Co wpłynęło na poprawę kondycji moich włosów?


Kilka tygodni temu napisałam Wam, że zaczynam walkę o zdrowe, piękne, lśniące włosy. Wystarczyło parę drobnych zmian, porzucenie złych nawyków pielęgnacyjnych, a na efekt długo nie musiałam czekać. Może słowem wstępu powiem, że w ciągu mojego całego dotychczasowego życia były good hair days i bad hair days. Raz włosy były piękne i gładkie, a kiedy indziej suche, napuszone, no tragiczne. Było to oczywiście uzależnione od mojego podejścia do nich. Kiedy z pośpiechu, a poprawniej byłoby powiedzieć lenistwa, kładłam się spać w mokrych włosach, budziłam się rano z szopą na głowie, której nie szło rano ujarzmić, a kiedy poświęciłam im chwilę uwagi, nakładałam maskę, suszyłam, były miękkie, lśniące, takie jak chciałam, jak po wizycie u fryzjera. Ale i tak chyba największą moją bolączką był stan skóry głowy i to, że te włosy wypadały garściami. Każde przeczesanie to była garść włosów na szczotce, nieważne co by się w moim życiu nie działo. Moje włosy były wszędzie, dosłownie wszędzie: na ubraniach, na poduszce, na podłodze. No, ale przyznaję się bez bicia, nie traktowałam ich najlepiej. Spanie w mokrych lub niezwiązanych włosach, prostowanie czy kręcenie lokówką, a jak i kręcenie to i tona lakieru, bo bez niego loki ulatniały się w trymiga to tylko część moich włosowych grzeszków. Postanowiłam jednak o nie zawalczyć i na razie walkę tę wygrywam. Jakiej broni używam? Już mówię!


1. Piję dużo wody

Na pewno spory wpływ na polepszenie kondycji moich włosów miał fakt, że przeszłam na dietę i zaczęłam bardziej przyglądać się temu, co jem, a także zaczęłam pić w końcu odpowiednią ilość wody. Wcześniej piłam bardzo niewiele, a przecież woda jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Za ten ruch odwdzięczyła mi się skóra i odwdzięczyły się włosy. 

2. Dobrałam odpowiednie kosmetyki i akcesoria do włosów

Pożegnałam się ze szczotką typu Tangle Teezer oraz tanimi, plastikowymi szczotkami z marketu za kilka złotych. Kupiłam nową szczotkę typu Paddle Brush, wcześniej miałam szczotkę bambusową od Olivii Garden i była okej, a teraz zdecydowałam się na tę z Rossmanna. Szczotki tego typu mają sporą powierzchnię, dość szeroko rozstawione włosie czy wypustki oraz amortyzującą poduszeczkę. Włosy rozczesują delikatnie, ale dokładnie. Bardzo wygodnie zbiera się nimi również włosy np. w kitkę. Należy pamiętać też o tym, że szczotki powinno się co jakiś czas myć, gdyż zbiera się na nich brud, łój.

Zrezygnowałam też z gumek-sprężynek oraz takich najtańszych gumek materiałowych, na poczet jedwabnych scrunchie, które dobrze trzymają włosy, ale nie odgniatają ich tak mocno jak gumki materiałowe, a także nie wyrywają tych włosów tak jak gumki-sprężynki.

Jeśli o takie włosowe gadżety chodzi, to kupiłam sobie w Rossmannie również bawełniany turban do odsączania wody. Zamiast turbanu można używać również bawełnianej koszulki, ale ja akurat takiej na stanie nie miałam, którą mogłabym do tego celu przeznaczyć, a turban kosztował jakieś grosze. Jedyny minus to to, że przypięli go do opakowania takimi plastikowymi "nitkami", po których zostały mikro dziurki. Mnie to nie przeszkadza, no ale...

Staram się też bardziej przyglądać temu, jakie produkty do włosów kupuję, obserwuję jak na poszczególne z nich reaguje moja skóra głowy i włosy. Przed zakupami robię też research na Wizaż, jeśli coś mnie szczególnie zaintrygowało albo u Włosomaniaczek, w szczególności polubiłam profil Julki @my_hair_tip, która swoją drogą wydała niedawno e-booki z przydatnymi tipami dla osób z różną porowatością włosów. Dzięki Julce dołożyłam do swojej pielęgnacji nieco więcej produktów niż tylko szampon i odżywka.

3. Świadomie myję

Czy wiedzieliście, że włosy powinno się myć dwukrotnie? Najpierw powinno być wstępne mycie włosów, które zmyje z włosów wszelki brud, kurz, zanieczyszczenia z powietrza, a potem dopiero powinno się wykonywać mycie właściwe, w którym w szczególności należy się skupić na skórze głowy. Ja nie wiedziałam, dopóki nie trafiłam na profil Julki.

Raz w tygodniu skórę głowy peelinguje i dokładam do tego mycie włosów mocniejszym szamponem. Jeśli mam chwilę czasu to olejuję włosy, a jeśli nie to olejek daję tylko na końcówki po umyci, a na resztę włosów serum, dzięki czemu włosy po wysuszeniu są w miarę proste i gładki bez udziału prostownicy.

Odżywkę oraz maski we włosy wczesuję grzebieniem do tego przeznaczonym, można też kupić szczotkę, którą będzie można po tym zabiegu wypłukać, ale ja postawiłam na wersję bardziej budżetową.

3. Nie śpię w mokrych włosach

Nie trzymam długo na głowie mokrych włosów, a broń Boże, nie śpię już w mokrych włosach, bowiem mokre włosy są podatniejsze na wszelkie uszkodzenia. Odsączam delikatnie włosy w turban, nakładam różne mazidła, rozczesuję i suszę włosy głową do dołu letnim nawiewem. Miałam nie polecać konkretnych produktów do pielęgnacji, ale mogę Wam powiedzieć, że bardzo dobrze u mnie sprawdziła się mgiełka z serii Radical od Farmony wzmacniająca włosy. Lubię spryskać nią włosy właśnie przed rozczesaniem. 

4. Śpię w związanych włosach

Zawsze na noc włosy wiążę, nie w koka, nie w warkocz, bo te akurat fryzury się u mnie średnio sprawdzają, ale w taki sznur, który zabezpiecza włosy, ale nie zmienia za bardzo ich kształtu. Nad ranem wystarczy, że włosy rozczeszę i fryzura gotowa.

5. Pożegnałam się z prostownicą

Odkąd dostałam prostownicę, miałam jakąś manie ciągłego lokowania albo prostowania, nawet kiedy końcówki tylko lekko były wywinięte. Prostownica leży, ale nie sięgam już po nią, bo i nie ma takiej konieczności.


Odkąd zmieniłam tych kilka rzeczy w swojej pielęgnacji włosów, stały się one mocniejsze. Nadal wypadają, ale w znacznie mniejszym stopniu. Teraz to jest garstka na cały dzień, a nie garść na jedno przeczesanie, a takich w ciągu dnia było na pewno co najmniej 5. Dzięki dokładnemu oczyszczaniu skóry głowy, włosy są też dłużej świeższe, ŁZS nadal jest w remisji, no i nie ma już łupieżu. Włosy po długości są z kolei miękkie niczym chmurka i w miarę proste, bez wspomagania ich prostownicą. 

Przede mną jeszcze wizyta u fryzjera, bo regularne podcinanie końcówek jest równie ważne.

Czy to, że zaczęłam się bardziej interesować tematami włosowymi, oznacza, że staję się Włosomaniaczka? Hm...