21:05

Odmień wygląd swojego telefonu z FunnyCase

Odmień wygląd swojego telefonu z FunnyCase

21:05

Odmień wygląd swojego telefonu z FunnyCase


Wygląd Twojego telefonu już Cię się znudził? Pragniesz czegoś nowego, a nie chcesz wydawać pieniędzy na nową komórkę? Jest bardzo prosty na to sposób. Z pomocą przychodzi firma FunnyCase i jej kreator. Możecie zaprojektować własne wymarzone etui, korzystając z grafik dostępnych na stronie lub dodać własne zdjęcia. Wszystko zależy wyłącznie od Was, to Wy decydujecie! Mam dla Was niespodziankę, ale o tym potem. 


Ja zdecydowałam się na etui CLEAR 0,5 MM, czyli dość cienkie, które nie pogrubia telefonu, a to jest dla mnie bardzo ważne. Bardzo podobają mi się np. etui wypełnione płynem i brokatem, aczkolwiek zazwyczaj są one toporne i telefon, który jest cienki, w mig staje się klockiem. Te są idealne, idealnie wykrojone pod model telefonu, nie odstają, nie są za luźne, a to jest też bardzo ważne, jeśli chcecie, aby Wasz telefon nie tylko ładnie wyglądał, ale także był chroniony! 


W obu przypadkach postawiłam też na gotowe, bardzo eleganckie (szczególnie ten drugi) wzory. Chyba nie zaprzeczycie, że prezentują się cudownie? A do tego koszt jednego takiego case'a to ok. 25 zł, a wpływ na jego ostateczny wygląd mamy bardzo duży. Co więcej,teraz możecie mieć je 20% taniej, wystarczy, że użyjecie kodu HELLOFUNKY. Pamiętajcie, że kod obowiązuje tylko na etui z kreatora! Gwarantuję, że się nie zawiedziecie, bo etui wyglądają rewelacyjnie, ozdobicie, odmienicie swój telefon niewielkim kosztem.  

Fotokalendarze na rok 2020 | Fotobum

Fotokalendarze na rok 2020 | Fotobum

18:08

Fotokalendarze na rok 2020 | Fotobum


Już za miesiąc będziemy żegnać 2019 rok, a witać Nowy Rok 2020. To dla mnie będzie taki ważny rok, dużo się będzie działo, więc stwierdziłam, że przydałby się jakiś wyjątkowy kalendarz na te 366 dni. Ostatecznie skończyłam z 3 fotoKalendarzami. Wszystkie pochodzą ze strony Fotobum


Dla siebie wybrałam fotoKalendarz plakatowy "Klasyczny". Najwięcej czasu zajął mi wybór grafiki. Dłuższy czas się zastanawiałam nad tym, które zdjęcie wybrać. Ostatecznie jest to zdjęcie czerwonej róży, które już kiedyś opublikowałam w jednym z postów, mowa o wpisie MOC SŁÓW. Chciałam wybrać zdjęcie, które będzie dość uniwersalne, ale też będzie takie moje. Kalendarz można powiesić bezpośrednio na ścianie lub tak jak ja to zrobiłam - oprawić w antyramę. Co mi się podoba w tych wszystkich fotoKalendarzach? To, że są one spersonalizowane pod nas, sami wybieramy zdjęcia. Co więcej, kiedy rok się skończy, możemy sobie te zdjęcia powycinać i pooprawiać w ramki. FotoKalendarz plakatowy w regularnej cenie kosztuje 14,90 zł.


Drugi kalendarz, tym razem dla mojej siostry, może się wydawać takim standardowym kalendarzem, ale wcale taki nie jest. Oprócz zdjęć, które można dodać, każdy model kalendarza wyróżnia się niepowtarzalną oprawą graficzną. Model ze zdjęcia to fotoKalendarz ścienny "Leśna kraina", dość jesienne kolory - sporo beżu, brązu, pomarańczy. W kreatorze, przy większości zdjęć pokazywał się alert słabej jakości grafik, aczkolwiek na wydruku, w ogóle tego nie widać, zdjęcia są takie, jak je dodałam. Koszt fotoKalendarza ściennego to 39,00 zł.


Ostatnim kalendarzem jest fotoKalendarz biurkowy "Klasyczny", który zagości na biurku mojego młodszego brata. W tym przypadku również były te ostrzeżenia o słabej jakości zdjęć, ale kiedy kalendarz przyszedł, okazało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie ma żadnego problemu, więc nie zawsze trzeba się tych ostrzeżeń bać i rezygnować z zamówienia produktu. Taki kalendarz kosztuje 29,00 zł.


To nie są moje pierwsze fotoProdukty ze strony Fotobum i za pewne nie ostatnie. Kreator jest bardzo intuicyjny, wystarczy kilka kliknięć i interesujący nas produkt jest gotowy. Przesyłka w przeciągu kilku dni, już była u mnie. Kalendarze zapakowane były w kartonową teczkę, dzięki czemu nic się kalendarzom nie stało. Fotobum nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. A Wy zamawialiście kiedykolwiek coś z tej strony? Jeśli nie, jest wspaniała okazja ku temu - możecie kupić fotoProdukty o 10% taniej, wystarczy, że użyjecie kodu  kmwhjd.

20:07

Makijażowy minimalizm

Makijażowy minimalizm

20:07

Makijażowy minimalizm


Nie pamiętam, czy już kiedyś Wam wspominałam, ale jestem raczej typem osoby, która się na co dzień nie maluje. Maluje się tylko od "wielkiego święta". Przez długi okres czasu w ogóle nawet od tego "wielkiego święta" się nie malowałam. Czasy gimnazjum to zazwyczaj było naprawdę minimum minimów i to zazwyczaj na dyskotekę - tusz do rzęs, jakaś pomadka, czasami korektor i puder, tyle, nic więcej! Tak naprawdę eksperymentować z jakimś makijażem zaczęłam dopiero w liceum, kiedy zaczęłam tak bardziej na poważnie działać tutaj na blogu, pierwsze "sesje zdjęciowe", na których byłam JA. Nie jestem osobą, która często pozuje do zdjęć, co z resztą widzicie po wpisach - nie umiem się ustawić, uważam, że źle wyglądam na zdjęciach, no i zazwyczaj nie ma mi kto ich robić, a samej jest mi trudno. Zdecydowanie lepiej się czuje, kiedy jednak stoję po tej drugiej stronie. Mimo że nie jestem żadną "photo artist". 


Wracając do meritum, biorąc pod uwagę, że rzadko występuje w roli modelki, to też rzadko sięgam po kosmetyki. Częściej i na pewno w większym stopniu zaawansowania niż jeszcze 3 lata temu, ale nadal nie za często. Jeśli odczuwam taką potrzebę wykonania makijażu, sięgam na pewno po trochę większą ilość kosmetyków, choć nie mam ich dużo w swojej kolekcji, bo nie miałabym, kiedy ich po prostu zużyć, ale nadal nie czuję się w tym pewnie - kreski to w ogóle odpadają! Powiekę jak pierwszy raz pomalowałam, to zmyłam natychmiastowo, a w pomalowanych pomadą brwiach wyglądałam jak klown (naprawdę, mogłabym zabawiać dzieci w cyrku, o ile by się nie wystraszyły!). Staram się, więc wybierać to, co zbytnio się w oczy nie rzuca, kolory cieliste,  mi się też wydaje, że mi mocne akcenty nie pasują i dobrze się w nich nie czuje, czuję się jak w przebraniu, jak nie ja. Ja w ogóle jestem typem osoby, która jeśli nie czuje pociągu do czegoś, to tego nie robi, nie zmuszam się do czegoś, co mi nie leży - nie palę, nie piję, jeśli ktoś obok mnie to robi - jego sprawa, nie moja. Do makijażu też się nie zmuszam, nie mam takiego czegoś, że inne dziewczyny, nawet młodsze się malują, to i ja muszę. Nie, co więcej, nawet na własną studniówkę nie idę, bo nie chcę robić czegoś wbrew sobie. Przemyślałam to, przeanalizowałam "za" i "przeciw" i decyzji nie zmienię, choćby ktoś mnie namawiał, ale o tym może opowiem w innym wpisie. Jestem indywidualistką. Kroczę własną drogą, bez względu na to, co jest obecnie na topie, co robią inni.

Z racji tego, że się raczej nie maluję to i kosmetyków mam nie za wiele, są to raczej tańsze produkty, z dolnej półki. Nie mówię, że to się nie zmieni, za 5,10,15 lat może będę robić kurs wizażu i kupować produkty z Hudy, Anastasii czy Diora (tak, znam marki, oglądam filmik makijażowe na YouTube, mimo że sama mam z makijażem do czynienia tyle, co nic), może tak być, nie przeczę, ale na ten moment nie mam zamiaru kupować czegoś, co posłuży mi raz albo i nie, bo po to nie sięgnę. 

Mój makijaż to podstawy, podstaw, choć i robię go kompletnie po swojemu, bez jakiejś większej nauki, praktyki. Wykonuję go w góra 7 min - mazu, mazu i gotowe! Jako pędzle najczęściej wykorzystuje pędzle, które zamówiłam na Zaful już jakoś w 2017 r., więc na tej stronie akurat ich może nie być, ale warto poszukać ich np. na Allegro, Alliexpress czy innych stronach, które gromadzą różne produkty. Cały zestaw 12 pędzli kosztował jakieś grosze, a pędzle są naprawdę świetnej jakości, włosie jest dość gęste, a wiem, że w wielu pędzlach z azjatyckich stron jest 5 włosków na krzyż. Pędzle są normalnej wielkości, nie jakieś mini. Farba nie odpryskuje. Myłam je już wielokrotnie, nic się nie stało, nie wyciekł klej, nic się nie odkleiło, odpadło. No i najważniejszy ich plus, na końcach, mają takie zaostrzone szpikulce, które służą mi do otwierania trudno otwieralnych kosmetyków. Są moim wybawieniem w takich trudnych momentach!


Jako bazy pod makijaż używam serum wygładzająco-ujędrniającego z Ziaji. Jako baza sprawdza się świetnie, skóra jest wygładzona, bardzo przyjemna w dotyku, miękka, a dodatkowo pięknie pachnie. 


"Podkłady" mam dwa, w zasadzie podkład i krem CC: kryjący podkład z Catrice w kolorze 010 light beige, jest ciutkę za jasny, więc mieszam go z kremem CC z OLAY do podobno jasnego koloru skóry, w rzeczywistości jest on ciemniejszy niż podkład z Catrice, razem tworzą kolor idealny. Na twarzy wyglądają bardzo dobrze i całkiem nieźle się trzymają, utrwalam je pudrem z Bell, którego męczę i męczę, ale powoli się już kończy. 


Następnie robię lekkie konturowanie, choć konturowaniem ciężko to nazwać, czasami nałożę trochę bronzera i rozświetlacza. Oba produkty pochodzą z kolekcji limitowanej Desert Rose z Bell. Potem dokładni TYMI SAMYMI produktami robię oko, na środek powieki dodatkowo nakładam jeden z foliowych cieni z kolekcji Carnival, również z Bell. Częściej jest to kolor 001, czyli ten złoty, rzadziej 002, miedziany. Oko wykańczam tuszem - podkręcam rzęsy i maluję. Zazwyczaj stawiam na tusz z Lovely, czasami na ten z Bell


Maluję usta, to są moje 3 ulubione pomadki kolorowe: Vivat Mat  z Revers Cosmetics, Vinyl Lips oraz Mat Liquid Lips z Bell i to tyle. 


Kilka ruchów ręką i efekt gotowy - bardzo delikatny, nieidealny, taki mój. Nie trzeba mi wiele, kilka produktów, nie potrzebuje całych szuflad wypełnionych kosmetykami po brzegi, tak, że się nie zamykają. Nie potrzebuje drogich marek, aby czuć się dobrze. Ważne to czuć się dobrze ze sobą w makijażu czy bez. Każda z nas jest piękna! Ja, Ty, Basia spod trójki! Tak, Ty także jesteś piękna, uwierz w to! 

20:57

Jak weekend to tylko we Lwowie!

Jak weekend to tylko we Lwowie!

20:57

Jak weekend to tylko we Lwowie!


Piątek - weekendu początek. Jak pisałam w poprzednim poście, kilka dni temu wróciłam ze Lwowa - z miasta, które  rocznie odwiedza 2,5 mln turystów, miasta, które kusi niskimi cenami oraz zachęca do pozostania pięknem architektury. Tegoroczny wyjazd był moim drugim wyjazdem na Ukrainę, zarazem była to druga wizyta we Lwowie, więc co nieco mogę Wam już opowiedzieć, jak wygląda sama procedura wjazdu na Ukrainę, o czym warto pamiętać, co zobaczyć, gdzie zjeść no i jak to jest z tymi cenami, czy we Lwowie jest faktycznie tak tanio, jak się mówi. 



Jak dostać się do Lwowa?

Jako że Lwów nie należy do Unii Europejskiej bezwzględnym warunkiem przekroczenia granicy polsko-ukraińskiej jest posiadanie ważnego paszportu. Bez tego ani rusz! Jeśli podróżujecie autem to wchodzi w grę jeszcze kwestia ubezpieczenia itd. Ja granicę przekraczałam autobusem, to zbyt wiele na ten temat nie powiem, podsyłam Wam link do wpisu na jednym z blogów, w których dowiecie się jakie dokumenty Wam się przydadzą -  www.kawiarniany.pl, jeśli będziecie chcieli dostać się do Lwowa autem. Ja osobiście ten sposób bym odradzała przez kulturę jazdy na Ukrainie, a raczej jej brak - każdy jeździ, jak chce, piesi chodzą, jak chcą, tam nie ma czegoś takiego jak wpuszczanie przed swoje auto, przepuszczanie pieszych na przejściu, tam po prostu wjeżdżają na chama, wchodzą pod samochody zbliżające się do przejść albo przechodzą w miejscach w ogóle do tego nieprzeznaczonych. Przez te kilka dni byłam świadkiem tylu absurdów na drodze. Chociażby jazdy pod prąd przez wszechobecne korki, parkowania na środku drogi, a nawet w jednym przypadku samochód stał prawie na środku skrzyżowania. Aby we Lwowie jeździć samochodem trzeba mieć anielską cierpliwość. 


Autobusem?!  

To już jest na pewno lepsza opcja, szczególnie, wtedy kiedy mieszkacie blisko granicy, bilety nie są za drogie. Nie musicie męczyć się, kierując. We Lwowie działa całkiem sprawnie komunikacja miejsca, więc to nie jest wielki problem, aby dostać się z punktu A do puntu B.

Do Lwowa dostaniecie się także samolotem. To jest, myślę  świetne rozwiązanie szczególnie dla mieszkańców Warszawy. Jeśli zaplanujecie wyjazd odpowiednio wcześnie, to rozwiązanie może okazać się najszybsze i najbardziej ekonomiczne.

Na deser - podróż pociągiem. Najczęściej wybieraną opcją przez turystów jest podróż z Przemyśla, nie jest ona droga, a jest stosunkowo szybka. 

A czy prawdą jest, że drogi na Ukrainie są w tak katastrofalnym stanie? 

My jadąc do Lwowa, z Lubelszczyzny, przekraczając granice w Hrebenne, nie zauważyliśmy, aby droga była usłana dziurami. Co prawda, kiedy raz chcieliśmy sobie drogę skrócić do jednej z miejscowości, to nie wyglądała ona już tak rewelacyjnie, jak ta główna. Nadmienię, że po obu stronach znajdowały się domy mieszkalne, całkiem nowe domy a droga do najkrótszych nie należała, więc prawdą nie jest też to, że na Ukrainie taka bieda a sama Ukraina to nie taka dziura, że psy d... szczekają. Na drodze można spotkać auta, które w Polsce uznane już by były za zabytki, ale to w moim odczuciu dodaje tylko uroku, szczególnie takim miastom jak Lwów, stare kamieniczki, które pozwalają przenieść się w czasie, a na ulicach stare Fiaty, Trabanty, Wołgi, Łady.  



Jak jest z noclegiem?

Za zarezerwowanie noclegu lepiej zabrać się wcześniej. W ubiegłym roku byliśmy w październiku, nocowaliśmy na 9 piętrze, dalej od centrum, ale to nam nie przeszkadzało, w pobliżu był Roshen, McDonald, bazarek, mieliśmy autobus do dyspozycji. Widok rano i nocą był nieziemski. W tym roku nocowaliśmy w hotelu "Kniażyj", bardzo blisko Auchan. Co do warunków w jednym i drugim nie mam "ale". W piątek we Lwowie były już spore tłumy, więc jeśli chcecie wynająć coś w centrum, polecam działać wcześniej. 


Czy to prawda, że we Lwowie jest tak tanio?

Zacznijmy pierw od innej rzeczy - telefonu. Korzystając z telefonu, koniecznie sprawdźcie swoje opłaty za transmisję danych, aby nie dostać niespodzianki po powrocie do Polski, najlepiej zakupcie kartę lokalnego operatora. We Lwowie w wielu miejscach jest Wi-Fi, więc możecie z niego korzystać, aby coś sprawdzić lub z kimś się skontaktować. 

A jak jest z cenami w sklepach, knajpach, kioskach?
Wiele osób przywozi z Ukrainy prezenty takie jak alkohol, papierosy czy słynne cukierki Roshen. Te rzeczy są nieco tańsze niż w Polsce, szczególnie można o zauważyć na przykładzie papierosów. Paczka papierosów to 42 UAH, czyli ok. 7 zł, gdzie w Polsce to ok. 14 zł. W restauracjach, barach jest różnie. Można zjeść obiad składający się samych przysmaków i zapłacić 100 zł a można zjeść dobrze za złotych 20. Więcej o jedzeniu opowiem dalej. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, co chcemy kupić. We Lwowie możecie pójść do Hilfiger'a, Levis'a, ale tam zapłacicie mniej więcej tyle samo, co w Polsce. Dla nas, na nasze zarobki może nam się wydawać, że wszystko jest tam tak tanie, też wielu pracowników w restauracjach, sklepach nas Polaków tak postrzega i często proponuje dodatkowe rzeczy, których raczej byśmy nie zamówili, ale biorąc pod uwagę, że na Ukrainie średnia płaca wynosi jedynie 600 zł. a minimalna emerytura to ok. 200 zł, to tak tanio nie jest. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 

Pieniądze najlepiej wymienić już na Ukrainie. Kurs jest o wiele lepszy, a kantor można spotkać na każdym kroku. Obecnie 1 hrywna ukraińska to 16 groszy polskich. 


Obalamy stereotypy

1. Z Ukraińcem się nie dogadasz!

Jadąc pierwszy raz do Lwowa, martwiłam się tym, czy uda mi się porozumieć, chociażby w sklepie. Niby język polski i ukraiński podobne, no ale jednak ta obawa była i szczerze powiedziawszy - to jest najmniejszy problem! Co więcej, w wielu restauracjach albo jest karta polska, albo pracuje osoba, która umie rozmawiać po polsku. Na prawdę, jeśli mówicie po polsku, zrozumiecie również ukraiński. Uwaga! Ukraiński różni się od rosyjskiego, np. na ulicy nie usłyszycie „zdrastwujtie” tylko „dobroho dnya”. Co ciekawe trzeba uważać nawet na to, jak zwraca się do księdza -określenia „batiuszka” albo „pop” mogą być uważane za obraźliwe, odpowiednik „klechy”.

2. Ukraińcy nie cierpią Polaków! Pobiją Cię! Nie zostawiaj samochodu na niestrzeżonym parkingu, bo Ci go ukradną!

Kroczyliśmy ulicami Lwowa i w dzień i w nocy. Nigdy nikt nas nie zaczepił (oprócz ulicznych naciągaczy, którzy sprzedają jakieś rzeczy), nie słyszeliśmy ani jednego złego słowa o Polakach. W tym roku chyba trafiliśmy przed jakimś meczem, bo na każdym rogu czyhała policja, jeździło sporo radiowozów, a na straganach sprzedawali szaliki. Nie spotkałam przez te kilka dni, spędzając czas cały czas gdzieś na mieście, aby ktoś się kłócił, bił. Samochody lepiej raczej zostawić na strzeżonym parkingu dla bezpieczeństwa, przezorny zawsze ubezpieczony, bo z tym może być różnie. 

3. Brud i ubóstwo

O ubóstwie opowiedziałam troszkę wyżej. Ten poziom życia widać, że troszkę się podniósł, wszystko też zależy od osób. A co do brudu, jestem pozytywnie zaskoczona - Lwów zamieszkuje ponad 700 tys. ludzi, na ulicach jest czysto, nie spotkacie tam bezdomnych, osób pijanych, bynajmniej ja na nikogo takiego nie trafiłam. 

Gdzie we Lwowie warto zjeść?

We Lwowie na każdym kroku znajduje się knajpa. Wiele z nich jest tematycznych np. Masoch Cafe, Medivnia, co więcej we Lwowie działa wiele manufaktur np. pijalnia czekolady. Ceny są różne. Jeśli chcecie zjeść w miarę dobrze i nie przepłacić udajcie się do Puzatej Chaty, czyli takiego baru samoobsługowego - wybieracie co chcecie, składacie swój własny obiad i za to płacicie, a każdy talerz jest wypchany po brzegi. Cena takiego sporego obiadu to ok. 20 zł. Warto przed wyjazdem przejrzeć w internecie polecane restauracje, a potem sprawdzić je w rzeczywistości. 

Co warto zwiedzić we Lwowie?

Lwów to miasto piękne samo w sobie wystarczy wyjść z pokoju, aby go trochę zasmakować. We Lwowie czekają na Was przepiękne kościoły, muzea, tutaj nawet dachy i podziemia są atrakcją. Możecie udać się na któreś z targowisk, gdzie można znaleźć wiele ciekawych rzeczy. Polecam spacer rynkiem. 


Jednym z najbardziej znanych punktów miasta jest Cmentarz Łyczakowski, na którym spoczęła m.in. Maria Konopnicka, ale na którym znajduje się także Cmentarz Orląt Lwowskich.


Najbardziej znanym symbolem Lwowa jest Opera Lwowska położona nad rzeką Pełtwią. Architektem był Zbigniew Gorgolewski, który spoczął na Łyczakowie. Opowiada się, że Gorgolewski popełnił samobójstwo po tym, kiedy opera właśnie przez płynącą pod nią rzeką zaczęła osiadać, a na ścianie pojawiła się rysa. Opera podobno przestała osiadać dopiero po śmierci Gorgolewskiego. Jego grób znajduje się właśnie naprzeciw grobu Marii Konopnickiej. Za niską opłatą możecie obejrzeć sztukę, cena to ok. 1o zł. Potem możecie odbyć nastrojowy spacer lwowskim ryneczkiem przy muzyce granej przez ulicznych grajków.


Podsumowanie

O Lwowie mogłabym pisać i pisać, mogłabym poruszyć wiele aspektów, ale chyba tego tekstu nie dałoby się przeczytać, bo byłby zwyczajnie za długi. Jeśli chcecie pojechać gdzieś na weekend, mieszkacie niedaleko granicy, macie ważny paszport, to Lwów jest warto odwiedzić. Gwarantuje, idzie zakochać się w tym mieście. To miasto ma niepowtarzalny klimat, można cofnąć się w czasie. 













Copyright © Melka blogerka , Blogger