23 listopada

Jak odmienić w prosty sposób ściany w pokoju nastolatka?

Jak odmienić w prosty sposób ściany w pokoju nastolatka?

23 listopada

Jak odmienić w prosty sposób ściany w pokoju nastolatka?

plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka

Własny pokój, szczególnie dla dojrzewającego nastolatka jest niezwykle ważny. Jest on swoistego rodzaju miejscem sacrum, miejscem, w którym nastolatek czuje się bezpiecznie, może odpocząć po całym dniu stresu w szkole. Nastolatkowie raczej nie chcą, aby zakłócać im panujący w nim porządek. Zdaję sobie sprawę jednak z tego, że nie każda rodzina może sobie na takie rozwiązanie pozwolić i zapewnić każdemu dziecku oddzielny pokój. Bardzo często to są kwestie takie jak np. bardzo mały metraż. Innym razem ten metraż jest wystarczający, ale rodzinę ograniczają finanse i nie może sobie ona pozwolić na w miarę sprawnie przeprowadzony remont pomieszczeń, który umożliwiłby bezpieczne dla zdrowia zamieszkanie  i to wszystko rozciąga się w czasie. Sama własny pokój mam dopiero jakoś od gimnazjum. Mój młodszy brat, również swój własny pokój dostał mniej więcej w tym samym wieku. O moim pokoju Wam już pisałam. Dzisiaj, jak tytuł wskazuje - poruszę temat pokoju mojego brata, a dokładniej przedstawię Wam prosty, ale efektowny sposób na dekorację ścian w pokoju nastolatka. 

plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka
plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka

Wy ten sposób na pewno bardzo dobrze znacie. Sposób tak jak mówiłam, jest prosty: wystarczy zamówić kilka plakatów i ramki, oprawić plakaty w ramy i całość powiesić, a pokój od razu nabiera charakteru. Jako że mowa o pokoju dla chłopaka, wspólnie zdecydowaliśmy się na plakaty czarno-białe w takim męskim klimacie i czarne, klasyczne ramki. Dodatkowo domówiłam 2 opakowania haczyków. Całość pochodzi ze strony Gallerix - jest to szwedzka marka, która oferuje szeroką gamę plakatów, przez co każdy znajdzie coś, co go zainteresuje. Moją uwagę oprócz tych plakatów, które Wam przedstawię przykuły plakaty-narodziny, aż żałuję, że nie mam żadnego maleństwa, któremu mogłabym sprezentować taki plakat na gwiazdkę, bo są one naprawdę przeurocze.

Pokój mojego brata jest na poddaszu i ma skosy, więc zaszaleć zbytnio nie było jak. Zdecydowaliśmy się na 3 plakaty w pełnej okładce (istnieje również opcja zamówienia plakatów w wersji posterdesign, czyli takich, które mają białą ramkę na około) w rozmiarze 30 x 40 cm. Dwa z nich: Against The Wall oraz Skater są fotografiami, a jeden plakat: Hakuna Matata jest tekstowy. Myślę, że wspólnie komponują się bardzo ciekawie i tematycznie pasują do pokoju nastolatka. Wydruki wykonane są na sztywnym, matowym papierze. Na czas podróży były zapakowane w logowaną teczkę, więc plus za ekologiczne podejście, ale... Ale, biorąc pod uwagę odległość, mogło się to dla plakatów skończyć tragicznie, ponieważ teczka była zapakowana bezpośrednio w karton. Gdyby karton zamókł, zamokłaby pewnie i teczka, i plakaty.

Ramki są czarne, drewniane, a wykorzystane w nich szkło jest akrylowe, dzięki czemu jest o wiele bezpieczniejsze niż takie tradycyjne. W razie jakiegoś wypadku, szkło co najwyżej pęknie, ale nie rozsypie się w drobny mak. Cóż, ramki jak ramki. Wszystko jest dokładnie domalowane, nigdzie nie ma żadnych wystających drzazg. Plecki są zamykane na metalowe przykręcone blaszki.

Do niewątpliwie pięknych plakatów i ramek, na stronie możecie również dokupić haczyki, na których je zaczepicie bez wiercenia w ścianach. Wystarczy Wam jedynie coś, czym wbijecie gwoździki np. młotek (myślę, że tłuczek do mięsa też się nada).  Haczyki sprzedawane są w zestawach po 2 sztuki.

plakaty, gallerix, pokój nastolatka, czarna ramka

Skusiłam się również na jeden plakat z ramką do kuchni, mniejszy niż te w pokoju brata, bowiem ten ma format A4. Motyw jest istnie kuchenny, gdyż jest to reprodukcja obrazu autorstwa Claude Monet z 1879 r. Apples and Grapes, która jak sama nazwa wskazuje przedstawia jabłka i winogrona. 

Podsumowując, ja jestem bardzo zadowolona, mój brat również (to chyba najważniejsze). Plakaty jak i ramki na całe szczęście dotarły w całości i dosyć szybko. Składaliśmy zamówienie w czwartek, a we wtorek już kurier był u nas. Montaż był bardzo prosty i udało nam się to zrobić we dwójkę.

Jeżeli ktoś z Was zdecyduje się na zakupy i będzie chciał w łatwy sposób odnaleźć te motywy lub ramki, które my wybraliśmy może zrobić to poprzez wishlistę, którą dla Was stworzyłam albo przez linki w poście. Dodatkowo mam dla Was prezent. Choć ceny na stronie są już w dużej mierze promocyjne, możecie dodatkowo skorzystać z kodu rabatowego o wartości 30%. Hasło to Melka30.

Koniecznie dajcie znać, co Wy sądzicie o takich plakatach w ramkach? Lubicie czy wolicie obrazy?

podpis, Melka blogerka

21 listopada

Nie hejtuj!

Nie hejtuj!

21 listopada

Nie hejtuj!

płaszcz, las, natura

Hejt jest zjawiskiem, z którym muszą mierzyć się zarówno dzieci i młodzież, jak i dorośli. Przejawia się on w postaci poniżania, ośmieszania, a także obrażania innych osób w Internecie, ale to nie oznacza, że w świecie rzeczywistym nie występuje. W  Internecie hejterom jest łatwiej, myślą, że są anonimowi i zapominają, że po drugiej stronie też siedzi człowiek, taki sam człowiek jak i oni.

W moim cyklu wywiadów, które pojawią się w grudniu - to już pewne, przeprowadzę rozmowę z co najmniej dwoma osobami, które się z tym hejtem musiały mierzyć w realu, jak i w sieci.

Jeśli zapytalibyście:

Czy Ty mierzyłaś się z hejtem?

Odpowiedziałabym: nie. 
Nie przypominam sobie, abym mnie to zjawisko kiedykolwiek dotknęło. Być może wyparłam to, ale jestem na 99,9% pewna, że to nie miało miejsca. W szkole raczej byłam outsiderem, szłam własną drogą, miałam swój świat i jakoś nie w głowie mi były głupie żarty, imprezy. Nawet jeśli ktoś się ze mnie naśmiewał, to ja tego nie odczuwałam albo nie traktowałam na poważnie. Święta nie jestem i o tym wiem, zdaję sobie sprawę, że w wielu sytuacjach mogłam zachować się inaczej. Mam trudny charakter, ale staram się nad sobą pracować. 

płaszcz, las, natura
płaszcz, las, natura

W tej chwili dam Wam taki myślę dobitny przykład hejtu, jaki może spływać na innych, być może ta sprawa jest Wam znana. Ostatnio bardzo głośno jest o Nicole Sochacki-Wójcickiej znanej szerzej w Internecie jako Mamaginekolog. Część z Was na pewno kojarzy jej osobę, być może nawet obserwuje ją na Instagramie. Na Nicole fala hejtu spada w zasadzie od początku jej przygody z Instagramem, powstawały różne grupy na Facebooku, konwersacje na forach, których celem było tylko i wyłącznie wyciąganie z kontekstu różnych słów wypowiedzianych przez Nicole i obrażanie jej. 

Kilka tygodni temu to zjawisko hejtu jednak się nasiliło, a to za sprawą tego, że Nicole podzieliła się informacją, że nie zdała egzaminu specjalizacyjnego z ginekologii. Różne portale plotkarskie oraz osoby fizyczne zaczęły rozpowszechniać fake newsy na temat tego, że Nicole nie ma prawa nazywać się ginekologiem i wykonywać zawodu. W nagłówkach przekręcano jej nick z Instagrama na mama nie-ginekolog. Do tej pory neguje się to, że Nicole jest ginekologiem, podważa się jej kompetencje. 

Do tego doszła sprawa Dobrej Akcji, którą Nicole zorganizowała wraz ze sztabem osób, pracujących w utworzonej przez siebie Fundacji Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego. Dobra Akcja była innowacyjnym pomysłem, ponieważ odbyła się na zasadzie zbiórki-konkursu. Nagrodami w konkursie były luksusowe produkty, na które Nicole przeznaczyła ponad 100 tysięcy złotych oraz produkty z prowadzonego przez nią i jej męża sklepu Roger Publishing. Zgodnie z zasadami, szansę na wygraną miały osoby, które zaobserwowały jej profil oraz profil sklepu, napisały komentarz co i dlaczego chcą zdobyć oraz, tutaj główna zasada, wpłaciły min. 1 zł na konto Fundacji Ernesta. W pierwszy 2 dniach każda pierwsza 1 zł była przekazywana na rzecz chorego na SMA Filipka, a kiedy ta zbiórka została ukończona, to w dniu 3. pieniądze przekazywane były na chorą na SMA Marysię. Mniejsze wpłaty zostały przekazane na rzecz Dominika, Hani, Małgosi oraz Margarity. Jeśli ktoś wpłacił więcej niż 1 zł, to reszta pieniędzy zostawała przekazywana na cele Fundacji. W sumie Nicole udało się zebrać ponad 1 mln 300 tysięcy złotych. Podarowane na rzecz dzieci zostało ponad pół miliona złotych. Reszta, ok. 800 tysięcy została w rękach Fundacji i ma zostać wydana na cele fundacyjne, czyli pomoc mamom po stratach, mamom wcześniaków, a także mamom, których ciąża jest zagrożona lub zostały stwierdzone wady płodu. Zasady akcji były ściśle określone w regulaminie, który został udostępniony w dniu rozpoczęcia akcji. Tymczasem Nicole zarzucone zostały jakieś przekręty, to, że Nicole chciała się wzbogacić,  wykorzystując dobre serca ludzi. 

Każdy może mieć różne zdanie na temat działalności Nicole, możecie ją lubić czy nie lubić. Ja osobiście uważam, że Nicole zrobiła przez te kilka lat swojej działalności w Internecie naprawdę wiele dobrego. Jeśli ktoś ma inne zdanie, to ma do tego prawo, nie będziemy dywagować, o tym czy Nicole jest człowiekiem dobrym, wartościowym czy nie. Jej osoba jest jednak idealnym przykładem, jak łatwo przychodzi nam oceniać, jak niszczy się człowieka 

Nicole jest od wielu tygodni gnębiona psychicznie. Nie tylko przez osoby prywatne, ale też przez portale, w szczególności jeden (nazwy celowo nie podaję), który przekroczył chyba już wszystkie granice i mam nadzieję, że srogo za swoje czyny odpowie. 

Takimi przykładami mogłabym Wam sypać z rękawa i to jest smutne. Nie każdy ma tyle siły, wsparcia, aby walczyć z tym hejtem. Taki hejt może doprowadzić do tragedii. Nie jedna osoba nie wytrzymuje i decyduje się podjąć drastyczne kroki. Nie każdego udaje się uratować.

płaszcz, las, natura
płaszcz, las, natura
płaszcz, las, natura

Stąd mój apel, nim coś zrobicie, powiecie zastanówcie się, czy nie krzywdzicie kogoś. Jeżeli widzicie, że ktoś w Waszym otoczeniu, jest wyśmiewany reagujcie, nie bądźcie obojętni. Jeżeli spotyka Was to zjawisko osobiście, nie bójcie się prosić o pomoc. Od wielu lat w Polsce działa całodobowy, darmowy, anonimy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży w wieku 12 - 18: 116 111.
PODPIS

16 listopada

Plany na grudzień

Plany na grudzień

16 listopada

Plany na grudzień

zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja

Na początku serdecznie chciałabym Wam podziękować, za taki pozytywny odbiór ostatniego wpisu i moc tych wszystkich przemiłych słów płynących z Waszych komentarzy w stronę Wiktorii. Duża część z Was na pewno sama przekonała się nie raz, jaki motywujący do działania wpływ mają takie słowa  wypowiadane przez drugą osobą. 

Jak Wam w tym uprzednim poście pisałam, nie zwalniam tempa i działam dalej. W mojej głowie rodzą się coraz to nowsze pomysły na różne akcje, wpisy na blogu. Niestety doba wraz z nimi się nie wydłuża, ale jak to się mówi: co się odwlecze to nie uciecze, więc sukcesywnie będę je realizować. Jeżeli nie teraz, to w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na pewno te pomysły wreszcie zrealizuję tak czy siak. 

zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja
zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja

Na grudzień, kiedy to będę miała nieco więcej czasu wolnego, oprócz oczywiście publikowania standardowych wpisów, w planach mam dokonanie drobnej modernizacji wyglądu bloga. Szablonu raczej zmieniać nie będę (nie mówię nie, może się na to zdecyduję), ale chciałabym skupić się na odświeżeniu zakładek, wszelkich znajdujących się w nich opisów, zdjęć oraz grafik, jakie widnieją na blogu tj. nagłówka, favikony, a także grafik na stronie na Facebooku. Takowa istnieje, aczkolwiek do tej pory dosyć rzadko na niej cokolwiek udostępniałam. Chyba warto by ją było wreszcie zacząć wykorzystywać w pełni.

Tak, jak Wam też zapowiedziałam, chciałabym, aby takie wywiady, jak ten z Wiktorią w grudniu się pojawiały, a jeżeli nie uda się tego zorganizować w grudniu, to będę starała się, aby pojawiały się już od przyszłego roku regularnie, co jakiś czas. Będą to wywiady z osobami z różnych dziedzin. Niewykluczone jest, że do takie wywiadu zaproszę właśnie Ciebie. Tak, Ciebie, który to czytasz.  

Jeśli jesteśmy już przy temacie wywiadów, to mogę Wam zdradzić, że lada dzień na blogu pretty-primule.blogspot.com powinien ukazać się króciutki wywiad ze mną przeprowadzony w ramach Blogowych Pogaduch. Ja czekam już jak na szpilkach, ciekawa jestem jego odbioru. Pewnie tak samo miała Wiktoria, kiedy ja zadawałam jej te kilka krótkich pytań. 

Dodatkowo, jak może już zauważyliście, w prawej kolumnie bloga pojawił się pusty kalendarz adwentowy, a to z kolei oznacza, że postanowiłam wziąć udział w akcji wymyślonej i rozpromowanej przez Klaudię z bloga ayuna-chan.blogspot.com. W grudniu, przez pierwsze 24 dni, codziennie będę uzupełniała jedno okienko kalendarza linkiem do bloga, który lubię, na który w staram się w miarę systematycznie zaglądać i który mogę Wam polecić. Zachęcam Was więc do zerkania w ten kalendarz, może dzięki temu znajdziecie jakiś blog, który Was zainteresuje, a wcześniej go nie znaliście. 

zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja
zamyślona, choinki, płaszcz, elegancja

I to chyba byłoby na tyle tych moich najważniejszych ogłoszeń (nie)parafialnych. Jak sobie o czymś przypomnę, to na pewno będę Was informować. Tej jesieni zdjęć narobiłam jak głupia, więc takie jesienno-zimowe klimaty będą towarzyszyć nam pewnie aż do wiosny.

Pamiętajcie, że zawsze jeżeli będziecie mieli jakiś pytanie albo ciekawy pomysł na wspólne działanie, to możecie pisać na mojego maila: melkablogerka.kontakt@o2.pl. Odpowiem, jak najszybciej będę mogła.

A tymczasem życzę Wam dobrej nocy! Trzymajcie się ciepło! Jeszcze 3 dni do weekendu. 
PODPIS

12 listopada

Nowa formuła wpisu – wywiad z 19-latką, startującą ze swoim mikrobiznesem!

Nowa formuła wpisu – wywiad z 19-latką, startującą ze swoim mikrobiznesem!

12 listopada

Nowa formuła wpisu – wywiad z 19-latką, startującą ze swoim mikrobiznesem!

bransoletka, biżuteria, handmade, zawieszka, mapa świata, serce

Ten post, który zaraz przeczytacie, będzie inny niż wszystkie dotychczasowe, które na moim blogu zostały opublikowane, ponieważ nie jest to post pisany tekstem ciągłym a wywiad - z kim, to Wam zaraz opowiem. 

Dzisiejszy wpis jest wprowadzeniem do serii postów -wywiadów z różnymi ciekawymi osobowościami, z różnych dziedzin życia, które chciałabym, aby ukazywały się w miarę regularnie w grudniu, być może również po Nowym Roku, zobaczymy, jak to się wszystko potoczy. 

Pierwszy wywiad - ten, który dzisiaj ujrzy światło dzienne,  przeprowadziłam z Wiktorią. 

Wiktoria ma 19 lat, tak jak i ja pochodzi z Lubelszczyzny. Zresztą, powiem Wam, że ja miałam przyjemność Wiktorię poznać osobiście, gdyż chodziłyśmy przez 3 lata do jednej klasy w gimnazjum. Wiktoria odkąd pamiętam, jawiła się jako artystyczna dusza, ale też jako osoba o wielkim sercu, nieobojętna na krzywdę zwierząt.  2 lata temu Wiktoria zainteresowała się wyplataniem bransoletek ze sznurków nylonowych, z dodatkiem różnych fantastycznych zawieszek, stało się to jej olbrzymią pasją, a w tym roku postanowiła iść po swoje i otworzyła na Instagramie swój mikrobiznes - "Zumkowe Twory", polegający na sprzedaży wykonywanych przez siebie własnoręcznie bransoletek. 

Jedna z takich bransoletek (ta, która widoczna jest na zdjęciach dodanych do wpisu. Zdjęcia są autorstwa Wiktorii - jak widać ma talent nie tylko plastyczny, ale i również oko fotograficzne) została stworzona specjalnie dla mnie. Nigdy nie wątpiłam w to, że Wiktoria ma talent plastyczny, ale te bransoletki to prawdziwy majstersztyk, widać dbałość o najmniejsze szczegóły. Każdy potencjalny klient ma wpływ na wszystkie składowe bransoletki: wzór, grubość sznurka, kolor sznurka, rodzaj zawieszki i jej kolor. Moja stworzona jest ze sznurka o grubości 1mm w kolorze butelkowej zieleni, a towarzyszy jej charms serduszko z mapą świata wewnątrz (nie mogło być inaczej). Rozmiar bransoletek jest uniwersalny, każdy może wyregulować bransoletkę pod siebie. Cena również jest dość kusząca, bo waha się w granicy 8 - 10 zł, zależnie od projektu. 

bransoletka, biżuteria, handmade, zawieszka, mapa świata, serce
bransoletka, biżuteria, handmade, zawieszka, mapa świata, serce, charms

Z tego, co mi wiadomo, to Wiktoria jest na etapie poszukiwania hurtowni, w której mogłaby zaopatrywać się w materiały, więc podejrzewam, że z czasem może pojawić się więcej rodzajów, chociażby zawieszek. Ale może dowiedzmy się, co nieco więcej o planach od samej autorki projektu, jakim są "Zumkowe Twory"...

1. No to zacznijmy może od początku: skąd pomysł na akurat taki biżuteryjny biznes? Wiem, że wcześniej, chociażby wtedy kiedy chodziłyśmy jeszcze razem do gimnazjum,  byłaś związana z rysunkiem i całkiem dobrze Ci to szło. Nie myślałaś może o tym, aby rysować czy malować, chociażby na porcelanie i to sprzedawać?

- Generalnie to bransoletki zaplatam już dłuższy czas. Zaczęło się od zabawy muliną, a skończyło, jak widać na bransoletkach nylonowych. Pomysł na sprzedawanie w Internecie miałam gdzieś z tyłu głowy, ale zawsze miałam myśl typu "a co jeśli nikomu się nie spodoba, przecież zaraz ktoś powie, że sprzedaję śmieci czy co zrobię z gotowymi wyrobami, jak ich nie sprzedam". Z czasem zaczęłam wystawiać to, co robię na bazarkach na rzecz zwierząt, gdzie bransoletki cieszyły się dużym zainteresowaniem. Znajomi zawsze mnie przekonywali i mówili, żebym zaczęła coś sprzedawać jak nie na Olx, to na Vinted, aż niedawno odezwała się do mnie dziewczyna, która wylicytowała moją bransoletkę na bazarku. Prowadzi ona profil na Facebooku, na którym szyje obroże, szelki, smycze czy legowiska dla psów bezdomnych, będących podopiecznymi fundacji, schronisk czy różnych stowarzyszeń. Przekonała mnie, że warto założyć profil na Instagramie i ruszyć, że sprzedażą, swój wkład w tym też miał mój wujek, który również przekonywał, że powinnam założyć profil dedykowany tylko bransoletkom.

Co do rysunku to mój zapał do szkicu, malowania itd. skończył się w 3 klasie gimnazjum. Po prostu stwierdziłam, że nie nadaje się do tego, brakuje mi narzędzi, umiejętności, no i z czasem chęci. Nigdy nie myślałam, by malować na porcelanie czy szkle, w ogóle mnie ten temat nie interesował.

2. Może opowiesz jaka historia kryje się za nazwą Twojego profilu biznesowego „Zumkowe Twory”?

- Nazwa mojego profilu nawiązuje do mojej najlepszej i najwierniejszej przyjaciółki, mojej suszki, kundelka, która nazywa się właśnie Zuma. Można powiedzieć, że to dzięki niej zaczęłam udzielać się w schronisku, czy na bazarkach dla zwierząt. Zawsze jest ze mną, można powiedzieć, że to kierownik porządkowy. Towarzyszy mi i pilnuje tego co robię gdy tworzę bransoletki.

3. Zaplatania uczyłaś się sama z dostępnych w Internecie, w serwisie YouTube tutoriali czy może tych wszystkich splotów nauczył Cię ktoś ze znajomych lub bliskich?

- Do robienia bransoletek właśnie nylonowych namówiła mnie moja przyjaciółka. Wcześniej głównie robiłam bransoletki z muliny, których nauczyła mnie moja mama, a później uczyłam się z filmików na YouTube. 

Zabawa z bransoletkami nylonowymi zaczęła się 2 lata temu kiedy moja koleżanka do szkoły przyniosła sznurki nylonowe i pokazała, że to łatwiejsza alternatywa dla muliny, to ona pokazała mi podstawowe wzory. 

Większości wzorów uczę się ze zdjęć, nie oglądam filmików, ale szukam inspiracji i tego co mogę poprawić na Pintereście to stamtąd nauczyłam się np. wzoru przeplatanego w "x".

4. Dużo czasu  zajmuje stworzenie takiej jednej bransoletki, wydaje się, jakby miało być to pracochłonne zajęcie?

- To zależy od wzoru, i grubości sznurka. Jeden wzór mi zajmie 10 minut, inny 40 minut. Wykonanie bransoletki z podstawowym wzorem, którego robię najwięcej, zajmuje mi ok. 30 minut, natomiast w "x" ok. 40-50 minut, bo nie jestem jeszcze dobrze wprawiona.

5. Czy myślisz, że jeśli ktoś chciałby dokonać jakieś personalizacji za dodatkową opłatą, np. chciałby, abyś w jego bransoletkę wplotła zawieszkę, którą już posiada, byłabyś w stanie takie zamówienie spełnić? Czy raczej bazujesz tylko i wyłącznie na tym, co do tej pory udało Ci się wypracować, na skomponowanych przez siebie wzorach?

- Myślę, że jeśli osoba ta wysłałaby do mnie zawieszkę na swój własny koszt, nie byłoby żadnego problemu. Planuje w dalszej przyszłości zacząć robić zawieszki z żywicą, w której można zatopić np. sierść ukochanego zwierzaka, jakiś mały drobiazg mający symboliczne dla kogoś znaczenie, ale póki co jest to na etapie rozmyślania.

6. Planujesz, może w przyszłości rozszerzyć asortyment o np. pierścionki z koralików albo jakieś wisiorki, kolczyki? Może zakładki do książek? A może pójdziesz o krok dalej i będziesz zaplatać makramy? Myślałaś o tym, czy na razie żyjesz tu i teraz i nie planujesz innowacyjnych zmian?

- Pierścionków raczej nie planuję, już prędzej wisiorki właśnie do zawieszek z żywicą. Co do kolczyków, nie jest to wykluczone, ale na razie zostanę przy bransoletkach. Co do makramy to raczej nie, na razie się trzymam tego, co mam i  dużych zmian nie planuję.

7. Z Twojego profilu na Instagramie dowiedziałam się, że swoje dzieła nie tylko sprzedajesz, ale również oddajesz na różne charytatywne bazarki, z których sprzedaży środki przekazywane są na rzecz organizacji pro zwierzęcych. Czy to prawda? Dużo takich bransoletek do tej pory przekazałaś?

- Właśnie od bazarków się zaczęło. To dzięki bazarkom nabrałam pewności i wiem, że ktoś jest zainteresowany takimi bransoletkami. Bardzo dużo bransoletek dałam na "Bazarek dla nowodworskich Ogonków", bazarek dla suczki z hipoplazją oraz psa z krzywicą łap. Moje wyroby również pojawią się na bazarku dla podopiecznych HEMMY - domu tymczasowego dla gryzoni i królików. Nie wiem dokładnie, ile moich bransoletek przekazałam na bazarki, ale na pewno można je liczyć w dziesiątkach.

8. Na tym Twoja działalność na rzecz zwierząt się nie kończy. Działasz jako wolontariusz w kilku stowarzyszeniach, które zajmują się opieką nad zwierzętami m.in. w schronisku dla bezdomnych zwierząt, opowiedz może pokrótce o tych organizacjach, w których działasz, czym się one zajmują, na czym polega Twoja pomoc. Myślę, że to bardzo ciekawe.

- Jestem członkiem wolontariatu schroniska dla psów w Nowodworze, które od niedawna jest stowarzyszeniem. Działam w nim od początku 2019 roku. Wolontariat zajmuje się adopcją psów ze schroniska dla bezdomnych zwierząt w Nowodworze. Chore psy leczy i wysyła na domy tymczasowe (których bardzo nam brakuje) oraz hotele. Jesteśmy odpowiedzialni za doprowadzenie psa do względnego ładu przed pójściem do domu (kąpiel, wstępne wycięcie kołtunów). Co sobotę organizujemy spacery i chętni ludzie mogą przyjść i wyprowadzić psa. Ja sama odpowiedzialna jestem za ogłaszanie psów do adopcji, kąpanie ich, wyprowadzanie w lecznicy i pomoc przy organizacji spacerów. 

9. Czy w przyszłości chciałabyś prowadzić własną firmę zajmującą się takimi produktami ręcznie robionymi, czy raczej traktujesz to jako tymczasowe zajęcie?

- Na razie się nad tym nie zastanawiałam, póki co myślę o tym jako tymczasowym zajęciu, ale nie wykluczam tego ze w przyszłości powstanie coś większego z tego.

Dziękuję Wiktorii serdecznie za podzielenie się swoją historią. Trzymam mocno kciuki, aby ten jej mikrobiznes się dalej rozwijał. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekam na te zawieszki z żywicy, bo to brzmi naprawdę intrygująco. Osobiście z żywicą nie pracowałam, ale wiem jakie niesamowite efekty można nią osiągnąć.

A Was, zachęcam do odwiedzenia profilu Wiktorii i być może zakupów u tej młodej artystki, która swoją pasję przemieniła w sposób na zarobek. To się nazywa przedsiębiorczość. 

Według mnie takie bransoletki mogą być świetnym prezentem nie tylko na urodziny czy święta (a te tuż tuż), ale także myślę, że świetnie mogą się sprawdzić np. na podziękowanie dla gości na weselu czy na chrzcinach, wystarczy tylko dogadać się z Wiktorią, co do zawieszek, być może poszukać jakiegoś nowego motywu, a na pewno razem stworzycie coś unikatowego, co zachwyci Waszych gości. 

Wiktoria niektóre swoje prace wystawia także na Vinted, do którego pozostawiam Wam odnośnik - wikilu25.  

PODPIS

08 listopada

Zachowaj wspomnienia z podróży na dłużej

Zachowaj wspomnienia z podróży na dłużej

08 listopada

Zachowaj wspomnienia z podróży na dłużej


Tak jak obiecałam, tak i robię. Zapraszam Was dzisiaj na wpis o odmiennej tematyce niż blogowanie.

Niektórzy z Was zapewne wiedzą, że jestem ogromną fanką podróży po Polsce, w szczególności tych po wschodniej i południowej części kraju. Do tej pory na temat takich podróży pisałam niewiele, ale co nieco w zakładce "Podróże" już jest, z biegiem czasu będę starała się tę zakładkę sukcesywnie zapełniać. Ale wróćmy do meritum... 

Jestem ogromną zwolenniczką wycieczek nawet jednodniowych w różne zakątki Polski, uważam, że Polska jest bardzo zróżnicowanym państwem, pełnym urokliwych miejsc, wartych poznania, trzeba tylko dać jej szansę. W swoim 19-letnim życiu, za granicą byłam jedynie kilka razy: 2 razy na Ukrainie, 2 razy w Niemczech, raz na jeden dzień we francuskim Strasburgu (Ale chyba się liczy. Byłam we Francji?! Byłam, a że na jeden dzień to mniejsza o to, ha ha) i kiedyś, we wczesnym dzieciństwie w Czechach, ale akurat tego pobytu zbytnio nie pamiętam, więc chciałabym go powtórzyć.

Z każdej podróży zawsze staram się przywieźć oprócz wspomnień zakodowanych w umyśle, również wspomnienia w formie fotografii, do których będę mogła wrócić nawet wtedy, kiedy będę już taką siwą babuleńką o słabszej niż w młodzieńczym wieku pamięci.

Dawniej na bieżąco te zdjęcia wywoływałam i kolekcjonowałam w albumach. Później, kiedy technologia poszła do przodu, zaprzestałam tego i zaczęłam przechowywać je po prostu na różnych dyskach zewnętrznych. Tak zbierałam te zdjęcia, zbierałam, ich liczba rosła aż doszło do tego, że gdybym chciała je wszystkie teraz wywołać to suma, jaką musiałabym zapłacić za usługę, byłaby przeogromna. 

Od dłuższego czasu chodził więc za mną pomysł zamówienia mapy, na której mogłabym zaznaczać odwiedzone przeze mnie miejsca. Ostatnio odezwała się do mnie marka PicArta, która w swojej ofercie posiada różnego typu produkty m.in. właśnie mapy podróży w przeróżnych wariantach. Ja zdecydowałam się zamówić i przetestować dostępną na stronie mapę Polski, bo w końcu skupiam się na razie głównie na jej poznawaniu, ale oprócz mapy Polski znajdziecie również mapę Świata czy mapę Europy.


Zamawiając Mapę Polski, otrzymałam dość spory wydruk, bo o wymiarze 60x85 cm, naklejony na korku, oprawionym w aluminiową ramę. Dodatkowo wraz z mapą dostałam pudełko 100 wielokolorowych szpilek z okrągłą główką, zestaw 20 zdjęć w formacie mini-polaroid oraz czarny długopis Pentel, co według mnie jest jak najbardziej na plus, że dostajemy od razu taki gotowy, pełny zestaw.

Jakość wydruku jest bardzo dobra. Mapa zawiera nazwy wszelkich ważniejszych miejscowości, zaznaczone są granice państwa (nawet morska na Morzu Bałtyckim), województw, zaznaczone są kontury największych polskich miast, podpisane są największe polskie rzeki. Dodatkowo w lewym dolnym rogu znajduje się legenda, którą możemy wykorzystać według własnej inwencji, ale wcale nie musimy tego robić. 

Dzięki temu, że wydruk jest naklejony na korek, łatwo jest przypinać pinezkami zdjęcia do mapy a aluminiowa rama dodaje jej eleganckiego look'u i sprawia, że wydruk w żadnym miejscu nic nie może się od korka odkleić. Do wyboru są dwa kolory ramy: biały i czarny. Mnie osobiście bardziej podobała się rama czarna i na taką też się zdecydowałam. Wydaje mi się, że ona jeszcze bardziej podbija wyrazistość tej mapy sprawia, że od razu rzuca się ona w oczy we wnętrzu.


Tak, jak pisałam wyżej, zamawiając mapę możemy zamówić 20 zdjęć w formacie mini-polaroid, czyli takich o wymiarze 5x5cm. Dodatkowy pakiet zdjęć to koszt rzędu 20 zł. Jeśli chcecie podarować komuś taką mapę na prezent np. na święta, to ten podstawowy pakiet zdjęć możecie zamienić na voucher na bezpłatny odbiór zdjęć przez obdarowanego w późniejszym, dogodnym dla niego terminie. 

Chyba etap ze zdjęciami był dla mnie najtrudniejszy. Pierwszy problem pojawił się w przypadku wyboru zdjęć. Okazało się, że sporo zdjęć mi poginęło. Dłuższy czas np. szukałam ładniejszego zdjęcia z Zakopanego. Wiedziałam, że miałam takie zdjęcie spod Wielkiej Krokwi, ale nigdzie go nie mogłam znaleźć. Znalazłam je wreszcie, ostatnio wpadłam na nie przypadkiem na blogu, ale wtedy mapa była już u mnie... Później w ogóle nie chciała mi się na stronie wyświetlić opcja przesłania zdjęć i nie wiem, czy to wina strony, czy mojego Internetu, tego jednoznacznie stwierdzić nie mogę, ale umęczyłam się co niemiara, aby je dodać.

Zdjęcia przesyłane mogą być zarówno w poziomie i pionie, marka je kadruje sama. Ja polecam od siebie dodawanie zdjęć poziomych, według mnie wyglądają one na wydruku lepiej niż pionowe. Zdjęcia drukowane są na papierze z drobinkami, mają one proporcje 5:4 a na dole pozostawiony jest 1cm biały pasek, na którym możemy zdjęcie podpisać. Jeśli nie chcemy tego białego paska, wystarczy dać znać w komentarzu do zamówienia, wtedy dostaniecie zdjęcia kwadratowe o wymiarze 5x5 cm.


Moja mapa zawisła w miejscu, gdzie spędza się najwięcej czasu, czyli w kuchni. Kuchnia w moim domu jest takim miejscem, która tętni życiem, zawsze to w niej się najwięcej dzieje, dlatego stwierdziłam, że jest ona idealnym miejscem na mapę. Mapa zawisła nad stołem barowym, więc przykuwa wzrok każdego, kto nas odwiedzi i przy nim zasiądzie. Sporą liczbę miejsc pozaznaczałam, przypinając zdjęcia. Tam, gdzie już było za gęsto albo nie miałam zdjęcia, wbiłam samą szpilkę.

Moim zdaniem taka mapa jest świetną dekoracją naścienną, ożywiła nawet tą szarą, nudną kuchenną ścianę a przede wszystkim jest pamiątką na lata, taka mapa nigdy nie wyjdzie z mody, a i raczej trudno ją uszkodzić. Trzeba by się porządnie postarać, aby tego dokonać. 

Cena mapy według mnie jest również kusząca i adekwatna do jakości. Mapa wraz z gadżetami kosztuje w cenie regularnej 300 zł, teraz jest w promocji za 249 zł. 

Jeśli ktoś z Was chciałby, to może dodatkowo wykorzystać jednorazowy kod rabatowy w wysokości 30 zł, jaki otrzymałam wraz z mapą. Kupon ważny jest do 31.12.2021 r., zadziała przy zakupach za min. 200 zł, nie sumuje się z innymi kodami:

zBc78gx1


Marka PicArta w swojej ofercie ma również mozaiki ze zdjęć, mapy gwiazd z konkretnego dnia, konkretnej godziny, obrazy ze słów, malowanki po numerach ze zdjęć, obrazy z mchu, a także drzewa genealogiczne. 


Koniecznie dajcie znać, co sądzicie o takim sposobie na zachowanie wspomnień. No i oczywiście, skoro zdecydowałam się na mapę Polski, możecie polecać mi również miejsca warte odwiedzenia, takie Wasze must-see. Jestem bardzo ciekawa Waszych polecajek.

PODPIS

07 listopada

Na co warto zwrócić uwagę, robiąc zdjęcia do nowego postu na blogu?

Na co warto zwrócić uwagę, robiąc zdjęcia do nowego postu na blogu?

07 listopada

Na co warto zwrócić uwagę, robiąc zdjęcia do nowego postu na blogu?


Pamiętam o tym, że w ostatnim poście obiecałam Wam, że w najbliższym czasie nie będę zadręczać Was wpisami związanymi z blogowaniem, a postawię na nieco inną tematykę, ale wpadłam na jeszcze jeden pomysł, który postanowiłam zrealizować przed tą przerwą. Jestem prawie pewna, że gdybym odłożyła go do szufladki, to leżałby w niej dość długo, więc idę na żywioł. Mianowicie poruszę dzisiaj temat zdjęć do wpisów. Jak zwykle opowiem Wam również co nieco o moich doświadczeniach fotograficznych.

Słowem wstępu: ten z Was kto obserwuje mnie dłużej, ten pewnie wie, że na początku mojej blogowej kariery zdjęcia, na których ja jestem, były ogromną rzadkością. Stawiałam raczej na jakieś grafiki wykonane w Canvie, czasami pojawiały się we wpisach zdjęcia np. kosmetyków robione telefonem, w ogóle nie obrabiane - takie jakie wyszły, takie wstawiałam. Nie zwracałam zbytnio uwagi na jakość wstawianych na bloga zdjęć. Na szczęście z biegiem czasu to wszystko uległo zmianom.


1. Sprzęt

Może zacznijmy od jednej z podstawowych kwestii, czyli kwestii dotyczącej sprzętu. Pewnie część z Was, zaczynając, miała takie przeświadczenie, że skoro chcecie działać w Internecie, na blogu, to wkrótce będziecie musieli sięgnąć po jakiś bardziej profesjonalny aparat. Też tak na początku miałam. Temat ten wracał do mnie jak bumerang. Kilkukrotnie po głowie chodził mi pomysł zakupu lustrzanki. Używanej czy nowej, akurat to nie miało to dla mnie znaczenia, po prostu chciałam mieć wreszcie tę swoją wymarzoną lustrzanką, którą będę mogła wykonywać zdjęcia niczym z bajki, tak jak inni. Na szczęście zdałam sobie sprawę z tego, że to tak nie działa, że jak tylko kupię lustrzankę, to zdjęcia będą lepsze. Dostrzegłam, że wiele blogerów wykonuje równie magiczne zdjęcia smartfonem czy zwykłym aparatem cyfrowym, nie koniecznie lustrzanką. Inni z kolei korzystają np. z tabletów i efekty również są świetne.

Zrozumiałam, że wszystko jest zależne od osobistych predyspozycji. Jedni wyczarują coś magicznego lustrzanką, a inni kompletnie sobie nie będą radzić z jej obsługą i o wiele lepsze kadry ustrzelą średniej klasy smartfonem. Co poniektórzy to cudo wyczarowują i starą, pancerną Nokią 3310.

Wiadomo, wszystko jest też kwestią nauki. Nie od razu Rzym zbudowano. Każdy sprzęt jest inny, trzeba poznać, z czym mamy do czynienia, poznać wszystkie jego funkcje, ustawienia w trybie manualnym: ISO, czas naświetlania itp. Do tego wszystkiego potrzebny jest czas i nie można się też na początku zniechęcać, że coś nam nie będzie wychodzić. Nie macie raczej, co liczyć na to, że tylko gdy sięgnięcie po lustrzankę to Wasze fotografie będą zwalać z nóg, bo bardzo prawdopodobne jest, że nie będą, ale nauka czyni mistrza. 

Jeśli chodzi, o widzę na temat fotografii, różnych trików, pomysłów na zdjęcia to bardzo polecam Wam obserwować Dominikę @kobiecafotoszkola oraz Natalię @jestrudo Instagramie. Jeśli chodzi o autoportrety to tutaj mogę Wam polecić profil Moniki @patrzszerzej, a jeśli chodzi o kreatywną fotografię to tutaj z kolei stawiam na Adriannę @adazet. Bardzo ciekawe filmiki fotograficzne znajdziecie również na YouTube u Oliwii CHEERS, u Aliny DesignYourLifePl oraz u Michała FotoBlysk.comByć może ktoś z Was również zna kogoś godnego polecenia dla początkujących?

Tak jak mówiłam, chodził za mną zakup lustrzanki, ale ostatecznie zrezygnowałam z niego i od 5 lat lecę na smartfonie oraz na aparacie cyfrowym. Korzystam z jednego albo z drugiego zależnie od sytuacji, od warunków pogodowych. Przez te 5 lat mojej przygody, oczywiście zmieniałam urządzenia, eksperymentowałam, aż znalazłam takie, których jakość mnie satysfakcjonuje i powiem Wam, że nie są to wcale urządzenia z najwyżej półki, raczej to takie produkty ze średniej półki. Aparat ma już swoje lata, bo ok. 7, ale dalej służy bardzo dobrze pomimo tego.

Jeżeli chodzi o sprzęt, to warto byłoby tutaj wspomnieć o wszelkich gadżetach typu statyw, lampy, blenda, tła, pryzmaty itp., ale... nie jestem aż taka pro i nie miałam do czynienia z większością takich gadżetów. 

Blendę zrobiłam sobie sama z kawałka kartonu i folii aluminiowej. Jako taka blenda może posłużyć również osłona na przednią szybę samochodu albo koc ratunkowy tzw. folia życia. Jako tła do sesji produktowych wykorzystuję wszystko to, co znajduję w domu tj. koce, pościel, szale itp., portrety natomiast najczęściej wykonuję w jakiejś przestrzeni: w pomieszczeniu albo w plenerze. Statywy w swojej karierze miałam dwa: jeden kupiłam kiedyś używany za jakieś grosze na OLX, ale z racji tego, że był już dość wyeksploatowany, to szybko musiałam się z nim pożegnać. Przez długi czas nie kupowałam nowego, a kombinowałam z różnymi ustawieniami aparatu np. w koszyku rowerowym czy w domu na jakichś półkach, ale ostatnio wzięłam się w garść i zamówiłam na Allegro jeden z najtańszych statywów, ale z w miarę dobrymi opiniami oraz uchwytem na telefon i pilotem do wywoływania zdjęć w zestawie. Taki pilot to świetna opcja, skusiłam się na niego dzięki Beacie @kittykwiaton, która z jego pomocą uchwyciła momenty ze swojej samotnej podróży do Hiszpanii. Sam statyw ma ok. 140 cm, ale można jeszcze dodatkowo go podnieść o czym czasami zapominam jak np. w przypadku tych zdjęć, do dzisiejszego wpisu.


2. Autoportrety nie są takie złe!

Nie masz kogoś zaufanego, kto mógłby Ci wykonywać zdjęcia? Nic straconego. Ja sama od dłuższego czasu stawiam na autoportrety, ponieważ nie mam obok siebie nikogo, kto mógłby zrobić mi taką mini sesję zdjęciową, z której efektów będę zadowolona. Najlepsze oko fotograficzne ma mój siostrzeniec, jego dziełem są m.in. moje portrety ze wpisu "Jeśli jest coś, co możesz zrobić od razu, zrób to teraz!", ale mieszka on z 30 km ode mnie, ma sporo nauki z racji uczęszczania do technikum, więc trudno nam się zgrać w ciągu roku szkolnego. W takich momentach idealnie sprawdza się statyw. Taka sesja zajmuje mi kilka minut, nacykam, nacykam zdjęć, później przegrywam na telefon i wybieram kilka najlepszych ujęć do obróbki. Jeśli robię zdjęcia telefonem, jak np. wszystkie oprócz tych dwóch ostatnich w tym poście to przegrywanie mam z głowy. 

3. Zadbaj o bezpieczeństwo!

Bez względu na to, czy wykonujesz autoportrety, czy jesteś na sesji z kimś, kto robi Ci zdjęcia, nie zapominaj o bezpieczeństwie. Ja, kiedy jestem sama, nie chodzę po żadnych pustostanach, opuszczonych mostach kolejowych, nie wchodzę w głąb lasu, jakichś chaszczy. Staram się nie tracić racjonalnego rozumowania i stawiam raczej na miejsca uczęszczane przez ludzi, czasami jest to jakiś park, innym razem miejsce w lesie, które wiem, że jest często odwiedzane. Wiadomo, w duecie bezpieczniej, więc czasami zabieram ze sobą na sesje, chociażby swojego psa, szczególnie jeśli chodzi o jakiś plener w okolicach lasu czy pomiędzy łąkami, bo wtedy powiem Wam, że wyobraźnia potrafi świrować, wszelki szelest, strzelające gałęzie potrafią powiedzieć "Oho, mogą zbliżać się kłopoty" a we dwójkę jednak raźniej przez to przejść. 

Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, to oczywiście trzeba pamiętać o pilnowaniu swoich rzeczy, sprzętu fotograficznego, bo mogą stać się one łatwym łupem dla złodziei.


4. Zadbaj o swój komfort!

Nie róbcie nigdy nic wbrew swojej woli. Ja nigdy nie robię zdjęć w jakichś modowych pozach, bo najlepiej czuję się w takim wydaniu na luzie. Najczęściej ubrana jestem w to, co i na co dzień, włosy mam ułożone tak jak i na co dzień, makijażu nie mam albo mam bardzo delikatny tj. delikatnie podkreślone pomadką usta i pomalowane rzęsy. Czasami jeśli mam humor to zrobię jakąś głupkowatą pozę czy minę. Może to nudne, ale nie mam zamiaru robić nic wbrew sobie. Jeśli nie chciałabym pokazywać twarzy - nie robiłabym tego. Nie można się zmuszać do czegoś, czego nie czujemy.

5. Szanuj naturę, pracę rolnika i czyjąś prywatność!

Dla super, ekstra foty nie niszcz przyrody, nie niszcz pracy rolnika ani nie zakłócaj czyjejś prywatności. O szanowaniu przyrody i pracy rolnika pisałam Wam w odrębnym wpisie Robisz sesję plenerową?! Nie niszcz przyrody!. Szanować należy również i czyjąś prywatność. Nie należy wchodzić na czyjąś działkę, nawet jeśli jest ona nieogrodzona, aby zrobić sobie zdjęcie. Czasami ktoś przed domem ma jakąś urokliwą łąkę czy sad albo jakiś staw, ale nie powinniśmy wchodzić tam bez zgody właściciela. Wystarczy zapytać. 

6. Obróbką można zdziałać cuda. 

Bardzo dużo zależy od właściwej obróbki zdjęć. Sama kiedyś popełniałam błąd, dodając ostre gotowe filtry albo nie robiąc zupełnie nic i publikując surowe zdjęcia. Teraz muszę chociaż trochę podziałać w Lightroomie, coś przyciemnić, coś rozjaśnić, trochę przyciąć. Nie jest łatwo tak trafić, aby zdjęcia wyglądały tak dobrze jak na telefonie również na komputerze. 

Odpowiednia obróbka potrafi czasami zdziałać cuda. Zdjęcie, które wyrzucilibyśmy do kosza, czasami można uratować. Ja nie jestem jakąś profesjonalną panią fotograf, a zwykłym amatorem, zdarza mi się zrobić za ciemne zdjęcie albo zacienione, lekko przechylone, ale bawiąc się dostępnymi suwakami w Lightroomie wiele z nich udaje mi się je uratować na tyle, aby nie musieć się wstydzić przed Wami. 

7. Kombinuj, kombinuj, kombinuj!

Kluczem do sukcesu jest próbowanie, kombinowanie z ustawieniami. Człowiek uczy się na błędach. 5 razy Wam się nie uda, ale za 6-stym będzie już okej i oto chodzi. Bawcie się tym. To ma Wam sprawiać przyjemność a nie być smutnym obowiązkiem. 


Ja najczęściej robię zdjęcia z myślą o nowych wpisach na blogu. Zazwyczaj robię jednego dnia kilka mniejszych sesji, w tej samej stylizacji, w różnych lokalizacjach na zaś. Przez to w tym momencie mam zdjęć na ok. 30 wpisów. Możecie więc się spodziewać, że do wiosny będziecie na blogu oglądać zdjęcia w letnio-jesiennym anturażu. Nie wykluczam też tego, że o ile pogoda dopisze, pojawi się coś zimowego. 

Pojedyncze zdjęcia z tych sesji najpierw pojawiają się na moim Instagramie @melkablogerka, a dodatkowo w ostatnich dniach testuję nowy format, czyli Reels. 


Zdaję sobie z tego sprawę, że obserwuje mnie sporo twórców internetowych, ciekawa jestem Waszych doświadczeń z fotografiami wykonywanymi na bloga, czy na Instagrama. Z czego korzystacie? Jak wyglądały Wasze fotograficzne początki?

PODPIS