17 listopada

Makijażowy minimalizm


Nie pamiętam, czy już kiedyś Wam wspominałam, ale jestem raczej typem osoby, która się na co dzień nie maluje. Maluje się tylko od "wielkiego święta". Przez długi okres czasu w ogóle nawet od tego "wielkiego święta" się nie malowałam. Czasy gimnazjum to zazwyczaj było naprawdę minimum minimów i to zazwyczaj na dyskotekę - tusz do rzęs, jakaś pomadka, czasami korektor i puder, tyle, nic więcej! Tak naprawdę eksperymentować z jakimś makijażem zaczęłam dopiero w liceum, kiedy zaczęłam tak bardziej na poważnie działać tutaj na blogu, pierwsze "sesje zdjęciowe", na których byłam JA. Nie jestem osobą, która często pozuje do zdjęć, co z resztą widzicie po wpisach - nie umiem się ustawić, uważam, że źle wyglądam na zdjęciach, no i zazwyczaj nie ma mi kto ich robić, a samej jest mi trudno. Zdecydowanie lepiej się czuje, kiedy jednak stoję po tej drugiej stronie. Mimo że nie jestem żadną "photo artist". 


Wracając do meritum, biorąc pod uwagę, że rzadko występuje w roli modelki, to też rzadko sięgam po kosmetyki. Częściej i na pewno w większym stopniu zaawansowania niż jeszcze 3 lata temu, ale nadal nie za często. Jeśli odczuwam taką potrzebę wykonania makijażu, sięgam na pewno po trochę większą ilość kosmetyków, choć nie mam ich dużo w swojej kolekcji, bo nie miałabym, kiedy ich po prostu zużyć, ale nadal nie czuję się w tym pewnie - kreski to w ogóle odpadają! Powiekę jak pierwszy raz pomalowałam, to zmyłam natychmiastowo, a w pomalowanych pomadą brwiach wyglądałam jak klown (naprawdę, mogłabym zabawiać dzieci w cyrku, o ile by się nie wystraszyły!). Staram się, więc wybierać to, co zbytnio się w oczy nie rzuca, kolory cieliste,  mi się też wydaje, że mi mocne akcenty nie pasują i dobrze się w nich nie czuje, czuję się jak w przebraniu, jak nie ja. Ja w ogóle jestem typem osoby, która jeśli nie czuje pociągu do czegoś, to tego nie robi, nie zmuszam się do czegoś, co mi nie leży - nie palę, nie piję, jeśli ktoś obok mnie to robi - jego sprawa, nie moja. Do makijażu też się nie zmuszam, nie mam takiego czegoś, że inne dziewczyny, nawet młodsze się malują, to i ja muszę. Nie, co więcej, nawet na własną studniówkę nie idę, bo nie chcę robić czegoś wbrew sobie. Przemyślałam to, przeanalizowałam "za" i "przeciw" i decyzji nie zmienię, choćby ktoś mnie namawiał, ale o tym może opowiem w innym wpisie. Jestem indywidualistką. Kroczę własną drogą, bez względu na to, co jest obecnie na topie, co robią inni.

Z racji tego, że się raczej nie maluję to i kosmetyków mam nie za wiele, są to raczej tańsze produkty, z dolnej półki. Nie mówię, że to się nie zmieni, za 5,10,15 lat może będę robić kurs wizażu i kupować produkty z Hudy, Anastasii czy Diora (tak, znam marki, oglądam filmik makijażowe na YouTube, mimo że sama mam z makijażem do czynienia tyle, co nic), może tak być, nie przeczę, ale na ten moment nie mam zamiaru kupować czegoś, co posłuży mi raz albo i nie, bo po to nie sięgnę. 

Mój makijaż to podstawy, podstaw, choć i robię go kompletnie po swojemu, bez jakiejś większej nauki, praktyki. Wykonuję go w góra 7 min - mazu, mazu i gotowe! Jako pędzle najczęściej wykorzystuje pędzle, które zamówiłam na Zaful już jakoś w 2017 r., więc na tej stronie akurat ich może nie być, ale warto poszukać ich np. na Allegro, Alliexpress czy innych stronach, które gromadzą różne produkty. Cały zestaw 12 pędzli kosztował jakieś grosze, a pędzle są naprawdę świetnej jakości, włosie jest dość gęste, a wiem, że w wielu pędzlach z azjatyckich stron jest 5 włosków na krzyż. Pędzle są normalnej wielkości, nie jakieś mini. Farba nie odpryskuje. Myłam je już wielokrotnie, nic się nie stało, nie wyciekł klej, nic się nie odkleiło, odpadło. No i najważniejszy ich plus, na końcach, mają takie zaostrzone szpikulce, które służą mi do otwierania trudno otwieralnych kosmetyków. Są moim wybawieniem w takich trudnych momentach!


Jako bazy pod makijaż używam serum wygładzająco-ujędrniającego z Ziaji. Jako baza sprawdza się świetnie, skóra jest wygładzona, bardzo przyjemna w dotyku, miękka, a dodatkowo pięknie pachnie. 


"Podkłady" mam dwa, w zasadzie podkład i krem CC: kryjący podkład z Catrice w kolorze 010 light beige, jest ciutkę za jasny, więc mieszam go z kremem CC z OLAY do podobno jasnego koloru skóry, w rzeczywistości jest on ciemniejszy niż podkład z Catrice, razem tworzą kolor idealny. Na twarzy wyglądają bardzo dobrze i całkiem nieźle się trzymają, utrwalam je pudrem z Bell, którego męczę i męczę, ale powoli się już kończy. 


Następnie robię lekkie konturowanie, choć konturowaniem ciężko to nazwać, czasami nałożę trochę bronzera i rozświetlacza. Oba produkty pochodzą z kolekcji limitowanej Desert Rose z Bell. Potem dokładni TYMI SAMYMI produktami robię oko, na środek powieki dodatkowo nakładam jeden z foliowych cieni z kolekcji Carnival, również z Bell. Częściej jest to kolor 001, czyli ten złoty, rzadziej 002, miedziany. Oko wykańczam tuszem - podkręcam rzęsy i maluję. Zazwyczaj stawiam na tusz z Lovely, czasami na ten z Bell


Maluję usta, to są moje 3 ulubione pomadki kolorowe: Vivat Mat  z Revers Cosmetics, Vinyl Lips oraz Mat Liquid Lips z Bell i to tyle. 


Kilka ruchów ręką i efekt gotowy - bardzo delikatny, nieidealny, taki mój. Nie trzeba mi wiele, kilka produktów, nie potrzebuje całych szuflad wypełnionych kosmetykami po brzegi, tak, że się nie zamykają. Nie potrzebuje drogich marek, aby czuć się dobrze. Ważne to czuć się dobrze ze sobą w makijażu czy bez. Każda z nas jest piękna! Ja, Ty, Basia spod trójki! Tak, Ty także jesteś piękna, uwierz w to! 

12 komentarzy:

  1. Kochana pod pewnym względem jesteśmy do siebie bardzo podobne. Podoba mi się sposób w jaki podchodzisz do życia; podążanie własnymi ścieżkami i bronienie swoich racji :)

    Co do kosmetyków... od dawien dawna mam do nich wielkie uwielbienie. I choć na chwilę obecną przesadziłam ze swoimi zbiorami, nie sposób jest mi się z nimi rozstać :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc, to prawie nie widać, że jesteś pomalowana, ale w twoim wieku w ogóle nie myślałam o kosmetykach :D Ja tak trochę zaczęłam się malować dopiero w 4 technikum - eyeliner i tusz ;) Wcześniej jakiś tusz także od święta, ale tak naprawdę kosmetykami zaczęłam interesować się w wieku lat 21 :D. Jeżeli szukasz czegoś delikatnego do brwi to z catrise jest taka fajna kredka i nie kosztuje milionów i naprawdę można delikatnie je podkreślić - sama nie lubię takich mocnych brwi. A skoro jesteśmy przy Bellu, to dla mnie mistrzostwem była ich zeszłoroczna kolekcja Walentynkowa ♥♥♥

    Pozdrawiam serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Efekt jest naturalny i bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja osobiście nie nałożyłabym na twarz byle czego nie zależnie czy chodzi o makijaż czy pielęgnację. Tak samo jak ty rzadko się maluję bo czasu wiecznie brak. Kosmetyków kolorowych mam niewiele bo z 5 paletek, podkład, brązer, paletkę rozświetlacz, 3 tusze do rzęs i kilka pomadek. Jednak mając tą świadomość, że jeden kosmetyk starczy mi na na prawdę długo wolę zainwestować w coś porządnego :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie ostatnio mój makijaż bardzo się zmienił. Nie maluję się tak mocno, tylko kreska brązowym cieniem przy linii rzęs, tusz na rzęsy, delikatnie poprawić brwi, bronzer i rozświetlacz. To wszystko. Tak, bez podkładu. 🙈

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj do niedawna, sama nie nakładałam wgl podkładu, teraz robię to bardzo sporadycznie :)

      Usuń
  6. Ja Tak samo jak Ty. Mój codzienny makijaż jest minimalny do bólu ale jak przychodzi do lepszej okazji to wtedy szaleję :D

    OdpowiedzUsuń

Hej,
Witam Cię na moim blogu, blogu na którym sporo się dzieje. Dziękuję za Twoją obecność i za każdy pozostawiony tutaj przez Ciebie ślad. Dziękuję za każdy komentarz, za Twoją obserwację. ❤ Życzę Ci miłego pobytu! Amelia