19:43

Zakupy z Dresslily - oczekiwania vs. rzeczywistość. Czy jest aż tak źle?

Zakupy z Dresslily - oczekiwania vs. rzeczywistość. Czy jest aż tak źle?

19:43

Zakupy z Dresslily - oczekiwania vs. rzeczywistość. Czy jest aż tak źle?


Wiosna nadeszła, a wraz z nią pora na zmianę garderoby na lżejszą. Z tej okazji poczyniłam drobne zakupy w sklepie internetowym Dresslily. Nie szalałam, wybrałam jedyne 3 rzeczy. Przy ich wyborze starałam się kierować się opisami oraz o ile były to także opiniami innych użytkowników. Ostatnio dwa razy pod rząd  tym sposobem trafiłam na dwie przepiękne sukienki.  A jak wyszło tym razem?


Pierwszą rzeczą i chyba najlepszą ze wszystkich, jakie tutaj zobaczycie jest oversize'owy t-shirt w marynistycznym stylu. Ja wybrałam rozmiar XXL i uważam, że trafiłam w 10!  Bluzka ma dość duży dekolt w serek, luźne, dłuższe rękawki, przedłużony tył, przez co rewelacyjnie sprawdzi się u wysokich dziewczyn z obfitszymi kształtami. Materiał to w 65% bawełna i w 35% poliester. Jest on dość przyjemny, nie drapie, nie prześwituje, myślę, że latem sprawdzi się ten t-shirt bardzo dobrze. Jedyny przytyk mogę mieć do wykończenia dekoltu. Jak możecie zauważyć, nie jest ono w jednolitym kolorze, nie do końca to mi się podoba, ale to troszkę moje niedopatrzenie, bo na stronie dokładnie to widać. Cena takiego t-shirtu to $19.99 - duuużo, biorąc pod uwagę, że w takiej samej cenie jest również sukienka, jaką zamówiłam. 



Z myślą o jakichś letnich stylizacjach zamówiłam wiązaną sukienkę midi w kwiaty. Jest ona przepiękna i żałuję okrutnie, że jest za ciasna w biuście, przez co rozchodzi się tak, że mam cały biust na wierzchu. Brakuje dosłownie kilku cm materiału. Nie pomogło nawet to, że zamówiłam największy dostępny  na stronie rozmiar. Do zdjęcia spięłam ją drobną agrafką, ale nie sprawdzi się to na żadne wyjście, bo góra wtedy nie układa się zbyt dobrze. Materiał, choć w 100% poliester jest całkiem przyjemny, nie prześwituje. Spróbuję jeszcze coś z nią pokombinować, jak nie wymyślę dla niej żadnego planu ratunkowego, to może zdecyduję się ją przerobić na spódnicę albo po prostu oddam ją komuś. 



I nadeszła pora na kompletny bubel tego zamówienia - czerwony, kopertowy top. Cena tego topu to aż $16.99. Zdecydowanie za dużo! Top ma brzydko obcięty dół, przez co bardzo źle układa się już na wieszaku, materiał jest straszny, bardzo nieprzyjemny w dotyku i  mocno prześwitujący a czarę goryczy przelewa fakt, że każde oczko, dosłownie każde jest obdrapane, jakieś zaśniedziałe albo brudne, trudno nawet określić. Wybaczcie, ale tego topu nawet nie przymierzałam. Wstyd, że coś takiego w ogóle zostało wysłane. Te zniszczone oczka mocno rzucają się w oczy. Takie niestety ryzyko niosą za sobą zakupy online. 

Ogólny bilans jest jednak całkiem dobry, mam ekstra t-shirt, piękną sukienkę, którą albo przerobię, albo podaruje w lepsze ręce i tylko jeden bubel. Na Dresslily będę polowała dalej.

A jeśli Wy chcecie się sprawdzić jako łowcy perełek na Dresslily to możecie przy zakupach wykorzystać kod DLBF20, który obniży wartość Waszego zamówienia o 22%

Ciekawi mnie, czy Wam przytrafiły się kiedyś takie buble? Co to było?

20:59

Jak jednym elementem odmienić pomieszczenie?

Jak jednym elementem odmienić pomieszczenie?

20:59

Jak jednym elementem odmienić pomieszczenie?


Na pewno znacie to uczucie, kiedy coś Wam w domu już nie pasuje, chcielibyście coś zmienić, ale nie do końca wiecie co, nie wiecie jak się zabrać za metamorfozę, od czego zacząć. Sama to bardzo dobrze znam, non stop przestawiam meble w swoim pokoju, wszystko przekładam, ale nadal mi czegoś brakuje. Brakowało, ponieważ  mój pokój ostatnio zyskał drugie życie, dzięki firmie fototapety.shop



Okazało się, że rozwiązaniem moich problemów było zaopatrzenie się w obrazy na płótnie w dużym formacie, które zapełniły pusty fragment ściany nad łóżkiem. Zdecydowałam się na bardzo modny ostatnio motyw zamglonego lasu w wersji retro, czyli z efektem ziarna. Motyw ten idealnie pasuje obecnie do szarej ściany, ale idealnie również będzie pasował później do ściany w kolorze butelkowej zieleni, która pojawi się przy najbliższym remoncie, elementów drewna i metalu. 

Powiecie: obrazy, jak obrazy. Co w nich wyjątkowego, co wyjątkowego oferuje ta marka? Otóż to w nich wyjątkowego, że sami macie wkład w ich ostateczny wygląd. Po wybraniu wzoru spośród tysięcy dostępnych na stronie możecie wybrać sobie układ obrazu spośród 5 podanych np. możecie stworzyć obraz 2-częściowy, taki na jaki ja się zdecydowałam. Każdy obraz możecie dowolnie wymiarować, obracać, odbijać, jak Wam się tylko podoba. Dodatkowo kupującym umożliwiona została opcja dodawania efektów takich jak sepia czy czarno-biała fotografia. W zależności od tych ustawień różnić się będzie cena ostateczna obrazu. Dwa obrazy każdy w formacie 50x60 cm kosztowały 154 zł. Według mnie cena kusząca.

Co jeszcze ciekawego oferuje ta firma? To, że oprócz obrazów na płótnie w tym samym wzorze możecie znaleźć u nich również fototapety, tapety, folie na okna, naklejki na meble czy plakaty. Jeśli zobaczycie na stronie np. tapetę we wzorze, który Wam się podoba to pewnym jest, że znajdziecie w tym wzorze również plakat. Co więcej, to zostanie Wam zaproponowane u dołu strony. 


Przesyłka troszkę do mnie szła, ale nie pozostało to bez słowa wyjaśnienia. Kiedy paczka do mnie dotarła, dostałam telefon, w którym miły Pan zapytał, czy wszystko jest w porządku i wyjaśnił, że powodem drobnego opóźnienia był brak materiału. Obrazy były porządnie zabezpieczone i nic się złego nie stało. Dotarły do mnie w całości. Może Was zastanawiać, co to za białe plamki na zdjęciu powyżej. Te białe plamki to jest właśnie ten efekt retro, którym cechuje się wybrany przeze mnie motyw, są one widoczne nawet na grafice na stronie, to nie jest żaden błąd w druku. 

Ja jestem pod wrażeniem jak jeden element, ale konkretny odmienił ten mój szary, ponury pokój. Na pewno, kiedy będzie po remoncie dam Wam jakiś update, jak te obrazy prezentują się z tą butelkową zielenią. Myślę, że będzie magicznie.

A Wy macie czasami tak, że coś Wam nie gra we wnętrzu, ale nie wiecie do końca co? Co sądzicie o takich dużych obrazach? Mieliście do czynienia z tą młodą firmą?

12:25

5 moich ulubionych wpisów na blogu na 5. rok działalności bloga

5 moich ulubionych wpisów na blogu na 5. rok działalności bloga

12:25

5 moich ulubionych wpisów na blogu na 5. rok działalności bloga


Rok 2021 jest 5. rokiem mojej działalności w sieci. Z okazji tej rocznicy przygotowałam dla Was top 5 ulubionych przeze mnie wpisów, jakie ukazały się w tym czasie. 5 lat to całkiem dużo. Przez ten okres zostało opublikowanych aż 270 postów. Trudno było wybrać tylko 5, ale się udało. Oto moja 5:










Koniecznie dajcie znać w komentarzu kiedy poznaliście mojego bloga i czy wszystkie te wpisy znacie? Może o którymś nie wiedzieliście? A może jest jeden szczególny, który bardzo lubicie?

PODPIS

22:28

Revers Cosmetics - niedrogie kosmetyki warte uwagi

Revers Cosmetics - niedrogie kosmetyki warte uwagi

22:28

Revers Cosmetics - niedrogie kosmetyki warte uwagi


O marce Revers Cosmetics część z Was na pewno już słyszała. Jest to polska firma, produkująca kosmetyki do makijażu, czyli coś, co kobiety kochają najbardziej. Cechami łączącymi wszystkie ich produkty są: niska cena i rewelacyjna jakość. Przekonałam się o tym na własnej skórze już nie raz. 


Dzisiaj wraz z Wami chciałabym przetestować kilka ich produktów, będących dla mnie zupełną nowością i spróbować wykonać nimi full makeup. Czy mi się to uda? Jak myślicie? Koniecznie zostańcie do końca. 


Zaczęłam od nałożenia na wcześniej wypielęgnowaną skórę twarzy cienkiej warstwy korygującej bazy pod makijaż "Mineral Correcting Make-Up Base". Baza zneutralizowała zaczerwienienia na moich policzkach oraz zminimalizowała widoczność wszelkich drobnych krostek. Skóra stała się gładka i matowa. Jeśli chodzi o cenę to takie 30 ml opakowanie bazy kosztuje 9,99 zł.  


Na przygotowanej uprzednio skórze, pędzelkiem rozprowadziłam kultowy już chyba matujący podkład "Fix Mat All in One". Kolor dobrałam na podstawie zamieszczonych  na stronie zdjęć. Po ich obejrzeniu zdecydowałam się na kolor "natural beige n°30" i teraz mogę powiedzieć, że był to strzał w 10! Ten podkład idealnie stapia się z kolorem mojej skóry. Formuła jest lekka, nie obciążająca, ale dobrze kryjąca. Wszystkie niedoskonałości zostały bez problemu przykryte, nie powstały żadne smugi. Efekt jaki otrzymałam, jest bardzo naturalny. Cena 30 ml tubki to 10,99 zł.

Całość utrwaliłam, nakładając matujący, prasowany puder z tej samej serii, co podkład, czyli "Fix Mat" w kolorze n°02. Nic się na twarzy złego nie zadziało, nie pojawił się efekt "ciasteczka". Skóra była w jednolitym kolorze, zmatowiona. 9 g opakowanie kupicie za 8,99 zł. Zmieści się ono Wam nawet do najmniejszej torebki, dzięki czemu zawsze możecie mieć go przy sobie. 


Następnie przeniosłam się ciut wyżej do brwi. Zazwyczaj nic z nimi nie robię, gdyż naturalnie są dość ciemne i dość niesforne, ale tym razem zrobiłam wyjątek. Aby efekt był subtelny, podkreśliłam je lekko kredką automatyczną do brwi "Eye Brow Artist" w kolorze "dark brown". Z jednej strony kredka posiada bardzo precyzyjny, wykręcany sztyft, z drugiej - szczoteczkę do wyczesania nadmiaru produktu i ułożenia włosków. Dzięki temu, że kredka jest wykręcana, nie musimy jej temperować, oszczędzamy dzięki temu czas. Kredka jest trwała, nie rozmazuje się, kosztuje tylko 9,99 zł. 


Wreszcie nadeszła pora na powieki. W ich przypadku postawiłam na paletkę "New City Trends, Professional Eyeshadow Palette" o n°01 w bardzo neutralnych kolorach, odcieniach różu, brązu. Paletka jest niezwykle kompaktowa, na niewielkiej powierzchni zmieściło się aż 6 kolorów, które w zupełności wystarczają, aby wykonać pełny makijaż oczu. Z tyłu zamieszczona jest nawet mini instrukcja, w jaki sposób stworzyć taki makijaż. Do paletki dodana została również pacynka na długim trzonku. Warto wspomnieć, że w przypadku paletki, jak i wielu innych kosmetyków tych wersji kolorystycznych jest zazwyczaj więcej do wyboru, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Cena paletki to 14,99 zł.


Do wykończenia makijażu oczu wykorzystałam tusz do rzęs "Creative Lash, Ultra Curl&Volume Mascara". Moje rzęsy są dość długie, ale niezbyt gęste, dlatego zdecydowałam się na tusz zwiększający objętość, który nieco te rzęsy pogrubi, wzmocni. Nie zawiodłam się. Rzęsy po jego użyciu są ładnie podkreślone, są wyraźne, ale nie posklejane. Tusz nie rozmazuje się ani nie kruszy, nawet po całym dniu noszenia makijażu. Jak za 12,99 zł - dla mnie rewelacja! 

Jeśli tusz to dla Was za mało - możecie wykonać sobie kreski eyelinerem "Unislim" w pisaku. Jego cena to 8,39 zł, według mnie bardzo mało, jak za to, że praca tym eyelinerem to czysta przyjemność. Ja nigdy nie umiałam robić kresek, robiłam podejście do różnych produktów, aż wreszcie tym udało mi się zrobić piękną, idealną kreskę, ale niestety poza aparatem. Dzięki temu eyelinerowi można uzyskać niezwykle precyzyjną, mocno czarną kreskę, która wytrzyma długo. Eyeliner bardzo szybko zastyga i nie odbija się, co w moim przypadku, przy opadającej powiece jest jego ogromną zaletą. 

Przedostatnim etapem w moim przypadku było wykonanie konturowania twarzy. Wykorzystałam w nim paletę do konturowania twarzy "Contour Kit 3in1 look total effect" o n°02. Wykorzystałam z niej bronzer i róż. Jak widać po swatchach, jest ona naprawdę mocno napigmentowana, więc trzeba być ostrożnym - zawsze lepiej dołożyć niż przesadzić. Z tyłu znajduję się taka sama instrukcja jak w przypadku palety z cieniami. Podobna instrukcja znajduje się również w palecie z 4 rozświetlaczami "Strobbing Kit Glow Blur Effect" n°03. Tutaj również te rozświetlacze są dość mocno napigmentowane, pięknie się mienią, szczególnie te w odcieniach złota. Z oboma produktami trzeba uważać, ale pomimo to efekt, jaki z ich pomocą się otrzymuje jest bardzo naturalny. Skóra wygląda młodo, świeżo. Te paletki są najdroższymi produktami, jakich użyłam w tym makijażu. Paletka do konturowania kosztuje 17,20 zł a paletka rozświetlaczy 19,55 zł. Sporo, ale trzeba brać pod uwagę, że opakowania są naprawdę duże, bo ok. 15 g a same kosmetyki są naprawdę świetne, chyba naj, naj, najlepsze ze wszystkich z dzisiejszego wpisu. Zdecydowanie te paletki to moje faworytki. 


I na sam koniec pozostały usta. Powędrowała na nie pomadka do ust w płynie "Vivat Shine Liquid Lipstick" w kolorze Florence n°10. Jest to pomadka metaliczna, której kolor ciężko zdefiniować, gdyż mieni się ona różnymi odcieniami - złota, brązu, czasami wpada w tony miedziane. Pomadka pięknie, słodko pachnie, równomiernie pokrywa usta, nie klei się. Miałam do czynienia z matowymi pomadkami od Revers Cosmetics i bardzo je lubiłam. Ta również bardzo przypadła mi do gustu, choć zdecydowanie nie jest to kolor dla mnie na co dzień, a raczej na jakieś większe wyjście. Cena takiej jednej pomadki to 10,99 zł. 


Makijaż skończony. Tak prezentuje się efekt końcowy. Kilka kosmetyków i szybka metamorfoza gotowa. Całkowity koszt makijażu to ok. 115 zł (nie wliczając w to eyelinera). W sumie użyłam w nim 9 produktów. Jak dla mnie, Revers Cosmetics to jedna z najlepszych firm produkujących kosmetyki w niskich cenach, bo w jej przypadku niska cena nie oznacza słabej jakości. Koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową oraz na ich profile w social mediach. W szczególności na Instagram @reverscosmetics, bo sporo się tam dzieje.

A czy Wy mieliście przyjemność testować produkty Revers Cosmetics? Jaka jest Wasza opinia na temat ich kosmetyków?

PODPIS


Copyright © Melka blogerka , Blogger