15:00

Moja kolekcja okularów przeciwsłonecznych

Moja kolekcja okularów przeciwsłonecznych

15:00

Moja kolekcja okularów przeciwsłonecznych



Cześć kochani! Pojawił się na tym blogu nie jeden wpis o kolekcjonowaniu autografów, przyszedł czas na wpis o mojej (nie)wielkiej kolekcji okularów przeciwsłonecznych. Za oknem słoneczko, powróciły prawie 40-stopniowe upały, więc to idealny moment, by Wam zaprezentować kilka malutkich cudeniek, ale jak ważnych w codziennym funkcjonowaniu.


Okulary są najczęstszym dodatkiem w moich stylizacjach, zastępują biżuterię, którą bardzo rzadko noszę. Zdecydowana większość okularów zakupiona była na azjatyckich stronach takich jak AliExpressWish, Zaful itp. Część ze zwykłej ciekawości. Na siedmiu pierwszych zdjęciach ukazane są moje 3 ulubione pary - pierwsza złota z lustrzanymi szkłami oraz dwie pozostałe, które  są dwiema różnymi wersjami kolorystycznymi tego samego modelu. Myślę, że nawet całkiem mi w nich do twarzy, a wy jak sądzicie?




Zamówiłam też kiedyś okulary dość podobne do tych swoich ulubionych, ale w innym kształcie i jak się okazało po ich przyjściu bardzo małe, przez co wyglądają na mojej okrągłej, pucołowatej twarzy dość śmiesznie. Trochę tak, jakbym zabrała je młodszemu rodzeństwu. Szczególnie widać to w przypadku tych czarnych. 


Zbliżamy się do końca naszej dzisiejszej podróży. Kolejne dwie pary okularów, które Wam chcę pokazać, mają już ze dwa lata. I chociaż swój wiek mają to tylko te złote z lustrzanymi szkłami, są sfatygowane. Czarnych jeszcze ani razu na nosie nie miałam. O ile dwie poprzednie pary są za małe, o tyle te czarne są przyduże, przysłaniają większą część w twarzy. Wyglądam w nich jak mucha, ha ha!


No i najlepsze na koniec... Najbardziej szalone okulary w kolekcji, które wybrałam z myślą o jakichś sesjach, ale okazały się niewypałem. Na pewno są to okulary, które nie każdemu będą pasowały, no i mi nie pasują. Znam osoby, które w nich wyglądają przepięknie, jak gwiazdy z Hollywood. Cud, miód i orzeszki. Nie są to jednak modele dla mnie. 


I tak o to na 9 par pasują mi jedynie 3, które noszę najczęściej. Miałam kiedyś jedną parę, którą bardzo lubiłam, ale niestety się połamała. Z racji tego, że należę do osób, które nie potrafią wytrzymać w samochodzie bez okularów, kiedy za oknem tak świeci słońce, byłam zmuszona do poszukiwań nowych modeli. Troszkę kombinowałam, traktowałam to jako eksperyment, teraz już wiem, w czym się czuje dobrze, a czego już nigdy nie wybierać. 

A Wy macie swoje ulubione okulary? 

22:28

Media Service Zawada dla małego mężczyzny

Media Service Zawada dla małego mężczyzny

22:28

Media Service Zawada dla małego mężczyzny


Kilka dni temu pojawił się wpis LOL Surprise, czyli przegląd prasy dla dziewczynek | MS Zawada, w którym skupiliśmy uwagę na propozycjach książeczek dla dziewczynek. Wielką niesprawiedliwością byłoby pominięcie chłopców. Stąd dzisiejszy wpis i kolejna porcja propozycji od wydawnictwa Media Service Zawada



Jak zazwyczaj bywa w przeglądzie pozycji dla naszych najmłodszych, nie mogło zabraknąć kilku kultowych już postaci, a właściwie w tym przypadku to całej drużyny. Mowa o Psim Patrolu. Moją pierwszą propozycją jest książeczka "Przygoda w podróży", która łączy historię z dobrą zabawą. Zawiera 6 figurek, którymi dziecko może się bawić. Myślę, że to bardzo ciekawa inicjatywa. W środku znajdują się m.in. opisy, każdego z bohaterów. Dodatek figurek pozwala pobudzić tę wyobraźnię. Cena jest dość przystępna, jak na grubą oprawę i to, że coś dodatkowo zyskujemy. Książka kosztuje bowiem 23,99 zł. 


Kolejną propozycją jest magazyn o postaci, którą gdy ja byłam młodsza, wielbiło wielu chłopców. Każdy chłopak chciał być jak Ben 10 i mieć takie moce jak on. To czasopismo przypomniało mi, jak dawno nic o nim nie słyszałam. Z tego, co wiem, wyszły jakieś kolejne serie Ben 10 w których jest on już 15 letnim chłopcem. Oprócz historii, komiksów, opowiadań, zadań, plakatów, zyskujemy miotacz światła, dzięki któremu każdy młody dżentelmen odnajdzie się w ciemności oraz galaktyczną masę, która ma magiczną moc świecenia w ciemności. 


Nadeszła pora na pozycję pobudzającą umysł malca, rozwijającą zdolność wzrokowo-koordynacyjną "Poszukaj i Znajdź". Bohaterami jest dzielna drużyna - Pidżamersi, składająca się z trójki przyjaciół. Odnalezienie przedmiotów, wcale najłatwiejsze nie jest, czasami trzeba dobrze się przyjrzeć, aby je dostrzec na tak szczegółowych ilustracjach. 


Przygotowałam dla Was również drugą propozycję z Pidżamersami, tym razem jest to typowa książeczka z zadaniami, łamigłówkami i naklejkami "Czas być bohaterem". Ogromnym jej plusem, który rzucił mi się w oko, kiedy ją przeglądałam, jest podział naklejek na te, które są potrzebne do zadań i na te, które dziecko może wykorzystać w inny sposób. Już nie będzie awanturki o to, że gdzieś brakuje naklejki, która została wykorzystana w niewłaściwy sposób. 


Ostatnią dzisiejszą propozycją jest opowieść o Rafciu Śrubce, którego ekipa zbudowała balonowiec 10000. Niestety pewnego dnia Leoś wzbił się w powietrze, rozpoczął się wyścig z czasem, którego skutkiem miało być bezpieczne ściągnięcie go na ziemię. 


Na dziś to by było na tyle. W tym tygodniu pojawi się jeszcze jeden, króciutki wpis z propozycjami dla maluchów. Wyczekujcie!

16:20

Jak kupować w lumpeksach?

Jak kupować w lumpeksach?

16:20

Jak kupować w lumpeksach?


Nie tak dawno pojawił się wpis o mojej największej miłości - muzyce (Rola muzyki w moim życiu). Dziś pojawi się wpis o drugiej mojej miłości, nie tak wielkiej, jak muzyka - dzisiaj opowiem Wam o zakupach w lumpeksach.

Ja jestem osobą, która nie lubi wydawać dużych sum pieniędzy na rzeczy, które się niszczą, zużywają. Tym bardziej że mieszkam na wsi. Mieszkam w domu jednorodzinnym, w którym cały czas się dzieje - remonty, praca wokół domu, czasami trzeba coś przenieść, podać, co do najczystszych nie należy. Dodatkowo jestem ogromną łajzą, która żyć nie może, jak czegoś nie poplami, nie rozedrze, nie urwie, pies sprawy nie ułatwia. Co ciekawe, jestem też osobą, która kupuje oczami, a potem te rzeczy leżą w szafie i leżą. Szkoda mi by było wydać kilkudziesięciu, kilkuset stówek na coś, czego i tak może ani razu nie założę. Z tego powodu często szukam rzeczy w lumpeksach, czasami na bazarku lub w sklepach typu outlet, gdzie ubrania takie drogie nie są. Mogę sobie pozwolić na więcej rzeczy, których aż tak mi szkoda nie będzie. Jeśli ktoś ma szczęście, może znaleźć w ciucholandzie rzeczy markowe, kilkukrotnie taniej, nie rzadko z metkami. 

Mimo tego, że powstają cały czas nowe sklepy, sieciówki, lumpeksy przeżywają swój renesans. Coraz więcej osób, szczególnie coraz więcej osób publicznych przyznaje się, że do lumpeksów chadza. Jeśli chcielibyście zacząć swoją przygodę z lumpeksami mam dla Was kilka rad. 

1. Zrób pierwszy krok!

Najtrudniejsze w tym wszystkim jest zrobienie pierwszego kroku. Ludzie boją się tego, że są to ubrania używane, że mogą czymś zarazić. Prawda jest taka, że te ubrania się prane w naprawdę mocnych środkach, odkażane. Nie oznacza to jednak tego, że po zakupie możemy je od razu założyć, pierw należy je wyprać. Kupując w sieciówkach, też należy je najpierw wyprać, dopiero potem nosić.  Niektórzy obawiają się, że ktoś ze znajomych, ze współpracowników, pracowników zobaczy ich wchodzących czy buszujących w secondhandzie i uzna za osobę biedną. To jest najmniejszy problem, coraz więcej osób znanych, lubianych robi zakupy w lumpeksach np. Aleksandra Żuraw czy Ewa Zakrzewska. Wielu YouTuberów wybiło się na haulach lumpeksowych. To nie żaden wstyd kupować w ciuchu. Gwarantuję Wam, że wielu z waszych znajomych na pewno ma ubrania używane w swojej szafie, tylko się do tego nie przyznaje. 


2. Bądź cierpliwy!

Nie oczekuj, że wchodząc do lumpeksu, zapełnisz od razu cały koszyk czy worek perełkami. Czasami jest tak, że znajdziesz wiele perełek, innym razem wyjdziesz z pustymi rękami. Nie poddawaj się! Kolejnym razem będzie lepiej! 


3. Przeglądaj wieszak po wieszaku, one nie gryzą!

Z lumpeksem nie jest tak, że wchodzisz, bierzesz, płacisz, wychodzisz. Trzeba poświęcić wiele czasu, by coś znaleźć. Niekiedy trzeba sklep przejść kilkukrotnie wzdłuż i wszerz, bo ktoś może coś odwiesił. Ten punkt to moja pięta achillesowa. Zazwyczaj przeglądam ubrania pobieżnie, gdy coś mnie zainteresuje materiałem, fakturą, kolorem, dopiero wtedy odchylam wieszak i sprawdzam, co to jest. W wielu sklepach ubrania nie są na wieszakach, a są po prostu rzucone w kosze. Wiadomo, trzeba nad nimi jeszcze więcej czasu i jeszcze dokładniej przeglądać wszystko, tylko dzięki temu może udać Wam się znaleźć coś ciekawego. Oglądałam wiele filmików na YouTube z haulami lumpeksowymi, często pokazywane są w nich perełki dosłownie z grosze. Co jest kluczem do takiego sukcesu? Przeglądanie ubrań dokładnie. A nuż coś się gdzieś zaplątało w inne ubranie, a może ktoś je ukrył, by potem kupić taniej. 

4. Dokładnie oglądaj daną rzecz!

Udało Ci się! Masz pełny koszyk. Co teraz? Teraz przejrzyj dokładnie wszystko, sprawdź, czy nie ma jakichś uszkodzeń, plam, dziur. Warto również spojrzeć na skład. Zastanów się, czy masz do czego to nosić. Jeśli są przymierzalnie, to przymierz, dana rzecz może wyglądać tylko ładnie na wieszaku. Uwierzcie, nie warto kupować ubrań, tylko dlatego, że są tanie. Zalegają one potem w szafie i zajmują niepotrzebnie miejsce. 

5. Nie zapomnij zajrzeć również na inne działy!

Rzeczy w lumpeksie, szczególnie w dniu dostawy wędrują. Wiele osób odwiesza je, gdzie chce. Nie zapomnij, więc zajrzeć na inne działy - męski czy dziecięcy. Jeśli jesteś mikrej budowy, może okazać się, że znajdziesz na dziecięcym dziale np. spodnie, które będą dla Ciebie idealne. Niekiedy na dziale dziecięcym ceny są też niższe. 

6. Baw się!

Najważniejsze - baw się! Jeśli okaże się, że podoba Ci się rzecz przyduża, to weź ją. Możesz zanieść ją do krawcowej, która Ci ją zwęzi. Jeśli w oko wpadnie Ci coś, ale stwierdzisz, że czegoś Ci brakuje w tej danej rzeczy, to weź ją i przerób. Namaluj coś, doklej, przyszyj, spersonalizuj ją. Samo poszukiwanie skarbów w lumpku to wspaniała zabawa!

Większość stylizacji z ostatniej sesji jest z ciucholandu (płaszcz, spódnica i bluzka).
Spodnie z secondhandu
Body i spódnica sztruksowa z lumpeksu
Skórzana kurtka również jest z lumpeksu


A ty robisz zakupy w secondhandach, lumpeksach, ciucholandach, szmateksach, jak zwał tak zwał? 

16:28

Czy liceum jest takie straszne, jak je malują?

Czy liceum jest takie straszne, jak je malują?

16:28

Czy liceum jest takie straszne, jak je malują?


Obie z Natalią w tym roku zakończyłyśmy naukę w 1 klasie liceum. Obie uczęszczamy do klasy prawniczej, w której rozszerzamy historię, WOS oraz język angielski. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak ten pierwszy rok wyglądał z mojej perspektywy. Czy jest faktycznie tak strasznie, jak zapewniają nas w gimnazjum?!


Ja od początku wiedziałam, do jakiego liceum się udam, chociaż wiele osób mi je odradzało. Nauczyciele z gimnazjum widzieli mnie w którymś z dużych liceów w Lublinie w klasie najlepiej z rozszerzoną biologią i chemią. Wróżyli mi przyszłość lekarza, ale ja tego nie czułam. Ja nie potrafiłabym wziąć odpowiedzialności za czyjeś zdrowie, życie, nie potrafiłabym. Twierdzili, że Lublin da mi większe możliwości, z czego po roku w obecnym liceum się śmieję. Czułabym się w tych licach jak więzień, a nie uczeń. Do Lublina nie chciałam iść również z tego względu, że do Lublina mam ok. 30 km a dojazd z mojej miejscowości jest dość mocno utrudniony, musiałabym jechać pierw do miasta obok, wsiadać w busa i dopiero do Lublina. Na trasie do Lublina często występują korki, plus dodatkowo poruszanie się po Lublinie. Dojazd zająłby wieki. Mogłabym wynająć bursę, ale nie chciałam. Teraz po tym roku w mniejszym, okolicznym liceum, mogę stwierdzić, że to był najlepszy wybór. Do szkoły mam 2 km, kiedy jest ciepło, mogę siąść na rower, 15 min i jestem, nie zajmuje mi to 1,5 godz. w tę i z powrotem. Jeśli chcę, mogę przejść się spacerem. Kiedy pogoda jest gorsza podwozi mnie tata. 


W gimnazjum każdy mówił nam, że czeka nas sporo nauki. Szczerze, ja tego jakoś nie odczułam. Oprócz tego, że w pierwszej klasie mieliśmy wiele przedmiotów, które już nam odeszły i każdy z nich trzeba było w miarę ładnie zaliczyć, to nie było tak źle. Sprawdziany, kartkówki, klasówki oceniane były inaczej niż w gimnazjum. Trzeba było osiągnąć całkiem spory wynik, aby je zaliczyć, ale to tyle. Czasami zdarzyła się jakaś odpowiedź ustna, mi może dwa razy. Czasami wiersz na pamięć albo jakaś rozprawka do napisania. Nic nadzwyczajnego. Z racji tego, że ja nie uczę się w domu, moja nauka w domu kończy się na odrobieniu pracy domowej, jestem z ostatecznego wyniku całkiem zadowolona. Zaliczyłam wszystkie przedmioty (chyba jest ich 16) uzyskałam średnią 4,38. Naprawdę nie jest najgorzej. Może w porównaniu z gimnazjum i podstawówką mniej, ale naprawdę mnie ten wynik satysfakcjonuje.

W gimnazjum mówili nam też, że będziemy traktowani poważniej. Szczerze, niewiele się zmieniło traktowanie nas. Może tylko w taki sposób, że nie jesteśmy aż tak kontrolowani na każdym kroku, nie jest kontrolowane zbytnio to, jak prowadzimy notatki, czy my się faktycznie uczymy. Jeśli ktoś jest zagrożony to w jego gestii leży poprawa. Nikt za nim latał nie będzie. Czasami nauczyciele poruszają bardziej życiowe tematy, nie boją się z nami rozmawiać o tematach drażliwych czy używać troszkę mocniejszych słów. Jeśli ktoś zapytał o coś delikatnego, odpowiadali. Przed strajkiem odpowiadali na wiele pytań uczniów, jak to może wyglądać, jakie mogą być konsekwencje, jakie są dokładnie tego powody. W gimnazjum raczej byłoby to potraktowane jako coś złego, coś, w co raczej się zagłębiać nie powinniśmy. Czymś, co zauważyłam, jest to, że w liceum "sorzy" raczej nie zwracają uwagi na odmienny ubiór innych - kolorowe włosy, kolczyki, tatuaże, ubiór, który czasami jest mocno alternatywny. W gimnazjum nauczyciele zwracali często uwagę nawet na ciut przydługie paznokcie, na jakiś troszkę inny ubiór np. na crop topy, które czasami odsłaniają plecy czy brzuch, głębszy dekolt. Tutaj, każdy ubiera się, jak chce, wygląda, jak chce, robi, co chce. Oczywiście, nadal musi zachowywać się jak uczeń. 


Inną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest sposób, dbania o zdrowie ucznia. W podstawówce ani w gimnazjum była pani pielęgniarka, która przyjeżdżała raz na jakiś czas. W podstawówce nawet nas za bardzo nie badała, zabierała nas jedynie na fluoryzację. W gimnazjum była pani, która co kilka miesięcy przyjeżdżała, mierzyła nas, ważyła, sprawdzała ciśnienie. W liceum mamy na miejscu pielęgniarkę, która nas nie tylko co miesiąc waży i mierzy, ale też, do której faktycznie możemy zgłosić się z jakimiś dolegliwościami. Zawsze jest, zawsze pomoże. 

Opowiem Wam jeszcze o dwóch kwestiach - WF-ie oraz możliwościach rozwijania się. 

U nas w gimnazjum WF wyglądał tak, że przynajmniej na WF-ie z naszym nauczycielem niewiele się robiło. Jeśli się coś robiło, to głównie to była jakaś gra, której i tak nikt nie traktował na poważnie i wszyscy grali na odczepnego. W liceum nasza sorka owszem pilnuje nas bardziej, robimy wiele, ale w moim odczuciu ten WF nie jest tak męczący, przez co jest formą nawet czasami takiego relaksu. Mamy salkę fitness z projektorem, tańczymy z just dance, możemy robić jogę, przeróżne zajęcia na stepach, treningi np. z Ewą Chodakowską, czasami jak nam się nie chce, to oglądamy filmy. Mamy siłownię, mamy oczywiście salę, niewielką, ale da się w coś pograć, mamy salkę do ping-ponga. Mamy orlik. I chociaż w gimnazjum mieliśmy orlik za grubą kasę, profesjonalny, to ten w liceum, chociaż mniejszy, nie aż tak rozbudowany, jest o wiele lepszy. Jeśli mamy ochotę, możemy iść w teren na nordic walking. Opcji jest wiele. WF stał się przyjemnością i czymś, co lubimy robić. Tym bardziej że możemy sobie trochę podbić średnią, bo zdobywamy oceny np. za aktywność, a nie tylko za zaliczenia. Ja, która za WF-em ani w podstawówce, ani w gimnazjum nie przepadałam, ten w liceum bardzo lubię i mam naprawdę fajne wyniki. Nie wiele brakowało mi nawet do 6 z tego przedmiotu na koniec. 

No i na koniec opowiem Wam o możliwościach rozwoju siebie, swoich talentów i nie tylko. W moim liceum jest bardzo wiele dodatkowych kołek m.in. wolontariat Anioły z II LO, z którym miałam przyjemność być już m.in. we Lwowie (Podróż za 100 uśmiechów | Lwów 2019), radiowęzeł, Szkolny Klub Krajoznawczo-Turystyczny, kółko języka włoskiego, chór, kółko teatralne Scena 44. Bardzo dużo organizowanych jest wyjazdów po Polsce, ale nie tylko, wcześniej wspominany wielokrotnie Lwów, wkrótce chętni mogą jechać w ramach wolontariatu na Wołyń, Gruzja, Kazachstan, niedawno jedna z klas robiła objazd po krajach nadbałtyckich.  Mamy wiele możliwości uczestniczenia w przeróżnych akcjach, organizacji wydarzeń sportowych. Już na samym początku 1 klasy organizowany jest obóz integracyjny. Oprócz tego byliśmy w teatrze, w kinie na filmie "Kurier", mieliśmy wiele spotkań z ciekawymi ludźmi np. z wielkim aktorem Lechem Dyblikiem. W podstawówce i gimnazjum każdy wyjazd traktowany był jak coś złego, zjadacz godzin a przecież egzaminy za pasem. Zawsze wymówką do wszystkiego były egzaminy. Wyjazdy, wszelkie wyjścia, nawet apele były najgorszym złem. 

Tak naprawdę teraz mogę poczuć, że żyję i łączyć pożyteczne - naukę z rzeczami przyjemnymi, które rozwijają. Po pierwszej klasie myślę, że wybrałam dobrze! To od Was zależy, co wybierzecie - liceum, technikum czy zawodówkę. Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć, nauczyć to szkoła nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Nie będę już przedłużała. Jeśli będziecie mieli jakieś pytania, to zapraszam na mojego Instagrama (@amelia.wolinska). Wystarczy, że wyślecie do mnie wiadomość. 

22:16

LOL Surprise, czyli przegląd prasy dla dziewczynek | MS Zawada

LOL Surprise, czyli przegląd prasy dla dziewczynek | MS Zawada

22:16

LOL Surprise, czyli przegląd prasy dla dziewczynek | MS Zawada


Za oknem słota, a jeszcze niedawno świeciło słonko i panowały afrykańskie upały. Ja zdecydowanie nie jestem zwolennikiem tak wysokich temperatur, ale nie lubię też takiej pogody, jaka obecnie panuje, czyli pluchy, całodniowego zachmurzenia. Może być chłodniej, ale musi być słoneczko. Dziś przychodzę do Was z kolejnym przeglądem prasy dla dzieci od Media Service Zawada


W ostatnim czasie bardzo popularne stały się kule niespodzianki L.O.L. Surprise!, zaczęły powstawać inne gadżety L.O.L. Jednak dopiero teraz dowiedziałam się, że istnieją książeczki, magazyny czy gotowe kolorowanki. W dzisiejszym wpisie pojawią się aż 3 różne gadżety związane z tymi laleczkami. 


Zacznijmy od kolorowanki, której niestety na stronie nie mogłam znaleźć.  W środku znajdują się ilustracje przedstawiające kilka laleczek wraz z ich imionami oraz krótkimi wypowiedziami. Pierwszym, co rzuciło się mi w oczy po otwarciu książeczki, było to że, pomimo, że jest to kolorowanka, to występuje bardzo duża ilość koloru szarego, który niestety utrudnia troszkę kolorowanie, kiedy używa się kredek. Drugą sprawą jest realizm postaci, miałam do czynienia kilkukrotnie z laleczkami i stwierdzam, że są bardzo dobrze odwzorowane. 


Drugą propozycją związaną z L.O.L. jest książeczka z zadaniami, łamigłówkami, kolorowankami. W środku znajduje się również wkładka z naklejkami potrzebnymi w zadaniach. Ogromnym plusem jest różnorodność zadań, każda wielbicielka L.O.L. znajdzie z pewnością coś dla siebie. 


Ostatnią pozycją związaną z L.O.L. Surprise jest magazyn, nie jest to jednak ostatnia propozycja w tym wpisie. Nie jest to także jakiś zwykły magazyn, ponieważ jest to czasopismo z niespodzianką. Tym razem są nią okulary oraz długopis, który przypomina ołówek. W środku czeka mnóstwo quizów, zabaw, gier, a nawet plakaty i eksperymenty. Mnóstwo atrakcji w 32 stronicowym magazynie. 


"Zwierzakowe zabawy" - książeczka, która najbardziej ze wszystkich chwyciła mnie za serce. Kto by nie oparł się tym słodziaśnym zwierzątkom? W tej 16 stronicowej książce na najmłodszych czekają zadania, układanki, kolorowanki, łamigłówki oraz naklejki, ponad 50 naklejek. Bardzo rozwijająca propozycja. 


Nadszedł czas na coś dla tych najmłodszych dzieciaczków, których zadania jeszcze nie zainteresują - "Ruchome obrazki". Jak sama nazwa wskazuje, występuje ruchomy obrazem. Pamiętam, że gdy ja byłam młodsza, były one bardzo popularne. Wiem, że były nawet takie plastikowe kubeczki z ruchomymi obrazkami. Fajnie wrócić wspomnieniami wstecz. Zaraz za tym obrazkiem zaczyna się pełne przygód opowiadanie o zwierzętach mieszkających na wsi - świnkach, owieczkach, krówkach. 


Jak na taki przegląd dziecięcej prasy przystało, nie mogło zabraknąć Psiego Patrolu. W tej fioletowej książeczce główną rolę gra nurek Sky, czyli jedna z bohaterek. Dziecko może  w niej kolorować, rysować, pisać, naklejać naklejki a ich jest tu sporo, bo aż 200! Naklejkowy zawrót głowy! 


Ostatnią propozycją w tym wpisie również jest czasopismo MiniMini+ z masą prezentów. Do magazynu, który swoją drogą zawiera wiele niespodzianek w środku m.in. bajeczkę do poczytania, dołączona została książeczka "Tupcio Chrupcio" (kojarzy mi się ona z taką myszką Stuart Malutki. To było pierwsze skojarzenie, gdy zobaczyłam okładkę), saszetka Molang, która zawierała dwie gumki do ścierania, notesik oraz naklejki, a także kolejna niespodzianka - plastelina Play-Doh. Masa prezentów, nieprawdaż? Gwiazdka w trakcie roku. 


Na dzisiaj to by było wszystko. Myślę, że całkiem sporo. Napiszcie koniecznie w komentarzu, która propozycja Wam się najbardziej spodobała. Ja lecę odpoczywać! 
Copyright © Melka blogerka , Blogger