Moja (nie) zwykła pielęgnacja włosów


Strajk nauczycieli trwa, więc stwierdziłam, że dodam dla Was nowy wpis. Nie jest to jednak wpis o strajku ani nawet o pożarze katedry Notre Dame. Chcę napisać kilka słów o moich włosach, o ich zwykłej-niezwykłej pielęgnacji. Jak sprawiłam, że szybko rosną? 


Zapewne spodziewacie się tutaj długiej listy produktów: szamponów, odżywek, masek, olejków, z każdej kategorii przynajmniej 5 różnych rodzajów. Tymczasem sprawa ma się całkowicie inaczej. Moje włosy są dość trudne i wielu produktów nie tolerują, więc w kwestii pielęgnacji jestem minimalistą. Zdarza mi się popełniać drobne grzeszki takie jak spanie w mokrych włosach, rozczesywanie mokrych włosów czy spinanie ich zwykłymi gumkami. Staram się to ograniczyć, ale wychodzi, jak wychodzi.

Moje włosy są dość cienkie, lubią się przetłuszczać i plątać. Niestety, nad czym ubolewam, nie są skłonne do układania, wszelkie loki odpadają, bo po godzinie już ich nie ma. Jedynym sposobem na lekkie fale są warkoczyki i to tylko te zrobione na mokrych włosach, trzymane co najmniej całą noc i do tego nie zawsze wyjdą. Co za tym idzie, nie używam lokówek, prostownic, karbownic itp. Jeden + na korzyść włosów jest. Po suszarkę sięgam prawie równie rzadko. Staram się je myć rankiem, wtedy mogą w sposób naturalny wyschnąć. Nie myję ich również codziennie, staram się je obserwować i myć wtedy, gdy tego potrzebują. 


Do ich pielęgnacji używam głównie tylko szamponu. Wybieram te z apteki, przeciwłupieżowe. Najczęściej Nizoral, Ziaje, obecnie testuje Zoxin Med. Przez swoje dotychczasowe życie testowałam różne szampony od najtańszych drogeryjnych do tych aptecznych. Jedne sprawiały, że włosy szybciej się przetłuszczały, inne, że włosy się okropnie plątały. Gdy tego potrzebuje sięgam po odżywkę. Moim faworytem w tej dziedzinie jest odżywka Swiss Image, o której już kiedyśc pisałam ( W NATURZE SIŁA | SWISS IMAGE ), więc nie będę się rozpisywać. Odsyłam Was do tamtego wpisu. 

Tak jak pisałam u góry, zdarza mi się popełniać drobne włosowe przestępstwa. Takim największym jest rozczesywanie włosów na mokro, ale nie robię tego klasyczną szczotką. Korzystam ze szczotki stworzonej na wzór Tangle Teezera, którą zakupiłam jakiś rok temu w sklepie Kik. Gdybym tego nie zrobiła, po wyschnięciu tego włosy będą mocno splątane, wygniecione i delikatnie pokręcone, ale nie jest to satysfakcjonujący efekt. 

Raz na jakiś czas zwiąże też włosy tradycyjną, materiałową gumką. Staram się to ograniczyć i najczęściej noszę włosy rozpuszczone. Nie mam ich aż tak długich, więc mocno mi nie przeszkadzają na co dzień. Wkrótce i tak czeka nas wizyta u fryzjera i delikatne podcięcie. Bye, bye włosy. 

Żeby nie było, że tak psioczę na te moje brązowe piórka. W życiu nie można mieć wszystkiego. Na ten moment włosy są w dość dobrej kondycji, nie wypadają na potęgę, odrastają w szybkim tempie, końcówki nie są porozdwajane. Marzyłam o lokach, mam włosy proste. Marzyłam o blond włosach, mam brązowe. Marzyłam o grubych, pięknych, długich włosach, mam cienkie i krótkie, bo takie najbardziej mi pasują. Wniosek z tego płynie taki, że każdy ma inne włosy. Ja nie muszę używać miliona produktów i włosy trzymają się całkiem dobrze, nie są obciążone, natomiast ktoś inny musi korzystać ze wcierek, masek itp. Grunt to obserwacja! 


A Wy jesteście włosomaniaczkami? Jak dbacie o swoje włosy?