21:23

Nie skreślaj mnie tylko, dlatego, że działam w sieci!

Nie skreślaj mnie tylko, dlatego, że działam w sieci!

21:23

Nie skreślaj mnie tylko, dlatego, że działam w sieci!


- Czym się zajmujesz na co dzień?
- Jestem blogerką/youtuberką/tiktokerką ... whatever. - trudno przechodzi przez gardło, gdyż boimy się tego, co pomyśli o nas nasz rozmówca. Boimy się, czy może nie uzna nas za osoby bezwartościowe, niezbyt inteligentne, próżne, chcące zarabiać kokosy nie przemęczając się za bardzo (choć to jest raczej niemożliwe), pławić się w luksusach. Boimy się, że ktoś odrzuci nas tylko przez to, czym się zajmujemy, że nie zechce nas nawet bliżej poznać, tylko skreśli na starcie, dlatego tak często wielu z nas ukrywa ten fakt pracy w sieci przed innymi, męcząc się przy tym okrutnie, no bo ileż można kłamać, kręcić... 


Róbmy z naszej pracy atut a nie wadę. To, że działacie w sieci, tworzycie swoje miejsce w Internecie świadczy tylko o Waszej zaradności, zorganizowaniu, kreatywności i olbrzymiej odwadze, bo nie łatwo jest się przełamać i wyjść do ludzi z własnym projektem, własnym pomysłem, szczególnie teraz kiedy żyjemy w świecie nienawiści, hejtu.


Kiedy ja startowałam, też nie mówiłam o tym, że działam w sieci, no bo co pomyślą o mnie inni... Pewnie pusta laleczka ze wsi, której się wielka kariera i luksusy zamarzyły. Poszłaby do normalnej pracy, a nie zdjęcia swojej buźki z jakimiś dennymi podpisami wstawiała na jakimś blogu... Co to za fanaberia w ogóle, jakieś blogi, Instagramy, YouTube'... W d***ch się poprzewracało tej młodzieży dzisiejszej... Ale wiecie, co... z czasem zaczęłam mieć w głębokim poważaniu to, co pomyślą o moich działaniach w Internecie znajomi a tym bardziej jacyś obcy mi ludzie. Nikomu krzywdy nie robię, a tym bardziej że w moim przypadku blog to raczej takie miejsce, w którym mogę się wyżyć artystycznie aniżeli źródło dochodu. 

Taką osobą, na którą zawsze za wszystko, nawet pierdołę internauci - ludzie z otoczenia wylewają wiadro pomyj jest Agnieszka z bloga Jozwowska. Aga też nie robi nikomu krzywdy, ale jest hejtowana, bo dzięki konsekwentnej pracy w sieci osiągnęła coś więcej i wyrwała się nieco ze swojego przeszłego życia. Zazdrość, chora zazdrość! A dlaczego takie osoby same nie spróbują? Nikt im nie broni. Być może im się to uda, choć nie jest to łatwe.


Niech sobie myślą inni, co chcą, byłam, jestem i będę blogerką, jak najdłużej. Lubię to robić, sprawia mi to olbrzymią frajdę i nie zrezygnuję z tego, tylko, dlatego, że innym to przeszkadza. Jeśli ktoś mnie na starcie skreśli, nie poznając mnie to jego strata. Jestem w Internecie sobą, ale mimo wszystko te pozowane zdjęcia, kilka słów jakie napiszę, nie oddają jednak w 100% tego, jaka jestem w rzeczywistości, tak jak i zdjęcia krajobrazu nie do końca oddają piękno miejsca, które przedstawiają, bo jest to po prostu niemożliwe i nawet obróbka, masa upiększających filtrów nie pomoże. Ja na przykład w realu jestem raczej introwertykiem, nie potrafię rozmawiać z innymi, nieznajomymi mi ludźmi, od razu plącze mi się język, seplenię, a w Internecie przecież wypisuję takie eseje, "buzia mi się nie zamyka". No kto by pomyślał... 


Dobra, pora na puentę. Do osób spoza branży: nie skreślajcie osób takich jak ja, zanim ich bliżej nie poznacie. Może okazać, że są zgniłe w środku, ale wcale tak nie musi być, być może ktoś naprawdę wartościowy może śmignąć Wam obok nosa. Do osób z branży: Róbcie swoje! Jak ktoś Was skreśli bez zamienienia z Wami więcej niż jednego słowa - jego strata! Nikt nie przeżyje życia za Was! Bądźcie sobą, spełniajcie swoje marzenia, róbcie to, co sprawia Wam przyjemność! Go, go, go! Na przód!

10:50

Wpadłam jak śliwka w ... czekoladę

Wpadłam jak śliwka w ... czekoladę

10:50

Wpadłam jak śliwka w ... czekoladę



Szydłów... Coś mi to mówi... Hmm... Być może i Wam to coś mówi... Już wiem! Szydłów to średniowieczne miasto w województwie świętokrzyskim, przepiękne z resztą, atrakcyjne dla turystów, więc jeśli mieszkacie niedaleko albo będziecie przez nie przejeżdżać to warto się w nim na chwilę zatrzymać.
 
Być może ktoś z Was słyszał kiedykolwiek takie określenie jak Stolica Śliwki - to właśnie o Szydłów chodzi. Według danych statystycznych na terenie Gminy Szydłów znajduje się ok. 1720 ha sadów, w 80 procentach śliwowych a udział śliwki szydłowskiej w produkcji krajowej to od 10 do 25 procent w zależności od roku. Liczby robią wrażenie. Dodatkowo powiem Wam, że jeśli chcielibyście odwiedzić to miasto, to myślę, że odpowiednim miesiącem byłby sierpień, bowiem w sierpniu odbywa się w nim Święto Śliwki, na którym możecie skosztować śliwki pod różnymi postaciami. 
 
Jeśli zechcielibyście, co nieco przywieźć dla bliskich na szydłowskim rynku mieści się  Butik Śliwkowy Szydłowianka a jeśli niestety z wyjazdu w tym roku nici to zakupu szydłowskich przysmaków z certyfikowanej szydłowskiej śliwki możecie dokonać online na stronie marki Szydłowianka.

Jak wyroby ze śliwki to oczywiście nie mogło zabraknąć śliwki w czekoladzie. Na stronie dostępne są gotowe na prezent opakowania o różnej gramaturze, mniejsze, większe, są również śliwki w puszce a oprócz tego istnieje możliwość zakupienia śliwek w czekoladzie na tzw. wagę, luzem. Cena za opakowanie 190 g, czyli takie w sam raz, aby komuś podarować to 18,99 zł. Według mnie, jak na taki produkt jest bardzo przystępna. Choć ja za śliwkami w czekoladzie nigdy nie przepadałam, takie opakowanie ze smakiem zjadłabym najchętniej sama, ale żeby nie wyjść na łasucha - podzieliłam się z domownikami, haha. Pralinka jest bardzo delikatna, rozpływa się wręcz w ustach. Dlatego, że czekolada nie jest zbyt słodka, myślę, że zachwyciłaby ona również osoby, które za słodyczami nie przepadają.


Na śliwkach w czekoladzie nie poprzestano i powstało kilka wersji czekolad artystycznych, ręcznie robionych m.in. ze śliwkami pod różną postacią, wiśniami oraz z innymi liofilizowanymi owocami, bakaliami, kwiatami jadalnymi i... parmezanem - to mnie zdziwiło. Są czekolady mniej i bardziej słodkie, są również czekolady białe. Czekolady wyglądają przepięknie, nie ma w nich przypadkowości, spójrzcie, chociażby na ten kawałek jabłka na tabliczce białej czekolady, on pasuje tam jak ulał. Dobra, to brzmi, jakbym była wariatką, zachwycam się kawałkiem jabłka na czekoladzie, ale ja zwracam uwagę na takie detale, tym bardziej że czekolada pakowana jest w przezroczystą folię i to się rzuca w oczy. Jeśli chodzi o smak, obawiałam się, że te liofilizowane owoce będą takie styropianowe, bez wyrazu a wręcz przeciwnie zachowały one swój naturalny smak i to jest on bardzo intensywny. Owoce świetnie łączą się z czekoladą, szczególnie do gustu przypadła mi czekolada biała, która jest nieco słodsza od ciemnej, ale nadal nie jest za słodka. Ceny czekolad krążą wokół 19 zł, jak za taką prawdziwą, ręcznie robioną czekoladę myślę, że cena jest odpowiednia, adekwatna do jakości, jaką otrzymujemy. 
 

To jeszcze nie koniec, zaczyna się robić coś ciekawiej. Co jeszcze można wytworzyć ze śliwki? Różne przetwory m.in. powidła, które idealnie się sprawdzą w cieście korzennym takim jak piernik. Bez piernika nie odbędą się żadne święta Bożego Narodzenia. Wyśmienicie sprawdzą się również po prostu na kanapce, czy do naleśników, ale do tego jeszcze bardziej nadadzą się dżemy o smaku śliwki z czekoladą oraz śliwki z pomarańczą. Moim faworytem spośród tych dwóch jest oczywiście śliwka z czekoladą, jest ona odrobinę słodsza i bardziej czuć smak śliwki. W śliwce z pomarańczą nieco zaczyna dominować pomarańcza, już, chociażby po zapachu to czuć. Myślę, że śliwka z pomarańczą to taki bardziej jesienno-zimowy smak, również nieco świąteczny. Słoiki przetworów o pojemności 300 g na stronie kosztują 16 zł, to również nie jest według mnie wygórowana wcale cena, jeśli chodzi o taką regionalną, swojską konfiturę.


Zarówno śliwka z czekoladą jak i śliwka z pomarańczą świetnie zagrają również z serem czy z mięsem, ale do tego również powstało coś nieco innego - chutney z chilli i imbirem z bazą w postacie gruszki albo śliwki. Chutney to produkt, odważyłabym się i powiedziała, że sos, który można dodać za równo do mięs na gorąco np. do kaczki albo do jakiegoś grillowanego mięsa, sezon przecież w pełni, lub na zimno do jakiejś wędliny czy do sera. Świetnie sprawdzi się na imprezie, kiedy podajemy deskę sera czy wędlin. Na pewno będzie to coś, co zaskoczy naszych gości swoją formą i wyrazistym, lekko ostrym smakiem. Chutney kupicie za 19 zł.


A jeśli to dla Was jeszcze za mało to tylko dodam, że na stronie znajdziecie również ketchup śliwkowy, wróć... pomidorowy, ale z nutą śliwki i to w dodatku delikatnie pikantny, szaleństwo na maksa. Ketchup jest w 100% produktem naturalnym, do tego VEGE, więc to ogromny plus, że również Szydłowianka myśli o takich osobach. Ketchup, jak to ketchup idealnie sprawdzi się do wielu potraw, jedni dodadzą go do mięsa czy do sera, inni do warzyw. Ketchup pomidorowo-śliwkowy kosztuje na stronie 16 zł za słoiczek.

Oprócz tych kilku szydłowskich przysmaków na stronie znajdziecie również śliwki suszone, śliwkę w occie z cynamonem, przeciery owocowe czy różnego typu pamiątki z Szydłowa w atrakcyjnych cenach. Jeśli lubicie smak śliwki, to myślę, że Szydłów i szydłowskie wyroby byłyby dla Was śliwkowym rajem na Ziemi.

A może ktoś z Was mieszka w okolicy i dobrze zna szydłowskie specjały?

22:24

Dobro wraca!

Dobro wraca!

22:24

Dobro wraca!


Dobry wieczór, odzywam się późno, aby przekazać Wam kilka słów. Część z Was pewnie wie, że przez cały miniony weekend aż do dzisiaj do 9 trwała internetowa zbiórka na rzecz Fundacji Ernesta założonej ok. 2 lata temu przez Nicole Sochacki-Wójcicką, szerzej znaną w Internecie jako Mamaginekolog. Być może ktoś z Was się nawet do tej akcji przyłączył. Zbierano fundusze na działalność fundacji, aby dalej mogła pomagać ona mamom po stracie, mamom w ciąży zagrożonej, z nieprawidłowościami prenatalnymi oraz mamom wcześniaków. W sumie udało się zebrać ok. 700 tysięcy złotych. 

Niestety nie wszyscy mogli się przyłączyć do akcji np. ze względu na brak dostępnych funduszy i tutaj zaczyna się magia. Znalazło się wiele darczyńców, którzy poza zakupem e-booków dla siebie, zakupili również pakiety e-booków dla innych, którzy nie mogli sobie na to obecnie pozwolić z różnych powodów, w większości tym powodem było to, że wypłata dopiero przed a zbiórka trwała tylko przez te kilka dni. Takich osób, które wyciągnęły pomocną dłoń było naprawdę sporo.

Sami nie wiecie, jakie było moje zdziwienie, kiedy rano na swoim blogowym mailu zobaczyłam maila z linkami do e-booków. Jak to się stało? Jedna z dziewczyn postanowiła sprezentować mi pakiet, choć o to wcale nie prosiłam, napisałam tylko komentarz na Instagramie pod postem Nicole z podziękowaniem dla tych wszystkich, którzy podzielili się i obdarowali e-bookami innych, obcych im ludzi oraz przypomniałam o możliwości wspomagania fundacji przez zakup Dobrych Produktów na stronie Roger Publishing czy wpłaty, jeśli nie mamy możliwości zakupu e-booków teraz, tak jak ja takiej opcji w weekend nie miałam. Owa dziewczyna pisała do mnie, ale ja już spałam i nie odpisałam, znalazła jednak maila w moim bio na Instagramie i postanowiła zaryzykować. Jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, to serdecznie jeszcze raz dziękuję. 


Takie drobne gesty przywracają wiarę w ludzkość, którą zawładnęła obojętność. Człowiek dystansuje się od drugiego, nie reaguje, kiedy dzieje się drugiemu krzywda, nie pomaga, kiedy ma on problem. Zamykamy się w swoich 4 ścianach i uważamy, że to, co dzieje się za ścianą, u sąsiada nas nie dotyczy. Ja od małego staram się angażować w różne akcje charytatywne, w podstawówce należałam do szkolnego klubu Caritas, w gimnazjum do szkolnego koła PCK a w liceum do szkolnego klubu wolontariusza. Z owym klubem między innymi dwukrotnie odwiedziłam Lwów, nie w celach turystycznych a w celu odwiedzenia i pomocy mieszkającym tam Polakom. Nagrodą dla nas za włożony trud były uśmiechy wszystkich, których wówczas udało nam się odwiedzić. Wspomnienia z tamtych dni zostaną ze mną na pewno na długo, nikt mi nie może ich odebrać. 
Ile dasz dobrego z siebie tyle Ci się zwróci. Od innych osób, w innej postaci, w innym czasie, ale na pewno wróci do Ciebie.

Pamiętajcie, że być może ktoś z Was kiedyś będzie potrzebował pomocy. Życie bywa przewrotne. Czy nie byłoby Wam głupio, wiedząc, że Wy nie okazywaliście pomocy innym, a teraz sami jej oczekujecie? Zastanówcie się. Mi byłoby. Wierzę w to, że to, że dobro wraca, dlatego staram się być dobrym człowiekiem, nigdy nie odmówię pomocy, jeśli ktoś takowej potrzebuje, czy to w szkole, czy to w pracy, czy w sklepie, czy gdziekolwiek. Nie można jednak też zapominać o ostrożności, czujności, gdyż wokół czyha wiele pułapek, fikcyjnych zbiórek, żołnierzy z Ameryki itp. Co rusz się słyszy o wyłudzeniach pieniędzy na coraz to nowsze metody. Szerzcie dobro! 

Okazujecie dobro? A może macie jakąś historię, kiedy ktoś w jakiś sposób Wam okazał dobro?

PODPIS

19:22

Jak wygląda moje wymarzone wesele?

Jak wygląda moje wymarzone wesele?

19:22

Jak wygląda moje wymarzone wesele?


Trzeba kuć żelazo, póki gorące, jak to mówią, dlatego postanowiłam napisać Wam, jak wygląda w mojej głowie ten mój wymarzony ślub i wesele, skoro wyraziłam już taką chęć w poście urodzinowym. Do mojego osobistego raczej daleko, bo i nie ma na razie z kim, ale kto wie, jak się życie ułoży. Na pewno wpis będzie wspaniałą pamiątką dla mnie na przyszłość, być może wrócę kiedyś za X lat do niego i zobaczę, czy to wszystko, co sobie wymarzyłam się spełniło, a może zainspiruje również kogoś z Was. Musicie wiedzieć, że ja uwielbiam tematykę ślubną, wszelkie programy w telewizji, kanał na YouTube Izabeli Janachowskiej, filmiki i zdjęcia ze ślubów i wesel innych, obcych mi ludzi. No po prostu kocham, kocham, kocham. Szkoda, że nie mam zbyt dobrego oka do sztuki, bo może bym została wedding plannerką, haha. 


1. Ślub kościelny, cywilny czy konkordatowy?

Ślub konkordatowy, jeśli tylko będzie taka możliwość. Myślę, że chciałabym mówić słowa przysięgi przed ołtarzem i już teraz mogę Wam powiedzieć, że jeśli do takiej sytuacji dojdzie to pewnym jest, że się poryczę, więc tusz na rzęsach musi być wodoodporny, a w pobliżu muszą być chusteczki. Zawsze, ale to zawsze na takich podniosłych uroczystościach szklą mi się oczy i trudno mi powstrzymać się od płaczu. Nawet te oglądane tylko na ekranie komputera. No beksa ze mnie straszna, cóż poradzę.//

2. Czym do ślubu?

Na pewno nie bryczką i na pewno nie limuzyną, nie, nie, nie. Do mojej koncepcji ślubu, którą bliżej poznacie nieco dalej, o wiele bardziej pasowałby samochód w stylu retro. No nie wiem, jakiś Fiat 125P, Syrenka czy Warszawa a może Volkswagen "Ogórek"... Jak szaleć to na całego.

3. A co ze stylizacją?

Myślę, że chciałabym, aby suknia w jakiej pójdę do ołtarza, była dość skromna, lekka, nieprzytłaczająca mnie. Raczej nie zdecyduję się na suknię z salonu, bo te nie do końca mi się podobają, a będę szukać tańszej alternatywy np. w takich butikach jak Kulunove. Włosy na bank będę miała spięte w jakiegoś luźnego, romantycznego koka, bo u mnie żadne loki nie utrzymają się nawet przez godzinę. Już nie raz się o tym przekonałam. Chyba musiałby zdarzyć się cud, aby było inaczej. We włosy chciałabym mieć wpiętą jakąś ozdobę biżuteryjną i welon, welon nie za długi, aby nie plątał się wokół. Do tego jakaś subtelna biżuteria, stonowany makijaż, pedicure i manicure a na nogi... a na nogi raczej założę buty na średniowysokim, stabilnym obcasie, które i tak pewnie potem przebiorę na płaskie, aby móc bawić się na maksa albo będę tańczyć boso. Gdzieś tam zaznajamiałam się również z tematem specjalnych ślubnych butów tanecznych, więc je również bym rozważała. No i zapomniałabym kwiaty, dużo kwiatów wokół i kwiaty w bukiecie w jasnych odcieniach, jasnoróżowych, brzoskwiniowych z zielenią, bardzo rustykalnie.
 

4. Sala weselna

No i tutaj w tym miejscu rozjaśni się jaka koncepcja zrodziła się w mojej głowie. Otóż sale glamour są nie dla mnie, nie czułabym się dobrze w takim miejscu. Jak wiecie, ja jestem taka swojska, zwykła dziewczyna ze wsi z Dzikiego Wschodu żadna dama ze mnie. O wiele bliżej mi do takich boho klimatów, natury, dlatego chciałabym, aby moje wesele odbyło się w jakiejś gospodzie albo... sali-stodole. Dokładnie tak, nie przewidzieliście się w sali-stodole np. takiej jak Folwark Ruchenka. Dekoracje bardzo proste, dużo elementów naturalnych, kwiatów, odpowiednie oświetlenie, aby stworzyć taką niepowtarzalną magię po zmroku. Adrianna z kanału True Beauty umieściła ostatnio takie boho sale, sale-obory, jak to ona powiedziała w antytrendach ślubnych, ponieważ powiedziała, że taka sala może kojarzyć się gościom z pracą, a ja uważam, że wręcz przeciwnie, że dobrze zorganizowane wesele w takim wnętrzu może pomóc gościom tak wyluzować, zapach drewna, siana, możliwość wyjścia i tańczenia pod gołym niebem, jeśli oczywiście pogoda pozwoli. Najbliżsi i taki sielski klimat - magia. Marzy mi się takie wesele z... 

5. DJ czy kapela?

I tu przechodzimy do kolejnego zagadnienia, czyli muzyki. Marzy mi się taka prawdziwa biesiada w tej mojej  wymarzonej sali-stodole, dlatego postawiłabym na kapelę grającą na żywo na instrumentach, potrafiącą zagrać tak pod nóżkę, grającą także przy stołach, znającą różne weselne przyśpiewki, które pomogłyby rozruszać towarzystwo. DJ kompletnie  nie pasuje do mojej wizji wesela na 102, takiego jak za dawnych lat.


Ahhh, pomarzyć sobie zawsze można, nikt nam nie zabroni. Tak naprawdę wszystko to jest decyzją dwojga i jest kwestią dogadania się, chyba że przyszły Pan Młody poddaje się przyszłej małżonce w 100%, ale niech ten mój przyszły mąż, który gdzieś tam chodzi po świecie nie myśli sobie, że z tych kilku elementów zrezygnuję, haha.

Organizacja ślubu i wesela już za Wami czy dopiero przed? Mieliście jakieś swoje wizje jak to ma wyglądać?



22:22

Kosmetyki naturalne marki Ala - piękno płynące z natury

Kosmetyki naturalne marki Ala - piękno płynące z natury

22:22

Kosmetyki naturalne marki Ala - piękno płynące z natury

 
Niepodważalnym faktem jest, że o Matkę Ziemię należy dbać, gdyż jest ona cennym źródłem surowców, bez których trudno byłoby nam żyć. Wiedzą o tym nawet najmłodsi, od małego uczą się podstawowych zasad dbania o środowisko, takich jak oszczędzanie wody, energii, segregowanie śmieci, nieniszczenie napotkanych przez siebie roślin. W ostatnim czasie również coraz więcej kobiet decyduje się na stosowanie kosmetyków w 100% naturalnych, niezawierających w swoich składach żadnych sztucznych składników. Producentem kosmetyków w pełni naturalnych jest między innymi polska marka kosmetyczna Ala, która w czerwcu kończy rok. Sto lat, wszystkiego najlepszego! Założycielką marki jest modelka Kasia Struss, którą część Was na pewno kojarzy a nazwa pochodzi od imienia jej córki - Alice. 

Firma dba o największy detal, dzięki czemu każdy klient będzie czuł się w pełni zaopiekowanym a natura będzie wdzięczna. Kosmetyki pakowane są w ciemne szklane opakowania albo tekturowe, tak jak stick, który pokażę Wam w dalszej części wpisu. Następnie lądują one w kartonie wypełnionym tekturowymi ścinkami a do jego zaklejania służy papierowa taśma. Dodatkowo w środku można znaleźć  książeczkę z szarego papieru zawierającą opisy kosmetyków i instrukcję, jak właściwie krok po kroku wykonywać pielęgnacje oraz miły dodatek w postaci kartki z podziękowaniami za zaufanie marce Ala. Ogromny plus za to, że marka dba o takie detale i nie używa do pakowania folii pod żadną postacią.

 
W kolekcji marki Ala znalazło się 8 produktów do pielęgnacji twarzy i ciała: serum rewitalizujące do twarzy, olejek jojoba, łagodny peeling do twarzy, wielofunkcyjny sztyft do twarzy i ciała, hydrolat z róży damasceńskiej,  kremową emulsję do mycia twarzy, lekki krem nawilżający oraz eliksir przeciw niedoskonałościom. Ceny tych kosmetyków wahają się od 45 zł do 129 zł. Jeśli chcecie nieco zaoszczędzić, warto rozważyć zakup gotowego zestawu kosmetyków np. za zestaw zawierający emulsję do mycia twarzy, hydrolat i krem nawilżający zapłacicie 185 zł, kupując te produkty oddzielnie, cena wzrasta do 205 zł. 20 zł to dość spora różnica, do tych 20 zł możecie dołożyć kolejne 25 zł i dokupić np. olejek jojoba.
 

Na sam początek opowiem Wam, co nieco o dwóch kosmetykach zamkniętych w podobnych 30 ml opakowaniach wyposażonych w pipetę, czyli o rewitalizującym serum oraz olejku jojoba. Co ciekawe, opakowania są niemalże identyczne, natomiast produkty są z dwóch skrajnych półek, jeśli chodzi o cenę: olejek jojoba to w tej chwili najtańszy produkt oferowany przez firmę Ala (45 zł), natomiast serum - najdroższy (129 zł). Jeśli chodzi o zapach, oba kosmetyki pachną bardzo delikatnie, co ja akurat uważam za plus, bo nie lubię mieć na twarzy intensywnie pachnących kosmetyków, gdyż mnie to mocno rozprasza. Oba kosmetyki są odpowiednie dla wszystkich typów cery.

Zadaniem serum jest nawilżenie i regeneracja naskórka, a także opóźnienie starzenia się skóry i zapobieganie przed pojawieniem się zmarszczek. Serum szybko się wchłania, skóra po jego użyciu nie lepi się, jest miękka i wygładzona. Regularne stosowanie może doprowadzić również do wyrównania kolorytu skóry twarzy. 

Olejek jojoba z kolei tłoczony jest na zimno z certyfikowanego surowca organicznego, nie jest rafinowany, dzięki czemu zachowuje wszystkie swoje cudowne właściwości. Można stosować go nie tylko na skórę twarzy, a także na włosy i paznokcie. Na skórę twarzy działa antyoksydacyjnie, zmiękcza ją i nawilża, pomaga walczyć ze zniszczonymi włosami regenerując końcówki oraz odżywia paznokcie. Olejek jest jednym z oferowanych przez markę produktów kierowanym również do wegan. 


Co jakiś czas warto również wykonać peeling twarzy, aby to zrobić, warto zainwestować w dobrej jakości peeling, który dobrze oczyści skórę, ale jej nie podrażni. Scrub od marki Ala łączy w sobie zalety peelingu i nawilżającej maski. Dokładnie oczyszcza skórę, usuwa martwy naskórek, a zarazem ją nawilża i przygotowuje do odbudowy świeżego naskórka. Scrub jest dedykowany dla osób z cerą normalną, mieszaną, problematyczną, zmęczoną i posiadającą przebarwienia. Zapach jest nieco mocniejszy niż w przypadku poprzednich produktów, trochę według mnie cytrusowy, ale nie jest też zbyt przesadzony. 50 ml opakowanie scrubu to koszt rzędu 89 zł. 


Cytrusami pachnie również sztyft przeznaczony do twarzy i do ciała. Wielozadaniowy, masełkowaty w konsystencji niczym pomadka do ust sztyft nawilży suchą skórę, a także złagodzi podrażnienia powstałe np. po goleniu, a także przyśpieszy regeneracje skóry. Tak jak mówiłam Wam już na samym początku, produkt zamknięty jest w eleganckim, tekturowym opakowaniu, łatwym w użyciu a co najważniejszym ekologicznym, gdyż można poddać go po zużyciu recyklingowi. Myślę, że nie będzie wyolbrzymieniem jeśli nazwę stick bestsellerem marki, świadczy o tym, chociażby fakt zdobycia tytułu laureata nagrody Wizaz.pl: Kosmetyk Wszech Czasów 2021 w kategorii kosmetyk multifunkcyjny pielęgnacja ciała. 20 g sztyftu kosztuje 49 zł.


Kolejnym produktem, który mogą stosować również weganie i dostosowanym do wszystkich rodzajów skóry, jest hydrolat z róży damasceńskiej. Hydrolat jest niezwykłym wybawieniem, szczególnie teraz w ciągu dnia, kiedy jest gorąco. Spryskanie twarzy przynosi ulgę i uczucie odświeżenia skóry twarzy po ciężkim dniu. Dodatkowo jest ona wyczuwalnie nawilżona i wygładzona. Zapach jest bardzo przyjemny, wiosenny, kwiecisty, jak przystało na różę, kobiecy. 100 ml buteleczka kosztuje na stronie 53 zł. 


Na stronie również znajdziecie co nieco do mycia twarzy w postaci bardzo delikatnej emulsji. Emulsja świetnie nadaje się do mycia twarzy i zmywania makijażu. Czyści skórę dokładnie, ale przy tym nie niszczy bariery ochronnej skóry, nie podrażnia jej. Po jego użyciu skóra jest bardzo miękka i nawilżona. Zapach jest bardzo subtelny, praktycznie niewyczuwalny. Dzięki pompce aplikacja produktu jest bardzo prosta, łatwo odmierzyć odpowiednią ilość. Buteleczka o pojemności 100 ml kosztuje 63 zł. Z emulsji również mogą korzystać osoby o wszystkich typach cery oraz oczywiście jest ona wegańska. 


Siódmym produktem w kolekcji jest nawilżający krem, który również został zamknięty w wygodnej w użyciu buteleczce z pompką. Krem szybko wchłania się w skórę i pozostawia ją przyjemną w dotyku, gładką, nawilżoną, bez tłustego filmu. Buteleczka ma pojemność 50 ml albo aż 50 ml, bo krem jest naprawdę bardzo wydajny i wystarczy na długo. Niewielka ilość spokojnie wystarczy, aby pokryć całą twarz i w pełni cieszyć się wspaniałymi efektami. Krem idealnie sprawdza się na dzień, dzięki lekkiej, nieobciążającej skóry konsystencji, ale również i na noc. Cena kremu to 89 zł. 


Ostatnim, bardzo magicznym produktem, o czym świadczy słowo eliksir w nazwie, jest eliksir przeciw niedoskonałościom, zawierający w swoim składzie olejek z drzewa herbacianego, który jak wiemy, potrafi zdziałać wiele dobrego. Eliksir głęboko oczyszcza skórę z toksyn, zwęża rozszerzone pory, a także niweluje zaskórniki. Dodatkowo pomaga w walce z trądzikiem, przez co dedykowany jest osobom posiadającym cerę tłustą, problematyczną, cechującą się nadmiernym wydzielaniem sebum. 100 ml magii kosztuje tylko 49 zł. 

Marka Ala oferuje 8 konkretnych produktów do pielęgnacji w pełni naturalnych, dodatkowo część z nich odpowiednia jest również dla wegan, co myślę, zasługuje na pochwałę. Na pochwałę jeszcze raz zasługuje również to, w jaki sposób pakowane są kosmetyki, za ogromną konsekwencję w działaniu. Chapeau bas! Kosmetyki kierowane są za równo do kobiet, jak i mężczyzn w różnym wieku, z całego świata. Opakowania produktów choć stworzone w minimalistycznym stylu, są zarazem bardzo eleganckie. Na pewno każdy znajdzie coś, co go zainteresuje.

A Wy co myślicie o kosmetykach naturalnych? Używacie? Mieliście do czynienia z marką Ala, słyszeliście o niej?

PODPIS

Copyright © Melka blogerka , Blogger