31 października

Blogerka lifestyle a prywatność w Internecie

Blogerka lifestyle a prywatność w Internecie

31 października

Blogerka lifestyle a prywatność w Internecie


Dobry wieczór wszystkim, zapraszam Was serdecznie na ostatni październikowy wpis, a zarazem ostatni jak na razie wpis na temat blogowania. Inspiracją do jego napisania był ostatni post Retromamy - Basi pod tytułem Dlaczego wolę być blogerką lifestyle? W tymże poście Basia wyjaśnia pokrótce czym takim jest lifestyle i dlaczego zdecydowała się pisać, tworzyć właśnie w takim blogowym nurcie, a nie np. w parentingu. 

Jak wiecie, ja swój blog również kategoryzuję jako lifestyle. Nie tworzę ani wpisów typowo kosmetycznych, ani  modowych, ani książkowych, ani podróżniczych... Ten mój blog to taki mix różnych treści. Początkowo miał być to blog o kolekcjonowaniu autografów, ale bardzo szybko się z tego wyłamałam i według mnie jak najbardziej wyszło mi to in plus, bo gdybym tego nie zrobiła, to prawdopodobnie zrezygnowałabym z pisania krótko po starcie, bo nie miałabym materiału na nowe posty.

Lifestyle (pl. styl życia) gwarantuje o wiele większą swobodę w działaniu niż taka kategoryzacja. Lifestyle to bardzo szerokie pojęcie, możemy zaliczyć do niego m.in.: modę, urodę, tematy związane domem, sprzątaniem, gotowanie, tematy dotyczące związków, rodzicielstwa, a także sportu, podróży, muzyki czy książek.


Nie można jednak mylić lifestyle'u z upublicznianiem całego swojego życia, dzieleniem się każdym nawet najmniejszym epizodem. Oczywiście można wtrącić nieco prywaty w swoje treści, a nawet powiedziałabym, że to jest nieuniknione, tworząc takie treści, ale trzeba znać umiar, potrafić stawiać jasno granice. Nie można z takowymi treściami przesadzać, od tego czasami zależy nasz spokój, a nawet i czasami bezpieczeństwo. Sami pewnie nie raz widzieliście filmiki przedstawiające osoby, które podjechały pod dom np. jakiegoś YouTube'ra i wykrzykiwały jakieś hasła, które miały sprowokować go do wyjścia z domu, najczęściej chodziło o wspólne zdjęcie, autograf, chwilę rozmowy, ale słyszałam również o sytuacji związanej z Launo Kardel, którą możecie kojarzyć z 4 sezonu Hotelu Paradise. Z racji jej zachowania w Hotelu ktoś porysował jej samochód, a to już nie tak przyjemne, dlatego warto się hamować.

Jedną z podstawowych zasad bezpieczeństwa w czasie wakacji jest np. to, aby nie chwalić się w Internecie, że aktualnie jest się poza domem i nikogo w nim nie ma, aby nie kusić złodziei. Czy wiecie, jak dużo osób tego nie przestrzega, pomimo że służby o tym przypominają? Niektórzy dzielą się w Internecie dosłownie wszystkim, do tego wpuszczają widzów do swojej sfery intymności. Nie mam za złe, jeśli ktoś poruszy bardziej intymny temat np. temat porodu, bo to nie powinno być tematem tabu, ale jeśli opowiada całą historię dokładnie, z najmniejszymi szczegółami to już to według mnie trochę za dużo. Warto co nieco zostawić do wiadomości wyłącznie swojej i najbliższych, ograniczając wiedzę internautów. 

Jeżeli o poród chodzi (no wiem uczepiłam się, jak rzep psiego ogona, ale jakoś taki przykład przyszedł mi do głowy) pamiętam jak hejtowany był ogromnie film z porodu Andziaks. Wielu widzów jej wówczas broniło, mówiąc, że ona tam aż tak wiele nie pokazała w porównaniu np. do filmików z porodów z zagranicznego YouTube'a i w zupełności się z tym zgadzam. Ola z The Happy Family udostępniła filmik z porodu, ale do tej pory nie pokazała twarzy synka, pozwalając nacieszyć się nim w gronie rodzinnym. Wielu innych influencerów również podejmuje takie decyzje, starając się chronić wizerunek dziecka przed wścibskimi mediami, ludźmi. 

Nie tylko warto chronić wizerunek dziecka, ale również i bliskich, znajomych, z którymi widniejemy na wspólnych fotografiach, filmach. Jeśli chcą gościć w naszych mediach społecznościowych to czemu nie, ale tego nie będziemy pewni, jeśli się nie zapytamy. Nie zapominajcie, że wizerunek osoby fizycznej jest prawnie chroniony.


Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.


Każdy powinien decydować sam, wyznaczać granicę samemu. Jeśli ktoś chce dzielić się wszystkim, to niech się dzieli, ale niech pierw sobie przemyśli, czy na pewno to będzie dla niego sytuacja komfortowa, a przede wszystkim czy to będzie bezpieczne, czy może nie pociągnie to jakichś większych konsekwencji. W Internecie nikt nie jest anonimowy, wpiszcie swoje imię i nazwisko w wyszukiwarkę i zobaczcie, ile o sobie informacji znajdziecie. 

Wpis ten jest skierowany niby tylko do blogerek lifestyle, ale tak naprawdę można go odnieść do każdego człowieka, który posiada jakieś profile w Internecie, nawet "prywatne". Naprawdę, usiądźcie i zastanówcie się czasem, czy istnieje w Waszym życiu sfera prywatności, czy może jej swoim działaniem nie zaburzacie.

Ja też wpuszczam Was do swojego życia, doszło nawet do tego, że wpuściłam Was do swojej sypialni, ale staram się selekcjonować te informacje o sobie. Nie mówię o wszystkim jak leci, mam własne tajemnice, raczej nie pokazuję swojej rodziny tutaj publicznie, czasami gdzieś tam się trafią w tle, ale to niestety nie do ominięcia, zdarza się. 

Jak co weekend zapraszam Was oczywiście na wpisy dziewczyn:
1. Marzeny - Naturalnie Piękna
2. Magdy - Domowy Klimacik
3. Doroty - W blasku marzeń
4. Moniki - Kosmetykofanki
5. Ani - Świat Toli
6. Basi - Retromama
7. Anety - Anszpi
8. Grażyny - Granivera
PODPIS

26 października

Co nieco na długie, jesienne wieczory

Co nieco na długie, jesienne wieczory

26 października

Co nieco na długie, jesienne wieczory


Jesienne wieczory są naprawdę długie i chłodne. Miło jest więc zrobić sobie zimową herbatkę z jakimiś ciekawymi dodatkami np. z pomarańczą, jabłkiem i cynamonem, i wskoczyć pod ciepły kocyk, wziąć do ręki książkę i zatopić się w niej, zapominając na chwilę o wszystkich zmartwieniach, problemach dnia codziennego. Takie chwile ciszy są niezwykle ważne, pozwalają nam wypocząć fizycznie, nabrać nowych sił do działania, ale również i psychicznie, poprzez odcięcie się, chociażby na moment od otaczającego nas świata. To taki restart dla naszego organizmu. 

Czytać może każdy, trzeba tylko znaleźć takie książki czy czasopisma, które nas zainteresują. Ja bardzo lubię książki opowiadające o II Wojnie Światowej, kryminały, a kiedy chcę się właśnie tak zrestartować, sięgam po literaturę obyczajową. Ostatnio uzupełniłam nieco swoją mini biblioteczkę, sięgnęłam m.in. po dwie pozycje od Wydawnictwa Oficynka, które można zaliczyć do właśnie takich lżejszych książek, podejmujących tematykę obyczajową: "Taką Cię zapamiętam" Beaty Bartczak oraz "Błahy incydent" Justyny Edmondson.

"Taką Cię zapamiętam" Beata Bartczak

Liczba stron: 332
Data premiery: 08.09.2021

O autorze: Beata Bartczak jest psychologiem i terapeutą dzieci i rodzin. W swojej pracy główny nacisk kładzie na pracę z człowiekiem. Uważa, że najważniejsze jest dotrzeć do ukrytych w każdym zasobów, które można wzmocnić i wspierać. W obrębie jej zainteresowań znajdują się problemy związane z m.in. lękiem i nieśmiałością. Pisze o ludziach, ich sile i doświadczeniach. Książka "Taką Cię zapamiętam" jest jej debiutanckim utworem. 

Moja opinia:
Pierwszym na co zwróciłam uwagę jest piękne wydanie. Może to moja słabość do książek w niebieskiej oprawie, ale bardzo podoba mi się okładka. Ta kobieta ma coś takiego hipnotyzującego w swoich błękitnych oczach, jej wzrok wręcz przyciąga potencjalnego czytelnika, aby przyjrzał się książce z bliska. 

Książka składa się z trzech części, opowiadających o losach trzech kobiet, które łączą więzy krwi: Stefanii, Ireny i Grażyny. Historia zaczyna się tuż przed wybuchem II Wojny Światowej w 1938 r. a kończy w 2014 r., czyli w czasach nam współczesnych. Kobiety te przez całe życie musiały mierzyć się z różnymi zmartwieniami, problemami, tragediami. Pomimo to zawsze na pierwszym miejscu w ich życiu był człowiek. Najwyższymi wartościami dla nich była miłość i rodzina.

Pierwsza część dotyczy losów Stefanii, która nie miała łatwego dzieciństwa nie tylko przez to, że wychowywała się w okresie II Wojny Światowej, ale też dlatego, że wychowywał ją ojciec wraz z macochą, która nią poniewierała, traktowała jak śmiecia. Kiedy Stefania zaszła w ciążę z Kacprem, który pracował w ich rodzinnym gospodarstwie, jej ojciec go wygnał, a Stefanię wydał za dużo starszego mężczyznę. 

Z tej ciąży na świat przyszła Irena, której dotyczy druga część powieści.  Irenie również przyszło dorastać w trudnym okresie - w okresie Polskiej Rzeczpospolitej Polskiej. Kiedy poznała Józefa, wyjechała z nim do Wrocławia, tam urodziła im się 3 dzieci m.in. córka Grażyna, którą poznajemy w ostatniej części. 

Grażynie przyszło żyć już w zupełnie innych czasach niż matce i babci, zaznała wolności. Na studiach poznała Marcina i założyła rodzinę. Jednak ten związek również nie był w pełni szczęśliwy, przez co Grażyna została zmuszona do emigracji za granicę. 

Moje wrażenia po zagłębieniu się w tej lekturze są bardzo pozytywne. Pomimo niepowodzeń, jakie spadły na te trzy kobiety, one podnosiły się i szły dalej, walczyły o szczęście swoje i swoich dzieci. Myślę, że debiut jak najbardziej udany i jestem wręcz głodna kolejnych propozycji tej autorki.

"Błahy incydent" Justyna Edmondson

Liczba stron: 324
Data premiery: 27.02.2019

O autorze: Justyna Edmondson mieszka z rodziną w Warszawie. Jej pasją jest żeglarstwo. Oprócz tego kocha morze, teatr i muzykę. 

Moja opinia: Książka ukazała się już ponad 2 lata temu, ale nadal myślę, że okładka jest bardzo atrakcyjną. Wewnątrz mamy klasyczny trójpodział na prolog, kolejne rozdziały oraz epilog. 

W książce poruszone są historie Krystyny, Aliny, Teresy, Janusza i Edwarda, którzy muszą mierzyć się z trudami takimi jak m.in. depresja, prostytucja, porzucenie, zdrada. Muszę Wam powiedzieć, że nie jest to łatwa książka, jest ona momentami dość przygnębiająca, więc jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, to warto zaopatrzyć się w paczkę chusteczek, bo trudno nie uronić łzy. No, ale jest w niej taka życiowa prawda, samo życie, dla którego warto się przełamać i przemęczyć... Forma podobała mi się, choć momentami opisy otoczenia były tak długie, że część pomijałam - przyznaję się bez bicia, ale autorka o tym uprzedziła, że "język jest tak plastyczny i sensualny, że miejscami aż boli"

Podsumowując, obie te książki mogę Wam serdecznie polecić, jeśli tylko lubicie taką tematykę, to myślę, że będziecie usatysfakcjonowani. 

Ciekawi mnie, czy kiedykolwiek mieliście przyjemność zapoznać się bliżej z którymś z tych tytułów? A może mieliście do czynienia z inną książką od Wydawnictwa Oficynka, którą moglibyście mi polecić?

PODPIS

24 października

Gdzie byłabym dzisiaj, gdybym nie zaczęła blogować?

Gdzie byłabym dzisiaj, gdybym nie zaczęła blogować?

24 października

Gdzie byłabym dzisiaj, gdybym nie zaczęła blogować?


Rok 2021 jest 5. rokiem mojej blogowej kariery.  Bloga, na którym obecnie macie przyjemność gościć, zaczęłam tworzyć wczesną wiosną 2017 roku. Historię jego powstania i ewolucji opowiadałam Wam wielokrotnie w różnych wpisach na temat blogowania, co nieco znajdziecie również w zakładce "O mnie", dlatego pozwólcie, ale nie będę się powtarzać. Jeśli będziecie zainteresowani, to zachęcam Was do zajrzenia do tejże zakładki albo do wpisu Jak rozpocząć swoją przygodę z blogowaniem?. Miałam wówczas 14 lat, 15. urodziny świętowałam już z Wami. Jak myślę, gdzie znalazłabym się dzisiaj, gdybym wtedy nie zaryzykowała i nie zrobiła tego kroku... odważnego kroku?


Zdecydowanie był to krok wymagający ode mnie odwagi. Nadal wiele rzeczy ode mnie tej odwagi wymaga, do wielu rzeczy się dopiero przekonuję np. do robienia zdjęć w miejscach publicznych czy do poruszania bardziej kontrowersyjnych tematów. 5 lat temu nie byłam zbyt otwartą osobą, rzekłabym nawet, że zaliczyć by mnie raczej trzeba było do tych skrytych, niewyróżniających się za bardzo spośród tłumu. Blogowanie pozwoliło mi otworzyć się przed Wami, ale przede wszystkim przed sobą, poznać bliżej własne Ja.

Dzięki blogowaniu odkryłam nowe pasje, jakimi jest pisanie, fotografowanie, podróżowanie. Wcześniej jedyne, jakie miałam, były związane z muzyką, uwielbiałam jej słuchać, co nieco śpiewałam, chciałam nauczyć grać się na gitarze. Marzyłam o wielkiej karierze estradowej - takie tam marzenie ściętej głowy. A tymczasem odkryłam, że o wiele bardziej chciałabym iść w coś bardziej związanego z biznesem, być może marketingiem, zobaczymy, gdzie mnie nogi poniosą...

Gdybym wtedy 5 lat temu nie zdecydowała się na taki przełom,  nie poznałabym tylu fantastycznych osób, nie zainteresowałabym się za bardzo tym, co dzieje się w Internecie, jak to wszystko tutaj działa. Mogę się tylko domyślać, że swoje wolne dnie spędzałabym, grając w durnowate gry na komputerze, oglądając telewizje albo siedząc i po prostu się nudząc. Byłabym zdecydowanie oporna na wszelkie nowości, nie porywałabym się na tworzenie własnego e-booka. Na pewno to wszystko potoczyłoby się zupełnie w inną stronę, ale w którą? Można tylko gdybać... Ja jestem z siebie niezmiernie dumna, że znalazłam w sobie tyle odwagi i zrobiłam ten krok w blogosferę. 


Ja zrobiłam pierwszy krok, a dalej tę historię zaczęliśmy tworzyć wspólnie, Ja i Wy i tworzymy ją po dziś dzień. Dziękuję, że jesteście, że czytacie, komentujecie, to ogromnie motywuje do dalszego działania, kiedy widzi się, że faktycznie są osoby, które czytają te Wasze wpisy.

Jeżeli już wspomniałam o tym przełamywaniu swoich barier, to powiem Wam, że postanowiłam założyć profil na buycoffee.tobuycoffee.to/melkablogerka. Długo wahałam się, bo sama radzę sobie, tak jak potrafię, nigdy nie prosiłam o pomoc, ale stwierdziłam, że warto byłoby umożliwić Wam takie wspieranie. Widuję to na coraz większej liczbie blogów, więc czemu nie, jeśli będziecie tylko chcieli to zawsze możecie coś wrzucić, jakiegoś piątaka, ale nie jest to przymus. Pamiętajcie, że jesteście zawsze mile widziani na moim blogu. 

W nawiązaniu do wpisu, pozostawiam Was z takim pytaniem: jak myślicie, gdzie Wy byście teraz byli, gdybyście nie robili tego, co robicie?

I oczywiście, jak co weekend zapraszam Was na wpisy dziewczyn:
1. Marzeny - Naturalnie Piękna
2. Magdy - Domowy Klimacik
3. Doroty - W blasku marzeń
4. Moniki - Kosmetykofanki
5. Ani - Świat Toli
6. Basi - Retromama
7. Anety - Anszpi
8. Grażyny - Granivera

PODPIS

16 października

Pociąg ŻYCIE

Pociąg ŻYCIE

16 października

Pociąg ŻYCIE


Dzień dobry, a właściwie z racji, że już dosyć późno to dobry wieczór! Dzisiaj przychodzę do Was z takim dość refleksyjnym postem. Dawno takiego nie było, więc pora to nadrobić. Tym bardziej że jesień, która aktualnie trwa za oknem, jest takim czasem zadumy, refleksji, wreszcie możemy zatrzymać się i w spokoju, w ciszy pomyśleć. 

Być może kiedyś zastanawialiście się, czy jest coś, do czego można przyrównać życie ludzkie, czy jest coś, z czym je możemy zestawić. Myślę, że takich rzeczy jest sporo, ja bym przyrównała życie do podróży pociągiem.


Kiedy pojawiamy się na świecie, wsiadamy do wagonu wraz z rodzicami, zasiadamy w przedziale i rozpoczynamy swoją podróż zwaną ŻYCIE. Rodzice opiekują się nami, 
starają się, aby niczego nam nie brakowało, dokładają wszelkich starań, aby wychować nas na jak najlepszych ludzi. W międzyczasie my wchodzimy w fazę dojrzewania, zaczynamy eksplorować świat, odwiedzamy inne wagony,  zapoznajemy się w nich z nowymi twarzami, nawiązujemy znajomości, przyjaźnie, pojawiają się zauroczenia, miłości. Część z tych osób zasiądzie w naszym przedziale na dłużej, a niektórzy zrezygnują ze wspólnego przeżywania tego okresu podróży, pozostawiając po sobie pustkę. Musimy liczyć się z tym, że na pewnej stacji rodzice wysiądą, ale w jej trakcie w naszym życiu pojawi się miłość naszego życia, dzieci, wnuki, być może prawnuki, którzy będą kontynuowali tę podróż razem z nami.

Nasza podróż będzie pełna szczęśliwych, radosnych chwil, pełnych uśmiechu, ale też i smutku, łez. Z pewnością napotkamy na swojej drodze jakieś trudności, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. Na pewnej stacji, nie wiadomo na jakiej, nie wiadomo kiedy skończy się jednak ona i będziemy musieli wysiąść z tego pociągu, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia tym, którzy będą jechali pociągiem dalej, dlatego trzeba cieszyć się z każdej chwili, innym dawać z siebie tylko wszystko to, co najlepsze, aby te wspomnienia związane z nami były jak najpiękniejsze. 

Kiedy wysiądziemy już z tego pociągu, wreszcie spotkamy się z tymi, którzy opuścili go, wysiadając na wcześniejszych stacjach, z naszymi bliskimi, których musieliśmy pożegnać i znowu będziemy razem.



Zapraszam Was również oczywiście na weekendowe wpisy dziewczyn:
1. Marzeny - Naturalnie Piękna
2. Magdy - Domowy Klimacik
3. Doroty - W blasku marzeń
4. Moniki - Kosmetykofanki
5. Ani - Świat Toli
6. Basi - Retromama
7. Anety - Anszpi
8. Grażyny - Granivera

PODPIS

14 października

Pary nie do pary, czyli skarpetki Many Mornings

Pary nie do pary, czyli skarpetki Many Mornings

14 października

Pary nie do pary, czyli skarpetki Many Mornings


Na pewno nie jedna osoba z Was doświadczyła rano figli, jakie potrafią płatać skarpetki.  Zawsze wtedy kiedy ich potrzebujemy, śpieszymy się, magicznie ginie jedna skarpetka z pary. Czas goni. Zaczynamy się stresować, ciśnienie wzrasta, zaczynamy się pocić. No i co wtedy robić? Kiedy jest chłodno, z gołymi stopami raczej nie wyjdziemy...

Ja znalazłam sposób na to, aby nie musieć się rano martwić. Na rynku od 2014 roku działa polska marka Many Mornings, która specjalizuje się w produkcji niezwykłych skarpet - skarpet nie do pary.  Na stronie dostępnych jest wiele różnych szalonych wzorów, na których widok buzia się sama uśmiecha. W dzisiejszym poście przedstawię Wam tylko 5 par w wybranych przeze mnie wzorach. Wybór nie był łatwy, ale udało się!


Jesień w pełni, więc nie mogłam nie wybrać żadnych skarpetek w jesiennych motywach. Pierwsza para The Red Fox to skarpetki z motywem uroczych lisków, druga The Squirrels natomiast ma motyw również rudowłosych zwierzątek, czyli wiewiórek. Obie pary, tak samo jak i pozostałe skarpetki, które dzisiaj możecie oglądać na zdjęciach, są w wersji wysokiej, idealnej na chłodniejsze dni, do botków czy kozaków. Oprócz takiej wersji na stronie dostępne są również stopki oraz mocniej wycięte, do bardziej odkrytych butów - balerinki. Na etykietkach dołączonych do skarpetek znajduje się informacja o składzie, która mówi, że w składzie skarpetek dominuje bawełna, stanowiąc aż 80%, na drugim miejscu jest poliamid - 17%, a na trzecim z wartością 3% - elastan. Dzięki dużej zawartości bawełny skóra może swobodnie oddychać i stopa tak szybko się nie poci. Kolorowe motywy na skarpetkach są wyszywane, co widać, kiedy odwróci się skarpetki na drugą stronę, a nie nadrukowane, co według mnie jest na plus. Para skarpetek w tej wersji wysokiej kosztuje 25 zł. Powiedzielibyście, że sporo, jak na skarpetki. Zgadzam się, że to nie jest mała kwota, ale muszę Wam powiedzieć, że skarpetki są naprawdę trwałe i przez naprawdę długi okres czasu pomimo użytkowania pozostają w stanie niemalże idealnym. 


Zdecydowałam się także na 3 pary bardziej zimowe, świąteczne. W sklepach już coraz mocniej czuć święta, pojawiają się Mikołaje z czekolady, dekoracje świąteczne, więc pod tym naporem dałam się skusić na skarpetki z takim motywem. Dwie pierwsze pary The Gingerbread man z motywem pierniczków świątecznych oraz The Nutcracker, czyli Dziadek do orzechów różnią się nieco od tej ostatniej pary Warm Rudolph. Warm Rudolph są skarpetkami grubszymi, ocieplanymi, takimi typowo zimowymi skarpetkami, które zakładamy i czujemy się tak błogo. Skarpetki dostępne są na stronie w 3 wersjach rozmiarowych dla dorosłych: 35-38, 39-42 oraz 43-46. Skarpetki dobrze przylegają do stopy, ale też nie uciskają zbyt mocno. Na stronie dostępne są również wersje dla dzieci, które również mają 3 wersje rozmiarowe: 23-26, 27-30, 31-34. Dzięki mnogości długości, motywów i szerokiej rozmiarówki każdy bez względu na płeć i wiek znajdzie z pewnością na stronie coś dla siebie. 

Marka Many Mornings zadbała nawet o najmniejszy detal, jakim jest połączenie skarpetek w pary. Skarpetki są razem zszyte cieniutką niteczką, którą łatwo obciąć i wyjąć nie uszkadzając skarpet, a nie takimi plastikowymi łącznikami. Z tego, co widziałam, niektórzy już powoli zaczynają kompletować prezenty dla swoich bliskich na nadchodzące święta Bożego Narodzenia. Myślę, że takie skarpetki mogą być świetnym pomysłem na prezent, w szczególności dla osób młodszych, warto tę opcję rozważyć.

PODPIS