19:41

Droga, którą idę...

Droga, którą idę...

19:41

Droga, którą idę...


Jest jedna taka piosenka, polska piosenka, którą myślę, że wielu ludzi może odnieść do swojego życia. Mowa o piosence "Droga, którą idę" Czerwonych Gitar, wykonuje ją ówczesny lider zespołu - Seweryn Krajewski, którego na pewnie kojarzycie, a jak nie kojarzycie to warto zaznajomić się z jego osobą. Jest to twórca znanych i nadal lubianych, ponadczasowych utworów, m.in. piosenki "Wielka miłość", która grana jest na wielu polskich weselach. "Wielka miłość nie wybiera, czy jej chcemy, nie pyta nas wcale. Wielka miłość, wielka siła zostajemy jej wierni na zawsze...". Tworzył On również muzykę dla innych polskich artystów: Maryli Rodowicz, Andrzeja Piasecznego, Ireny Jarockiej, Zdzisławy Sośnickiej i jeszcze kilku innych. 
 
W utworze "Droga, którą idę" padają 4 sentencje:
Droga, którą idę jest jak pierwszy własny wiersz,
Uczę się dopiero widzieć świat,  jaki jest... 
Uczę się dopiero świata jaki jest.

Droga, którą idę biegnie śladem ludzkich spraw ,
Szukam swego czasu jasnych słów, prostych prawd... 
Szukam swego czasu jasnych słów i prawd.

Droga, którą idę czasem błądzi w pełni dnia,
Kocham pragnę tracę chwytam dzień póki trwa... 
Kocham pragnę tracę chwytam dzień gdy trwa.

Droga, którą idę nie wybiera łatwych tras,
W czasie, który minie odbić chce własny ślad...               
W czasie który minie swój odbiję ślad.
, które ja również mogę odnieść do swojego życia. Jestem osobą młodą, mam 19 lat, tylko 19 lat. Dopiero próbuję stawiać pierwsze dorosłe kroki w życiu. Dopiero uczę się tego jak wygląda prawdziwe życie, że ono nie jest takie kolorowe, jakby się mogłoby wydawać mi jeszcze kilka lat temu w gimnazjum czy podstawówce, że pieniędzy nie dają krasnoludki, a zresztą nie są one najważniejsze, najważniejsze jest zdrowie, bo jak jest zdrowie, to można osiągnąć wszystko. Od pieniędzy jest wiele ważniejszych wartości: rodzina, przyjaźń, miłość, mądrość, no i oczywiście królową jest wyżej wspomniane zdrowie. Tego, że trzeba korzystać z dnia, z tego co mamy, bo życie jest przewrotne, nie wiemy, czy będzie jutro i co jutro będzie, co nas czeka, ciul z tym jutrem, nie wiemy, co czeka nas za chwilę, za moment. Tego, że chcę robić rzeczy wartościowe dla siebie, ale też dla innych. Czasami błądzę, ale odnajduję wyjście, czasami upadam, ale podnoszę się.
 
Czasami warto tak się zatrzymać i pomyśleć tak o swoim życiu. Nie biegnąć, stanąć... Zatrzymać się w świecie tej strasznej gonitwy, gonitwy za pieniędzmi, sławą...

PODPIS

21:28

4 typy osobowości - kim jestem?

4 typy osobowości - kim jestem?

21:28

4 typy osobowości - kim jestem?

Hipokrates - grecki lekarz, jeden z ojców współczesnej medycyny wyróżnił 4 podstawowe płyny w ludzkim organizmie: krew, żółć, śluz oraz czarną żółć. Zachowanie równowagi między tymi płynami oznaczało, że ktoś jest zdrowy, wszelkie anomalie natomiast były oznakami choroby. Dodatkowo Hipokrates doszedł do wniosku, że przewaga któregokolwiek z płynów ma wpływ na to, jakie człowiek ma usposobienie. Teorię te rozwinął później rzymski lekarz greckiego pochodzenia - Galen i wyróżnił 4 typy temperamentu: flegmatyczny (przewaga śluzu), sangwiniczny (przewaga krwi), choleryczny (przewaga żółci) i melancholiczny (przewaga czarnej żółci, czyli prawdopodobnie krwi żylnej). 

 
Na pewno kiedykolwiek ktoś zapytał Was, kim Wy jesteście: sangwinikiem, cholerykiem, melancholikiem czy flegmatykiem. Bardzo prawdopodobne jest, że miało to miejsce w szkole przy okazji jakichś zajęć. Ja zawsze miałam problem, aby na takie pytanie odpowiedzieć, bo nie do końca jestem pewna, jaką grupę reprezentuję. W mojej ocenie mam trochę cech charakteru z każdego typu osobowości, trochę z sangwinika, trochę z melancholika, co nieco z choleryka i odrobinę z flegmatyka, nie wydaje mi się, aby jakieś cechy przodowały. Portal e-dziecko na temat konkretnych typów osobowości pisze:

 

Sangwinik

Sangwinik to optymista otwarty na innych, bywa egocentryczny. Jest towarzyski, lubi być w centrum zainteresowania. Emocjonalny i spontaniczny, obdarzony poczuciem humoru, potrafi być władczy i dominujący. Jest pełen energii i gotowości do działania. Sangwinik to temperament silny i zrównoważony, choć niestały w uczuciach. W działaniu często brak mu dobrej organizacji i determinacji. To twórcza osobowość. Osoba niezorganizowana, zapominalska, gadatliwa i wesoła. Jednocześnie to typ silny, zrównoważony, ruchliwy.

Choleryk

Choleryk to typ pobudliwy. Jest ambitny i zdecydowany, silny, przedsiębiorczy i zdecydowany w działaniu. Dąży do bycia najlepszym, zdradza tendencje do rywalizacji. Charakteryzuje go wysoka pobudliwość i silne przeżywanie emocji oraz duża energia życiowa i aktywność. Bywa uparty, wzbudza zaufanie i respekt - zwykle jest apodyktyczny. Szybki w działaniu. Nie lubi się mylić, ciężko znosi porażki. Ma problem z uznawaniem racji innych, więc trudno mu nawiązywać bliskie relacje. Choleryk to urodzony przywódca, człowiek czynu. To typ silny, niezrównoważony.

Melancholik

Melancholik to pesymista z lękowym i negatywnym podejściem do wszystkiego: do życia, ludzi, samego siebie i przyszłości. Cechuje się temperamentem reprezentującym słaby układ nerwowy. Typowe są dla niego powolne i słabe, choć długotrwałe reakcje uczuciowe. Niełatwo wzbudzić w nim emocje. Melancholik jest nerwowy i skłonny do zadumy, spokojny oraz wrażliwy na krytykę swojej osoby. Jest wyciszony, powściągliwy i mało elastyczny w zachowaniu. Lubi marzyć, oddawać się zadumie. Jest zorganizowanym perfekcjonistą, często ma zdolności artystyczne. To uczuciowy i wrażliwy perfekcjonista, niestety podatny na zniżki nastroju i depresje. Melancholik to typ słaby. Ma trudności z podejmowaniem decyzji.

Flegmatyk

Flegmatyk to osoba spokojna i pogodna, o wysokim poziomie samokontroli. Zrównoważona emocjonalnie i zdystansowana, obiektywna w ocenie i obserwacji. W relacjach interpersonalnych najczęściej bywa chłodna i nieufna. To typ łagodny, tolerancyjny, trudno go urazić. Lubi obserwować ludzi. Działa wolno, ale potrafi zachować spokój. Jest rzetelny i wytrwały. Zachowuje zimną krew w trudnych sytuacjach. Nie lubi zmian i ryzyka. To powolny, ale dowcipny i pogodny obserwator. Typ osobowości silny, zrównoważony, powolny.

Odnośnik do całości artykułu - TUTAJ KLIKNIJ.

Myślę, że na pewno jestem optymistką i też wydaje mi się, że jestem mimo takiego mojego spokojnego, dość cichego wśród grona bliżej nieznanych mi osób usposobienia, osobą otwartą na nowe znajomości. Niestety, ale łatwo ze mną nie jest, bo bywam egocentryczna, lubię, kiedy moje jest na wierzchu, czasami tupnę nóżką, aby postawić na swoim. Bywam uparciuchem i nie cierpię, kiedy coś mi nie wychodzi. Jestem pełna chęci do działania, ale faktycznie brakuje mi czasem jakiejś dobrej organizacji, niekiedy także determinacji. Szybko się zniechęcam, kiedy coś mi nie wychodzi. Zdecydowanie jestem osobą ambitną i często mierzę wysoko. Zdarza się, że się rozmażę, kiedy wokół panuje taka błoga cisza. Trudno wyprowadzić mnie z równowagi, jak się denerwuję to raczej wewnątrz, nie wybucham, zagryzam zęby i tyle. Aby mnie tak zdenerwować, aby doszło do wybuchu, trzeba mieć ogromny talent. Według mnie jestem osobą dosyć tolerancyjną. 

Jeśli ktoś by naciskał na mnie i musiałabym wybrać, to ja powiedziałabym, chyba że jestem cholerykiem. Jednak to stawianie na swoim wydaje mi się przeważa nad innymi cechami dosyć mocno. A Wy? Kim jesteście?

P.S. A co do tej cechy, że jestem egocentryczna, czy nie wydaje Wam się, że coś za często jest na blogu Ja, Ja, Ja? Jakoś tak ostatnio sporo: Ja, jaka jestem? Ja się nie dostałam... Ja kiedyś byłam taka... To już Mnie irytuje... Jakoś tak sporo tego Ja ostatnio.

PODPIS

13:41

Miodowa mapa świata

Miodowa mapa świata

13:41

Miodowa mapa świata

Czy pomyślelibyście kiedyś, że w przyszłości możliwością stanie się wypróbowanie miodów z różnych zakątków świata bez wychodzenia z domu? Ja chyba nie. Raczej takie miody mógłby przywieźć ktoś bliski w ramach pamiątki z podróży czy wujek z dalekiego państwa na prezent z okazji odwiedzin, ale nie pomyślałabym, że powstanie w Polsce marka taka jak Koneser Miodu, sprzedająca miody z różnych części świata przez Internet.

Hiszpania, Włochy, Grecja, Wielka Brytania, Bułgaria, Irlandia, Walia, Litwa, Meksyk, Węgry, Nowa Zelandia, Korsyka, Azory, Szkocja, Urugwaj, a nawet Australia - to wszystkie miejsca, skąd sprowadzane są miody, które następnie możecie kupić. Z pewnością pięknie by to wyglądało, gdyby te wszystkie miejsca zaznaczyć na mapie świata. Na stronie znajdziecie wiele rodzajów miodów: tradycyjne miody wielokwiatowe, ale też na przykład miód z kwiatów ostu czy kwiatów bożodrzewu, do wyboru są także miody kremowane, niektóre z nich dedykowane są specjalnie dla dzieci.  Na stronie możecie znaleźć miody o ciekawych, nietypowych połączeniach smakowych, dla przykładu: miód leśny z papryczką chilli czy miód leśny z czarnymi truflami albo na bogato miód tymiankowy z płatkami jadalnego złota. Jak szaleć to szaleć. Wybierać jest naprawdę z czego...

 
Ja miałam przyjemność za sprawą miodów odbyć rozkoszną podróż do Włoch i Irlandii. We Włoszech zwiedziłam Sycylię, odwiedziłam m.in. nadal aktywny wulkan Etnę z pomocą miodu spadziowego w pełni organicznego, produkowanego w małych ilościach przez lokalnego pszczelarza, właśnie na zboczach tego wulkanu. Miód ma piękny, intensywnie bursztynowy kolor. W smaku jest również bardzo wyrazisty, na początku mocno słodki, ale później pozostaje taki posmak,  powiedziałabym nieco nawet taki gorzkawy. Na pewno jest to miód, który zasmakuje tym, którzy lubią mniej słodkie produkty. Przez swoje walory smakowe świetnie będzie komponował się z serami. Myślę, że można by stworzyć nawet jakąś ciekawą kompozycję na imprezy z jego wykorzystaniem np. szaszłyki z sera brie, z odrobiną miodu i orzechami włoskimi, ślinka cieknie na samą myśl. 300 g słoiczek tego miodu kosztuje na stronie 37,90 zł.
 
We Włoszech m.in. również na Sycylii produkowany jest także miód eukaliptusowy. Jak widać eukaliptus, nie musi być stosowany tylko przy produkcji pastylek ziołowych, które niekoniecznie wszystkim smakują. Nie będę ukrywać, bałam się okrutnie smaku tego miodu, nim on do mnie dotarł, ale pozytywnie się zaskoczyłam. Bałam się, że będzie taki mocno ziołowy w smaku, a wcale taki nie jest. W zapachu owszem można wyczuć nuty ziołowe, jak to określił producent lukrecji z nutką dymu (nie jadłam nigdy lukrecji, więc nie potwierdzę, że tak pachnie), ale w smaku jest on dość delikatny, orzeźwiający. Chyba pierwszym, co przychodzi mi na myśl z jego wykorzystaniem, jest po prostu klasyczna czarna herbata z odrobiną miodu zamiast cukru.  Za słoiczek o pojemności 250 g należy zapłacić 29,90 zł.

W Irlandii, nazwanej także Zieloną Wyspą produkowany jest natomiast miód wielokwiatowy o pięknym, szlachetnym kolorze złota. Patrzcie, jak on pięknie się mieni, kiedy padają na nie promienie zachodzącego już słońca. Nie znajdziemy w nim żadnych domieszek miodu z kwiatów z innych państw, to czysty irlandzki miód. Jeśli chodzi o smak i zapach, to on jest moim faworytem spośród tych 3 zaprezentowanych słoiczków. Zdecydowanie stawiam na taką klasykę. Chyba najczęściej w domach sięgamy po miód wielokwiatowy, czasami po gryczany, więc klasyką mogę go nazwać. Zapach jest bardzo subtelny, lekko kwiatowy, w smaku jest on natomiast dość wyrazisty, słodki, bardzo taki karmelowy. Taki miód to zdecydowanie mój wybór, jeśli chodzi o koktajle latem i różnego rodzaju wypieki. To też mój wybór, jeśli chodzi o znany za pewnie również Wam lek na przeziębienie, czyli mleko z miodem i czosnkiem. Nie wiem, jak Wy, ale ja to mogę pić, syropu z cebuli niekoniecznie, ale mleko z miodem - przepychota i nawet ten czosnek jakoś tam pasuje i dodaje takiej pikanterii. To już koniec lipca, sierpień szybko zleci i za niedługo nadejdzie jesień, zima, sezony na przeziębienia, warto więc byłoby zaopatrzyć się w taki miód. Tym bardziej że 225 g słoiczek kosztuje 23,90 zł w chwili obecnej.

Gdzie następna miodowa podróż? Może Hiszpania albo Grecja, kiedy zrobi się już w Polsce zimno. A może Węgry czy Litwa, bo bliżej? A Wy gdzie byście odbyli taką miodową wycieczkę? Może już ją odbyliście? A tak przy okazji: pamiętacie kto kochał miodek ponad wszystko? Kubuś Puchatek.

PODPIS

19:15

Jeśli jest coś, co możesz zrobić od razu, zrób to teraz!

Jeśli jest coś, co możesz zrobić od razu, zrób to teraz!

19:15

Jeśli jest coś, co możesz zrobić od razu, zrób to teraz!


Jestem strasznie niecierpliwą osobą, lubię kiedy wszystko jest zrobione na tip-top. Szczególnie wtedy, kiedy jest to możliwe i wiele nie potrzeba. Na tip-top, ale dokładnie, nie na "odpierdziel". Sama też staram się, to co się da zrobić od razu, robić od razu. Jakoś od zawsze tak było, że starałam się nie przekładać nic na później, chyba, że już koniecznie musiałam, bo miałam np. pilny wyjazd czy jakieś zdarzenie losowe mnie powstrzymało, ale tak to praktycznie wszystko robiłam od razu. 


Wracałam do domu, rozpakowywałam się, jadłam obiad, odrabiałam wszystkie lekcje i miałam spokój na resztę dnia, mogłam spokojnie cieszyć się popołudniowym odpoczynkiem. Bardzo często odrabiałam lekcje w czasie przerw, zastępstw czy na świetlicy oczekując na autobus, nie marnowałam czasu siedząc i nic nie robiąc. Prezentacje, eseje czy prace artystyczne również starałam się wykonać od razu, nawet tego samego dnia i oddać je w 1. terminie, czasami nawet przed terminem. Ktoś o coś mnie poprosił, nie czekałam - działałam. Niektórzy się dziwili, jak ja to robię, że mam jeszcze czas na blogowanie czy na pojechanie gdzieś, czy na cokolwiek innego. No tak, tak to robiłam! Kiedy inni odrabiali pracę domową, kiedy słońce już zaszło, ja smacznie spałam. Weekendy miałam zawsze wolne, nie zostawiałam nic "szkolnego" na nie. 


Do tej pory mi to zostało. Jeśli ktoś coś ode mnie potrzebuje, a okoliczności akurat są sprzyjające, mam czas, możliwość, staram się nie czekać. Jeśli mam jakiś super-hiper-mega pomysł na nowy post na bloga, to nie czekam, tylko działam, piszę, dopóki mam natchnienie. Ktoś do mnie napisze - odpisuję w miarę szybko, chyba że wiadomość jest długa, a ja jestem aktualnie poza domem i nie mam jak się skupić, aby nawet ją przeczytać czy późno ją zobaczę, bo np. Internet spłata figla. Bardzo często nieświadomie najpierw robiłam to, co można było zrobić szybko, a dopiero później rzeczy trudniejsze, bardziej pracochłonne, jak np. właśnie prezentacje, czy jakiejś rozbudowane zadania, zadania otwarte, wypracowania. 

 
Czy zawsze jestem produktywna - chyba tak to można byłoby nazwać? Nie. Jestem tylko człowiekiem i miewam dni, kiedy nic, ale to nic mi się nie chce. Jak położę się w łóżku to trudno mi wstać, błądzę po jakichś odmętach Internetu, wygrzebuję jakieś dziwne filmiki z YouTube i je oglądam, odświeżam ciągle Facebooka czy Instagrama albo oglądam jakieś denne paradokumenty w telewizji. Czasami też chciałabym coś zrobić, ale muszę czekać na jakąś akcje ze strony współpracującej ze mną osoby. Sama wszystkiego przecież nie zrobię, pracując w parze, czekam więc np. na wykonanie jakiejś części zadania przez partnera, abym ja mogła wkroczyć i działać dalej. 
 
Jeśli coś robię, staram się robić na 102%, siadam i robię, robię, aż skończę, robię dokładnie, aby było jak najlepiej. Nie robię nic "po łebkach" i denerwuje mnie, jak ktoś odwala fuszerę.  No, ale taka już jestem, nie zmienię tego. Z tego, co wiem w tych wszystkich poradnikach o produktywności często pojawia się rada, że jeżeli coś można zrobić w jakimś tam określonym czasie, to warto to zrobić od razu, nie czekać, tylko zrobić i mieć z głowy.

P.S. Zdjęcia wykonane podczas spontanicznego wypadu na Ścieżkę Przyrodniczą "Bobrówka" - pisałam Wam o tym miejscu w tym poście. Pojawi się o nim również, co nieco w e-booku.
 
 
PODPIS

22:27

Nie dostałam się na prawo!

Nie dostałam się na prawo!

22:27

Nie dostałam się na prawo!


Wczoraj na stronie internetowej wybranej przeze mnie uczelni ukazały się  wyniki tegorocznej rekrutacji na studia i co mogę Wam powiedzieć... nie dostałam się. Nie dostałam się na prawo, ale... (zawsze jest jakieś "ale") dostałam się na kierunek prawno-biznesowy, na którym bardziej mi zależało niż na prawie, więc jestem zadowolona.

Może Wam się wydać to dziwnym, ale prawo było moją opcją B, a nie A. Jeszcze jakiś czas temu na pewno byłoby moim typem numer 1, ale kiedy tak sobie na chłodno przemyślałam, stwierdziłam, że raczej nie chciałabym iść tą drogą. Nie widzę siebie w tym momencie w roli adwokata, sędziego, radcy czy jeszcze kogoś innego. Myśl, w której główne skrzypce grał kierunek prawno-biznesowy krążyła w mojej głowie bardzo długo i stwierdziłam, że skoro ten kierunek tak utkwił w mojej głowie, odkąd pierwszy raz o nim usłyszałam, to warto byłoby zaufać sobie i spróbować, bo "ten, kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije"


Na ten moment wydaje mi się, że ten kierunek daje mi o wiele większe możliwości rozwoju aniżeli prawo, jest bardziej przyszłościowy. Kierunek ten może pomóc mi m.in. wzbogacić moją wiedzę z zakresu marketingu czy ochrony własności intelektualnej, więc poniekąd będzie gdzieś tam wiązał się też z moją działalnością w Internecie, której na razie nie mam w planach kończyć. Wiążę, więc z nim naprawdę spore nadzieje. Czy to był strzał w 10, powiem Wam za 3 lata, kiedy go ukończę albo i nie, bo kto wie, co będzie za jakiś czas...

Nie będę ukrywać, że ja przez naprawdę długi czas nie miałam planu, do jakiego liceum iść, potem na jaką uczelnię, na jakie studia. Wiedziałam, że raczej nic ścisłego, bo to nie moje klimaty. W gimnazjum nie było przedmiotu, z którym bym sobie nie radziła, nieskromnie powiem, że skończyłam gimnazjum z czterema 6, w tym jedną z biologii a reszta to były same 5. Gdybym się tym zasugerowała i głosami ze strony nauczycieli "Idź na lekarza!", mogłabym wylądować nawet na biol-chemie. Wylądowałam jednak w klasie, nazywanej prawniczą, choć z prawem zbyt wiele wspólnego nie miała. Mogę Wam powiedzieć, że naszą klasę tworzyła oprócz grupy "prawników" także grupa "medyków", no nie powiem, mix idealny, 2 kompletnie różniące się światy. Jak nasłuchałam się o lekcjach biologii czy chemii to cieszę się, że nie podkusiło mnie i nie poszłam w tę stronę. Wybierając kierunek na studiach, byłam nieco rozdarta, z jednej strony ten prawno-biznesowy a z drugiej pojawił się przez chwilę pomysł, czy może nie coś bardziej związanego z mediami, czy może nie jakieś dziennikarstwo albo produkcja medialna, ale ostatecznie ta 1. myśl zwyciężyła. Już nie raz przekonałam się, że 1. myśl najlepsza, mam nadzieję, że tym razem też tak będzie.


Osobiście, nie uważam, że to, że nie zakwalifikowaliśmy się na "prestiżowy" kierunek jest powodem do wstydu. Trzeba się liczyć z tym, że w szczególności na te większe, bardziej znane uczelnie spływają tysiące zgłoszeń, tysiące zgłoszeń od ludzi zdolnych, którzy  chcą się dalej kształcić, ale niestety trzeba kogoś wybrać, kogoś odrzuć. Nie można przyjąć wszystkich, bo gdzie by ich pomieścić. Przemiał jest więc ogromny. Dla przykładu: kryminologią wykładaną na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w tym roku zainteresowanych było ponad 1100 kandydatów, przy czym miejsc było początkowo tylko 60. Chyba później ten limit nieco zwiększono, ale nadal na jedno miejsce przypadało prawie 17 osób. 17 osób, 1 miejsce - robi to wrażenie. 

Pamiętajcie, że nie można się nigdy poddawać. Jeśli mocno Wam zależy na jakimś kierunku, chcecie studiować coś konkretnego, ale nie dostaliście się w I turze, próbujcie w II, w III, jeśli pozostaną wolne miejsca, może w końcu Wam się uda. Jeśli nie, spróbujcie za rok albo złóżcie papiery na jakiejś innej uczelni, a może to po prostu nie jest ten moment. Znam prawie 50-latka, który dopiero teraz studiuje prawo, bo wcześniej skupił się na innych rzeczach. Inną opcją wartą  rozważenia są studia zaoczne, jeśli tylko jesteście osobami zorganizowanymi, macie możliwości finansowe to myślę, że to super opcja. To nie jest tak, że osoby studiujące niestacjonarnie są gorsze. Mitami jest to, że mają jakieś układy, dlatego zdają, że mają mniej materiału do opanowania. To brednie! 

To, że się niedostaliście nie definiuje Was. Nie jesteście głupsi, gorsi, mniej wartościowi od tych, którym się udało dostać! Trzymajcie się mocno i nigdy nie przestawajcie wierzyć w swoje siły, w swoją wartość! Walczcie o swoje marzenia!

„Z kamieni rzucanych ci po drodze pod nogi, zbuduj schody, które poprowadzą cię jeszcze wyżej.”
Miguel de Molinos


PODPIS

09:00

Robisz sesję plenerową?! Nie niszcz przyrody!

Robisz sesję plenerową?! Nie niszcz przyrody!

09:00

Robisz sesję plenerową?! Nie niszcz przyrody!


Rzepak, mak, facelia, słoneczniki... Te wszystkie wielobarwne kwiaty na polach pieszczą nasze oczy wiosną i latem, aż chciałoby się wskoczyć w nie i zrobić jakąś sesję zdjęciową. Kto by nie chciał, takiej pamiątkowej sesji w tak pięknej scenerii, przecież kwiaty wyglądają bajecznie zarówno na żywo, jak i na fotografiach. Pamiętam, ile zapytań miałam o miejscówkę, kiedy dodałam na Instagram zdjęcie pola pełnego dziko rosnących maków. Odzywało się  wówczas do mnie sporo profesjonalnych fotografów, pragnących zrobić tam zdjęcia. O zjawisku rzepiar, wchodzących w pola rzepaku też na pewno słyszeliście. I o tym wchodzeniu komuś w obsiane pola, słów kilka chciałabym powiedzieć.
 

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie wszedł przez całe swoje życie w jakieś pole, aby zrobić sobie zdjęcie. Przyznaję się bez bicia, ja też robiłam kiedyś zdjęcia na bloga, chociażby w zbożu. Zawsze jednak starałam się delikatnie wejść jakąś wyjeżdżoną już uprzednio przez traktory ścieżką albo ustawić się gdzieś na samym brzegu w taki sposób, aby to zboże było tylko tłem. Niestety, coraz częściej widuję osoby pozujące centralnie pośrodku czyjegoś pola. Po prostu zadarły kiecę i weszły, tup-tup-tup. Nie popieram takiego zachowania.
 

My może i chcemy mieć te ładne zdjęcia, ale nie można myśleć tylko o sobie i zapominać o tym, że ktoś ciężko pracował, aby to zboże posiać, włożył dużo starań, aby plony były jak najlepsze, a tymczasem my to niszczymy w parę chwil. Zachowujemy się, po prostu jak wandale. Nie malujemy po ścianach graffiti, nie rozbijamy szklanych witryn, ale wydeptywanie upraw to nadal wandalizm. Postawcie się na miejscu tego rolnika, który obrabia to pole. Czy Wam byłoby do śmiechu, kiedy pewnego dnia zobaczylibyście ewidentne ślady, że ktoś wlazł w nie swoimi buciorami... Raczej nie. Cudze - nie niszcz!
 

To samo tyczy się lasu. Uważajcie, kiedy robicie zdjęcia. Pozostawcie po sobie, jak najmniejszy ślad swojej obecności. Starajcie się nie rozdeptywać grzybów, roślinności, nie płoszcie dzikich zwierząt i oczywiście dokładnie sprawdźcie, czy zabraliście ze sobą z powrotem wszystko to, co przynieśliście. Zadbajcie także o swoje bezpieczeństwo i nie wchodźcie tam, gdzie jest zakaz, bo np. trwają jakieś prace, bo może to się skończyć tragedią. 


Niech chęć zrobienia ładnego zdjęcia Was nie zaślepia. Nie bądźcie samolubami, niszczcie nic, nie naruszajcie czyjejś prywatności, dbajcie o bezpieczeństwo własne i innych przebywających z Wami osób. Naprawdę, czasami trzeba odpuścić, choć nie jest to łatwe, ale piękne zdjęcia to nie wszystko.

08:24

To mnie już irytuje!

To mnie już irytuje!

08:24

To mnie już irytuje!

Jest dużo rzeczy, które mnie irytują, denerwują, chociażby... nieporządek. Nie jestem jakąś pedantką, ale lubię wiedzieć, co gdzie mam. Nie cierpię, kiedy nie ma w domu jakiejś organizacji albo kiedy coś poukładam, a potem dosłownie za 5 min znowu panuje syf. Nie lubię też, robienia rzeczy na tzw. odpierdziel. Według mnie trzeba robić tak, aby było jak najlepiej, a nie aby po prostu było. Denerwuje mnie to okrutnie, bo czasami wystarczy naprawdę niewiele, aby był ten efekt idealny, a i tak się komuś nie chce włożyć nieco więcej pracy, poświęcić więcej czasu.


Najbardziej jednak nie cierpię nachalności. Szlag mnie jasny trafia, gdy dostaję coraz to nowsze, wybrakowane propozycje super, hiper pracy zdalnej w komentarzach na Instagramie, czy w wiadomościach prywatnych. Zazwyczaj jest to kilka słów o jakiejś super ofercie, o jakimś projekcie, o jakiejś współpracy, a kiedy zapytam o szczegóły, okazuje się, że to kolejna propozycja pracy jako konsultantka w Oriflame, Avon czy w innej marce. I nie zrozumcie mnie źle, nie przeszkadza mi, kiedy ktoś napisze mi o takiej możliwości, ale kiedy staje się natarczywy, kiedy stara się za wszelką cenę przekonać mnie do pracy takiego typu, nie rozumiejąc słowa "nie" i zazwyczaj jeszcze ma zamiar wprowadzić mnie w jakieś poczucie winy słowami, że "jak się chce, to na wszystko można znaleźć czas". Ja naprawdę, gdybym była zainteresowana, miałabym czas, to na pewno bym taką propozycję rozważyła, ale w tym momencie pracuję od rana do popołudnia, bloguję, do tego obowiązki domowe i zaczyna mi brakować doby. Wcześniej było sporo obowiązków szkolnych, być może wkrótce będzie akademickich, no i ja niestety nie dam rady się rozerwać, no nie dam a takim zachowaniem, tylko ktoś mnie utwierdza w przekonaniu, że to chyba nie dla mnie, jeśli polega to na werbowaniu nowych osób do swoich zespołów i to w taki sposób.

Żadna praca nie hańbi.  Bez znaczenia jest czy ktoś pracuje jako szambonurek, sprzątaczka, prawnik, czy pełni jakiś wysoki urząd. Każdy zawód wymaga szacunku. Jeśli ktoś dobrze się czuje, zarabiając pieniądze właśnie, pracując jako konsultant w jakiejś marce kosmetycznej czy nie kosmetycznej to czemu nie, może proponować pracę innym, a nuż ktoś się skusi, ale niech nie będzie taki nachalny w swoich propozycjach, bo w taki sposób tylko odstrasza. Ja rozumiem raz zapytać, ale nie kilkanaście i jeszcze mieć jakiś problem z tym że ktoś odmawia. Jeśli odmawia, to raczej ma jakiś ważny powód i należałoby okazać wyrozumiałość. Kto wie, może za jakiś czas sam się odezwie... Na pewno nie odezwie się do osoby natrętnej, tylko do tej, która była kulturalna, cierpliwa, wyrozumiała. Co nagle to po diable - jak to mówią. 


 PODPIS

Copyright © Melka blogerka , Blogger