22:54

Piękna z natury, czyli kosmetyki Gaja

Piękna z natury, czyli kosmetyki Gaja

22:54

Piękna z natury, czyli kosmetyki Gaja


Gaja w mitologii greckiej to Matka-Ziemia... Gaja - Piękna z natury to marka, która powstała dość niedawno, bo w 2017 roku we Wrocławiu. Działa już 3. rok, ostatnio wypuścili na rynek nową linię 6 kremów algowych ze spiruliną. Znajdziecie je m.in. na ich stronie w zakładce "sklep" w cenie 39,99 zł za 50 ml oraz w wybranych drogeriach np. w drogerii Lila Róż w promocyjnej cenie. W linii znalazły się kremy: nawilżający, regenerujący, krem dla skóry suchej, krem dla skóry wrażliwej oraz kremy odświeżający i odżywczy, o których chciałabym Wam nieco więcej opowiedzieć. 



Zacznijmy najpierw od tego, na co zwracamy przy zakupach najpierw uwagę - od opakowania. My kobiety jesteśmy wzrokowcami i wszystko kupiłybyśmy, co ładne, bez względu na to, czy jest nam to potrzebne, czy nie. Oczywiście to, czy dany produkt nam się podoba, jest kwestią gustu, tego nie będziemy rozpatrywać. Kremy zapakowane zostały w bardzo wygodne pojemniki o pojemności 50 ml z pompką, dzięki czemu są nie tylko bardzo wygodne w użytkowaniu, ale także, biorąc pod uwagę, co się obecnie dzieje na świecie - bezpieczne. Niech  Was nie zmyli pojemność - może się wydawać, że co to 50 ml, zaraz nic nie będzie, a otóż nie, produkty są całkiem wydajne. Nie ukrywam, sama się na początku wystraszyłam, widząc cenę i tę pojemność, ale jak widać, nie ma się czego bać. Jest dodatkowy plus tak małej pojemności - zmieści się wszędzie, można sobie krem wrzucić do torebki i mieć zawsze przy sobie, kobieca torebka wszystko zniesie... 


Jak wcześniej mówiłam, do moich zasobów dołączyła para - krem odświeżający oraz odżywczy. Zacznijmy od kremu odświeżającego. Pierwsze, na co zwracamy uwagę to opakowanie, zaraz w kolejności stoi zapach i konsystencja. Akurat w obu przypadkach zapach i konsystencja są dość podobne. Oba kosmetyki mają zapach dość specyficzny, który nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie on nie przeszkadza. Po wchłonięciu się produktu w zasadzie nie jest on wyczuwalny. W konsystencji są to produkty dość lekkie, po ich zastosowaniu nie pozostaje na skórze takie nieprzyjemne uczucie lepkości. Ja używałam go zarówno rano, jak i wieczorem. Bardzo ładnie matowi skórę i faktycznie odświeża tę skórę. Moja skóra tego potrzebowała, w reszcie odżyła! 


Moim faworytem pomimo wszystko został krem odżywczy. Ma on żółty kolor, dość intensywny, ale nie barwi, więc niech Was nie wystraszy to. Skóra po jego stosowaniu jest nawilżona, miękka w dotyku. Zarówno ten, jak i krem odświeżający przetestowałam, nakładając pod makijaż i oba wypadły całkiem nieźle. Nie zauważyłam, aby coś złego działo się z makijażem. 

Można mówić o opakowaniach, zapach, lecz największą zaletą kosmetyków Gaja jest wartościowy skład, w którym znajdziemy m.in. ekstrakt ze spiruliny, olej z rokitnika, olej z pestek dzikiej róży, olej z pestek moreli i wiele więcej. Tylko to, co najlepsze dla naszej skóry!

Napiszcie mi w komentarzach, czy Wy już mieliście okazję przetestować tę nową linię kremów. 

PODPIS

11:52

Jak spędzić ten czas dziećmi?

Jak spędzić ten czas dziećmi?

11:52

Jak spędzić ten czas dziećmi?


Świat znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, wszystko spowolniło, dzieci nie chodzą do przedszkoli, szkół - spędzają dnie w domach. Mają czas na zabawę, grę w gry i ... czytanie książek. Chciałabym przedstawić Wam kilka propozycji czytelniczych dla najmłodszych od wydawnictwa Media Service Zawada za niewielkie pieniądze. Kiedyś już pojawiały się wpisy o tej tematyce na blogu, kto pamięta? 


Na stronie znajdziecie wiele magazynów powiązanych z różnymi bajkami dla dzieci. Większość zawiera dodatkowe niespodzianki, naklejki tak jak te 2, które chciałabym Wam dzisiaj pokazać. W środku magazyny wypełnione są po brzegi zabawami, zagadkami, grami, w które można zagrać. 

Pierwszy - magazyn raczej dla dziewczynki, ponieważ oparty jest na bajce "Shimmer & Shine". Niespodzianką tym razem była tajemnicza muszla, w której wnętrzu może nie skrywała się drogocenna perła, ale znalazło się wszystko, co młodej damie potrzebne - grzebyczek, spinka "żabka" oraz dodatkowo zestaw kolejnych naklejek. 



Drugi magazyn - już bardziej chłopięcy, oparty został natomiast na bajce "Super Wings", czyli odlotowych samolotach. Oprócz naklejek do magazynu, jako prezent została dołączona piankowa piłeczka. 


Kolejne dwie propozycje były zaskoczeniem dla samej mnie. Pierwszy raz spotkałam się z tą bajką "44 cats". Najwidoczniej to jakaś nowość. A może Wasze dzieci, siostry, bracia oglądają tę bajkę?


Pierwszą z nich jest króciutki, dosłownie 5-stronowy magazyn, do którego dołączona została płyta z 5 odcinkami tej bajki. Pomimo że sam magazyn jest króciutki, to strony zostały zapełnione po same marginesy zadaniami dla dzieciaków. 


Drugą propozycją jest natomiast książeczka z zadaniami i naklejkami, które dzieci uwielbiają. Tych naklejek jest aż 80! W dużej mierze są to naklejki do wykorzystania w zadaniach, ale jest też coś dla dzieci do dowolnego wykorzystania np. do stworzenia kociastycznej pracy plastycznej. 


Powoli wkraczamy na wody ciutkę bliżej mi znane. Chciałabym przedstawić Wam dwie kolejne książki z zadaniami i... naklejkami, a co Wy pomyśleliście? Naklejki zawsze u dzieci muszą być i wszystko, co możliwe musi być nimi oklejone :) 


Tutaj znowu można podzielić to mniej więcej pomiędzy płcie, bo raczej chłopców nie zainteresuje opowieść o rycerskiej Nelli, a dziewczynki niekoniecznie zainteresuje świnka Peppa i opowieść o maszynach.  Spójrzcie, chociażby na wnętrze "Rycerki Nelli" - ten róż, fiolet, serduszka, tiary, jednorożca, to wszystko krzyczy wręcz do chłopców - "Nie ruszaj mnie!". W środku pełno jest zadań głównie plastycznych - pokoloruj, narysuj, popraw. Każda strona ma swój tytuł.


"Chrum... chrum... Wspaniałe maszyny" jest już troszkę bardziej stonowana, choć ja, patrząc na siebie sprzed kilkunastu lat, na pewno jej bym nie wybrała jako dziewczynka, ale jakiś mały kierowca bombowca na pewno będzie zadowolony. Co jest fajne w tej książeczce, że historia jak w bajce, nie kręci się tylko  wokół Peppy i jej rodziny, ale też jej znajomych, ich rodzin. Do tego wszystkiego wprowadzone są środki lokomocji. Na zdjęciu macie przedstawione tylko 2 strony z całej książki, a znajdują się na niej aż 3 zadania. Nudzić dziecko się na pewno nie będzie! 


Kolejne dwie propozycje to coś dla małych artystów - kolorowanki z serii "Dodaj Kolorów!" - pomysł na to jak zapobiec malowania po ścianach :D 


Pierwsza z nich to taki mix wszystkich postaci z bajek dla najmłodszych - "Shimmer & Shine", "Rycerka Nella", "Psi Patrol", "Blaze i Megamaszyny". Do każdej postaci dodany jest podpis, kto to. 


W drugiej kolorowance natomiast autorzy skupili się na Peppie i jej przyjaciołach oraz na aktywnościach, jakie razem wykonują. Również są dołączone opisy tego, co robi Peppa i jej przyjaciele. 


Moimi ostatnimi na dzisiaj propozycjami są dwie czytanki z ilustracjami - "Niezwykły lot z panią królik" oraz "Poszukiwacz złota". Spójrzcie tylko na te ilustracje, wszystko jest tak oddane, że naprawdę trudno się zdecydować, co jest lepsze - książeczka czy bajka. Nie są one grube i ciężkie, więc można spakować je do torebki, aby mieć zawsze przy sobie w kryzysowych sytuacjach, kiedy dziecko się nudzi, a my nie wiemy, co mamy zrobić. Telefon to najgorsze wyjście! 

To by było dzisiaj na tyle. Napiszcie mi w komentarzu, czy mieliście do czynienia z książeczkami od wydawnictwa Media Service Zawada. Czy zamówilibyście którąś z propozycji dla maluchów z Waszego otoczenia?

PODPIS

11:28

Życie w czasach zarazy

Życie w czasach zarazy

11:28

Życie w czasach zarazy


Świat się zatrzymał, ludzie wreszcie spowolnili tempa, natura odżywa, ale czy potrzebna do tego była tajemnicza zaraza, z którą od kilkunastu tygodni walczymy, czy musiało do tego dojść... Walczą z nią setki tysięcy ludzi, których my może nie widzimy na co dzień - lekarze, wojsko, policja... Wszystkie ogniwa zostały postawione w stan gotowości, aby stawić opór zarazie, która wdarła się i sparaliżowała niemalże każdy sektor, utrudniła ludziom życie. Kto by kilka tygodni temu w Polsce myślał, że nie wyjdzie z dzieckiem  już na plac zabaw,  nie pójdzie bez problemu do lekarza, że będzie trzeba wprowadzać ograniczenia w przypadku zgromadzeń, dzieci będą uczyć się online, że każdy nowy dzień będzie ogarnięty lękiem. Staliśmy się zakładnikami... zakładnikami tej zarazy, która zasiała to ziarnko niepewności, które wciąż kiełkuje. Nie wiemy, co przyniesie jutro, kiedy to się skończy i czy w ogóle to się skończy. Choć w Europie wiedzieliśmy, że na pewno ta zaraza dosięgnie i nas w jakimś stopniu, ale nikt nie spodziewał się tego, że to będzie w takim stopniu. Nagle została nam ograniczona wolność, swoboda, biologia pokazała swoją siłę i dominacje nad ludzkością. Rządy w wielu krajach starają się działać tak, aby zwalczyć to zagrożenie, stosując różne środki zapobiegające, jak i zwalczające. Nie będę dywagować nad tym, jakie są to środki, czy odpowiednie, czy robią źle, czy dobrze, bo nie o to chodzi w tym czasie, aby obrzucać się błotem nawzajem, a niestety dzieje się to... 


Dopiero teraz, gdy wirus pokazał nam, co tak naprawdę w życiu się liczy, ludzie stali się dla siebie życzliwsi, zrozumieli, że to nie pieniądze są w życiu ważniejsze, nasz status społeczny. Choroba nie wybiera i dosięgnęła i tych najbogatszych. Nie ma podziałów, nie ma gorszych i lepszych, wszyscy razem stanęliśmy przed tym problemem, wszyscy razem, nie w pojedynkę. Dopiero teraz rozumiemy, że najważniejszymi wartościami są zdrowie, miłość, rodzina, przyjaźń, bezinteresowne dobro, że pieniądze szczęścia nie dają. Ludzie tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, by to zdrowie odzyskać. Teraz jest ten czas, aby się zatrzymać i w swoich 4 ścianach przemyśleć swoje dotychczasowe postępowanie. 



Nie ukrywam, że przez te 2 tygodnie przerwy miałam okazję pisać dla Was tutaj na blogu, ale za każdym razem, kiedy siadałam do komputera, coś mnie od niego odpychało, traciłam ten zapał. Poza tym, też i się troszkę przeziębiłam i nie miałam jakiejś takiej siły, aby pisać. Miałam wiele planów na ten okres, miałam robić prawo jazdy, miałam zaplanowane kilka wyjazdów, ale ze wszystkiego tego musiałam na ten moment zrezygnować. Teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo, zdrowie i życie nas samych, jak i osób nas otaczających. Miejmy nadzieję, że sytuacja, w której się znaleźliśmy, wkrótce się unormuje, że RAZEM przezwyciężymy tę pandemię, przeżyjemy tę zawieruchę. A teraz cieszcie się z życia, kochajcie, uśmiechajcie się do siebie, bądźcie dla siebie życzliwi, jakby to miał być Wasz ostatni dzień! Stosujcie się do zaleceń służb, przestrzegajcie zasad higieny! Razem damy radę! Wierzę w to, że świat jest na tyle silny, że My jesteśmy na tyle silni! 


"Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne."
Wisława Szymborska

PODPIS

20:29

Kolejne romansidła?!

Kolejne romansidła?!

20:29

Kolejne romansidła?!


Kryminały, thrillery, książki przygodowe, sensacyjne, horrory... Rodzai książek jest wiele, mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Podobno kobiety lubują się w romansach, choć nie wydaję mi się, aby tak było, bo znam osobiście i widzę w sieci wiele dziewczyn, kobiet czytających i wręcz ubóstwiających kryminały. W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić Wam dwie książki, których tytuły i grafiki na okładkach mogłyby wskazywać, że są to klasyczne romanse, ja jednak uważam, że bardziej wpisują się one zarówno w tematykę romansów jak i obyczajową i do tych dwóch kategorii bym je równocześnie przypisała. Obie książki: "Tysiąc kawałków" Anny Ziobro, jak i "Zaczynam od listu kochanie" Justyny Typańskiej wydane są przez wydawnictwo Oficynka i znajdziecie je na oficjalnej stronie internetowej wydawnictwa. 


"Tysiąc kawałków" to debiutancka książka rzeszowianki Anny Ziobro. To nie jest słodkie romansidło o tym, jak cudowna jest miłość, wręcz przeciwnie. Opowiada prawdziwą opowieść o życiu - dwoje ludzi: Julia i Daniela, przypadkowe spotkanie, wielka miłość, jedna błędna decyzja, która zmieniła bieg ich historii. Jedna książka, jedna historia, a przeplata miłość,  tęsknotę, zazdrość i ból. Pokazuje nam, że nie każda miłość jest piękna, jakby się wydawało na samym początku. 

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, gdy otworzyłam książkę to ten podział na dni, miesiące, lata. Mamy dość szeroki wycinek z życia bohaterów, bo mamy opisane wydarzenia od roku 2007 do roku 2015, widać tę metamorfozę bohaterów, niczym przy dramacie romantycznym. Akcja w dużej mierze rozgrywa się w Polsce, głównie w Łodzi, co sprawiło, że książkę czytało się bardzo przyjemnie i dość szybko, przy tym można było się wczuć w ten klimat, a nie ukrywam, że książki, które są wręcz przesycone nazwami własnymi w innym języku, jeszcze gorzej, gdy są one w języku kompletnie mi obcym, jakimiś długimi imionami wymyślonymi przez autora, bardzo ubogimi opisami miejsc akcji, bardzo mnie męczą, a i nie pozwalają do końca w ten klimat się wczuć i wyobrazić tych sytuacji. Bardzo ciekawym zabiegiem, który zasługuje na wspomnienie, jest umieszczenie przed konkretnymi częściami książki cytatów np. Paula Coelho, ks. Jana Twardowskiego jako motto. 

Początek historii zapowiada się bajkowo, ale im bardziej zaznajamiamy się ze związkiem bohaterów, tym więcej mankamentów, rys zauważamy. Są to młodzi ludzie, młode małżeństwo, w którym Julia przyjęła bardzo władczą postawę, to ona miała decydujący głos, związek zaczął przemieniać się w toksyczną relację. Daniel - zapatrzony w Julię, zakochany do szaleństwa, nieba by jej uchylił i Julia, która jednym swoim ruchem w złą stronę wszystko zniszczyła...   

Nie chcę Wam tutaj też za dużo zdradzić, bo może ktoś pokusi się o tę książkę i będzie chciał ją przeczytać i chce mieć małą niespodziankę, więc podsumuję ją tylko, postaram się nie spoilerować. Lektura ta odzwierciedla historię wielu ludzi na świecie. Pokazuje, że miłość może być piękna, ale wtedy, kiedy oboje ludzi słucha siebie nawzajem, kiedy żadne z nich nie rządzi życiem tej drugiej połówki. Pokazuje, jak jedna decyzja, pochopna decyzja może namieszać w życiu. Bardzo pouczająca, skłaniająca do refleksji, wywołująca niekiedy skrajne emocje od wkurzenia na Julię do łez wzruszenia, historia. 


A tymczasem przechodzimy do drugiej książki, czyli "Zaczynam od listu kochanie", autorstwa Justyny Typańskiej. Troszkę się na tej książce zawiodłam, zabrakło mi "tego czegoś", nie poruszyła mnie ona jakoś mocno. Miałam co do niej większe oczekiwania, pewnie przez to, że zaczęłam od książki "Tysiąc kawałków", która mnie zachwyciła. Bardzo lekka, mało zaskakująca dla mnie, choć takie momenty też się znajdą. 

Bardzo lekka opowieść o młodej dziewczynie, która nie miała nigdy chłopaka, chciałaby znaleźć swoją miłość. W pewnym momencie w jej życiu pojawia się cichy wielbiciel. Kim on jest?! Czego od niej chce?! Jak to się zakończy?! Czy będzie happy end? Nie powiem... Tajemnica... 

Książka jest bardzo lekka, bardzo prosta, historia momentami przewidywalna. Postać Łucji momentami, kiedy na wszystko się zgadzała, mocno mnie irytowała, brakowało mi "tego mięsa". Przeczytałam ją bardzo szybko, jeden wieczór. Nie była to pozycja jakaś nieprzyjemna, ale troszkę jakby pusta. Brakowało tam tych niespodziewanych momentów. Zapowiadało się ciekawie, wyszło średnio... Nie najgorzej, ale "Tysiąca kawałków" nie przebije. Plus za fragmenty listów, które wyróżnione są kursywą i nie gubią się wśród pozostałego tekstu.  


Starcie "Tysiąc kawałków" vs "Zaczynam od listu kochanie" definitywnie wygrała książka Anny Ziobro, ale mam nadzieję, że pani Justyna nie podda się i wyda kolejną książkę, która powali na kolana, bo jak to mówią "Najtrudniejszy pierwszy krok...". Biorąc pod uwagę kwestie graficzne, obie są sobie równe, kolorystyka, grafika, choć jakbym miała wybierać to tutaj postawiłabym chyba na książkę pani Justyny, bo ten błękit i kontrast z czerwienią jest cudny. Obie te książki znajdziecie i zakupicie bezpośrednio ze strony wydawnictwa Oficynka. Obie są obecnie po 40 zł. 

Jeśli czytaliście, to koniecznie dajcie mi znać, co Wy sądzicie o tych propozycjach. 


PODPIS
Copyright © Melka blogerka , Blogger