05:00

Wodoodporny eyeliner z Essence?

Wodoodporny eyeliner z Essence?

05:00

Wodoodporny eyeliner z Essence?


Witajcie kochani w czwartek, dziś chciałabym Wam przedstawić eyeliner wodoodporny z Essence.  Postaram się to przedstawić jak najkrócej, ale jak najtreściwiej, bo jak wiecie, potrafię się nad różnymi zagadnieniami długo rozwodzić, paplać i paplać... 


Mistrzem w makijażu nie jestem. Moje umiejętności są bardzo średnie, ale to też kwestia tego, że słabo ten makijaż praktykuję, w trakcie tygodnia prawie w ogóle, wolę się rano wyspać, chyba że mam na późniejszą godzinę do szkoły wtedy czasami maznę rzęsy czy usta, w weekend jak już to głównie w niedziele. Eyeliner to już kompletna rzadkość, no ale, co nieco Wam o nim opowiem.

Essence nie jest drogą firmą, znajdziemy ją np. w sklepach Rossmann. O ile się nie mylę, to jest to zachodnia, chyba niemiecka firma. Możecie mnie poprawić. Eyeliner zapakowany jest w  małe, odkręcane opakowanie o pojemności 4 ml. Producent gwarantuje wodoodporność, już na przodzie widnieje spory napis "waterproof". Czy tak jest?! Nie wiem, bo nie wchodzę w makijażu do wody, jak pada deszcz, też raczej makijażu nie nakładam. Eyeliner jest trwały, czasami jednak się kruszy, ma takie tendencje. Troszkę ciężej się zmywa, ale czy sprawdziłby się on w wakacje i stawiłby opór wodzie np. z jeziora?! O to jest pytanie...  

Aplikator - pędzelek jest gąbczasty, miękki, bardzo wygodnie się nim maluje kreski różnej grubości - cienkie, grube.  Malując, uzyskujemy głęboką czerń bez większych prześwitów. W 3 przymiotnikach można tenże eyeliner określić tak: tani - ok. 10 zł, trwały oraz dobry. Świetny dla kogoś, kto dopiero się uczy albo używa eyelinera sporadycznie, czyli kogoś takiego jak ja!

A Wy używacie tańszych eyelinerów? Jakich? Mieliście do czynienia z eyelinerem Essence? Jak Wam się sprawdził?


PODPIS

20:57

AVON Little Sequin Dress

AVON Little Sequin Dress

20:57

AVON Little Sequin Dress


Pokazałam Wam już trochę perfum na blogu, ale to pierwsze perfumy z Avon - pierwsze jakie Wam zademonstruję, ale też pierwsze perfumy z Avon, które testowałam. Mam prawie 18 lat, a nigdy wcześniej nie używałam perfum z Avonu, przyznaję się bez bicia, dopiero je wypróbowałam, kiedy je dostałam na urodziny. 


Pierwsze co mi się rzuciło w oczy przy Little Sequin Dress, bo tak się te perfumy nazywają, to ciekawe opakowanie o pojemności 50 ml. Sama buteleczka jest dość klasyczna,  zatykana jest "kryształkiem", z przodu znajduje się ażurowy napis z nazwą perfum, na tylnej ściance znajduję się grafika z cekinami w kolorze rose gold, która pięknie podbija ten napis. Wygląda to bardzo ładnie, nie ma zbytniej przesady, po prostu piękno prostoty.  

A zapach, czyli to, co jest ważniejsze?! Perfumy pachną owocowo troszkę kwiatowo. W nutach głowy pojawia się duet mandarynki i mango. Na nuty serca składają się gardenia i kwiaty egzotyczne. Zaś bazę stanowią ambra, piżmo i drzewo sandałowe. Jest to słodki zapach, lecz nie mdlący, nie przytłacza. Zapach bardzo zmysłowy, kobiecy, bardzo uniwersalny. Utrzymuje się na skórze przez cały dzień, ale po kilku godzinach nieco traci na mocy. Dla mnie super! Nie wiele już go zostało, ale używałam go mniej więcej od czerwca ubiegłego roku, więc jakiś czas, na przemian z innymi perfumami. Myślę, że sięgnę jeszcze nie raz po perfumy Avon, muszę tylko wyzerować pozostałe perfumy. 


A Wy co uważacie o perfumach Avon? Macie, używacie? Jakie są Waszymi ulubionymi?


PODPIS

14:08

Idzie marzec...

Idzie marzec...

14:08

Idzie marzec...


Witajcie kochani, jak Wam mija niedziela? Ten czas tak szybko pędzi, luty dobiega końca, marzec za pasem. Nie ukrywam, działam ostatnio na wariackich papierach, ciągle coś, ale cieszy mnie to, bo nie mam czasu się nudzić.  Cały czas buduję sobie bank zdjęć, które mogę wykorzystać w przyszłych wpisach, spisuję pomysły na nie, powoli je opracowuję. Cały czas działam, Wy tego wszystkiego nie widzicie, nie widzicie tego backstage'u,  zobaczycie dopiero rezultaty, kiedy te posty zostaną opublikowane, więc już wkrótce, już niedługo! Tymczasem ja śmigam dalej celebrować tę wspaniałą niedzielę, choć pochmurną i wietrzną. Miłego dnia i do zobaczenia!

PODPIS

06:00

"Jeśli nie starasz się przełamywać barier..."

"Jeśli nie starasz się przełamywać barier..."

06:00

"Jeśli nie starasz się przełamywać barier..."

Śnieżny Księżyc 08.02.2020

„Jeśli nie starasz się przełamywać barier, pewnego dnia to one skutecznie przyprą cię do muru.”
– Robin Williams

09.02.2020

PODPIS

18:03

Oczyszczający żel do twarzy Avène

Oczyszczający żel do twarzy Avène

18:03

Oczyszczający żel do twarzy Avène


Odzew spowodowany ostatnim wpisem (NIE UCZĄC SIĘ, DOSTAJE SAME 5 I 6?! JAK?!) bardzo miło mnie zaskoczył, dziękuję. Nie chciałabym jednak zamykać się w ramach i pisać dla Was tylko jednego rodzaju wpisów, dlatego postaram się przeplatać wpisy z przemyśleniami, z postami urodowymi, modowymi, książkowymi itd. Dziś chciałabym pokazać Wam bardzo ciekawy produkt - oczyszczający żel do twarzy Avène

Na zdjęciach jest wielkość miniaturowa - 20 ml, aczkolwiek standardowe pojemności to 200 - 400 ml. Ceny wahają się od ok. 30 zł za 200 ml do ok. 70 zł za 400 ml. 


Żel przeznaczony jest do skóry tłustej i trądzikowej. Jego 3 podstawowymi zadaniami są: oczyszczenie, zmatowienie oraz złagodzenie skóry. Konsystencja jest lekko wodnista, nie przecieka między palcami, bardzo lekko się pieni, zapach jest bardzo delikatny, nienachalny. 

Mnie ten produkt nie podrażnił, nie miałam uczucia ściągnięcia twarzy. Po kilku aplikacjach skóra stała się gładsza, widocznie odświeżona. Aplikowałam go ze sporą ilością wody, tak jak to zaleca producent. W czasie aplikacji nie zauważyłam żadnych wyprysków. Dla mnie rewelacja! Zdradziłam mój ulubiony żel z BasicLab i... zyskałam drugiego ulubieńca. Dla mnie rewelacja! 


Miałyście okazje testować produkty Avène? Używacie żeli do mycia twarzy? Jeśli tak, to jakie marki są waszymi ulubieńcami w tym temacie?

PODPIS

06:30

Nie ucząc się, dostaje same 5 i 6?! Jak?!

Nie ucząc się, dostaje same 5 i 6?! Jak?!

06:30

Nie ucząc się, dostaje same 5 i 6?! Jak?!


Odkąd pamiętam, nie miałam jakichś większych problemów z nauką, a raczej z jej brakiem [nauki] :) No, ale jak to?! Jakoś tak to moje życie się potoczyło, że nigdy nad książkami nie spędzałam w domu dużo czasu. Czasami wracałam ze szkoły i jedynie, co mnie z nimi wiązało to to, że ich dotknęłam, aby się przepakować. Głównie jednak mój powrót ze szkoły wyglądał tak: 1. Rozpakowanie tego, co już mi zbędne np. pojemnika po kanapkach, zgód do podpisania itp. 2. Zjedzenie obiadu i chwilka odpoczynku 3. Odrobienie lekcji 4. Spakowanie się na następny dzień. Tyle! Tak wyglądało 98% moich powrotów ze szkoły.  

Nie siedziałam, nie uczyłam się tak jak większość moich rówieśników. Pomimo tego otrzymywałam bardzo dobre oceny. Podstawówka - 2 świadectwa z wyróżnieniem, gimnazjum - 3 świadectwa z wyróżnieniem. Teraz w liceum jak na razie troszkę odpuściłam (nie neguję tego, że średnia prawie 4,5 jest złą średnią, dla mnie jest to bardzo dobra średnia), zrozumiałam, że jednak oceny nie do końca tę naszą wiedzę odzwierciedlają, że bardzo wiele zależy od nauczyciela, jego podejścia do uczniów, metod nauczania, ale przede wszystkim od naszego podejścia. Zrozumiałam także, że nie muszę być ze wszystkiego najlepsza i warto się skupić na tym, co mnie interesuje. 

Jak to zrobiłam? Zawsze byłam i nadal jestem, osobą cichą, która nie przeszkadza w czasie trwania lekcji, wszystko zawsze robiłam na tip top - wszelkie prace domowe, dodatkowe. Zazwyczaj przygotowana, nigdy niewagarująca. Żadnych większych problemów ze mną nie było. Taka normalna postawa uczniowska. 

Staram się na lekcjach uważnie słuchać, dzięki czemu bardzo wiele zapamiętuję z lekcji. Jeśli ktoś coś tłumaczy, czego może nie do końca nie rozumiem, staram się notować, dopisywać na marginesach, robić grafy pomocnicze.  Bardzo mi to wszystko ułatwiła dobra intuicja w kwestiach wyboru tego, co jest ważne, co mi się przyda, a co jest zwykłym zapychaczem i raczej jest mi zbędne. 

Nawet wierszy i ról na przedstawienia zawsze uczyłam się chwilkę przed, ale csiii, to taka moja słodka tajemnica... Jak byłam młodsza, to wiadomo, że tych wszystkich wierszyków uczyłam się w domu, mama mnie przepytywała, czy wszystko umiem, ale to też nie była długa nauka. Jestem wzrokowcem, więc wystarczy, że sobie coś przeczytam kilka razy. Doszło do tego, że wiersza kilku strofowego umiałam nauczyć się w 2 przerwy 10 min. Czasami, pamiętam jakiś element i od niego powoli, powoli dochodzę do celu, do tego, co mi akurat potrzebne, bardzo często zapamiętuję też to, w którym miejscu dana informacja się znajduje np. w zeszycie i od tej informacji zmierzam ku odpowiedzi. 

Powiem Wam w tajemnicy, że wiele zawdzięczam też swojemu sprytowi, nie mówię tutaj o ściąganiu czy takich rzeczach, oj nie, nie. Otóż robiąc notatki na lekcji, nie tylko staram się, żeby one były jak najdokładniejsze, zrozumiałe, ale też jak najbardziej przejrzyste. Dla mnie nie są idealne, według mnie nie mam pięknego pisma, choć wiele osób mi to mówi (nawet ksiądz po kolędzie hahaha), ale są choć trochę czytelne. Dzięki temu, że sama je uzupełniam, wiem co gdzie mam i czasami po prostu szybko przewertuje kartki, kiedy ktoś zada pytanie. Taki (nie)trik. 

Inną sprawą jest fakt, że ja np. pisząc kartkówkę, nie znając odpowiedzi na pytanie, zawsze próbuję, próbuję napisać, tyle ile wiem, tyle ile pamiętam, tak jak mi się wydaję. A nuż jakieś punkciki wpadną. Nigdy nie zostawiam pustych miejsc. Zawsze trzeba próbować!

Ostatnim moim "tajnikiem" jest to, że ja do wszystkiego podchodzę raczej na luzie, nie stresuje mnie jakoś mega fakt, że coś muszę napisać np. jakiś test, nie spinam się tym, że coś mi nie wyjdzie. Niekiedy mówiąc "umiem", piszę jeszcze gorzej, niż mówiąc "nie umiem". Przed żadnym dotychczasowym egzaminem czy to szóstoklasisty, czy gimnazjalisty nie uczyłam się w domu. Jedynie przed konkursami wiedzy i to wieczorem przed konkursami przez ok. 2 godziny, więc nie długo, a wyniki nie były złe i kilka miejsc wpadło. 


Czy jest to według mnie dobre? Wiele osób szczególnie tych, które spędzają nad książkami wiele czasu "zazdrości" mi moich umiejętności. Śmieją się ze mnie, kiedy mówię, że czegoś nie umiem, a potem i tak wychodzi, że coś wiem. Ja sobie nie zazdroszczę. Uważana jestem za osobę, która bardzo wiele wie, jest zawsze "nauczona", choć tak nie jest. Nie jestem geniuszem. Nie dostaję samych 5 i 6, są 4, 3, 2, a i 1 się zdarzy. Pomimo tego jestem kimś pokroju "kujona". Co więcej, podobnie postrzegają mnie co niektórzy nauczyciele, myślą, że wszystko wiem, więc często podpytują mnie na lekcji o jakieś szczegóły. 

Na pewno ta zdolność sprawia, że mam wiele czasu wolnego w domu, który mogę wykorzystać dla siebie, spędzić z rodziną czy np. napisać w tym czasie coś dla Was. Po części to, że nie spędzam czasu nad książkami to lenistwo, po części to, że ja kompletnie nie umiem siedzieć nad książkami i się uczyć, troszkę kombinatorstwo, jak na razie działa, długo to już raczej nie potrwa i jednak przed maturą wypadałoby przysiąść troszkę do książek, ale jeszcze trochę... 

A Wy macie jakieś takie (nie)zwykłe umiejętności? Uczyliście się w domu? 


06:00

Nie poddawaj się! Walcz do końca! Nie rezygnuj z marzeń!

Nie poddawaj się! Walcz do końca! Nie rezygnuj z marzeń!

06:00

Nie poddawaj się! Walcz do końca! Nie rezygnuj z marzeń!


W życiu każdego człowieka przychodzą momenty zwątpienia, kiedy mówimy: "Mam dość!", chcemy wszystko rzucić, niekiedy coś, o czym marzyliśmy latami. Chcemy się poddać, bo nam nie wychodzi, bo nie wiemy co mamy dalej zrobić. Często zdarza się, że cel jest blisko, jest na wyciągnięcie ręki, a my z tego rezygnujemy. Bardzo często rezygnujemy z naszych planów, marzeń z powodu osób trzecich, które nam źle życzą, po cichu liczą na nasz upadek, czekają na to, aż nam nie wyjdzie, popełnimy jakiś błąd, a jak są na tyle odważni to i sami podłożą nam kłodę pod nogi.


Dawniej może i przejmowałam się opinią innych np. na temat bloga, teraz zrozumiałam, że nie każdemu to musi się podobać, każdy ma innego gusta, każdy lubi inne treści. Akurat mój blog jest swego rodzaju pamiątką dla mnie na przyszłość, nie musi być idealny. Gdybym patrzyła na tych wszystkich, którzy źle mi życzą, nie rozwijałabym się, nadal stałabym w miejscu, nadal byłabym w punkcie A. Gdybym patrzyła na innych, nie zaczęłabym w ogóle prowadzić tego bloga, no bo po co, aby być na ustach wszystkich w moim otoczeniu? Nadal byłabym cicha, skryta, byłabym cieniem... 

Na szczęście jestem osobą, która lubi próbować nowych rzeczy i raczej się nie waha, nie boję się nowych doświadczeń. Nie wahałam się przy wyborze liceum, nie wahałam się nad tym, czy jechać na szkolną wymianę, nie wahałam się nad faktem czy zapisać się do szkolnego wolontariatu i wyjechać do Lwowa, na "dziką Ukrainę", jak to niektórzy myślą. Podejmuję sprawnie i pewnie decyzje, nie zastanawiam się jakoś długo: nie chce jechać na szkolną wycieczkę, bo np. w tym miejscu byłam - nie jadę i nic mnie nie przekona, nie chcę iść na własną studniówkę - nie idę (o tym z resztą powstanie w przyszłości wpis, o tejże decyzji). Szczerze, całkiem dobrze na tym wychodzę, jak się potem zazwyczaj okazuje. 

Martyna Wojciechowska powiedziała:
"Nie uznaję sztucznych ograniczeń - że powinnyśmy, nie powinnyśmy, wolno, nie wolno. Każdy jest oddzielną jednostką i mamy prawo robić to, co kochamy i w co wierzymy. "
Niestety często rezygnujemy właśnie przez to, że najbliższe środowisko - znajomi, przyjaciele, rodzina wyznacza nam granice, których my się niestety boimy pokonać, respektujemy je, dla świętego spokoju, ze strachu przed wykluczeniem... Często to właśnie to najbliższe grono zaszczepia w nas strach przed byciem indywidualistą, strach przed podejmowaniem wyzwań np. marzymy o byciu artystą, ale rodzina ma na nas inny plan, któremu się poddajemy.


Moi drodzy!
Wszystko przed nami. Wierzmy w to, że nadejdzie lepsze jutro. Czasami się potkniemy, ale nie ma sensu się poddawać po kilku upadkach, jesteśmy tylko ludźmi. Wszystko leży w naszych rękach, nasze życie, decyzje. 

Uwierz w siebie! Daj z siebie wszystko, cel jest już tak bardzo blisko, kiedy go dosięgniesz, poczujesz to ogromne szczęście, satysfakcję, dumę z tego, że byłeś na tyle silny, odważny, że dałeś radę!


PODPIS

06:00

"Każde spotkanie coś wnosi..."

"Każde spotkanie coś wnosi..."

06:00

"Każde spotkanie coś wnosi..."



"Każde spotkanie coś wnosi. Ludzi poznajemy po to, aby się czegoś nauczyć: czułości, siły, wzruszenia. Aby dostać w twarz i wyciągnąć wnioski. Każdy człowiek staje na naszej drodze po coś. Jest lekcją, przestrogą, komunikatem albo najpiękniejszym prezentem od losu."
Kaja Kowalewska


Spodnie - lumpeks
Bluzka - lumpeks
Marynarka - Dresslily
Zegarek - Zaful
Spinka - Dresslily





PODPIS

06:00

Nie szufladkuj!

Nie szufladkuj!

06:00

Nie szufladkuj!


Dziś, pozostając nadal w klimacie oceniania - post o zjawsiku szufladkowania ludzi. Szufladkowanie istniało, istnieje i istnieć będzie, ale z całą pewnością nasiliło się ono w ostatnich latach. W dobie wszechobecnych telefonów, komputerów, telewizji. I nawet osoby zarzekające i zaklinające, że tego nie robią, chociaż raz w życiu popełniły ten błąd.


Ile razy widząc młodą osobę, która ma najnowszego Iphone'a, jeździ nowym Mercedesem, pomyśleliśmy "Mamusia i tatuś kupili". Ile razy widząc osobę bezdomną, pomyśleliśmy, że to pewnie alkoholik i sam sobie taki los zgotował. Młoda dziewczyna, starszy mężczyzna - na pewno jest z nim dla pieniędzy. Dziewczyna znająca się na motoryzacji - blachara. Słucha Disco Polo - pewnie jakiś wieśniak, czy teraz ulubione "wytłumaczenie" - jest za PiSem. Teraz w tym czasie przed wyborami, sporo pojawia się takich uszczypliwości w stronę osób, które coś zrobią nie tak, a ten jest za PiSem, ten za PO, a ten to w ogóle za czymś tam jeszcze. Osoba grubsza - na pewno żre jak świnia. W większości sytuacji wcale nie musimy mieć racji. Nie pomyślelibyśmy, że może osoba otyła jest chora, może jej otyłość ma jakieś głębsze podłoża i może chciałaby być szczupła, ćwiczy, zdrowo się odżywia, ale jej to nie pomaga. Ale nie lepiej wrzucić ją do szufladki zatytułowanej "Grubaska, która je i tyje". 

Te wszystkie sytuacje pokazują, że to całe szufladkowanie jest śmieszne, patrząc z boku, ale zagłębiając się w to, już tak kolorowo nie jest. Przez takie zachowanie łatwo możemy skreślić bardzo wartościowe osoby. 


Co powoduje takie zachowanie? 

Na pewno zawiść i zazdrość. Komuś się powodzi, ktoś jest szczęśliwy, a my nie? Tak nie może być! Uwielbiamy przyklejać etykietki do ludzi nas otaczający, kategoryzujemy przez pryzmat ubioru, gustu muzycznego, fryzury, stanu posiadania, tego czym się interesuje, no według wszystkiego, mogłabym wymieniać i wymieniać. Szufladkujemy ludzi, o których nie wiemy niekiedy nic, widzimy ich pierwszy raz na oczy. 

Wyobraźcie sobie...

Wyobraźcie sobie sytuację, że dowiadujecie się, że ta Kaśka z innego działu w pracy przyczepiła Wam łatkę "leń", a tak naprawdę Wy ciężko pracujecie, harujecie, a tylko raz w tamtym momencie powiedzieliście, że Wam się nic nie chce. Niekiedy palniemy coś, nie zastanawiając się uprzednio albo np. powiemy coś, co ktoś zrozumie na opak i przyklei Wam łateczkę. A Wy dowiecie się o tym, że ktoś umieścił Was w tej krytycznej szufladce. Na pewno nie będzie Wam przyjemnie, że ten ktoś tak o Was sądzi, pomimo że prawda ma się inaczej. 

Co się stanie kiedy przestaniemy szufladkować?


Myślę, że szufladkowanie nie musi być złe. Jest to dość naturalne, że poznajemy kogoś i staramy się do gdzieś przyporządkować. Należy tylko pamiętać o tym, że możemy się mylić w naszej ocenie drugiego człowieka, czasami nawet bardzo i warto jednak byłoby go poznać, zapytać, zanim wrzucimy go do tej szufladki i zamkniemy w niej.  Na moim pierwszym wyjeździe do Lwowa, na jednym ze spotkań, jedna ze starszych pań powiedziała nam: "Myślałam, że przyjadą gówniarze z Polski, o czym ja z nimi będę rozmawiać, a przyjechała młodzież, z którą bardzo dobrze się mi rozmawiało". Umiała przyznać się do błędu, do tego, że z góry nas skreśliła. Większość osób uważa, że młodym to tylko fiu bdźiu w głowie, telefony, Internet.  Każdy człowiek to odrębna jednostka, odrębna historia i należy o tym pamiętać... 



" Nie oceniaj. To boli.
Nie szufladkuj. To boli.
Nie wyśmiewaj. To boli.
To wszystko cholernie boli.
Przecież tak bardzo możesz się pomylić ze swoimi osądami.
Tak bardzo możesz skrzywdzić swoimi łatkami.
I będzie za późno.
Skaleczysz komuś dobre ręce i serce. Bo anioły choć cudowne nie zawsze są piękne i strojne. Ukrywają się czasami pod nędznymi ubraniami. Za szklanymi oczami, za smutnymi ustami.
I będzie Ci wstyd, gdy kiedyś w twoją stronę, wyciągną z pomocą te pokaleczone dłonie..."
Elżbieta Bancerz - Dusza zaklęta w słowa

PODPIS

17:44

"Sztuka życia... "

"Sztuka życia... "

17:44

"Sztuka życia... "

"Sztuka życia... Uśmiechać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie."

Bluzka - Moodo
Spódnica - lumpeks
Pasek - lumpeks

PODPIS
Copyright © Melka blogerka , Blogger