RzepakoweLove


Dzień dobry, dzień dobry. Po AdSense na blogu ani śladu – zaczął za bardzo szaleć. Kiedy widziałam te reklamy wplecione w post, to aż mną telepało, brrr. Ile wytrzymałam? Tydzień – jakoś tak, sukces ogromny, że aż tyle. Nie o tym jednak.

Jak widać na zdjęciach, na Lubelszczyźnie żółciutko, wszędzie wokół porozkładane są rzepakowe dywany. Muszę Wam przyznać, że wygląda to przecudownie, w szczególności, kiedy widzi się te dywany porozkładane na wzgórkach, pagórkach albo spogląda się na te rzepakowe pola z wysokości. 

Wiosna to piękna pora roku, chociaż dla alergików z pewnością uciążliwa. Dla nie-alergików z resztą też. Przez pyłki roznoszone przez wiatr wszystko jest żółte: samochody, meble ogrodowe. Trzeba uważać, gdzie się siada, o co się opiera, aby uniknąć przykrej niespodzianki.


Tego dnia, kiedy zrobiłam te zdjęcia, nie miałam aparatu ani statywu przy sobie. Jedyny jaki miałam to ten w telefonie, więc zachęcona powiedzeniem, że najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie, zrobiłam kilka zdjęć widoczków. Nie wykluczam jednak, że wrócę tam jeszcze i zrobię sobie sesję "w rzepaku". "W rzepaku", nie w rzepaku. Rzepak to wdzięczna roślina dla fotografów, przepięknie ta intensywna żółć wygląda na zdjęciach, ale mówię NIE: niszczeniu go, deptaniu, zrywaniu. Dla zdjęć nie warto niszczyć czyjejś pracy. Chcesz zdjęcie w rzepaku? Kombinuj, szukaj pól, takich jak ja znalazłam, czyli zaraz obok drogi, a najlepiej pola przeciętego drogą, szukaj śladów ciągnika, kombinuj z ustawieniem aparatu, perspektywą. Gwarantuję, że jak się chce, to się da. Kochajmy rzepak, korzystajmy z jego uroków, ale z głową. 

Jeżeli ktoś z Was mieszka na Lubelszczyźnie, w okolicach Lublina i marzy mu się sesja w rzepaku to miejscowość ze zdjęcia to Łysaków. Co jakiś czas przewija się ona na moim blogu. To tutaj ucierpiał w lutym mój aparat.