Kolekcjonowanie autografów - jak zacząć?


Ostatnio przy okazji małych zmian w pokoju, odkryłam swoje skarby i wzięło mnie na wspomnienia. Osoby będące ze mną od początku wiedzą, że miał to być początkowo blog stricte związany z kolekcjonowaniem autografów, a jednak jest coś zupełnie innego, mamy blog lifestylowy. Na ten moment moja przygoda z kolekcjonowaniem jest wstrzymana, czy będę ją kontynuować, tego nie wiem, czas pokaże. Pomimo to chciałabym stworzyć serię postów właśnie związanych z tym zajęciem opartych na moim doświadczeniu. Może dla kogoś to będzie jakaś inspiracja. Na pewno to będzie wspaniały powrót do przeszłości, przeniesienie się kilka lat wstecz.

Jak to się wszystko zaczęło? Moja historia.

Moja przygoda rozpoczęła się po prostu z nudy, z braku jakiegokolwiek innego zajęcia. Miałam 12 lat. Wszyscy znajomi woleli siedzieć pozamykani w domu przed ekranem komputera lub ze smartfonem w ręku a ja potrzebowałam coś robić, coś innego, coś, co mnie wciągnie (i wciągnęło). Pewnego dnia trafiłam na bloga Kasi Sielowskiej, którą jeśli to czyta, serdecznie pozdrawiam. Z tego, co mi wiadomo, blog chyba już niestety nie funkcjonuje, nie mogłam go odnaleźć, ale odsyłam Was na Instagram do Kasi (@kasiasielowska), na którym jest nadal aktywna. Kasia na blogu zamieszczała swoje nowe "zdobycze" wraz z krótkimi opisami, jak je zdobyła. Ja ze względu na swoje ubogie zasoby finansowe, a nie chciałam też obciążać portfela rodziców, uważałam, że szkoda tracić pieniędzy na chwilowe hobby, wybrałam najtrudniejszy sposób zdobywania autografów, czyli pisałam maile, pisałam wiadomości na Facebooku, w późniejszym czasie na Instagramie. Wyobraźcie sobie, jaki spam miałam w wiadomościach... Kiedy szukałam jakiejś konkretnej wiadomości, to musiałam przekopać się przez setki wiadomości. Trwałam tak ponad 2 lata, ale nawet jeszcze w 2017 dotarły dwa autografy. W tamtym okresie (rok 2014- 2016) było to dość popularne jak z resztą samo prowadzenie bloga. Blogów, grup, fanpage'y na Facebooku było na pęczki. Obecnie pozostali tylko wyjadacze. Ja takich autografów w swojej kolekcji mam na pewno ponad 100 na pewno. Nie liczyła się wtedy dla mnie jakość, to od kogo ja te autografy zbieram, ale ilość. Teraz, gdybym chciała do tego wrócić, na pewno zabrałabym się do tego inaczej, dwa razy bym się zastanowiła, czy ta dana osoba w jakichś sposób mnie inspiruje, jest moim idolem. Pisałam często do ludzi, których w ogóle nie kojarzyłam albo widziałam tylko raz w jakimś urywku w telewizji. Kolekcjonowanie autografów sprawiało mi ogromną frajdę. Codzienne wyczekiwałam w szkole ostatniego dzwonka oznaczającego koniec zajęć, aby czym prędzej czmychnąć do domu i sprawdzić, czy listonosz zostawił coś nowego do mnie. Zdarzało się tak, że był plik listów, nie było żadnego albo był jeden czy dwa. Niestety moją mamę ciekawość zżerała jeszcze bardziej. Gdy wracałam, koperty zazwyczaj były już otwarte, jeszcze pół biedy jak zdjęcia wrzuciła z powrotem do koperty. Jak mi je zostawiała na wierzchu, to nie było aż takiej niespodzianki. Dziękuje mamo! Nadal to pamiętam! Zdjęcia wszystkiego, co dostałam, zamieszczałam na stronie, którą prowadziłam wraz z opisami. Był to swego rodzaju mały blog na Facebooku. Kto by pomyślał wtedy, że wezmę się za prowadzenie prawdziwego bloga na poważnie? 

Jak za to się zabrać? Czego potrzebujemy?

Takie kolekcjonowanie wymaga ogromnych pokładów cierpliwości, wytrwałości, czasu, chęci oraz trochę środków finansowych (ale nie koniecznie). Ja, gdy zaczynałam, nie myślałam o przyszłości. Zaczęłam od określenia sposobu, w jaki chce je zdobywać:
SPOSÓB NR 1 - Osobiście przy okazji różnych eventów, 
SPOSÓB NR 2 - Wysyłając tradycyjne listy z dołączonymi zdjęciami i kopertami zwrotnymi
SPOSÓB NR 3 - Wysyłając wiadomości elektroniczne. 
Każdy z tych sposobów ma swoje plusy i minusy. 
SPOSÓB NR 4 - Wymiana lub kupno

Wybierając sposób nr 1, potrzebujemy ogromną ilość czasu, finanse na ewentualne wejściówki, bilety oraz chociaż szczyptę wytrwałości. W zamian za to mamy gwarancję, że autograf będzie na 100% autentyczny. Takiej gwarancji nie dają nam pozostałe dwa sposoby, bo niestety często autografy są nadrukowywane lub podrabiane. 

Stawiając na sposób nr 2, również musimy liczyć się ze sporymi kosztami wysyłki takowego listu i wywołania zdjęcia. Pamiętajcie, że do takiego listu warto dołączyć, choć krótki list, kim jesteśmy, co robimy, więc czas również jest potrzebny. Przy tym sposobie potrzebna jest również umiejętność wyszukiwania adresów, a często okazuje się, że nie jest to takie łatwe, jak się wydaje. No i oczywiście cierpliwość, ponieważ na takie listy trzeba troszkę poczekać. 

Sposób nr 3 jest pozornie najtańszy dla nas, jeśli twórca, aktor, piosenkarz zechce nam wysłać taki list, to zazwyczaj robi to na swój koszt. Nie możemy na niego naciskać w żaden sposób, starać się zdobyć autograf argumentując to tylko tym, że chcesz, a on ma Ci to wysłać i tyle. Nie, nie, nie. Nie tędy droga. Ja zawsze starałam się pisać z serca. Nie korzystałam z gotowych formułek w internecie. Pisałam tak, jak potrafiłam. Jeśli się udało zebrać coś nowego to super, jeśli nie to nie. Trzeba brać to pod uwagę, istnieje takie ryzyko. Trzeba też zrozumieć, że ta dana osoba ma swoją rodzinę, swoje zajęcia, swoje życie i nawet jeśli się zgodzi to z grzeczności, nie wypada dopytywać się, czy został list już wysłany, kiedy dojdzie itp. Pozostaje tylko czekać. 

Można pójść również na łatwiznę i wybrać sposób nr 4, który jest najbardziej kosztowny i najbardziej ryzykowny. Trzeba być ostrożnym i uważać na oszustów, którzy tylko czekają na jakiegoś początkującego. 

Jak przechowywać nasze zdobycze?

Kiedy tych listów ze zdjęciami zaczęło spływać coraz więcej, stwierdziłam, że nie warto trzymać ich po prostu w jakimś pudełku. Brudziłyby się, sklejały, wyginały, aby temu zapobiec, zakupiłam specjalnie mały segregator i cały zapas "koszulek" do niego. Wkładałam do niego zdjęcia, często po kilka w jedną koszulkę, ale robiłam to tak, aby każde było widoczne, nie niszczyło się, a zarazem, aby to estetycznie wyglądało. 


Koperty o dziwo również zbierałam, do tej pory mam większość z nich, spakowane są w oddzielne pudełko. Lubię czasem je przejrzeć, spojrzeć na daty, na miejscowości, na znaczki. Od niektórych osób np. Rafała Sonika dostałam duży plakat formatu A3, który nie mieści się do segregatora, leży więc w dużej teczce A3. Czasami do zdjęć dołączone było co nieco, rzeczy bez podpisu, które do segregatora nie pasowały, a wyrzucić też nie wypada - wszelkie wlepki, gumowe bransoletki, pocztówki. Takie rzeczy włożyłam w torebkę strunową i również umieściłam w pudełku z kopertami. 



Na domiar tego wszystkiego muzycy, często wysyłali płyty, które do klasera się nie zmieszczą, w pudełku się zniszczą, do teczki też nie za bardzo pasują. W tym momencie stanowią one ozdobę w pokoju, poukładane na specjalnym stojaku. Na początku swojej blogowej kariery dodałam nawet krótki wpis z kilkoma faworytkami, nie jest idealny, nie jest pełny, ale mam zamiar go rozszerzyć przy okazji tej właśnie serii. Wpis znajdziecie tutaj → 
MOJA KOLEKCJA PŁYT CZ.1. Szczęściarze i wyjadacze dostają nawet różnego typu pamiątki np. koszulki klubowe, książki, identyfikatory o nie również trzeba zadbać, by się nie niszczyły. 


Czego uczy kolekcjonowanie autografów?

Kolekcjonowanie autografów, jak każde kolekcjonowanie, bez znaczenia czy kolekcjonujemy kapsle, znaczki, monety czy np. karty uczy przede wszystkim cierpliwości. Na odpowiedź trzeba czekać czasami naprawdę długo, listy przychodzą jak widać nawet rok po zakończeniu "działalności". Dodatkowo trzeba być spostrzegawczym ze względu na wiele oszustw, fałszerstw w tej dziedzinie. Miejcie oczy szeroko otwarte! 

Co mi dało kolekcjonowanie autografów? Czego mnie nauczyło?

Oprócz tego, co napisałam w powyższym punkcie, dzięki temu na pewno nabrałam na pewności siebie. Pisałam do osób mi nieznanych, z innej sfery, osób popularnych. Ja zwykła, prosta dziewczyna z małej miejscowości. Myślę, że to, że wtedy się przełamałam, sprawiło m.in. to, że jestem tutaj, teraz i piszę dla Was ten wpis. Gdyby nie ta historia, nie wiem, czy bym się na to odważyła. No i chyba takim największym plusem jest to, że listonosz zna mój adres dokładnie i nawet jeśli numer domu na paczce do kogoś z mojej rodziny jest źle podany, to już wie, gdzie ma ją dowieźć :) 


Czy warto?

Na to pytanie powinien odpowiedzieć sobie każdy osobiście. Z mojego punktu widzenia kolekcjonowanie autografów jest niezmiernie satysfakcjonujące. Otwierasz kopertę i masz takie poczucie, że gwiazda światowego formatu poświęciła chwilę swojego czasu wyłącznie dla mnie, swoje 5 minut. Niby mała rzecz a uśmiech pojawia się na twarzy. Dodatkowo to pewnego rodzaju zabezpieczenie - na starość będzie, co pokazywać wnukom :) 

Komentarze

  1. Hejka tu Kasia Sielowska. Przecudowny blog,świetnie prowadzony.Miło słyszeć od osoby,która zaczeła kolekcjonowanie oddemnie,ciesze się że mogłam pomóc przy adresach i ich zdobywaniu.Czasami się zdaży,że wyślę próbę o autograf,ale tylko przez Facebooka.Poczta już nie wysyłam, lecz mam taką nadzieję, że jeszcze dostanę jakąś odp po czasie �� dziękuję za pozdrowienia i również pozdrawiam i będę tu zaglądać. Pa buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kasiu! Dziękuje, jest mi niezmiernie miło :) Miłego dnia!

      Usuń
  2. Osobiście nie kolekcjonuje autografów, ale jestem pełna podziwu do Twojej pasji! :)
    Chyba nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jaką satysfakcję czujesz podczas otwierania koperty.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Satysfakcja jest ogromna kiedy takie przesyłki się otwiera, ale któż się nie cieszy jak dziecko otwierając paczki i to jeszcze paczki-niespodzianki. Podobnie sprawa wygląda z paczkami PR-owymi. W tym momencie kolekcjonowanie jest w zawieszeniu, lecz może do tego kiedyś powrócę, nie wykluczam takiego obrotu sprawy :)

      Miłego dnia!
      A.Wolińska

      Usuń
  3. Jeju zazdroszczę autografu od Bajm

    blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również ogromnie cieszy, nie wiem czy miałabym okazję inaczej go zdobyć... Pomimo tego, że Beata pochodzi z moich okolic to niestety rzadko gra tutaj "mniejsze koncerty", na których łatwiej byłoby takowy podpis do kolekcji zdobyć.

      Pozdrawiam,
      A. Wolińska

      Usuń
  4. Jeju jak fajnie przeczytać, że ktoś się też tym pasjonuje (albo pasjonował). Masz rację, teraz została tylko garstka ludzi (w tym ja) którzy nadal piszą listy i maile. A ten moment gdy czeka na Ciebie list jest niesamowity! Jak masz ochotę to zapraszam do mnie :) https://autografygwiazd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ta ciekawość, co znajduje się w liście albo np. w paczce :D To tak ekscytuje ;)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawie napisane. Jestem pod wielkim wrażaniem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Hej,
Witam Cię na moim blogu, blogu na którym sporo się dzieje. Dziękuję za Twoją obecność i za każdy pozostawiony tutaj przez Ciebie ślad. Dziękuję za każdy komentarz, za Twoją obserwację. ❤ Życzę Ci miłego pobytu! Amelia