25 kwietnia

JFenzi Le Chel Fresh - odpowiednik Chanel Chance eau de Fraiche

JFenzi Le Chel Fresh - odpowiednik Chanel Chance eau de Fraiche

25 kwietnia

JFenzi Le Chel Fresh - odpowiednik Chanel Chance eau de Fraiche


Cześć kochani, witam Was w ten ostatni czwartek w tym miesiącu. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moim odkryciem miesiąca. Myślę, że śmiało tak mogę powiedzieć. Co odkryłam? Jak to się stało?


Historia odkrycia

Zacznijmy od początku... Z racji imienin mojej siostry wyruszyłam na poszukiwania jakiegoś prezentu. Chodzę po mieście i chodzę, nic ciekawego nie wpadło mi w rączki, no to mówię - "Zajdę do drogerii.". Nie wybrałam ani Rossmanna, ani Natury. Weszłam pierwszy raz do drogerii - Sekret Urody. Z tego, co mi się wiadomo jest to sieć drogerii dostępna w całej Polsce. Jeśli jest taka u Was w mieście to możliwe, że kojarzycie albo nawet korzystacie. Zaraz przy wejściu, przy kasie - perfumy. Kilkadziesiąt flakoników poustawianych starannie na półeczce, połowę marek pierwszy raz na oczy widzę. Z pomocą pani ekspedientki wybrałam zapach dla siostry, ale tak sobie myślę, i myślę, i dochodzę do wniosku, że i mi by się jakieś nowe perfumy przydały. Miła pani sprzedawczyni zaproponowała mi właśnie perfumy Le Chel. Akurat wtedy były dostępne w dwóch wersjach: Fresh i drugiej bardziej słodkiej, której nazwy nie pamiętam. Taki flakonik 100 ml kosztował mnie mniej niż 30 zł, a już go troszkę używam i nie widać, aby mocno ubyło. 

Co nieco o samych pefumach 

JFenzi Le Chel Fresh są perfumami kwiatowo-drzewnymi. Pachną kwiatami, delikatnie melonem, ale główną rolę gra w nich jaśmin, który nadaje wyrazistości i świeżości. Jak dla mnie - idealny zapach na wiosnę i lato. Taki w punkt! 

Głową zapachu są cytryna i cedr. Sercem - różowy pieprz, hiacynt i jaśmin. Podstawę tworzą: drzewo tekstowe, irys, bursztyn, paczula, a także wetyweria. 

Le Chel Fresh są porównywalne do perfum Chanel Chance eau de Fraiche. 


23 kwietnia

Powiew wiosny na Dresslily.com

Powiew wiosny na Dresslily.com

23 kwietnia

Powiew wiosny na Dresslily.com


Przyszła wiosna, czas na odświeżenie szafy. DressLily przygotowało nową, wiosenną kolekcję (Spring Is In The Air) produktów w niskiej cenie, dzięki którym stworzycie stylizacje na każdą okazję. Poniżej przedstawiam Wam kilka propozycji. 

17 życzeń

17 życzeń

23 kwietnia

17 życzeń


Każdy z was na pewno marzył o czymś i chciałby by, to się spełniło. Jestem ogromną marzycielką, która wierzy, że jeśli się naprawdę czegoś chce, to można tego dokonać. Przy okazji moich dzisiejszych urodzin chce przedstawić Wam moją urodzinową listę życzeń, rzeczy, które chce zrobić, zanim będzie za późno.



Oto moja lista 17 życzeń na 17 urodziny. 

Chciałabym:
1. Skoczyć na bungee i poczuć tę adrenalinę, która towarzyszy takim ekstremalnym atrakcjom.
2. Nauczyć się biegle języków: włoskiego, francuskiego oraz hiszpańskiego. Jak na razie zaczęłam się ich uczyć. Zobaczymy, jak mi pójdzie.
3. Zwiedzać świat, najpierw zaczęłabym od Francji.
4. Przekonać się na własnej skórze, jak to jest na surivalu.
5. Zamieszkać na jakiś czas za granicą. Zobaczyć czy dałabym radę mieszkać tak dłużej, z dala od rodziny.
6. Mieć dom za granicą, abym mogła czasem w trakcie urlopu wyjechać i w nim odpoczywać, najlepiej nad jakimś morzem.
7. Zawsze mieć przy sobie najbliższe osoby.
8. Zarobić pierwszy milion.
9. Nie móc martwić się o własne zdrowie,  bo z tym bywa różnie.
10. Być swoim własnym szefem i posiadać dobrze prosperującą firmę.
11. Nie popaść w rutynę.
12. Osiągać bardzo dobre wyniki w nauce.
13. Nauczyć się surfowania. Przyda mi się, to gdy zamieszkam już nad tym morzem.
14. Pływać z delfinami.
15. Pojechać w podróż bez żadnego planu, na spontanie, aby przed siebie.
16. Wziąć udział w wojnie na pomidory w Hiszpanii. 
17. Zobaczyć na żywo zorzę polarną.



Może niektóre z marzeń są mocno wyimaginowane, ale nigdy nie wiemy, co nam się w życiu wydarzy. Może być tak, że za sprawą jednego wydarzenia nasze życie wywróci się do góry nogami. Z wielkiego milionera możemy stać się nagle bankrutem albo wręcz przeciwnie wygrać w totka. Nie będąc orłem w szkole, możemy osiągnąć duży sukces zawodowy. Tak jak napisałam wyżej, trzeba tylko chcieć i ciężko pracować - "ciężką pracą ludzie się bogacą".

Koniecznie napiszcie w komentarzach też o swoich marzeniach. Jestem ciekawa, co może sprawić Wam radość bądź uświetnić życie.

20 kwietnia

Chwile utrwalone na papierze

Chwile utrwalone na papierze

20 kwietnia

Chwile utrwalone na papierze


Jak idą przygotowania do świąt Wielkiej Nocy? Mazurki upieczone? Jajka nafaszerowane? Pokarmy poświęcone? U mnie wszystko stopniowo, ciasta upiekłam wczoraj, dzisiaj przygotowałam resztę. Rano byłam na poświęceniu pokarmów, teraz wieczorem mam chwilkę dla siebie. Stwierdziłam, że warto napisać, więc kilka słów od siebie. Paczka od zajączka, który przyszedł nieco wcześniej, jest idealną do tego okazją. 



W ubiegłym tygodniu miałam okazje zaprojektować własnoręcznie i zamówić: fotoGrafie Polaroid, fotoMagnesy Polaroid oraz fotoMagnesy Prostokąt ze sklepu fotobum.pl. Sama nie mam polaroida i miałam z nim do czynienia może dwa razy i to nie własnoręcznie, więc wywołanie zdjęć w formie takich malutkich fotografii sprawiło mi olbrzymią przyjemność. Paczka dotarła do mnie dość szybko, w ciągu 3 dni była już u mnie. Oto co dokładnie znalazło się w niej:

1. fotoGrafie Polaroid


Pierwszą rzeczą, która trafiła do mojego koszyka są fotoGrafie w kształcie Polaroid w liczbie 50 sztuk. Do wyboru były jeszcze opcje 26 sztuk oraz 100 sztuk. Ja wybrałam tak pośrednio. Wśród tych zdjęć znalazły się głównie zdjęcia rodzinne, ale też i zdjęcia z sesji, zdjęcia z moich wyjazdów, z moich spotkań. Fotografie niczym nie różnią się od tych, które otrzymujemy wprost z polaroida.  


Od takowych zdjęć wyróżnia je tylko to, że możemy od razu dodać podpisy, jeśli tego nie zrobimy, od fotobum.pl dostajemy pełny zapas naklejek, którymi możemy je urozmaicić i nadać niepowtarzalnego charakteru. 

2. fotoMagnesy Polaroid


Zamawiając fotoProdukty, pomyślałam też o innych i wszelkie magnesy zamówiłam dla mojej starszej siostry. Dla siebie z tych zabrałam tylko 5. Sytuacja w przypadku tych fotoMagnesów jest podobna do tej z fotoGrafii. Również dostajemy naklejki, również możemy dodać podpisy, ale zaskoczyła mnie jedna sprawa. Gdy wgrałam swoje zdjęcia do kreatora, przy wielu z nich pojawiło się ostrzeżenie o niskiej jakości. Jednak, gdy przyszły okazało się, że nie ma się do czego przyczepić. W kreatorze wyglądały o wiele gorzej... Do wyboru mamy dwie opcje: 8 lub 16 sztuk.

3. fotoMagnesy Prostokąt


FotoMagnesy dostępne są aż w 4 wersjach: w wymiarze 9 x 6 cm możemy wybrać 8 lub 16 sztuk, w wymiarze 13 x 9 cm tych magnesów jest 4 lub 8. Sytuacja z jakością zdjęć się ponownie powtórzyła, ale fotobum ponownie dał radę. Niestety minusem jest to, że przy fotoMagnesach Prostokątnych nie mamy już żadnych innych możliwości personalizacji. Nie możemy dodać podpisów, nie dostajemy również naklejek.

Ja osobiście jestem zadowolona z jakości usługi, nie mam za bardzo, do czego tu się przyczepić. Nic się nie uszkodziło, paczka dotarła do mnie szybko. Wybrałam opcje dostawy przez kuriera DHL, jeśli ktoś chce dostępne, są też dostawy za pobraniem. Koszt wysyłki to 15 - 25 zł. Ceny produktów sięgają głównie 20 - 30 zł. 

Mam dla Was kod rabatowy. Na hasło "ptradu" otrzymujecie 10% zniżki. Wystarczy, że wpiszcie kod w koszyku, jeszcze zanim zatwierdzicie zamówienie. Miłych zakupów! Wesołych Świąt! 

16 kwietnia

Moja (nie) zwykła pielęgnacja włosów

Moja (nie) zwykła pielęgnacja włosów

16 kwietnia

Moja (nie) zwykła pielęgnacja włosów


Strajk nauczycieli trwa, więc stwierdziłam, że dodam dla Was nowy wpis. Nie jest to jednak wpis o strajku ani nawet o pożarze katedry Notre Dame. Chcę napisać kilka słów o moich włosach, o ich zwykłej-niezwykłej pielęgnacji. Jak sprawiłam, że szybko rosną? 


Zapewne spodziewacie się tutaj długiej listy produktów: szamponów, odżywek, masek, olejków, z każdej kategorii przynajmniej 5 różnych rodzajów. Tymczasem sprawa ma się całkowicie inaczej. Moje włosy są dość trudne i wielu produktów nie tolerują, więc w kwestii pielęgnacji jestem minimalistą. Zdarza mi się popełniać drobne grzeszki takie jak spanie w mokrych włosach, rozczesywanie mokrych włosów czy spinanie ich zwykłymi gumkami. Staram się to ograniczyć, ale wychodzi, jak wychodzi.

Moje włosy są dość cienkie, lubią się przetłuszczać i plątać. Niestety, nad czym ubolewam, nie są skłonne do układania, wszelkie loki odpadają, bo po godzinie już ich nie ma. Jedynym sposobem na lekkie fale są warkoczyki i to tylko te zrobione na mokrych włosach, trzymane co najmniej całą noc i do tego nie zawsze wyjdą. Co za tym idzie, nie używam lokówek, prostownic, karbownic itp. Jeden + na korzyść włosów jest. Po suszarkę sięgam prawie równie rzadko. Staram się je myć rankiem, wtedy mogą w sposób naturalny wyschnąć. Nie myję ich również codziennie, staram się je obserwować i myć wtedy, gdy tego potrzebują. 


Do ich pielęgnacji używam głównie tylko szamponu. Wybieram te z apteki, przeciwłupieżowe. Najczęściej Nizoral, Ziaje, obecnie testuje Zoxin Med. Przez swoje dotychczasowe życie testowałam różne szampony od najtańszych drogeryjnych do tych aptecznych. Jedne sprawiały, że włosy szybciej się przetłuszczały, inne, że włosy się okropnie plątały. Gdy tego potrzebuje sięgam po odżywkę. Moim faworytem w tej dziedzinie jest odżywka Swiss Image, o której już kiedyśc pisałam ( W NATURZE SIŁA | SWISS IMAGE ), więc nie będę się rozpisywać. Odsyłam Was do tamtego wpisu. 

Tak jak pisałam u góry, zdarza mi się popełniać drobne włosowe przestępstwa. Takim największym jest rozczesywanie włosów na mokro, ale nie robię tego klasyczną szczotką. Korzystam ze szczotki stworzonej na wzór Tangle Teezera, którą zakupiłam jakiś rok temu w sklepie Kik. Gdybym tego nie zrobiła, po wyschnięciu tego włosy będą mocno splątane, wygniecione i delikatnie pokręcone, ale nie jest to satysfakcjonujący efekt. 

Raz na jakiś czas zwiąże też włosy tradycyjną, materiałową gumką. Staram się to ograniczyć i najczęściej noszę włosy rozpuszczone. Nie mam ich aż tak długich, więc mocno mi nie przeszkadzają na co dzień. Wkrótce i tak czeka nas wizyta u fryzjera i delikatne podcięcie. Bye, bye włosy. 

Żeby nie było, że tak psioczę na te moje brązowe piórka. W życiu nie można mieć wszystkiego. Na ten moment włosy są w dość dobrej kondycji, nie wypadają na potęgę, odrastają w szybkim tempie, końcówki nie są porozdwajane. Marzyłam o lokach, mam włosy proste. Marzyłam o blond włosach, mam brązowe. Marzyłam o grubych, pięknych, długich włosach, mam cienkie i krótkie, bo takie najbardziej mi pasują. Wniosek z tego płynie taki, że każdy ma inne włosy. Ja nie muszę używać miliona produktów i włosy trzymają się całkiem dobrze, nie są obciążone, natomiast ktoś inny musi korzystać ze wcierek, masek itp. Grunt to obserwacja! 


A Wy jesteście włosomaniaczkami? Jak dbacie o swoje włosy?


13 kwietnia

Ciapy, brejdak, trajtek, czyli o dialektach Lubelszczyzny słów kilka

Ciapy, brejdak, trajtek, czyli o dialektach Lubelszczyzny słów kilka

13 kwietnia

Ciapy, brejdak, trajtek, czyli o dialektach Lubelszczyzny słów kilka


Od dawna wiadomo, że Polacy nie gęsi, i swój język mają. Wszyscy na co dzień, lepiej lub gorzej posługujemy się językiem polskim. Wiadomo... Ale sprawa jednak jest troszkę bardziej złożona. Każdy region ma jakieś swoje charakterystyczne słówka, zwroty. Lubelszczyzna, czyli region, z którego pochodzimy, wcale nie jest gorsza. Różnice można zauważyć, zadając drugiej osobie dwa pytania: Kapcie, ciapy czy pantofle, co nosisz, chodząc po domu? Wychodzisz na pole czy na dwór? Dziś, chciałabym przedstawić Wam kilka słów, dzięki którym unikniecie zaskoczenia po przyjeździe na Lubelszczyznę. 


TRAJTEK

Trajtek to na Lubelszczyźnie trolejbus. 

FORSZMAK LUBELSKI

Forszmak lubelski to nic innego, jak pyszna sycąca zupa, jednogarnkowa. 

PAZŁOTKO

Pazłotko, czyli w innych regionach sreberko. 

SIOSTRA CIOTECZNA/ BRAT CIOTECZNY

W innych regionach to po prostu kuzynka / kuzyn.

PARÓWKA

Parówka to nie tylko kiełbaska, ale także bagietka. 

BREJDAK/ BREJDACZKA

To po prostu brat/ siostra.

CIAPY

Na kapcie mówimy ciapy. 

KLUSKI

Kluski to dla nas nie tylko kluski śląskie czy leniwe, ale też i makaron. 

O TAK O

Mniej więcej. 

CEBULARZ

Wypiek regionalny w postaci placka z cebulą i makiem na wierzchu. 

DAJ SIĘ KAJTNĄĆ

Mówimy, gdy chcemy, by ktoś dał się nam przejechać swoim rowerem.

PRYTA

To tanie wino. 

PRZEJAZDÓWKA

Bilet miesięczny. 



KYLO/ GELO

W skrócie Krzysztof i Grzegorz.

LUBELAK

Mieszkaniec Lublina.

KRAJZEGA

Czyli stołowa pilarka tarczowa.

KASZKIETÓWKA

Czapka z daszkiem.

STRUGACZKA

W innych regionach: ostrzałka, ostrzynka, strugałka lub po prostu temperówka.

TABLICĘ SIĘ ŚCIERA, GUMKA RÓWNIEŻ ŚCIERA

U nas tablicę się ściera, a nie maże. Gumką się ściera, a nie gumuje czy maże. 

SZCZYPKA

Typowy, lubelski wyrób z cukru, kształtem przypominający szczapę drewna. 

WYCHODZIĆ NA DWÓR

W lubelskim wychodzimy na dwór lub podwórko. 

SARA

Pieniądze. 

MEUS


Tradycyjna impreza organizowana w okresie wielkanocnym, podczas której ludzie palą ogniska, jedzą, piją i się bawią. Określenie "meus" pochodzi od Biblijnej wioski Emaus, do której wędrowali uczniowie, gdy nagle spotkali Chrystusa Zmartwychwstałego. Także lubelskie wyjście na "meus" ma być symbolem tego wydarzenia.


NA PIECHTĘ

Skrócona wersja wyrażenia "na piechotę". 

DOKTÓR/DOKTÓRKA

Często spotykane określenie lekarza lub lekarki.

GRACKA

W innych regionach motyka, haczka, kopaczka.

PANTOFLE

Gdzie indziej określenie kapci, u nas eleganckie buty.

IŚĆ NA PRZYBOŚ

Czyli iść w butach, ale bez skarpet lub rajstop.

TYPEZKA

Młoda dziewczyna lub kobieta.

KUPCZE

Danie kupione w sklepie, a nie przygotowane osobiście.

MUSOWO

Mówimy tak, gdy trzeba koniecznie coś zrobić.



SZLAUF

U nas mówi się tak na ogrodowy wąż, czyli szlauch.

SPANACHANY

Zniszczony lub też zmęczony.

KOCIRZBA/KOCIŻBA 

Określenie wierzby.

KOCIUBI SIĘ/CHMARZY SIĘ

Chmurzy się, zbiera się na deszcz. 

NIE MIEĆ TOŁKU

Nie mieć umiaru.

IŚĆ NA SKUŚKI

Iść na skróty. 

WYGWIZDÓW

Mówimy tak, gdy jest zimno i wieje silny wiatr.




To jest tylko część słów, używanych u nas, jest ich o wiele więcej, starałam się wybrać, jak najpopularniejsze, większość z nich sama używam. O tym, że każdy może inaczej nazywać różne przedmioty najłatwiej przekonać się w rozmowie. Jedni do chodzenia po domu założą ciapy, inni kapcie, a jeszcze inni bambosze. Ostatnio nawet dowiedziałam się, że ludzie różnie nazywają chlebojaja (chleb maczany w roztrzepanym jajku i później usmażony), w tym momencie nie jestem już w stanie tego przytoczyć, ale to mnie zaskoczyło. U mnie w domu od zawsze były to chlebojaja i nigdy nie słyszałam innej wersji.  Ja w życiu codziennym nie odczuwałam nigdy tego, że mówię jakoś inaczej. Używam wyrazów, których używało się u mnie w domu, które słyszałam. Nie wstydzę się tego, skąd pochodzę i jakiego słownictwa używam. Jak to mawiają "Człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy nie", więc nawet jeśli gdzieś tam w przyszłości wyjedziemy, to jednak to skąd pochodzimy, zawsze w nas pozostanie. Przed tym nie da się uciec. Dla mnie akcent i te wszelkie dialekty są atutem. Jestem z Lubelszczyzny, nie urwałam się z choinki. 

A jakie słowa i zwroty są charakterystyczne dla Waszych okolic?

08 kwietnia

Jak wyglądały nasze początki z blogowaniem?

Jak wyglądały nasze początki z blogowaniem?

08 kwietnia

Jak wyglądały nasze początki z blogowaniem?



Dzisiejszy wpis mam nadzieję, troszkę przybliży Wam moją drogę do tego etapu, w którym jestem, właściwie jesteśmy w tym momencie. Chciałabym, aby był też swoistego rodzaju motywacją dla osób, które dopiero zaczynają, że nie można się poddawać i trzeba walczyć, trzeba walczyć o siebie, o swoje marzenia. Na początku nie zawsze jest kolorowo, nie zawsze jest łatwo, wszystko przychodzi z czasem. Zapraszam, więc do czytania. 

Na początku pragnę podkreślić, że nie jestem w tej dziedzinie żadnym ekspertem, wszystko, o czym mówię, oparte jest tylko na moim doświadczeniu.


Moje blogowe początki

Swoją przygodę z blogowaniem rozpoczęłam w 2016 roku. W tym właśnie roku wiosną założyłam pierwszego bloga, który już nie istnieje. Początkowo wpisy pojawiały się tylko tam, pod koniec jego działania pojawił się blog, na którym znajdujecie się obecnie Wy, lecz do 2017 roku stał pusty. Dopiero wiosną 2017 coś zaczęło się tutaj dziać (ówcześnie równocześnie działał jeszcze poprzedni blog), jednak  większość wpisów już nie istnieje ze względów estetycznych. Było trudno się przełamać, ale z czasem zrozumiałam, że długo tak nie zajadę, robiąc wszystko po łebkach, aby cokolwiek dodać. 


Jak wyglądał blog "Gangstyle" pierwotnie?

Pierwotnie blog zwał się "Agrafka", ponieważ chciałam stworzyć blog o kolekcjonowaniu autografów, jednak szybko przekonałam się, że nie chcę skupiać się na jednej określonej tematyce, że to nie jest dla mnie. Tym bardziej że to kolekcjonowanie pomału u mnie już ustępowało, wysyłałam coraz mniej próśb, więc listów też było mniej. Później nazwa zmieniała się kilkukrotnie: "Melka blog", "Amelia Wolińska", "Melka's world" - oj nazw było wiele. Dopiero od niedawna istniejemy jako "Gangstyle". Na blogu wcześniej był jeden wielki mix, głównie wszystko, to co szybko można było napisać i dodać. Mało kiedy pojawiały się zdjęcia, na których widoczna byłam ja. Do tej pory podtrzymuje to, że nie jestem fotogeniczna, lepiej czuję się jako fotograf. To nie było jedynym powodem. Trudno mi się było przełamać i poprosić kogoś, aby to on został fotografem.


Jak to się stało, że jest nas dwie?

Jak pisała Natalia w zapoznawczym wpisie (CZEŚĆ, JESTEM TU NOWA), poznałyśmy się w szkole, od nowego roku szkolnego uczęszczamy do liceum, do jednej klasy. Już w pierwszym tygodniu nauki, stało się tak, że nasze relacje się pogłębiły i od tego czasu jesteśmy prawie nierozłączne. Współpracę zaproponowałam jej już dość dawno, lecz dopiero w kwietniu udało mi się ją przekonać. Natalia, tak jak ja na początku miała opory i wątpliwości, czy aby na pewno sobie poradzi, czy to ogarnie. Jak widać, wdraża się w to małymi kroczkami i ja wierzę w to, że da radę. Każdy z nas, działających w blogosferze prędzej czy później wszystkiego się uczy. Ja byłam samoukiem - HTML, CSS, fotografia, pisanie, wszystkiego uczyłam się sama. Nigdy nie miałam do czynienia z tym aż na taką skalę. Z kodowaniem to było pierwsze zetknięcie, pisałam jedynie wypracowania w szkole a zdjęcia robiłam tylko na wakacyjnych wyjazdach, na własny użytek, głównie były to zdjęcia krajobrazu. 


Plany na najbliższy czas

Przede wszystkim chcemy wdrożyć się w ten rytm, planujemy, fotografujemy, piszemy wpisy na zapas. Chcemy jak najbardziej się przygotować. Dla Natalii jest to czas nauki, dla mnie przypomnienia. Zdaję sobie sprawę, że bloga mocno zaniedbywałam, nie ukrywam tego. Zawaliłam. Teraz chcemy to odbudować. Stawiamy na regularność i jakość, a nie na ilość, jak to było niegdyś. Trzymajcie za nas kciuki!