Kolejne romansidła?!


Kryminały, thrillery, książki przygodowe, sensacyjne, horrory... Rodzai książek jest wiele, mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Podobno kobiety lubują się w romansach, choć nie wydaję mi się, aby tak było, bo znam osobiście i widzę w sieci wiele dziewczyn, kobiet czytających i wręcz ubóstwiających kryminały. W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić Wam dwie książki, których tytuły i grafiki na okładkach mogłyby wskazywać, że są to klasyczne romanse, ja jednak uważam, że bardziej wpisują się one zarówno w tematykę romansów jak i obyczajową i do tych dwóch kategorii bym je równocześnie przypisała. Obie książki: "Tysiąc kawałków" Anny Ziobro, jak i "Zaczynam od listu kochanie" Justyny Typańskiej wydane są przez wydawnictwo Oficynka i znajdziecie je na oficjalnej stronie internetowej wydawnictwa. 


"Tysiąc kawałków" to debiutancka książka rzeszowianki Anny Ziobro. To nie jest słodkie romansidło o tym, jak cudowna jest miłość, wręcz przeciwnie. Opowiada prawdziwą opowieść o życiu - dwoje ludzi: Julia i Daniela, przypadkowe spotkanie, wielka miłość, jedna błędna decyzja, która zmieniła bieg ich historii. Jedna książka, jedna historia, a przeplata miłość,  tęsknotę, zazdrość i ból. Pokazuje nam, że nie każda miłość jest piękna, jakby się wydawało na samym początku. 

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, gdy otworzyłam książkę to ten podział na dni, miesiące, lata. Mamy dość szeroki wycinek z życia bohaterów, bo mamy opisane wydarzenia od roku 2007 do roku 2015, widać tę metamorfozę bohaterów, niczym przy dramacie romantycznym. Akcja w dużej mierze rozgrywa się w Polsce, głównie w Łodzi, co sprawiło, że książkę czytało się bardzo przyjemnie i dość szybko, przy tym można było się wczuć w ten klimat, a nie ukrywam, że książki, które są wręcz przesycone nazwami własnymi w innym języku, jeszcze gorzej, gdy są one w języku kompletnie mi obcym, jakimiś długimi imionami wymyślonymi przez autora, bardzo ubogimi opisami miejsc akcji, bardzo mnie męczą, a i nie pozwalają do końca w ten klimat się wczuć i wyobrazić tych sytuacji. Bardzo ciekawym zabiegiem, który zasługuje na wspomnienie, jest umieszczenie przed konkretnymi częściami książki cytatów np. Paula Coelho, ks. Jana Twardowskiego jako motto. 

Początek historii zapowiada się bajkowo, ale im bardziej zaznajamiamy się ze związkiem bohaterów, tym więcej mankamentów, rys zauważamy. Są to młodzi ludzie, młode małżeństwo, w którym Julia przyjęła bardzo władczą postawę, to ona miała decydujący głos, związek zaczął przemieniać się w toksyczną relację. Daniel - zapatrzony w Julię, zakochany do szaleństwa, nieba by jej uchylił i Julia, która jednym swoim ruchem w złą stronę wszystko zniszczyła...   

Nie chcę Wam tutaj też za dużo zdradzić, bo może ktoś pokusi się o tę książkę i będzie chciał ją przeczytać i chce mieć małą niespodziankę, więc podsumuję ją tylko, postaram się nie spoilerować. Lektura ta odzwierciedla historię wielu ludzi na świecie. Pokazuje, że miłość może być piękna, ale wtedy, kiedy oboje ludzi słucha siebie nawzajem, kiedy żadne z nich nie rządzi życiem tej drugiej połówki. Pokazuje, jak jedna decyzja, pochopna decyzja może namieszać w życiu. Bardzo pouczająca, skłaniająca do refleksji, wywołująca niekiedy skrajne emocje od wkurzenia na Julię do łez wzruszenia, historia. 


A tymczasem przechodzimy do drugiej książki, czyli "Zaczynam od listu kochanie", autorstwa Justyny Typańskiej. Troszkę się na tej książce zawiodłam, zabrakło mi "tego czegoś", nie poruszyła mnie ona jakoś mocno. Miałam co do niej większe oczekiwania, pewnie przez to, że zaczęłam od książki "Tysiąc kawałków", która mnie zachwyciła. Bardzo lekka, mało zaskakująca dla mnie, choć takie momenty też się znajdą. 

Bardzo lekka opowieść o młodej dziewczynie, która nie miała nigdy chłopaka, chciałaby znaleźć swoją miłość. W pewnym momencie w jej życiu pojawia się cichy wielbiciel. Kim on jest?! Czego od niej chce?! Jak to się zakończy?! Czy będzie happy end? Nie powiem... Tajemnica... 

Książka jest bardzo lekka, bardzo prosta, historia momentami przewidywalna. Postać Łucji momentami, kiedy na wszystko się zgadzała, mocno mnie irytowała, brakowało mi "tego mięsa". Przeczytałam ją bardzo szybko, jeden wieczór. Nie była to pozycja jakaś nieprzyjemna, ale troszkę jakby pusta. Brakowało tam tych niespodziewanych momentów. Zapowiadało się ciekawie, wyszło średnio... Nie najgorzej, ale "Tysiąca kawałków" nie przebije. Plus za fragmenty listów, które wyróżnione są kursywą i nie gubią się wśród pozostałego tekstu.  


Starcie "Tysiąc kawałków" vs "Zaczynam od listu kochanie" definitywnie wygrała książka Anny Ziobro, ale mam nadzieję, że pani Justyna nie podda się i wyda kolejną książkę, która powali na kolana, bo jak to mówią "Najtrudniejszy pierwszy krok...". Biorąc pod uwagę kwestie graficzne, obie są sobie równe, kolorystyka, grafika, choć jakbym miała wybierać to tutaj postawiłabym chyba na książkę pani Justyny, bo ten błękit i kontrast z czerwienią jest cudny. Obie te książki znajdziecie i zakupicie bezpośrednio ze strony wydawnictwa Oficynka. Obie są obecnie po 40 zł. 

Jeśli czytaliście, to koniecznie dajcie mi znać, co Wy sądzicie o tych propozycjach. 


PODPIS

Komentarze

  1. Dziękuję bardzo. Pozdrawiam ☺️

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze o czym muszę napisać to przepiękne okładki - jestem nimi totalnie zauroczona! <3
    Z chęcią przeczytałabym obie książki.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładki są ładnie zaprojektowane, ale romandideł nie znoszę nie tylko w książkach. ;)
    ,,Bardzo lekka opowieść o młodej dziewczynie, która nie miała nigdy chłopaka, chciałaby znaleźć swoją miłość. W pewnym momencie w jej życiu pojawia się cichy wielbiciel." brzmi jak historia wielu dziewczyn, oklepane i poniekąd wspólne ze mną. 😅😹

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami się skuszę, na film głównie wtedy, kiedy wpadnę na niego przypadkiem w telewizji i mnie zainteresuje. Miłego dnia ❤

      Usuń
  4. Tak , zgodzę się z pięknem okładek 🤩 Bardzo ładnie piszesz :) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za romansidłami szczególnie polskimi. Wolę kupować książki w języku angielskim, aczkolwiek jeśli będę w Polsce, spróbuje sięgnąć po pierwszą, bo wydaje się ciekawa i nieprzekoloryzowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wypróbować, a nuż się spodoba. Miłego dnia! ❤

      Usuń
  6. ciekawy wpis :) Ja uwielbiam romansidła! To mój ulubiony rodzaj gatunków, a ta pierwsza wydaje się interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że się podoba. Zachęcam do przeczytania, może się akurat Ci spodoba, skoro lubisz romansidła. Miłego dnia! ❤

      Usuń

Prześlij komentarz

Hej,
Witam Cię na moim blogu, blogu na którym sporo się dzieje. Dziękuję za Twoją obecność i za każdy pozostawiony tutaj przez Ciebie ślad. Dziękuję za każdy komentarz, za Twoją obserwację. ❤ Życzę Ci miłego pobytu! Amelia