Nie taki powinien być finał


Dzień dobry moi mili. Co ja robię tutaj skoro w grudniu ogłosiłam koniec mojej blogowej kariery? Odpowiedź jest prosta  postanowiłam wrócić, bloger z bloga ucieknie, ale blogowanie z krwi blogera nigdy nie zniknie. Gdy opublikowałam tamten pożegnalny wpis, poczułam ulgę, że wreszcie zrzuciłam z siebie to brzemię. Nie był to wówczas dla mnie najlepszy czas, czułam się przytłoczona obowiązkami blogerskimi, studiami, zmianami w życiu prywatnym, trochę tego wszystkiego było. Byłam wykończona fizycznie i psychicznie. Stwierdziłam, że rezygnacja z blogowania to będzie najrozsądniejsze wyjście. Myliłam się, ulga była tylko chwilowa. Z biegiem czasu, zrozumiałam, że to nie może się tak zakończyć, że tyle blogowaniu poświęciłam, że sprawia mi to radość, że dzięki temu poznałam mnóstwo wspaniałych osób i nie mogę tak tego zostawić.


Przez te 2 miesiące sporo się u mnie pozmieniało, ale od początku: od Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli miałam przerwę świąteczną na studiach, ten czas spędziłam  moim Sz., mimo dzielącej nas odległości widzieliśmy się praktycznie co kilka dni, trochę u mnie. Przed świętem Trzech Króli zaszalałam i rozjaśniłam nieco włosy, a potem nastała szara studencka rzeczywistość – egzamin z egzaminem, kolokwium za kolokwium. Ostatnie kolokwium miałam na początku lutego i od tego czasu mogłam zacząć cieszyć się upragnionym wolnym.


Obijania się nie było, a to dlatego, że stanęło przede mną wyzwanie zwane przeprowadzką. Postawiłam wszystko na jedną kartę, złożyłam podanie o przeniesienie na studia zaoczne i wyprowadziłam się z domu rodzinnego. Kto obserwuje mnie na Instagramie, ten pewnie zauważył, że kręcę się ostatnio po powiecie bialskim: Wisznice, Włodawa, Sławatycze, że bywam często w Białej Podlaskiej.  To jest teraz mój nowy dom. 

Jak będzie wyglądała moja dalsza historia? Zobaczymy, jaki scenariusz napisze życie.