami, tak jak i pozostałe pary, które wybrałam, choć nie ukrywam kusiły mnie też długie skarpeciochy na zimę, ale na to przyjdzie jeszcze pora, trzeba się cieszyć ostatnimi dniami ciepełka. Kilka innych wzorów dostępnych też jest w wersji mocniej wyciętej do butów odkrytych. Na etykietce możemy przeczytać, że w składzie skarpetek dominuje bawełna - to aż 80%, na drugim miejscu jest poliamid - 17%, a na trzecim z wartością 3% - elastan. Duża zawartość bawełny sprawia, że materiał oddycha, stopa nie poci się, a skarpetki nie śmierdzą po kilku godzinach noszenia. Wszelkie detale są wyszywane, a nie nadrukowane, co dla mnie jest ogromnym plusem i chapeau bas dla marki za taką dbałość o szczegóły. Para skarpetek-stopek kosztuje 15 zł. 


Druga para skarpetek jest w motywie Cherry Blossom Low, cherry może i tak, ale blossom troszkę brakuje, gdyż okazało się, że już na etapie pakowania doszło do jakiejś pomyłki i skarpetki wcale nie są nie do pary, a wręcz przeciwnie są do pary. Taki joke! Sama zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy robiłam zdjęcia. Po odpakowaniu paczki tego nie zauważyłam. Mi to nie przeszkadza, ale nie ukrywam, zaskoczyło mnie to do tego stopnia, że kilka razy sprawdzałam na stronie i na etykietce, nie dowierzając. Tutaj skład się nie zmienił, również mamy 80% bawełny, 17% poliamidu i 3% elastanu. Cena wszystkich skarpetek-stopek jest identyczna na stronie, więc za te również trzeba zapłacić 15 zł. 


Kolejną moją propozycją dla Was jest arbuzowy zawrót głowy, czyli Watermelon Splash Low w przepięknych wakacyjnych kolorach. Jak możecie dojrzeć na zdjęciach, logo marki znajduje się w przypadku wszystkich par pod przednią częścią stopy i nie zakłóca odbioru skarpetek, nie trzeba kombinować, ukrywać, gdyż i tak jest ono praktycznie niewidoczne. Skarpetki nie gniotą, co już jest kolejną zaletą, są tak skrojone i uszyte, że nie zsuwają się ze stopy, ale też nie wrzynają się w nią. Ta para to także głównie bawełna. Skarpetki kosztują 15 zł. 


Ostatnim motywem, jaki ja mam Wam do zaprezentowania są cytrusy - The Lemons Low, ale wcale nie musicie mieć skwaszonej miny, ponieważ tutaj również nie ma się do czego przyczepić. Super skład, wykonanie, adekwatna cena do jakości. 

Many Mornings to dbałość o satysfakcję klienta, każdy nawet najmniejszy detal, skarpetki nie są nawet spinane plastikowymi elementami a po prostu przeciągnięte cieniutką niteczką, którą łatwo obciąć i wyjąć nie uszkadzając skarpet. Na stronie zamówicie skarpeteczki dla swoich dzieci, siebie, męża, mamy, taty. Tam nie ma miejsca na podziały. Znajdziecie rozmiary od 23 do 46, baletki, stopki lub długie skarpety. Ogromny wybór wzorów sprawia, że spędzicie tam sporo czasu, nim podejmiecie ostateczną decyzję, bo trudno się zdecydować. Skarpetki przychodzą do klienta zapakowana w papierową, firmową torebkę, zalepioną vlepką i dodatkową naklejką dla klienta w środku. Paczka dotarła naprawdę szybko. Oprócz tej jednej wtopy-nie wtopy wszystko się zgadza i jest w jak największym porządku. Jakość wszystko zrekompensowała. Prałam je już kilkukrotnie i zupełnie nic się z nimi nie dzieje, po prostu WOW. Możliwe, że na święta sprezentuję komuś skarpetki właśnie z Many Mornings

A Wy mieliście do czynienia z tą marką? Lubicie takie kolorowe, szalone, niecodzienne skarpety? Dajcie znać w komentarzu! 

PODPIS

19:55

Rozkoszuj się jesienią z herbatami Little Ceylon

Rozkoszuj się jesienią z herbatami Little Ceylon

19:55

Rozkoszuj się jesienią z herbatami Little Ceylon


Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie taką sytuację: jesień, paskudna pogoda za oknem: deszcz, wiatr, wszędzie mokro  a Wy w domu, pod kocykiem, przy kominku z książką i... z ciepłą herbatą w ulubionym kubku.  Czy nie robi Wam się od razu przyjemniej i błogo? Mnie i owszem. A teraz wyobraźcie sobie, że w tym kubeczku znajduje się herbata najwyższej jakości, która nie kosztuje kroci. To nie fikcja, wszystko jest możliwe i jest na wyciągniecie ręki. Czy słyszeliście kiedykolwiek o firmie Little Ceylon? To właśnie dzięki tej marce możecie rozkoszować się w pełni jesienią za sprawą ich herbat, które docierają do Polski prosto z Cejlonu. Jeśli nie znacie ich jeszcze, koniecznie musicie się zaznajomić z ich działalnością i ofertą, zróbcie to jak najprędzej. Gwarancją najwyższej jakości i potwierdzenia pochodzenia herbaty jest certyfikat "Ceylon tea – symbol of quality". Ten certyfikat z logiem w postaci lwa cejlońskiego oznacza, że w opakowaniu znajduję się 100% herbaty cejlońskiej, została zapakowana ona na Sri Lance oraz spełnia wszystkie normy ustalone przez Sri Lanka Tea Board. Na opakowaniach herbat Little Ceylon takie oznaczenia znajdziecie z tyłu u dołu. 


Obecnie w ofercie sklepu znajdziecie 4 rodzaje herbat liściastych: Komnata Bursztynowa, Cejloński Zieleniak, Tipowa Ambrozja, Śniadaniowa Podróżnika. Mam nadzieję, że z czasem pojawi się ich więcej. Herbaty pakowane są w papierowe opakowania ze strunowym zatrzaskiem, dzięki czemu po otwarciu możemy je ponownie, szczelnie zamknąć, aby herbata nie wietrzała ani nie pochłaniała innych aromatów. Co więcej, na stronie do wyboru są dwie gramatury: 50 g i 100 g, więc każdy może dobrać sobie herbatę pod siebie, może kupić mniejsze opakowanie i przetestować sobie ją, a dopiero potem domówić tę większą paczkę. 


Zacznijmy może od mojego numeru 1 dzisiejszego wpisu, czyli Komnaty Bursztynowej. Wreszcie ktoś odnalazł ten zaginiony skarb. Jak widać, trzeba było szukać go w Azji, ale było warto. Z tego, co przeczytałam na stronie, nazwa wzięła się od barwy, jaką osiąga herbata po zaparzeniu - jest ona lekko pomarańczowa niczym bursztyn. Jako ciekawostkę Wam powiem, że bursztyn bałtycki, który jest symbolem nadmorskich kurortów, nie występuje tylko nad morzem. Bursztyn występuje również na Kurpiach, a także w województwie lubelskim pod Lubartowem. To tylko taka moja dygresja. Wróćmy do tematu herbaty. 

Komnata Bursztynowa to herbata czarna klasyfikowana jako Orange Pekoe. Zbierana jest ręcznie w miejscowości Doloswala. Smakowo spośród tej czwórki, ta najbardziej przypadła mi do gustu: jest dość delikatna, nie jest gorzka, ale jest przy tym bardzo aromatyczna, świetnie komponuje się solo, ale też z cytryną czy po angielsku - z mlekiem.  Z pewnością herbata ta przypadnie do gustu nawet najbardziej wybrednym koneserom. Opakowanie 100 g kosztuje 24,99 zł. 


Drugą z herbat jest Cejloński Zieleniak, czyli zielona herbata typu Gunpowder Special. Jej zbiory odbywają się w Nuwara Eliya. Herbata ta jest totalnym killerem. Na pewno, jeśli potrzebujecie rano czegoś mocniejszego, a niekoniecznie chcecie pić kawę, to ta herbata postawi Was na nogi. W przeciwieństwie do poprzedniej ma ona cierpki smak, co nie do końca mi pasuje, ale jestem w stanie to przetrwać, biorąc pod uwagę, że zielona herbata ma wspaniałe właściwości m.in. działa pozytywnie na naszą odporność oraz wspomaga przemianę materii. 100 g tej herbaty kosztuje 25,99 zł.


Kolejną z moich propozycji dla Was jest doloswalska Tipowa Ambrozja, czyli najdroższa z herbat obecnie dostępnych na stronie. Za 100 g trzeba zapłacić 37,99 zł. Jest to herbata czarna  typu FBOPFEXSP o wyrazistym słodkawym smaku, powiedziałabym, że lekko karmelowym, nie jest jednak tak mocna, jak herbata Cejloński Zieleniak. W tym przypadku wszystko jest dobrze wyważone i spokojnie mogłabym umieścić ją na miejscu 2. 


Największą delikatnością odznacza się jednak Śniadaniówka Podróżnika, będąca herbatą czarną Pekoe. Jej smak jest bardzo subtelny, nie przebija tutaj żaden wyrazisty smak, dlatego też świetnie sprawdzi się właśnie do posiłku, gdyż będzie pasować i do kanapki, i do sałatki, i do jakiejś drożdżówki. Wbrew nazwie, możecie popijać nią dania o każdej porze dnia, nie tylko na śniadanie i nie musicie być podróżnikami. Chcąc kupić 100 g tej herbaty, trzeba liczyć się z koniecznością wydania 25,99 zł. 

Oznaczenia herbat zależą od tego, z jakiej części krzewu herbata jest pozyskiwana oraz od tego, czy są to całe liście, czy może jest to tzw. herbata łamana. Jeśli zgłębilibyście ten temat, okazało się by, że wszystkie herbaty przedstawione w dzisiejszym wpisie są herbatami o całych liściach, a dodatkowo np. herbata Komnata Bursztynowa uzyskiwana jest z pierwszego i drugiego listka bez pączka herbacianego, natomiast Śniadaniówka Podróżnika pozyskiwana jest z drugiego listka krzewu. 

Jak widzicie, aby cieszyć się smakiem prawdziwej, cejlońskiej herbaty nie trzeba wiele. Ja jeszcze jakiś czas gustowałam głównie w herbatach czarnych, o smaku "cytrynowym", który z cytryną nie miał zbyt wiele wspólnego i to tych najtańszych. Nie przepadałam za herbatami liściastymi ze względu na fusy. Jest na to jednak sposób, istnieją specjalne zaparzacze czy takie wkładane do kubka, czy specjalne duże dzbaneczki z sitkami. 

Koniecznie napiszcie mi, czy jesteście #teamherbata czy #teamkawa. Znacie już markę Little Ceylon? Może ktoś z Was już miał przyjemność raczyć się ich wyrobami? Jak Wam się sprawdziły?

PODPIS

20:56

Życie na wariackich papierach

Życie na wariackich papierach

20:56

Życie na wariackich papierach


Ostatnie kilka dni to dla mnie ciągły bieg. GO! GO! Melka na przód! Nie mam nawet czasu przystanąć i spokojnie pomyśleć. Szkoła, dom, szkoła, dom... Rano do szkoły, wracam ok. 14, nim zjem obiad, ogarnę wszystko, co zadane już jest późno i trzeba kłaść się spać. Doba trwa dla mnie zdecydowanie za krótko... 24 godziny to za mało, zdecydowanie za mało. Staram się wykorzystywać wolny czas w 100%, nadrabiać w weekendy, ale jak to człowiek potrzebuję też odpocząć, usiąść spokojnie. Przed nami kolejne wyzwanie - nauczanie hybrydowe, brzmi tajemniczo... wkrótce się dowiemy, co nas czeka. 

A co z blogiem? Jak widzicie, działam nadal. Każdego dnia tworzę tyle, ile mogę. Zdjęcia do postów mam przygotowane, obrobione, teraz tylko muszę utworzyć teksty i systematycznie publikować wpisy. Trzymajcie za mnie kciuki!

A Wam jak minęły ostatnie tygodnie? Coś się ciekawego działo?



PODPIS

18:49

Jesień z Dresslily

Jesień z Dresslily

18:49

Jesień z Dresslily


Ciągle pada... Za oknem szaro, buro, ponuro, aż człowiekowi wszystkiego się odechciewa. Najchętniej wskoczyłby pod ciepły kocyk i czytał książkę czy oglądał serial, popijając rozgrzewającą herbatkę albo gorącą czekoladę (pychotka!). Odkąd wróciliśmy do szkoły, wszyscy działamy na 102%, aby przerobić jak najwięcej materiału przed ewentualnym przejściem na nauczanie zdalne, dlatego tym bardziej doceniam każdy weekend, każdy dodatkowy dzień wolny od zajęć. Aby poprawić sobie humor, jakiś czas temu zrobiłam zamówienie w sklepie internetowym DressLily. Jesteście ciekawi, co takiego kupiłam?


Pierwszą rzeczą, jaką zamówiłam, jest top, który kusił mnie od bardzo dawna, ale zwlekałam z jego kupnem ze względu na skład - poliester i poliuretan. Przewijał się na stronie w różnych kolorach: białym, khaki, granatowym, brązowym, szarym, aż wreszcie trafił w moje rączki w kolorze czarnym i nie żałuję. Skład nie jest rewelacyjny, to prawda, ale do zdjęć jak najbardziej się nada albo nawet i na jakieś krótkie wyjścia. Top ma regulowane ramiączka, co jest jak najbardziej na plus, niezwykle kobiecy dekolt w serek, a  elementem wyróżniającym go spośród innych są guziki w oryginalnym printcie. Jak widać na zdjęciu, lekko prześwituje, lecz wystarczy czarny stanik samonośny, aby wszystko było okej. Pomimo to top oceniam jako uszyty bardzo dobrze, nie wystają żadne nitki, jest wykrojony i zszyty równo. Zdecydowanie polecam ten top kobietom z mniejszym biustem, gdyż nie rozciąga się, a nie jest zbyt szeroki w okolicach dekoltu. Kiedy zamawiałam, top kosztował $14, obecnie kosztuje niecałe $17


Dla siebie zamówiłam też komplet dwóch opasek z perełkami. Jedna jest stworzona na srebrnym druciku, a druga na złotym. Obie mają zabezpieczone końcówki, aby się nie wplątywały we włosy. Miałam już kiedyś coś podobnego tylko, że z cyrkoniami i taka opaska sprawdziła się u mnie rewelacyjnie, wyglądała super do loków i odświętnej stylizacji, miałam ją nawet na weselu. Te nie są wcale gorsze. Nie uciskają głowy, włosy się nie wplątują w perełki, oby tylko szybko nie sczerniały. Nie do końca pasują do takich codziennych stylizacji, ale na pewno do czegoś bardziej eleganckiego się przydadzą. Taki komplet kosztował mnie $6. 


Nie jestem samolubem, więc zamówiłam też dwie rzeczy dla swojej mamy: błyszczącą sukienkę i marszczoną spódnicę. Z sukienką jest ten sam problem, co z tym moim topem - skład. Nie umniejsza on jednak temu, że sukienka prezentuje się bardzo dobrze, na ciele układa się bardzo fajnie, marszczenia sprytnie maskują wystający brzuszek. Po prawej stronie przyszyte są 4 eleganckie guziki, a poniżej mniej więcej od uda do kolana biegnie falbanka. Jedyną wadą sukienki jest to, że gniecie się niemiłosiernie.  W składzie spódnicy również znajdziemy poliester, ale w mieszance z rayonem.  U góry spódnica ma szeroki pas, po bokach ma wszyte w tunele sznurki, za pomocą których możemy ściągnąć materiał i ukryć to i ówdzie, z czego nie jesteśmy zadowolone. Dodatkowo u dołu po lewej i po prawej są "rozporki" o długości ok. 10 cm, dzięki czemu mamy pełen komfort przy noszeniu spódnicy. Na stronie dostępna jest w 3 kolorach: ciemnoszarym, wrzosowym i beżowym. Wykonana jest świetnie, aż dziwne, że kosztuje tylko $10, za sukienkę natomiast trzeba zapłacić $20. 


W całym tym zamówieniu znalazło się też miejsce na skarpetki z płomieniamiktóre wylądowały u mojego brata. Te płomienie przypominają mi płomienie z popularnej bluzy Trasher. Wam też? Skarpetki o dziwo są bawełniane, oddychające, a płomienie są wyszywane, więc nie jest to byle co. Kiedy ja wybierałam rzeczy i składałam zamówienie, na stronie było kilka wersji kolorystycznych, lecz rozmiar na stronie nie był podany - na szczęście pasują jak ulał. Skarpetki kosztowały niecałe $6. 

Reasumując, w ogólnym rozrachunku ja jestem z zamówienia bardzo zadowolona. Co ciekawe, ubrania miały papierowe metki, co zdarzyło mi się pierwszy raz, zamawiając na DressLily. Wy już teraz możecie zrobić zakupy na Dresslily i zaoszczędzić nawet 22%, wystarczy, że użyjecie kodu DLBF20. Miłych zakupów! Koniecznie napiszcie mi, czy zamawialiście ostatnio coś z Dresslily lub z innej azjatyckiej strony, co to było i czy jesteście z tego zadowoleni. 



Copyright © Melka blogerka , Blogger