20:52

Co mi dało blogowanie?

Co mi dało blogowanie?

20:52

Co mi dało blogowanie?


Muszę Wam się do czegoś przyznać, okropnie mi wstyd... Dzisiaj jest 31 sierpnia - Dzień Blogera a ja kompletnie o tym zapomniałam. Przypomniała mi o tym dopiero Magda z bloga marginesowo.pl, dodając bardzo ciekawą relację o blogowaniu na swoim instagramowym profilu @canon.ka. Swoją historię z blogowaniem opowiadałam Wam nie raz w różnych wpisach m.in. w poście Jak rozpocząć swoją przygodę z blogowaniem?. Że tworzę już 5. rok, że zaczynałam w wieku 14 lat, że wiele się zmieniło przez ten czas... Bla, bla, bla... Już pewnie Wam to ubrzydło. W końcu ileż można trajkotać o tym samym... No właśnie, pisałam, że wiele się zmieniło, ale chyba nigdy tak konkretnie nie napisałam, co się zmieniło. Słowo "wiele" nic nikomu nie mówi, ale to, że stałam się pewniejsza siebie, już tak. Dobra, już zanudzam, wiem. Zaczynajmy, przejdźmy do konkretów! 

A więc, co mi dało blogowanie? 

1. Satysfakcję, że tworzę coś swojego dla siebie i dla innych

Mój blog jest takim miejscem, w którym mogę wyrażać siebie, dzielić się swoimi spostrzeżeniami na różne tematy, czasami wiedzą. Nie ogranicza mnie praktycznie nic. Nikt mnie do niczego nie zmusza, nikt nade mną nie stoi i nie mówi "Musisz napisać o ... !". Jeśli czuję potrzebę wyżycia się, to piszę tekst poważniejszy, poruszający jakiś głębszy problem, jeśli nie mam nastroju, to piszę teksty lżejsze, bardziej rozrywkowe.  Blog jest miejscem tworzonym przeze mnie dla innych, ale też i dla siebie. 

2. Blog jest moim wirtualnym pamiętnikiem

Dla mnie blog jest swoistego rodzaju pamiętnikiem. Nie wiem, czy pamiętacie mój tegoroczny urodzinowy wpis, komentuję w nim na list, który napisałam sama do siebie w 15. urodziny, to była czysta frajda móc powrócić do takiego postu sprzed lat i zobaczyć, co się miało w głowie, jakie fiu-bździu się w niej miało.

3. Jestem pewniejsza siebie

Na samym początku byłam niepewna, posty raczej były krótkie, nie dodawałam do nich praktycznie zdjęć, na których było mnie widać, a już w szczególności nie poruszałam na blogu tematów budzących gorące emocje w Internecie np. dotyczących różnicy wieku. Teraz już raczej nie mam problemu z tym, aby stanąć przed obiektywem, nawet wśród tłumu ludzi i zapozować, piszę posty obszerne, jeśli trzeba, to nie przebieram w słowach. Nie boję się już wyrażać własnego zdania, nie boję się opinii innych. Po prostu robię swoje. 

4. Nauczyłam się sporo nowych rzeczy

Oj, tutaj mogłabym pisać i pisać, ale nie wiem, kto by przez to przebrnął, więc ograniczę ten punkt do najważniejszych elementów. Po pierwsze nauczyłam się takich podstaw związanych z techniczną stroną prowadzenia bloga, z SEO,  z szablonami, wszelkie kody CSS, HTML, z dodatkowymi bajerami na stronie. Nic skomplikowanego nie zrobię, ale jakieś takie drobne rzeczy ogarniam. Jestem też fotograficznym samoukiem: musiałam nauczyć się, jak wykonywać zdjęcia, pozować, jak działa program do obróbki, w moim przypadku najczęściej jest to Lightroom. Rozwinęłam swoją umiejętność pisania, bardzo przydało mi się to na lekcjach w szkole. Musiałam też nauczyć się organizować sobie czas, aby mieć go zarówno na szkołę, ostatnio pracę jak i blogowanie, no i jeszcze mieć chwile odpoczynku.

5. Poznałam wielu fantastycznych ludzi

Nie jestem jakoś mocno przebojową osobą, ale dzięki mojej działalności w Internecie poznałam wiele osób, które również kiedyś zdecydowały się zaryzykować i stworzyć takie swoje, jedyne, niepowtarzalne miejsce w sieci, blogerów, Instagramerów. Wszyscy tworzymy taką jedną wielką rodzinę, chociaż nie łączą nas więzy krwi. Nawzajem się wspieramy, motywujemy, wymieniamy wiedzą. Dziękuję Wam!

6. Zmianie uległ mój sposób myślenia o twórcach internetowych

Dzięki temu, że sama zaczęłam tworzyć w Internecie, zrozumiałam, że to nie jest takie hop siup, jak nam się wydaje, kiedy patrzymy na to z pozycji widza. W stworzenie jednego posta trzeba włożyć naprawdę sporo swojego wysiłku, poświęcić sporo czasu w zrobienie zdjęć, obróbkę, napisanie tekstu, promocję. To wcale nie jest taka lekka praca. 


Zdaję sobie sprawę z tego, że obserwuje mnie wiele koleżanek i kolegów po fachów, dlatego z okazji Dnia Blogera życzę Wam wszystkiego, co najlepsze! Kolejnych lat blogowania! Ciekawi mnie, ile lat Wy blogujecie i co Wam dało blogowanie?

PODPIS

10:59

Back to school: Czy jestem zadowolona z używania segregatorów zamiast zeszytów?

Back to school: Czy jestem zadowolona z używania segregatorów zamiast zeszytów?

10:59

Back to school: Czy jestem zadowolona z używania segregatorów zamiast zeszytów?

Sierpień już się powoli kończy, jeszcze kilka dni i tak zawsze wyczekiwane wakacje dobiegną końca, uczniowie zasiądą w szkolnych ławkach, na przerwach na korytarzach będzie gwarno a na dworze o wiele chłodniej i nieco melancholijnie. W tym roku na moim blogu raczej nie zobaczycie pełnej serii Back To School, może napiszę coś oprócz tego wpisu, ale nie obiecuję. Jeżeli interesują Was tematy związane ze szkołą, z powrotem do niej po wakacyjnej przerwie to cofnijcie się do postów z lat ubiegłych za pomocą gadżetu Archiwum albo za pomocą gadżetu Wyszukaj. O ile mnie pamięć nie myli, to w 2019 roku stworzyłam ogromną ilość takich wpisów, ale w innych latach na pewno też coś znajdziecie. Jednym z takich moich Back To School'owych postów, które cieszą się nadal ogromną popularnością pomimo upływu lat, jest post dotyczący używania w szkole segregatorów zamiast zeszytów. Napisałam go chyba po roku, a może i nie, stosowania tej metody.

Metodę tę stosowałam również w tej najważniejszej klasie - klasie maturalnej. Ostatnio o istnieniu tego wpisu przypomniała mi dziewczyna, która trafiła na niego w Internecie i miała jeszcze kilka dodatkowych pytań odnośnie tej metody. Pomyślałam więc, że napiszę o tej metodzie jeszcze co nieco, jako osoba, która stosowała ją przez 2 lata swojej edukacji w liceum.

 Czy nauczyciele w liceum sprawdzają zeszyty?

Tak jak pisałam w poprzednim wpisie na ten temat, ja tę metodę wprowadziłam w swoją edukację dopiero jakoś w II klasie liceum. Wiedziałam już, na jakich przedmiotach ile piszemy, wiedziałam już, czy ktoś zagląda czasami do zeszytów, czy nie. W moim przypadku, w moim liceum nie sprawdzano nam zeszytów, czasami nauczyciel tylko przeszedł na lekcji i zerknął czy mamy np. jakąś pracę domową albo na czym skończyliśmy na ostatniej lekcji, ale nigdy nikt nie zabierał zeszytów do domu, więc takiego problemu nie miałam. Nie wydaje mi się, aby takie praktyki miały miejsce w szkołach średnich, a jeżeli nawet, to są to raczej sporadyczne przypadki. Jeżeli były jakieś prace do oddania, to robiliśmy je na oddzielnych kartkach, a takie codzienne prace domowe robiliśmy dla siebie, nauczyciel tylko zerkał czy każdy coś ma, jeżeli było jakieś ważne albo problematyczne zadanie to sprawdzaliśmy je wspólnie klasą, odczytując odpowiedzi na głos albo rozwiązując je na tablicy, jeśli było to zadanie z matematyki, a nauczyciel korygował ewentualne błędy, podpowiadał, co jeszcze można by zrobić.

Co w przypadku kiedy ktoś chciałby pożyczyć zeszyt?

No i tutaj może się pojawić drobny problem, no ale jeśli jesteście uczniami pomyślcie, ile razy Wy pożyczyliście zeszyt w dobie Internetu? Teraz młodzież wysyła sobie zdjęcia albo skany na Messengerze, Whatsappie czy innym komunikatorze, ewentualnie mailem. Bardzo rzadko pożyczają sobie zeszyty. Jeśli już ktoś chciał ode mnie pożyczyć notatki w papierze, a akurat były to notatki z przedmiotu, który prowadziłam w segregatorze, to po prostu dawałam mu je w teczce czy w koszulce i tyle, musiał tylko wcześniej dać znać, czego potrzebuje, bo nie wszystko nosiłam przy sobie. I tutaj przechodzimy do kolejnego pytania...

A co, jeśli na lekcji nauczyciel powróci do tematów z poprzednich działów?

No wiadomo, jak wypięłam notatki z poprzedniego działu i wpięłam do segregatora w domu, to ich nie miałam, ale gdyby skończyłby mi się zeszyt, to też bym ich nie miała. Zawsze w takiej nagłej sytuacji korzystałam z uprzejmości koleżanki obok i jej notatek albo z własnego podręcznika. Nie ma sytuacji bez wyjścia. 

Jak sprawdza się ta metoda w klasie maturalnej?

Powiem Wam, że ta metoda była w moim przypadku strzałem w 10 i na pewno na studiach będę ją stosować! W łatwy i szybki sposób wszystko, czego potrzebowałam, mogłam odnaleźć. Potrzebuję do powtórek z historii jakiegoś tematu ze średniowiecza? Otwieram segregator, pach, pach i mam go, nie szukam, w którym zeszycie go mam, w którym miejscu. Potrzebuję konkretnego działu na lekcję WOSu? Wypinam kartki z segregatora w domu, wpinam w drugi, mam tylko to, czego potrzebuję, a nie niosę cały zeszyt. Notatki były bardzo czytelne, przejrzyste, o wiele przyjemniej mi się w nie zaglądało niż w moje bazgroły w zeszytach, a uwierzcie, że jeśli ktoś dyktował nam coś szybko, to ja po prostu bazgroliłam, aby tylko wszystko mieć i nic nie pomieszać, szczególnie na historii był hardcore: dużo dat, nazwisk, miejsc, niekoniecznie łatwych w zapisie. Jak coś nabazgroliłam na jakiejś kartce, to po prostu przepisywałam notatkę na komputerze, drukowałam i podmieniałam.  Najprzyjemniejsze jednak nastąpiło na koniec, po maturze, kiedy wiedziałam, że zdałam i na więcej się nie porywam - utylizacja. Utylizacja była prosta i przyjemna, wszystko poszło z dymem. ¡Hasta la vista notateczki!

Mam nadzieję, że tym postem rozwiałam Wasze wszelkie wątpliwości co do tej metody. Jeśli nurtuje Was jeszcze coś - pytajcie, czy tutaj pod postem, czy na Instagramie z chęcią odpowiem! Cieszcie się tymi ostatnimi dniami wakacji!

PODPIS


13:36

Jeżeli nie czas to co na prezent?

Jeżeli nie czas to co na prezent?

13:36

Jeżeli nie czas to co na prezent?


W pierwszym sierpniowym wpisie napisałam, że najlepszym prezentem, jaki możemy podarować drugiej osobie, jest czas i nadal tę myśl podtrzymuję, nadal jestem tego zdania, że czas jest prezentem bezcennym. Słusznie jednak część z Was zauważyła, że nie zawsze taki prezent się sprawdzi. Niekoniecznie sprawdzi się on wtedy, gdy z tą drugą osobą nie łączą nas mocne więzi, na przykład obdarowywany jest kolegą z pracy albo kolegą ze szkoły a prezent ma być po prostu prezentem na Dzień Chłopaka, być może jest nauczycielem i potrzebny jest nam prezent na Dzień Nauczyciela. W takich sytuacjach zamiast na klasyczne kwiaty czy pralinki bardzo chętnie wielu z nas stawia na koszulki z nadrukami albo poduszki z jakimiś ciekawymi, czasami śmiesznymi grafikami. Ktoś może powiedzieć, że jest to oklepany pomysł na prezent, ale mi się on bardzo podoba, w szczególności wtedy, kiedy spersonalizujemy nieco ten prezent i dopasujemy nadruki do konkretnych osobowości.  Takie koszulki, bluzy, poduszki, a nawet skarbonki czy torby bawełniane z niebanalnymi nadrukami znaleźć można na stronie sklepu z Wodzisławia Śląskiego Koszulkowy.pl.

Wszelkie produkty dostępne na stronie podzielone są na kategorie ze względu na tematykę: pracę, hobby, urodzinowe, z okazji rocznicy ślubu, stopień pokrewieństwa oraz płeć, dzięki czemu odnalezienie tego jednego konkretnego produktu nie jest zadaniem skomplikowanym. Jeżeli chodzi o rozmiarówkę, jest ona pełna od S do XXXL w przypadku mężczyzn oraz od S do XXL w przypadku kobiet.

Jako że lato i wakacje w pełni, choć pogoda w ostatnich dniach kapryśna postanowiłam wybrać dla mojego młodszego brata biały t-shirt z napisem Chill Out. T-shirt wykonany jest z bawełny wysokiej jakości, przez co świetnie sprawdzi się, kiedy temperatura nieco podskoczy, a miejmy nadzieję, że jeszcze się trochę ociepli. Koszulka wygląda naprawdę ciekawie, nadruk jest wykonany bardzo dobrze, nic nigdzie się nie łuszczy, ale jest jeden minus - w dolnym rogu koszulki widnieje logo marki, które niestety dość mocno się wybija i kradnie uwagę nadrukowi. Myślę, że warto byłoby coś z nim pokombinować, aby aż tak się nie rzucało w oczy. Cena koszulki to 55 zł.

Myślę, że zdajecie sobie sprawę z tego, że o rodzicach, którzy włożyli ogrom trudu w wychowanie nas, trzeba pamiętać nie tylko od święta, nie tylko wtedy kiedy obchodzony jest Dzień Matki czy Dzień ojca albo wtedy kiedy mają urodziny, czy imieniny, ale każdego dnia. Nie zapomniałam więc również o swoich rodzicach i wybrałam dla mojego taty poduszkę z takim lekko humorystycznym napisem ''Jestem tatą i co, jak co, ale dzieci to mi się udały" za 45 zł. Na widok tych wszystkich napisów, które nadrukowane są na te koszulki, bluzy, poduszki itd. buzia sama się uśmiecha.

Na stronie sklepu znajdziecie również maseczki ochronne po 19,90 zł w kilku wzorach np. mordki psa, czy pyszczka kota albo w kolorowe listki. Plus za krój maseczek i ciekawy design, ale niestety mam wątpliwości co do ich skuteczności przez materiał, z jakiego są wykonane, dość cienki i z takimi dziurkami. Trochę przypomina mi on materiał, z którego wykonywane są niektóre ubrania sportowe. Jeżeli zależy komuś na ochronie, to stawiałabym, na specjalne przeznaczone do tego maseczki. 

Ciekawi mnie, co Wy sądzicie o takich produktach z humorystycznymi nadrukami? Wiocha czy wręcz przeciwnie świetny pomysł na prezent?

PODPIS

08:35

Co jest najlepszym prezentem?

Co jest najlepszym prezentem?

08:35

Co jest najlepszym prezentem?


Na pewno nie jeden z Was miał problem, kiedy trzeba było wybrać dla kogoś prezent z okazji urodzin, imienin, ślubu, chrztu i tak dalej, i tak dalej... Co by tu kupić, zrobić... A może dać po prostu gotówkę i niech sam obdarowany zadecyduje, na co ją przeznaczy? Ja również wielokrotnie z tym miałam problem, ale wysnułam pewne wnioski.
 
 
Zrozumiałam, że najlepszym prezentem, ponadczasowym prezentem, który możemy ofiarować drugiej osobie, jest CZAS. Spędzenie chwili z drugą osobą nic nas nie kosztuje, ale dla niej może być to dar bezcenny.
 
3 czerwca, czyli 2 miesiące temu obchodziłam swoje 19 urodziny. Wypadły w Boże Ciało, dzień wolny od pracy, dlatego moim urodzinowym prezentem od rodziców, który zresztą sama sobie wybrałam, był wypad do Kazimierza Dolnego na spacer bulwarami. Skwar był ogromny, tłumy ludzi, ogromne korki, więc tym razem odpuściliśmy sobie spacer gdzieś głębiej, dalej, z resztą byliśmy w tym miasteczku nie raz, więc nie zależało mi na tym jakoś mocno. Zjedliśmy gofra, lody i wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu, ale to były najlepsze urodziny, bo spędzone razem, w gronie najbliższych. 
 


 
Dlatego, jeśli nie wiecie, co podarować komuś to może pomyślcie o jakiejś takiej wspólnej atrakcji, no nie wiem - lot balonem, paintball, wyścigi gokartami, off-road, aquapark może wycieczka gdzieś daleko albo i nie, wręcz przeciwnie spacer po okolicy, może wspólny piknik czy obiad w jakiejś restauracji. Na pewno uda Wam się dobrać coś idealnego. Możecie również pooglądać wspólnie filmy w domu, pogotować razem albo po prostu być razem, siedzieć i milczeć. Ogranicza Was tylko kreatywność.
 
Robicie takie prezenty innym czy raczej stronicie od nich? Co sądzicie o takich pomysłach na prezent?
Copyright © Melka blogerka , Blogger